Autor Wątek: William Vance  (Przeczytany 4496 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Kadet

William Vance
« dnia: Nd, 30 Czerwiec 2019, 21:46:20 »
Wydaje mi się, że William Vance jeszcze nie miał tu swojego tematu, a moim zdaniem w pełni na niego zasługuje.

--------------------------------

Przeczytałem dziś z duuuużym opóźnieniem "Howarda Flynna" i muszę powiedzieć, że chyba spodobał mi się najbardziej ze wszystkich tych albumów "Tout Vance", które Ongrys do tej pory u nas wydał.

Już na starcie tytuł miał u mnie punkty za przygodową, historyczno-morską tematykę. Sceny bitew morskich i statki są zilustrowane bardzo smakowicie, mimo że Vance jest tu na początku kariery i nie ma jeszcze aż tak wypracowanego stylu, jak w późniejszych dziełach, np. w "Brusie J. Hawkerze". Na korzyść w porównaniu z "Bruce'em" wypada fakt, że w "Howardzie" większość akcji dzieje się faktycznie na morzu i w portach, podczas gdy drugim integralem "Hawkera" w swoim czasie trochę się rozczarowałem, bo morskich przygód było w nim znacznie mniej niż w jedynce.

Bez wątpienia dużym plusem jest też fakt, że za całą fabułę odpowiada Yves Duval. W innych Vance'owskich integralach od Ongrysa często scenarzyści zmieniali się w trakcie serii, przez co warstwa fabularna trochę się rwała, zmieniała ton i była ogólnie nierówna. Nie mówię tu przy tym, że z kolei "Howard Flynn" to arcydzieło sztuki komiksowej - po prostu przyzwoity komiks przygodowy w starym stylu. Być może dla niektórych ramotka, ale mnie przyniosła sporo frajdy :)

Świetnym bonusem były dwa opowiadania o głównym bohaterze komiksu z ilustracjami Vance'a, drukowane pierwotnie w odcinkach na łamach magazynu "Tintin". Aż mnie nostalgia ogarnęła za czasami, kiedy dzieciaki czekały z wypiekami na twarzy na kolejny numer swojej gazety, żeby się dowiedzieć, czy dzielny kapitan pokona piratów... Oprócz tego na uwagę zasługują bezsprzecznie zdjęcia okrętu Nelsona, "Victory", oraz diagram tego statku autorstwa Vance'a, dzięki któremu możemy poznać fachowe nazwy różnych jego części. Dodatki zamyka galeria okładek z różnych wydań "Howarda".

Reasumując - smaczny kąsek dla wszystkich wielbicieli frankofońskich przygodówek retro!
Będę wdzięczny za pomoc Monice: https://www.siepomaga.pl/zyjebowalcze (PILNE!)

Dziękuję i życzę wszystkim zdrowia! Zostańmy w domu.

Offline Lyricstof

Odp: William Vance
« Odpowiedź #1 dnia: Nd, 30 Czerwiec 2019, 23:32:16 »
Niewątpliwie świetny rysownik, dla mnie szczególnie w "Bruce J. Hawker" i "XIII". Rysunki niezwykłe, niekiedy delikatnie szalone  ;) w swojej prostocie. Bardzo lubię rysunki Vance'a, trochę przypominają klimatem Erno Zorada, którego też lubię, również za to szaleństwo kreski.  :) Większość kadrów mogłoby stanowić odrębne grafiki, obrazy. Maestro komiksu europejskiego.  ;D
I didn't come here in time
Season not open yet
and the locals say
that nothing will start here

Offline Kadet

Odp: William Vance
« Odpowiedź #2 dnia: Cz, 13 Sierpień 2020, 21:32:41 »
Słów parę o pierwszym integralu serii "Bruno Brazil" od Ongrysa.

Przeglądając ten tom po rozpakowaniu odczułem pewien rozdźwięk poznawczy: faktura okładki, czcionka i wykonanie przywodzą na myśl wydania zbiorcze z kolekcji "Tout Vance" od Ongrysa, z kolei osoba scenarzysty, układ tomu i bardzo rozbudowany wstęp budziły skojarzenia z integralami "Bernarda Prince'a" wydawanymi przez Kurc.

