Niedawno ukazał się drugi tom najnowszego wydania jednej z najlepszych historii z przygodami dwóch marynarzy, korzystając więc z okazji, przypomniałem sobie trylogię, a obecnie w sumie dylogię "Śladem Białego Wilka". I ojej, ależ to jest dobre! Czytało mi się to świetnie te 35 lat temu, czyta się świetnie także obecnie!
A że wrażenia z lektury miałem przyjemność obgadać z
Łamignatem z Fundacji Kreska oraz ze
Spiffem z naszego forum, i wyszło parę ciekawostek, dopstrykałem więc fotki i pozwolę sobie wrzucić w niniejszym wątku małe porównanie różnych wydań. Oczywiście nie są to jakieś nie wiadomo jakie odkrycia, większość z tych ciekawostek już wielki temu opisana była na blogu
Na plasterki. Wtedy w porównaniu z edycją czarno-białą, tutaj z najnowszą, kolorową i po raz pierwsza kompletna. No przynajmniej w założeniu, gdyż okazuje się, że niestety do kompletności niewiele, ale jednak czegoś zabrakło...
Historia pierwotnie publikowana była na ramach
Wieczoru Wybrzeża w latach 1966-1967, oczywiście wtedy była dostępna tylko lokalnie, natomiast w 1989 i 1990 roku
Krajowa Agencja Wydawnicza wydała ją w postaci trzech tomów zbierających prawie wszystkie paski gazetowe zaprezentowane w pełnym kolorze. Braków nie było dużo, usunięto w sumie 10 pasków, dodano jeden, dodatkowo pojawiły się małe zmiany w tekście.
W 2007 roku historię wznowił
Egmont w swojej niesławnej serii Klasyka Polskiego Komiksu, niestety w formie czarno-białej, do tego nadal z brakami. W tym roku pojawiło się kolejne wydanie, które w dwóch tomach zbiera cały komplecik pasków, dodatkowo pokolorowanych całkowicie na nowo.
Trzy wydania, pierwsze mam w formie zbiorczej, czyli oprawione przez introligatora:



Pierwsze wydanie to trzy przepiękne okładki, niestety z powodu zmiany formatu, nieco zmasakrowane w najnowszej edycji.



Finalna wersja okładki drugiego tomu najnowszej edycji nieco rożni się od zapowiedzi. Mały szczegół, ale bardziej uwypuklono, że nasi bohaterowie spadają przez dziurę w podłodze. Wcześniej nie było to aż tak zaakcentowane.

Nowe kolorowanie wypada bardzo dobrze, oczywiście kolorki są o wiele żywsze, ujednolicono także takie szczegóły jako kolor plecaka, który zmieniał we wcześniejszym wydaniu swój odcień z kadru na kadr.

Wcześniej także występowały białe obszary pod czarną czcionką, obecnie dorobiono kolorowe tło, a tam gdzie było dość ciemne, zmieniono kolor czcionki na biały.

Porównanie edycji czarno białej, brak koloru i mniejszy format jednak wpływają na odbiór.


Na swoje miejsce powracają dwa paski przedstawiające zakładanie pułapek:

Ciekawostką jest zmiana tekstu w kolejnym pasku, w edycji KAW miała ona niby uzasadnienie z powodu usunięcia pasków, teraz gdy same paski powróciły, do oryginalnego tekstu jednak nie powrócono, a zachowano wersję KAW.

W oryginale było tak:

Ciekawe skąd taka decyzja? Choć w sumie czy
Pewnego razu czy
Nazajutrz raczej chyba nie robi większej różnicy dla samej akcji?
Wrócił także dość fajny pasek z problemami ze zdejmowaniem pucharu z głowy Brodacza:

Brodacz także jest główna postaci największej wpadki zarówno wydania czarno-białego jak i najnowszej edycji! Nasz kochany wydawca pominął jeden dymek! Zapewne o błędzie było wiadomo, dlaczego nie przywrócono go przy okazji uzupełniania brakujących braków??!! Fuszerka pełną gębą!


Na szczęście pozostawiono pasek którego nie było w edycji gazetowej, a został dorysowany do wydania KAW. W tymże wydaniu pozostawiono numerację pasków, ten dorysowany oczywiście takiego numerka nie posiada. Najnowsza edycja została numerków całkowicie pozbawiona.


Najważniejsze uzupełnienie, czyli szereg pasków przedstawiających podróż naszych bohaterów. Całkiem zabawne dwie przygody przedstawiające spotkanie w pociągu ze spora grupką przedstawicielek płci pięknej oraz komedię omyłek z parą agentów.



Ponownie mamy sytuację ze zmienionym tekstem w wydaniu KAW, tym razem najnowsza edycja wraca do korzeni.


I koniec! Ostatni pasek także został zmodyfikowany do wydania książeczkowego, wersja ta, całkiem sensownie, znalazła się także w najnowszej edycji.


Historia nadal się broni, Christa miał wręcz zatrzęsienie doskonałych pomysłów, komiks czyta się wprost wyśmienicie. Humor w ogóle się nie zestarzał, choć niektóre problemy, jak choćby próba znalezienia telefonu dla młodszych czytelników mogą wydawać się dziwne.
Nowe wydanie wypada rewelacyjnie, choć nie każdy lubi przemodelowanie pasków poziomych na pionową formę, to także w tej formie albumy nadal wprost się pochłania. Trochę szkoda wspaniałych okładek z wydania KAW, niestety musiały zostać przemodelowane, nie wypadło to najlepiej, ale trudno byłoby uzyskać lepszy efekt. Cieszy uzupełnienie brakujących pasków, natomiast niewątpliwą wpadką jest pominięcie tego nieszczęsnego jednego dymka. Błąd ten dziwi tym bardziej, że pojawił się przecież też w wydaniu z 2007 roku, więc zapewne wydawca wiedział, co należało poprawić. Szkoda też, że nie przedrukowano rysunków ze stron tytułowych edycji KAW. Pominięcie jednej zmiany w dymku już na tym tle aż tak nie razi. No cóż, będzie co poprawiać do edycji zbiorczej.
