
Dużo rozwałki w tym nowym Mieszku. Daję o jedną ocenę niższą niż ostatnim trzem tomom, ale nie dlatego, że jest wyraźnie słabszy, tylko dlatego, że subiektywnie wolę więcej dialogów, fabuły i cichych momentów (na przykład widoków puszczy i jej zwierzęcych mieszkańców), niż flaków, wyłupionych oczu i bitew. Nie było aż tyle oddechu, tom zatytułowany Niepokój jest głównie nastawiony na akcję. Z radością więc przejmowałem te nieliczne momenty, kiedy akurat nie było jakiejś bitwy, na przykład, kiedy wjechało niemal pozbawione dialogów wznowienie relacji Mieszka i jego pierwszej żony Szabory. Same w sobie bitwy i potyczki były przedstawione nad wyraz ciekawie, zwroty akcji, taktyka w walce wzbudziły moje zainteresowanie, ale troszeczkę za dużo rodzynek w tym mieszkowym serniczku, a za mało sera. Ale to nadal rewelacyjna seria jest, tylko pozwólcie mi odetchnąć, pokażcie jakiegoś liska polującego na łące pod borem.

Jeśli ktoś będzie czytać kilka tomów z rzędu, to nawet tego nie zauważy, to jedna długa historia, po prostu w tym konkretnym tomie parę wydarzeń doprowadziło do zbrojnych rozwiązań konfliktów. Ale jeśli ktoś czekał rok na kolejny tom, to ciężko będzie nie zwrócić uwagi, że jest więcej akcji, a mniej fabuły, niż w poprzednich tomach. I teraz zależy kto co lubi. Ja należę do osób, które wolały jak Bilbo i Gandalf siedzieli sobie po bitwie pięciu armii i palili fajkę, niż samą bitwę. I tutaj jest tak samo.
Sześć tomów za nami, więc chyba można już spokojnie nazwać Mieszka jedną z najlepszych serii w historii polskiego komiksu i powoli zacząć go nazywać klasykiem. Moje oceny poszczególnych tomów: 8, 9, 10, 10, 10, 9.