Ciekawe czy doczekamy się nowego wydania Legend z Wysp Labiryntu, pasowałoby aby postawić na półce obok świata mitów Egmontu.
Jednak kolą w oczy takie niuanse jak kolor nieba i te nieszczęsne, sztucznie rozmyte na krawędziach chmury.
Ale to nie koniec! Nowej wersji doczekał się także „Hernan Cortes”, który już w 1986 roku zachwycał, a teraz zachwyca jeszcze bardziej!Warto jeszcze wspomnieć o wydaniu powiększonym w wersji czarno-białej :
Można dywagować, gdzie kończy się delikatne poprawienie oryginału, a zaczyna niedopuszczalna w niego ingerencja.
Szkoda jedynie, że do kompletu Ongrys nie dorzucił do któregoś z albumów „Fortuny Amelii”
Cytat: Maciej Jasińskihttps://forum.komikspec.pl/dzial-ogolny/ongrys/msg319127/#msg319127
Małe sprotowanie - nie wiem dlaczego, ale odczytałem nocną porą ten tytuł jako Tajemnicę Czarnej Teczki - może dlatego, że właśnie przerzucałem jej skany. Tajemnica Czarnej Teczki będzie na 100% w przyszłym roku. Tajemnica Złotej Maczety też bym chciał, ale jest problem z dotarciem do współscenarzystki lub kogoś z jej rodziny.
Ja zacząłem od 2, ale potem miałem wszystkie już.wiem kto ma wszystkie tomy, ale ten gościu to straszny chomik jest. :P
Spróbuj poszukać na aledrogo i innych. Myślę, że znajdziesz całość.
"raz czytane i odłożone do kartonu"
W książce "Kolorowe zeszyty" wydanej przez Kurca, Konrad Wągrowski poddaje tę serię dosyć wnikliwej analizie i niestety (dla naszego sentymentu) okazuje się ona, delikatnie mówiąc, nienajlepsza. Fabuła pełna jest mniejszych i większych głupotek i niekonsekwencji a na planszach (nawet tu wyżej to trochę widać) panuje wszechobecna dymkoza :) Apogeum tego zjawiska jest w drugiej serii "Dziesięciu z Wielkiej Ziemi", gdzie na zaprezentowanych w książce dwóch planszach Wróblewski z heroicznym wysiłkiem wcisnął główki bohaterów pomiędzy płachty dymków.
Osobiście nie mam nic do komiksowego PRL-owskiego sentymentu, dopóki nie jest on toksyczny i nie przejawia się np. obrażaniem aktualnie tworzących osób, czego niestety pełno jest w mediach społecznościowych na kilku fanpagach na FB.
Jestem rocznik 79, również wychowałem się na tych komiksach i sentyment do nich nie jest mi obcy. Nie przeszkadza mi to jednak trzeźwo spojrzeć na niektóre z nich, jak np. wyżej wspomniane, czy duża część Żbików, gdzie talent m.in. Jerzego Wróblewskiego najzwyczajniej w świecie się marnował a jego rola sprowadzała się bardziej do roli liternika niż rysownika. Ale jeśli mimo wszystko ktoś znajduje dziś radochę w czytaniu tychże, to mi nic do tego. Niech każdy się bawi komiksami jak lubi.
Dziwne żeby czegoś takiego nie było, wszystko działa w dwie strony, tekstów o wyciągnięciu głowy z dupy Funky Kovala też można trochę znaleźć w mediach społecznościowych i fanpagach. Najpierw niech ktoś stworzy tutaj lepszy komiks niż blisko 40-letni Funky a później można się cwanić. Nie wiem może taki powstał, ja się nie spotkałem. A trzeźwo to też mogliby niektórzy artyści bądź niektóre artystki spojrzeć na własną działalność, bo tak czasami odnoszę wrażenie, że niektórym się wydaje, że ich wypociny to jakaś wielka sztuka.
Mogę Ci wymienić 30 współczesnych polskich komiksów, które DLA MNIE są lepsze niż 40-letni Funky. Tylko co to zmieni? Obśmiejesz, wyszydzisz i nazwiesz wypocinami.
Jeśli chodzi o dymkozę, to na ostatnim kadrze pierwszej części Tajemnicy Złotej Maczety dymek zasłania pół głowy jednej z postaci. ;D Cóż, "urok" PRL-owskich komiksów.
Skoro ciągniemy wątek dymkozy...Dostałbyś, ale w wersji uwspółcześnionej.
Co to by było, gdyby 21 lat temu Post zapytał czytelników i usłyszał, że błeee, bo dymkoza, i skutkiem tego wycofał się z wydania? Nie dostałbym jednego z najlepszych komiksów świata.
Jestem rocznik 79, również wychowałem się na tych komiksach i sentyment do nich nie jest mi obcy. Nie przeszkadza mi to jednak trzeźwo spojrzeć na niektóre z nich, jak np. wyżej wspomniane, czy duża część Żbików, gdzie talent m.in. Jerzego Wróblewskiego najzwyczajniej w świecie się marnował a jego rola sprowadzała się bardziej do roli liternika niż rysownika. Ale jeśli mimo wszystko ktoś znajduje dziś radochę w czytaniu tychże, to mi nic do tego. Niech każdy się bawi komiksami jak lubi.
Niesentymentalnie chętnie sięgnąłbym po Hernana Cortesa i podbój Meksyku. Nigdy nie czytałem. Daje radę?
To po prostu gęstsza opowieść nawinięta na mniejszą ilość stron.Niezmiennie polecam streszczenia książek, gęstość maksymalna.
Ja bardzo idealizuje Wróblewskiego, uwielbiam jego prace, wiem, że często mu się zdarzał przerost dymków nad rysunkiem, ostatnie Zbiki to pokaz możliwości jak dymek zabija kadr. Wróblewski także cierpiał nierzadko na syndrom rwania scenariusza, brakowało mu nieco płynności, co niestety widać w takich dziełach jak nawet Figurki czy Skarb. I to niezależnie od scenarzysty, tak jakoś po prostu miał.