Przy tym wstępie wypada chwilę się zatrzymać, bo jest to opracowanie ze wszystkich miar godne uwagi. Miłośnicy bogatych dodatków we frankofońskich zbiorczakach z pewnością będą zadowoleni. Obszerne wprowadzenie przedstawia autorów, ich sytuację w chwili powstania serii, a także okoliczności objęcia przez Grega funkcji redaktora naczelnego magazynu "Tintin". Jest też coś o zmianach, jakie to czasopismo przechodziło w opisywanym okresie wskutek ewolucji gustów i przyzwyczajeń czytelników, oraz o tle historycznym, czyli efektach, jakie protesty z 1968 r. miały w zakresie "Tintina". Mamy również notkę o Jamesie Bondzie jako postaci, która wywarła silny wpływ na powstanie Brunona Brazila. Krótko mówiąc - wspaniały, wyczerpujący wstęp. Aż sprawdziłem, czy przypadkiem nie pisał go ten sam autor, co dodatki do "Bernarda Prince'a", ale wychodzi na to, że chyba nie. W połączeniu ze starannym edytorskim przygotowaniem od Ongrysa te bogato ilustrowane teksty naprawdę robią spore wrażenie.

Co do warstwy rysunkowej, to - kontynuując analogię do "BP" - muszę powiedzieć, że Vance nie ma jeszcze tak wycyzelowanego stylu, jak w swoich późniejszych dziełach, ale moim zdaniem startuje ze zdecydowanie wyższej półki niż Hermann w pierwszym tomie "Bernarda", gdzie twarze i sylwetki czasem wydawały się trochę zgrubne. W "Brunonie" wszystko jest o krok wyżej pod względem warsztatowym, a ponadto w ostatnim albumie integrala widzę chyba nawet pierwsze ślady eksperymentów z kadrowaniem, np. tutaj:



Dzięki temu z optymizmem mogę oczekiwać kolejnych, siłą rzeczy jeszcze bardziej wyćwiczonych, prac Vance'a w następnych integralach.

Natomiast jeśli chodzi o fabułę, to niestety porównanie "Brunona" z "Bernardem" wypada na niekorzyść tego pierwszego. W serii od Kurca już od pierwszego tomu scenariusz stał na niezłym poziomie, tu natomiast nie jest aż tak świetnie. Pierwszy album, w którym Bruno tropi ukrywającego się zbrodniarza z czasów II wojny światowej i zatopioną łódź podwodną z hitlerowskimi skarbami, wypada najbardziej realistycznie i w pewnych aspektach chyba najzręczniej. Od drugiego tomu Bruno Brazil nie działa jednak sam, tylko jako szef zebranego przez siebie Komanda "Kajman", którego członkowie - przynajmniej w tych pierwszych albumach - to w mojej opinii szablonowe, niezbyt skomplikowane postacie, które da się łatwo zaszufladkować. Oprócz nieomylnego, światłego szefa Brunona mamy także jego brata, który w drużynie odgrywa rolę "młodziaka"; kowboja Texasa Bronco, czyli etatowego osiłka; Gaucho Moralesa - gadatliwego łobuza i dowcipnisia; Whip Rafale - zespołową przedstawicielkę płci pięknej, która włada batem niczym Indiana Jones; a także "Big Boya" Lafayette... no dobra, tego trudno jednoznacznie zaklasyfikować. Powiem tylko, że to dżokej, który obezwładnia przeciwników metalowym jo-jo.

Płytkość postaci, pewna nienaturalność dialogów i widoczne "ograniczenie brutalności" typowe dla okresu, w którym powstał komiks, mogą utrudnić odbiór czytelnikowi, który nie jest przyzwyczajony do starszego, ramotkowatego stylu frankofonów. Oprócz tego wraz ze wprowadzeniem Komanda "Kajman" zagrożenia, z którymi mierzy się BB, stają się zauważalnie mniej realistyczne: najpierw łotr, który przy pomocy własnego satelity chce wpływać na umysły mas, umieszczając w programach TV komunikaty podprogowe; potem złol, który przy pomocy aparatury do prania mózgów obraca przeciwko sobie członków oddziału BB; a wreszcie szajka napadająca na miasto przy pomocy futurystycznej broni ultradźwiękowej, która paraliżuje wszystkich mieszkańców. Przywodzi to na myśl filmy o Bondzie, których wpływ (jak to pisałem wcześniej) wyraźnie widać w komiksach o BB. Innym przejawem tego wpływu są rozmaite, typowe dla tamtego okresu gadżety, które mamy okazję podziwiać: różnej maści klasyczne telefony w butach, radionadajniki w zegarkach, przenośne pudełkowate wideofony... naprawdę niczym z dawnych przygód agenta 007.

