Mój „drogi” (jakież to adekwatne w tej sytuacji), nie bój się, żadne robotnicze zagony nie będą cię odciągać od koryta (chociaż jestem na tyle stary, że jeszcze pamiętam jak podpalano komitety i wywożono partyjnych darmozjadów na taczkach. Historia lubi się powtarzać, więc może jednak nie będę cię aż tak bardzo uspokajał?).
A o festiwalowe niuanse też aż tak się nie martw, już dawno się przyzwyczaiłem, że jako autor komiksów jestem najniżej w hierachii.
Dziwi mnie jedynie, że tak bardzo oburza cię inicjatywa powstania Muzeum Komiksu w Krakowie, a jednocześnie tak ochoczo uczestniczysz w równie „lewackim” MFKiG w Łodzi.