Autor Wątek: Jerzy Wróblewski  (Przeczytany 6503 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline nori

Jerzy Wróblewski
« dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 00:25:53 »
Hm, zaskoczenie, często rozmawiamy na forum o Jerzym Wróblewskim, ale szukałem i nie znalazłem wątku stricte mu poświęconego. Pozwolę sobie takowy więc założyć, tym bardziej, że chciałbym się podzielić wrażeniami na temat odświeżonych wydań jego albumów. Ich zdjęcia już wrzucałem do wątku z kolekcjami, ale tutaj pokusiłem się o porównanie z wcześniejszymi wydaniami.

Jerzy Wróblewski był niezwykle płodnym artystą, stworzył wręcz zatrzęsienie najróżniejszych historii, niestety, gros z nich jednak był obciążony realiami czasów w których tworzył, stąd też czuć wyraźny smrodek czy to dydaktyczny czy propagandowy. Na szczęście wśród dzieł które narysował można znaleźć także takie, które nastawione były na czysta rozrywkę, i świetnie w tej roli się sprawdzały. Scenariusze reprezentowały różny poziom, ale w połączeniu z niesamowitą kreska Wróblewskiego, komiksowe opowieści okazywały się niezwykle przyjemną lekturą. I co najważniejsze, czyta je się dzisiaj równie przyjemnie, jak te 40 lat temu.

Obecnie sporo komiksów Wróblewskiego jest wznawianych, począwszy od najstarszych komiksów prasowych, poprzez zeszyty z serii „Kapitan Żbik”, po wznowienia wydań albumowych. Świetnego odświeżenia, i to zarówno w formie albumowej jak i w wydaniu zbiorczym, doczekał się „Binio Bill”, nie tak dawno pojawił się album „Vahanara!”, a także szereg już obecnie dostępnych albumów głównie o tematyce sensacyjnej.



Na powyższym zdjęciu nowe wydania w zestawieniu ze swoimi pierwowzorami. Już same okładki cieszą oko wyraźnie lepiej odwzorowanymi kolorami, a i forma zachwyca: dobry papier, twarde oprawy, w środku sporo dodatkowego materiału.

Skradziony skarb” to dynamiczna opowieść sensacyjna, doskonale wręcz narysowana przez Wróblewskiego. Pierwsze wydanie ukazało się w 1986 roku, i wyraźnie widać różnice, komiks prezentuje się wybornie na dobrym papierze i z odpowiednio odświeżonymi kolorkami.



Powrót do tej historii to sama przyjemność, choć jak czytałem ją lata temu i jak czytam obecnie, nadal nie mam pojęcia, co odwróciło uwagę Barbary?



Nie zabrakło dodatków, znajdziemy tutaj notki o Macieju Kuczyńskim, Małgorzacie Holender oraz samym Jerzym Wróblewskim. Jest też krótka historia wydania samego albumu uzupełniona o szkice oraz ciekawe i bogato ilustrowane opracowanie „Gwiazdy filmowe w komiksach Jerzego Wróblewskiego”. Oczywiście opracowania spod reki Macieja Jasińskiego, czyli specjalisty w temacie twórczości Wróblewskiego, i w sumie mecenasa jego spuścizny.





Równie przyjemnie jest powrócić do albumy „Figurki z Tilos” pierwotnie wydanych w 1987 roku. Także tutaj otrzymujemy dynamiczną opowieść sensacyjną, jednak samo odświeżenie w tym przypadku wypadło nieco dziwnie.

Większość kolorów jest ładnie odrestaurowana, ale niestety postacie wyglądają, dosłownie, blado! Akcja albumu rozgrywa się w dość ciepłych obszarach globu, i jednak postacie powinny być bardziej opalone. Szczególnie Helena, która nie boi się odsłaniać rąbka swojego ciała. Widać to szczególnie w dość znanej sentencji kadrów:





Karnacja wypada o wiele lepiej na oryginalnych planszach!





Nawet wśród dodatków jest strasznie ubogo, otrzymujemy zaledwie trzy strony poświęcone historii powstania albumu i parę szkiców. Po rewelacyjnie odświeżonym „Skradzionym skarbie” niestety „Figurki” wypadają, nomen omen, blado….



Trzeci album sensacyjny pierwotnie opublikowany został w magazynie „Relax” w latach 1978-1979, po czym wznowiono go w formie albumowej w 1988 roku. Wersja odświeżona na szczęście wypada jak w przypadku „Skradzionego skarbu”, nic pod tym względem „Czarnej róży” zarzucić nie można!



Odświeżenie dotyczy wersji albumowej, gdyż już wtedy pojawiły się różnice w kolorowaniu w stosunku do wersji z „Relaxu”,



czy nawet całkowicie przerysowana od nowa plansza!



