Zrezygnował, bo w tamtych czasach w komiksie nie było miejsca na eksperymenty. W każdym razie Rosińskiemu tak się pewnie wydawało. Zwróć uwagę, że pierwszy Druillet to rok 1966. Nie mam pojęcia kiedy to mogło dotrzeć do Polski, ale zapewne znacznie później.
Miejsce było, vide Szpilki czy prace Skarżyńskiego, tyle, że chyba nie było aż takiej akceptacji dla eksperymentu w komiksie, szczególnie tym przeznaczonym dla "dzieci i młodzieży". Druillet nie wiem kiedy dotarł (jak sie okazało, Andrzejewski miał z górki, bo poznał go w Paryżu), ale np. Moebius był już znany, skoro Rosiński do niego nawiązywał w 1976.
Jak już napisałem wcześniej ilustracja to jedno, komiks to drugie. Ten potencjał może być nierealizowalny.
Niemniej, może pokażesz? Zobaczymy co straciliśmy.
Już wspominałem (sorry, ale nie mam dostępu do półek, bo siedzę w fabryce), sprawdź np. "Uwaga piegowaty", zarówno okładki jak i ilustracje, trochę tego można wygrzebać w sieci.
A wracając do głównego wątku (bo już mocno odpływamy), miałem okazję widzieć reakcje ludzi (i starszych i dzieciaków) na festiwalu w Strasburgu na albumy z "KiK", podchodzili, przeglądali, pytali co to i z jakich lat, a potem zdziwieni dpytywali, dlaczego to u nich nigdy nie wyszło? Wydaje mi się, że spokojnie nawet dzisiaj można by wystartować z Christą na tamtym rynku, i by się dobrze sprzedawało.