Mam dziwne wrażenie, że rozmawiamy o kilku różnych sprawach.
„Wizerunek” w świetle widzenia PA musiałby być przeniesieniem np. fizjonomii konkretnego autora 1:1 na karty komiksu, a nie interpretacją graficzną danego rysownika.
Czyli w sądzie osoba (lub jej spadkobiercy), która domniemuje, że jej wizerunek został wykorzystany musiałaby udowodnić, że to ona jest na danym rysunku, a nie np. łudząco podobny do niej, przypadkowy przechodzień, który zainspirował rysownika (i taki obowiązek wynika właśnie z art 78.1, to nie autor rysunku ma to udowadniać, tylko pozywający). Wystarczy drobna anomalia na fizjonomii i nie ma szans.
Ba, w absurdzie, który niektórzy tutaj próbują wygenerować można by pogrążyć praktycznie wszystkie komiksy, w których pojawia się jakakolwiek twarz mająca swój odpowiednik w świecie realnym, czyli np. Wiedźminy Polcha czy jego Funky Kovale, naszpikowane przecież portretami.
Swoją drogą, skoro już pogrążamy się w tak daleko odjechanych dywagacjach, pozwolę sobie zacytować orzeczenie SN w tej kwestii: aby wizerunek był objęty ochroną prawa cywilnego, musi być wykonany tak aby dawał możliwość identyfikacji osoby przedstawionej, bez względu na sposób ujęcia (z przodu, z boku, etc.). Rozpoznawalność musi mieć natomiast charakter powszechny (nie ogranicza się do wąskiego kręgu osób).
Czyli nie wystarczy, że w komiksie pojawia się postać podobna z twarzy do np. Mikulskiego, musi mieć identyczną twarz, dokładnie taką samą sylwetkę, proporcje ciała itd.
W dodatku jestem bardzo ciekaw jak taki sąd orzeknie, że to jest ten, konkretny aktor, jeśli rysownik przedstawi osobę podobną do tego aktora? Przypomnę, że teoretycznie każdy z nas ma gdzieś swojego fizycznego sobowtóra, a znalezienie fotografii kogoś już od dawna nieżyjącego, kto kogoś przypomina, również nie sprawi problemu.