Nowa edycja zaznacza te różnice, i w dodatkach znajdziemy także pierwotną planszę!





Ale to nie wszystko! Ogromną niespodzianką jest dorzucenie do albumu krótkiej historyjki „Szklana kula Pani Księżyc”, pierwotnie wydrukowanej w formie czarno-żółtej w albumie „Diamentowa rzeka”, a tutaj uzupełnionej o kolorki. Co prezentuje się wręcz zjawiskowo!





Przepiękne wydanie! Cała trylogia sensacyjna wypada niezwykle udanie, z małym potknięciem przy „Figurkach”. Szkoda jedynie, że do kompletu Ongrys nie dorzucił do któregoś z albumów „Fortuny Amelii”, choć z drugiej strony, ta krótka historyjka wypada dość słabo pod względem scenariusza, i wyraźnie odstaje od „Skarbu”, „Figurek” i „Róży”.





Ale to nie koniec! Nowej wersji doczekał się także „Hernan Cortes”, który już w 1986 roku zachwycał, a teraz zachwyca jeszcze bardziej!



Kolorki prezentują się przewspaniale, do tego w niniejszym przypadku odpowiednio zadbano o karnację poszczególnych postaci!



I co warto podkreślić, nowe wydanie to pierwsze wydanie w pełni kompletne, uzupełnione o jeden kadr, wcześniej ocenzurowany!



Także dodatki wypadają niezwykle atrakcyjnie, poświęcono w nich miejsce nie tylko Wróblewskiemu i jego twórczości, ale także Stefanowi Weinfeldowi.





Perełka!

Jedźmy dalej! Określenie użyte z premedytacją, gdyż już na okładce wita nas pędzący jeździec.


A przy okazji mamy zmianę wydawcy, w/w albumy wydał Ongrys, natomiast za „Przyjaciół Roda Taylora” odpowiada Kultura Gniewu.

I niestety już od razu pojawia się dziwny zgrzyt. Podłoże po którym cwałuje rumak, mimo że słabo widoczne, to jednak ewidentnie nie jest wersją oryginalną i odświeżoną, ale narysowane zostało od nowa. I to nawet nie przerysowane! Do tego zupełnie niezrozumiałe dla mnie jest dlaczego koń ma… niebieskie kopyta!? Odświeżenie oryginalnych kolorów, a nawet ich poprawa w nowych wydaniach jest jak najbardziej wskazana, ale tak dziwna ingerencja w oryginalny rysunek już raczej niekoniecznie.

A dalej robi się jeszcze dziwniej. Wydawca z nieznanych powodów pobawił się… niebem. Nie dość, że przepiękny odcień błękitu został zmieniony na kolor o wiele „smutniejszy”, to jeszcze warto przyjrzeć się konturom chmur – wyraźnie widać ponownie niezrozumiałą ingerencje w oryginalny rysunek! Ostre krawędzie i szczegóły zostały wyraźnie rozmyte! Coś takiego nie powinno mieć absolutnie miejsca, ponownie, jest to już ingerencja w oryginalne dzieło artysty! A tutaj kwiatki się nie kończą, zmieniono kolorystykę niektórych postaci – w oryginale mężczyzna stojący trzeci od lewej na pierwszym kadrze to kto inny, niż osoba z kadru trzeciego, w nowej wersji jakby chciano sprawić wrażenie, że to ta sama postać. Nawet im wąsy wybielili! O dziwnej barwie gór majaczących na horyzoncie nie ma już chyba co wspominać.

A to dopiero pierwsza plansza!



Na drugiej już wiadomo dlaczego wąsy zostały wybielone, tutaj są siwe, więc najwidoczniej wydawca chciał ujednolicić. Tyle że się trochę rozpędził. Rozpędził się także przy głównej nagrodzie, srebrnym winchesterze, który w oryginale był cały srebrny, a w nowej wersji ma tylko srebrne niektóre elementy.



Na szczęście są też plusy, jak choćby lepiej oddana czerń, w pierwszym wydaniu wyraźnie widać, że czarne obszary nie są jednolite, wchodziło na nie kolorowanie, jakby nie do końca przykryte czarnym tuszem.



Jednak kolą w oczy takie niuanse jak kolor nieba i te nieszczęsne, sztucznie rozmyte na krawędziach chmury. Na poniższym porównaniu widać także dokładnie, że rysunki w wydaniu z 1984 roku posiadają jakby wyraźniejszą kreskę i więcej szczegółów.



Można dywagować, gdzie kończy się delikatne poprawienie oryginału, a zaczyna niedopuszczalna w niego ingerencja. Poprawienie kolorystyki napisu „Saloon” wydaje mi się słuszna, ale dokolorowywanie kawałka skały już nie. Tym bardziej, że nie ma to żadnego uzasadnienia.