Przez sztywność dialogów, obecność ekipy z niecodziennymi specjalizacjami oraz silne inspiracje bondowskie pierwszy tom wydał mi się pod niektórymi względami podobny do przygód Nicka Fury'ego z WKKM - nie tych późniejszych od Steranki, tylko tych wcześniejszych z tomu 80 tworzonych pod wodzą Lee i Kirby'ego. Pewna niedzisiejszość dialogów i schematów fabularnych w pierwszym integralu "Brunona Brazila" może zrazić "czytelnika z ulicy" czy osobę niegustującą w starszych frankofonach. To niedociągnięcie nie miało jednak aż takiego natężenia, żeby zniechęcić mnie do kontynuowania serii. Przeciwnie - bardzo chętnie kupię następny integral i pozostaję w nadziei, że poziom scenariuszy będzie rósł z każdym albumem, bo - jak pokazują "Bernard Prince" i "Comanche" - Greg potrafi pisać naprawdę dobre fabuły. Na koniec jeszcze raz pochwalę wydawnictwo Ongrys za przejęcie "Brunona" po Sidece i fachowe, porządne przygotowanie edytorskie tomu. Oby więcej takich wydań!

« Ostatnia zmiana: Cz, 13 Sierpień 2020, 21:36:03 wysłana przez Kadet »
Będę wdzięczny za pomoc Monice: https://www.siepomaga.pl/zyjebowalcze (PILNE!)

Dziękuję i życzę wszystkim zdrowia! Zostańmy w domu.

Offline tuco

Odp: William Vance
« Odpowiedź #3 dnia: Cz, 13 Sierpień 2020, 22:48:52 »
zgrabne podsumowanie tego integrala. trafne zestawienie z Bernardem P. Nie pamiętam już za bardzo pierwszego Bernarda, ale porównanie drugiego BP z pierwszym Brunonem wypada bez 2 zdań na korzyść BP. Wg mnie rysunki w tych albumach też o piętro wyżej niż Vancea w BB. Ja na drugie danie tuż po BB zarzuciłem sobie (od dawna przesuwanego "na później") Howarda Flynna. tutaj to już ramota pełną gębą :) ...ale też ma swój urok, niewielki, ale jednak.
Żeby było śmieszniej, po Howardzie przeczytałem w końcu trzeci integral Luca Orienta (też Greg) i dopiero w połowie tego trzeciego integrala zorientowałem się, że autorem tych przyprawiających o wymioty - okładek do LO jest również Vance! Wg mnie to bez wątpienia najgorsze jego "dzieła", jakie widziałem na oczy.
PS.
Dodatki W BB są wręcz znakomite! czytało mi się je przyjemniej niż sam komiks :)

Offline Kadet

Odp: William Vance
« Odpowiedź #4 dnia: Nd, 16 Sierpień 2020, 21:18:15 »
Co do rysunków to miałem głównie na myśli, że w "Bernardzie" na przestrzeni albumów wyraźnie widać rozwój warsztatu Hermanna - w tych pierwszych to jeszcze nie do końca to:



a potem rysunki robią się o wiele bardziej cyzelowane graficznie - właśnie np. w drugim integralu, o którym piszesz:



Dlatego na zasadzie analogii spodziewam się, że skoro już w pierwszym integralu "Brunona Brazila" Vance trzaska takie dopracowane kadry jak np. tu:



(co moim zdaniem jest jednak na trochę wyższym poziomie niż te rysunki powyżej z pierwszego "Bernarda"), to w następnych zbiorczakach "Brunona" będzie jeszcze lepiej :)

PS: Dobrze mi się jednak kojarzyło, że skądś znam nazwisko autora tych wspaniałych dodatków do "Brunona Brazila" - Jacques'a Pessisa. On pisał też wstępy do integrali "Cliftona" od Egmontu!
« Ostatnia zmiana: Nd, 16 Sierpień 2020, 21:23:43 wysłana przez Kadet »
Będę wdzięczny za pomoc Monice: https://www.siepomaga.pl/zyjebowalcze (PILNE!)

Dziękuję i życzę wszystkim zdrowia! Zostańmy w domu.

Offline tuco

Odp: William Vance
« Odpowiedź #5 dnia: Nd, 16 Sierpień 2020, 22:19:55 »
tylko, że Hermann w momencie startu Bernarda Prince'a był prawie debiutantem, a Vance przed Brunonem Brazilem miał już za sobą masę szorciaków w magazynach, Howarda Flynna, Ringo i chyba był już po przejęciu Boba Morane'a.

ps. w następnym zbiorczaku BB będzie "lepiej", a potem znów "gorzej"
« Ostatnia zmiana: Nd, 16 Sierpień 2020, 22:23:22 wysłana przez tuco »

Offline Kadet

Odp: William Vance
« Odpowiedź #6 dnia: Nd, 16 Sierpień 2020, 22:22:02 »
Nie zaprzeczam - a nawet się zgadzam, pisząc wyżej, że w "BB" Vance startuje z wyższej półki niż Hermann w "BP" :) Nie chcę w ogóle dyskredytować Hermanna, tylko stwierdzić, że fajnie, że rysunki Vance'a są tak dopracowane.
Będę wdzięczny za pomoc Monice: https://www.siepomaga.pl/zyjebowalcze (PILNE!)

