Wreszcie i do mnie dotarła "Szkoła Latania" w nowej aranżacji, przejrzałem, i cóż, mam mocno mieszane uczucia. Bezsprzecznie jest to bardzo ciekawy projekt, jak dla mnie, jego największym plusem jest szeroki przegląd polskich rysowników. A muszę przyznać, że niektóre plansze na tyle mnie zaintrygowały, że zacząłem szukać, co też dany artysta jeszcze stworzył. Oczywiście jeżeli chodzi o tych, których wcześniej nie znałem, a jednak nie orientuję się aż tak dobrze we współczesnym polskim komiksie. I to traktuję jako największą zaletę tego wydania.
Parę plansz to po prostu praktycznie przerysowane plansze Christy w stylu danego rysownika, i niestety, sporo wypada jednak słabo. Oczywiście chodzi mi o subiektywne odczucia, tak samo dotyczy to twórczości danego twórcy. To co dla mnie jawi się jako koszmarek, dla kogoś innego może być arcydziełem i vice versa. Najbardziej zaintrygowały mnie plansze, gdzie dany twórca wniósł coś więcej, czy to zmieniając kompozycje, stosując inne kadrowanie, czy nadając większej dynamiki wydarzeniom przedstawionym na rysunkach.
Ogólnie, według mnie album jak najbardziej wart poznania, i ewidentnie nadający się do bardziej oglądania niż czytania. Czyta się zresztą go bardzo słabo, jednak nagromadzenie różnorodnych styli wpływa na płynność narracji. Ale nie o czytanie tutaj chodzi, tym bardziej, że pewnie sporo osób "Szkołę Latania" zna na pamięć. Projekt jak najbardziej udany, ale wystarczy zaserwowanie go jednorazowo. Jak Egmont wpadnie, by rozciągnąć projekt na inne albumy, to już powiem pas.



Jest i Zbigniew Kasprzak!

Stopka z nazwiskami i numerkiem

Trochę przykładowych fotek. Uwaga, jako że na każdej stronie mamy innego twórcę, to oczywiście żadne przykładowe fotki nie będą miarodajne! Wśród twórców warto także zwrócić uwagę na Jacka Skrzydlewskiego, którego pełnoprawną historyjkę z Kajko i Kokoszem za jakiś czas wyda Egmont.









Oprócz samego komiksu znalazło się także tutaj miejsce na nowe interpretacje okładek.

Truściński i Turek!

Są biogramy autorów,

i miejsce na autografy.