Oryginalny albumik był dość cienki, więc wydawca zadbał, by znalazło się tutaj nieco materiału dodatkowego. Otrzymujemy więc ostatni, niedokończony komiks Wróblewskiego „My nigdy nie śpimy” opublikowany już w trzecim tomie kolekcji „Z Archiwum Jerzego Wróblewskiego”, jednak tutaj po raz pierwszy zaprezentowany w formie kolorowej. Wygląda to naprawdę nieźle. Nie zabrakło także artykułu o miłości rysownika do westernów, oczywiście bogato ilustrowanego.







Dodatki oczywiście jak najbardziej na plus, ale sama forma odświeżonej wersji jednak zahacza o fuszerkę i jest pełna niepotrzebnej ingerencji w materiał źródłowy. Wydawca swoją indolencje zresztą zaprezentował nawet w opisie albumu: „Zawody strzeleckie w Cross City wygrywa Tom Ford, a zdobytą nagrodę – srebrnego winchestera – wkrótce wykorzystuje podczas sprzeczki w salonie”. Jak widać na załączonych wcześniej zdjęciach, we wspomnianym saloonie używa rewolweru, a nie winchestera… Ten komiks ma parę stron, jak można było taki babol walnąć? I jeszcze liczyć sobie za to okładkowo 49.90 złotych, czyli tyle samo, co wznowienia Ongrysa…



Po wielu latach od powstania, obcowanie z twórczością Jerzego Wróblewskiego nadal sprawia ogromną przyjemność, tym bardziej zaprezentowanie w nowej formie jednych z jego najlepszych historii zachęca, by ponownie po nie sięgnąć. Naprawdę udane odświeżenia uzupełnione o atrakcyjne dodatki powodują, że nawet mając stare wydania, warto zaopatrzyć się w nowe. „Figurki z Tilos” wypadły nieco słabiej, ale nadal mogą stanowić smakowity kasek. Szkoda jedynie, że zmasakrowano „Roda Taylora”, w tym przypadku lepiej jednak poszukać pierwszego wydania. Odświeżenie niestety zbyt bardzo ingeruje w rysunki Wróblewskiego, do tego paradoksalnie gubiąc jeszcze wiele szczegółów z perfekcyjnie tworzonych przez artystę kadrów.

Offline Tymon Nadany

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #1 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 11:43:17 »
Ciekawe czy doczekamy się nowego wydania Legend z Wysp Labiryntu, pasowałoby aby postawić na półce obok świata mitów Egmontu.

Offline volker

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #2 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 12:16:27 »
Oprócz Legend z Wysp Labiryntu mogliby wydać jeszcze zbiorczo Biblię.

Offline Jaxx

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #3 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 12:43:47 »
Ciekawe czy doczekamy się nowego wydania Legend z Wysp Labiryntu, pasowałoby aby postawić na półce obok świata mitów Egmontu.

Jest w zapowiedziach, więc raczej będzie. Chyba na końcu "Skradzionego Skarbu" była wrzutka.

Offline bosssu

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #4 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 15:44:09 »
Nie wiem dlaczego na Gildii sugerują że Przyjaciele Roda Taylora są w formacie A4....
https://www.gildia.pl/komiksy/605051-przyjaciele-roda-taylora

Offline Jaszczu

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #5 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 16:26:40 »
Cytuj
Jednak kolą w oczy takie niuanse jak kolor nieba i te nieszczęsne, sztucznie rozmyte na krawędziach chmury.

To tylko moje domysły, ale podejrzewam, że kolor był kładziony zupełnie od zera a nie odtwarzany ze starego wydania tak jak np. w przypadku Żbików. I o ile uwaga do srebrnego Winchestera jest słuszna, tak te chmurki czy przeciągnięty kolor na skale to trochę czepialstwo. Wydawca albo dysponował jedynie oryginałami samego tuszu bez koloru na blaudrukach albo pozyskał go ze starego wydania.

Offline Spiff

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #6 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 16:59:30 »
To tylko moje domysły, ale podejrzewam, że kolorysta to nieuk albo ignorant.
- No i jesteśmy na bezludnej wyspie.
- Jaka tam ona bezludna! A ty, to pies?

Offline Spiff

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #7 dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 17:40:29 »
Super prezentacja @nori !
...

Cytuj
Ale to nie koniec! Nowej wersji doczekał się także „Hernan Cortes”, który już w 1986 roku zachwycał, a teraz zachwyca jeszcze bardziej!
Warto jeszcze wspomnieć o wydaniu powiększonym w wersji czarno-białej :
https://www.gildia.pl/komiksy/529251-hernan-cortes-i-podboj-meksyku-wersja-czarno-biala

Jeszcze nie posiadam tego wydania, wrzucam więc kilka fotek użytkownika Death.












foto: Death

https://forum.komikspec.pl/dzial-ogolny/ongrys/msg188217/#msg188217


- No i jesteśmy na bezludnej wyspie.
- Jaka tam ona bezludna! A ty, to pies?