Dziękuję i życzę wszystkim zdrowia! Zostańmy w domu.

Offline Nephilim

Odp: William Vance
« Odpowiedź #7 dnia: Wt, 18 Sierpień 2020, 12:49:33 »
Jestem wielkim fanem stylu Vance'a ale swoje uwielbienie zbudowałem głównie na serii "XIII", którą to w całości posiadam na półce. Dopiero niedawno sięgnąłem po drugą serię jaką jest "Bruce J. Hawker". Nie przeczytałem jeszcze ale krecha, mimo, że nieco uboższa niż w "XIII" wciąż jest bdb. Przede mną jeszcze kupno "Rodryka", "Ramiro" i "Brazila', choć przypuszczam, że w przypadku ostatniego tytułu zakup będzie miał miejsce później niż wcześniej ;) Zastanawiam się jedynie czy najpierw Rodryk czy Ramiro.

Nikt tak nie rysuje strug deszczu jak Vance. W deszczowych kadrach czuć spadające krople i wilgoć w powietrzu :)

W dzień śmierci Vance'a popełniłem nawet grafikę upamiętniającą ale do mistrza mi daleko.

Offline BosMan

Odp: William Vance
« Odpowiedź #8 dnia: Wt, 18 Sierpień 2020, 13:00:26 »
A "Howarda Flynna" i " Ringo" odpuszczasz? No i jest jeszcze " Marshall Blueberry" w 2/3 rysowany przez Vance'a... :)
Zdecydowanie najpierw wez " Ramiro". :)
« Ostatnia zmiana: Wt, 18 Sierpień 2020, 13:02:20 wysłana przez BosMan »

Offline Nephilim

Odp: William Vance
« Odpowiedź #9 dnia: Wt, 18 Sierpień 2020, 13:08:51 »
A "Howarda Flynna" i " Ringo" odpuszczasz? No i jest jeszcze " Marshall Blueberry" w 2/3 rysowany przez Vance'a... :)
Zdecydowanie najpierw wez " Ramiro". :)
Howarda i Ringo na razie chyba odpuszczę bo z tego co widziałem w sieci, to chyba początki kariery Vence'a. "Blueberryego" stoją na półce tomy od Girauda, wydane przez Ale Komiks! oraz dwa pierwsze zbiorcze z Egmontu. Oczywiście zakup dalszych jest konieczny ;)

Ok. Tak też zrobię. Ramiro pierwszy w kolejce ;)

Offline kosmoski

Odp: William Vance
« Odpowiedź #10 dnia: Wt, 18 Sierpień 2020, 13:12:16 »
Ringo to jakaś masakra, od dwóch lat nie mogę doczytać do końca...

ramirez82

  • Gość
Odp: William Vance
« Odpowiedź #11 dnia: Wt, 18 Sierpień 2020, 18:11:51 »
Bez przesady. Co prawda lubię westerny i frankofońskie ramotki, i Ringo wszedł mi bez bólu.

JanT

  • Gość
Odp: William Vance
« Odpowiedź #12 dnia: Pn, 24 Sierpień 2020, 15:35:48 »
Myślicie że jest szansa że Ongrys wyda Boba Morane z rysunkami Vance'a? Wydają go dużo więc czemu nie :)

To 4 integrale (nr 6-9 hehe :) ) po 5 albumów (w ostatnim tylko 3 Vance'a)

Byłoby super.

Offline nocny

Odp: William Vance
« Odpowiedź #13 dnia: Pn, 24 Sierpień 2020, 16:38:30 »
To podłączam się z dwoma pytaniami:

Czy w kolejnych albumach scenariusz jest lepszy?
Czy można zacząć czytać od albumów z Vance'em?

Bardzo mocno odbiłem się od 1 tomu, nie dałem rady chyba nawet go dokończyć.

JanT

  • Gość
Odp: William Vance
« Odpowiedź #14 dnia: Pn, 24 Sierpień 2020, 17:33:01 »
Czytałem ze 2 albumy Vance'a i jest znacznie lepiej niż w pierwszym integralu. Można zacząć czytać od Vence'a ale początek i tak już mamy :)