Ta przebrzydła nomenklaturowa Muza Czarzastego to jednak wydawnictwo, które kłamie jak bura suka, umieszczając na okładkach informację, że Kloss jest wydany „zgodnie z oryginałem z 1971 r.”. Takiego wała!
W ogromnej liczbie zeszytów – a najbardziej to widać w Partii Domina – mamy radosne, nieudolnie wpisywane teksty w dymkach. Widąć na pierwszy rzut oka, gdzie jest oryginalne liternictwo, a gdzie odwalono tę fuszerkę. Pytanie - przy którym wydaniu po raz pierwszy? Drugim, trzecim, czy czwartym? Mam tylko pierwsze, a w nim liternictwo jest w porządku. W dolnym dymku poniżej widać jak wyglądało oryginalne we wszystkich zeszytach pierwszego wydania.
I nie dość, że wygląda jakby ktoś myszką wpisywał literki w komputerze (a może nieudolnie ręcznie?) to jeszcze tak znienawidził „i”, że konsekwentnie je pomijał w wielu miejscach.
Jest też zabawa w zgadywanie, co autor miał na myśli, bo przecież po co w całości wypełniać dymek?

Nie brak też zabaw z kolorami, bo jak się bawić, to bawić na całego!

A żeby na zakończenie tomu był mocny element, to w ostatnim zeszycie wdrukowano część kadru z kolejnej parzystej strony, co oczywiście pozbawia nas oryginalnego kadru, który powinien widnieć zamiast tego fragmentu.

Tak, to zaiste tom godny 50-lecia tej serii.
Naszła mnie ochota na zakup wersji po czesku w nadziei, że przynajmniej tam liternictwo jest jednolite i bez ubytków.
Horror, horror.