Offline greg0

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #8 dnia: Nd, 30 Czerwiec 2024, 11:48:46 »
Przyjaciele Roda Teylora
Cytuj
Można dywagować, gdzie kończy się delikatne poprawienie oryginału, a zaczyna niedopuszczalna w niego ingerencja.

To tylko moje domysły, ale podejrzewam, że kolor był kładziony na zasadzie : "w dupie mam oryginał, zrobie to po swojemu."
Ważne żeby narzekać...

Offline Jaszczu

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #9 dnia: Nd, 30 Czerwiec 2024, 16:54:56 »
Przepraszam, że zachciało mi się tu napisać coś nie do końca po linii forumowych mędrców. Widzę, że w odpowiedzi mogę liczyć jedynie na szyderę. Bardzo przyjazna społeczność zachęcająca do zabierania głosu.

Offline deFranco

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #10 dnia: Pn, 01 Lipiec 2024, 12:23:11 »
Szkoda jedynie, że do kompletu Ongrys nie dorzucił do któregoś z albumów „Fortuny Amelii

Ja właśnie zabieram się za kupowanie tych sensacji Wróbla i trochę mi przykro, że pominięto "Fortunę".

Zawsze miałem do niej nieco słabości. Krótka nowelka wyglądała jakby była zaledwie streszczeniem większego
komiksu. Czułem tam potencjał na dobrą dłuższą historię (lepszą niż Róża i Figurki).
Mój ranking: 1) Skarb 2) Figurki 3) Róża

Kiedy Ongrys zapowiedział tą "serię" proponowałem im by wydali tematycznie wszystko w integralu.
Kiedy zaczęli już wydawać pojedynczo, proponowałem by dać 3 tomy (Skarb, Figurki, Róża) a w 4 zebrać
te krótsze szorty" "Fortuna, coś z Diamentowej rzeki, Wywiadowca XX wieku". Może uzbierał by się tomik.
I mielibyśmy wszystko Wróbla w temacie kryminał/sensacja (kolor) (naturalnie nie licząc kapitana).
Niestety groch o ścianę.

No i szkoda, że Wróblewski nie doczekał się rysownika następcy, który mógłby kontynuować jego dzieło
i dalej robić taką kryminalno/przygodową serię osadzoną w realiach lat 70/80. Brałbym.
Czekam na: Bob Morane, Ric Hochet, Vampirella, Tomb of Dracula, Den, Indiana Jones, Xenozoic, Barb Wire, Alpha, Estelle

Offline GoNzO

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #11 dnia: Wt, 17 Wrzesień 2024, 05:44:22 »
Aż się prosi o integral, materiały już gotowe...

Katalog komiksowy: https://comicgang.com.

Offline Gorzki

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #12 dnia: Wt, 17 Wrzesień 2024, 14:07:50 »
Ponieważ kupuje na bieżąco wolałbym slipcase  :P

Offline Spiff

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #13 dnia: Pt, 11 Lipiec 2025, 12:35:57 »
Cytuj
Cytat: Maciej Jasiński
Małe sprotowanie - nie wiem dlaczego, ale odczytałem nocną porą ten tytuł jako Tajemnicę Czarnej Teczki - może dlatego, że właśnie przerzucałem jej skany. Tajemnica Czarnej Teczki będzie na 100% w przyszłym roku. Tajemnica Złotej Maczety też bym chciał, ale jest problem z dotarciem do współscenarzystki lub kogoś z jej rodziny.
https://forum.komikspec.pl/dzial-ogolny/ongrys/msg319127/#msg319127


Szkoda.
Mam tylko trzy pierwsze zeszyty i przez te formalno-prawne procedury z prawami autorskimi nie dane mi będzie poznać całej historii.  >:(



Jakby tego było mało- będąc małym Spiffem byłem zmuszony (z powodu braków w zaopatrzeniu) czytać te zeszyty nie po kolei :
najpierw zeszyt 1, następnie zeszyt 3, a po pewnym czasie zeszyt 2 (II wydanie).
 jpd.


uwaga spoilery !































a tu jeden z moich ulubionych kadrów dzieciństwa:  :-*

« Ostatnia zmiana: Pt, 11 Lipiec 2025, 12:46:52 wysłana przez Spiff »
- No i jesteśmy na bezludnej wyspie.
- Jaka tam ona bezludna! A ty, to pies?

Offline Takesh

Odp: Jerzy Wróblewski
« Odpowiedź #14 dnia: Pt, 11 Lipiec 2025, 12:44:36 »
Ja zacząłem od 2, ale potem miałem wszystkie już.

Spróbuj poszukać na aledrogo i innych. Myślę, że znajdziesz całość.