Ukazująca się od 19 lat seria komiksowa Mateusza Skutnika nie ma tu swojego wątku. Trochę mnie to dziwi, ale w zasadzie chyba jednak nie.
Pierwszy
"Blaki" - skromny zeszycik, współtworzony z Karolem Konwerskim, był zarazem debiutanckim wydawnictwem Timof Comics (wtedy - Timof i Cisi Wspólnicy). Zachwycił. Pozostaje najważniejszym i dla mnie przełomowym polskim komiksem, bo dzięki niemu przekonałem się, że w PL też można mądrze, refleksyjnie i zgryźliwie łączyć filozofię z codziennością.
Drugi
"Pan Blaki" wydany był pod egidą nobliwego "Znaku". Ten sam tandem twórców parafrazował w nim "Mini-wykłady o maxi-sprawach" Leszka Kołakowskiego. I współgrało to znakomicie.
Trzeciego
"Blaki. Paski" wydała Kultura Gniewu. I jest to bardzo nierówny zestaw krótkich form, tworzonych m.in. na potrzeby konkursów na nieodżałowanym forum Wraka czy Gildii. Nie licował jakoś.
Czwarty
"Blaki. Czwórka" z 2014 roku to już w pełni autorskie dzieło Mateusza Skutnika. Zarazem odejście od krótszych historii na rzecz jednej, dłuższej (choć pełnej dygresji i meandrów) opowieści. Dojrzałej, spójnej, jak zawsze refleksyjnej, choć często równie zabawnej. Ukazał się nakładem Centrali.
No i najnowszym
"Ostatnim Blakim", Timof domyka rozpoczęty cykl. Najbardziej przeze mnie wyczekiwana premiera tegorocznego MFKiG, pierwszy przeczytany z kupionych na nim komiksów i od razu kandydat na nr 1 roku. Znów autorski, znów balansujący między zadumą, wzruszeniem i śmiechem. Komiks niejednokrotnego użytku.
Uwaga dla nazikomplecistów - każdy tom jest z innej parafii, formatem, grubością czy oprawą, grzbieciki do siebie nie pasują i bardzo źle razem wyglądają na półeczce i bardzo dobrze, bo takie jest życie
