Seria autorstwa Enrique Sánchez Abulí uznawana jest za najlepsze komiksowe dzieło noir. Jej akcja rozgrywa się w Stanach Zjednoczonych w 1936 r., a jej głównym bohaterem jest cyniczny i bezwzględny gangster – włoski emigrant, Luca Torelli zwany Torpedo. W serii krótkich nowelek znajdziemy wszystko to co definiuje czarny kryminał: płatnego zabójcę bez skrupułów, umoczonych gliniarzy, piękne femme fatale, brutalną kulturę zorganizowanej przestępczości, odrobinę humoru oraz przepięknie mroczne uliczki i brudne knajpy Nowego Jorku. W 1986 r. „Torpedo” zdobyło nagrodę za najlepszy album zagraniczny w Angouleme.
Torpedo porównywałbym raczej z pulp, a nie z SinCity....Napisałem konkretnie, co mi w tej serii nie zagrało i dla przeciwwagi podałem inny tytuł, w którym występowały podobne elementy i gdzie nie miałem z nimi żadnego problemu - z czego wynika, że dane motywy nie są problemem same w sobie, ale sposób ich wykorzystania przez twórców. Tu mógł paść tytuł każdej innej serii, padło akurat na "Sin City".
Chodzi mi o to, że ja nie mogę czytać Torpedo nie myśląc o pulpie i stosach przeczytanych kiepskich kryminałów ;) i już to wpływa na moją ocenę [dodając punktów- bo miło wspominam takie lektury ;) ], natomiast o SinCity nigdy bym nie pomyślał- twoje porównanie było dla mnie ciekawe."Torpedo" ma swój styl na pewno, tyle samo tu czarnego humoru, co kryminału, jak i nie więcej. I generalnie czytało mi się to bardzo fajnie i naprawdę się uśmiałem przy lekturze. Ale jednak te kilka akcji jakoś mnie raziło, rozumiem, że taka konwencja i tak dalej, ale po prostu czasami zdawało mi się to wymuszone. Są serie, gdzie naprawdę dzieją się konkretne rzeczy i od kunsztu scenarzysty zależy, na ile to pasuje do świata przedstawionego, w tym przypadku mi trochę zgrzytało, ale może tez inaczej powiem po zaznajomieniu się z większą ilością tej serii. Albo może po prostu aż takich przegięć się nie spodziewałem i potrzebuję trochę czasu, żeby kupić tę konwencję (albo też efekt wejścia w serię od połowy).
Piszesz o stylowym SCity- ale i Torpedo bez wątpienia ma swój styl, właśnie pulpowy- tu po prostu od czasu musi byś ta jazda po bandzie, obowiązkowo bez dobrego smaku, bo to część konwencji...
PS- piszesz o traktowaniu kobiet - odbiorców takie komiksy znalazłyby i znajdują także dzisiaj, tyle, że cenzura większych wydawców i dystrybutorów by tego nie puściła.No o to mi mniej więcej chodziło, że dziś już czegoś takiego by nie puszczono. A na pewno wzbudziłoby masę kontrowersji, gdyby tylko rozeszło się trochę szerzej.
Oczywiście "lubić" to trochę naciągane w tym przypadku. Bo lubisz jak postać jest zagrana i napisana. Nie poszedłbyś z nim na piwo. To pewne.
A tak serio, to scenarzysta wykazał się wielkim kunsztem, nie tylko tworząc błyskotliwe sceny i skrzące dialogi (brawa także dla tłumacza - owacja na stojąco!), ale przede wszystkim potrafił sprawić, że cyniczny i zepsuty do szpiku kości morderca wzbudza sympatię czytelnika. Do tego wspaniałe i nie owijające w bawełnę rysunki (pięknych kobiet także), świetnie pasujące do klimatu opowieści.Z tym fragmentem się akurat absolutnie zgadzam.
Widział ktoś oba wydania? Zastanawiam się czy lepiej kupić te 5 tomów na kredzie czy integrala na offsecie :-\. Dodatkowo czytałem, że 1972 również jest na kredzie.Nowe wydanie ma trochę większy format (jest szersze) i jest lepsze jakościowo. Kwestia papieru to chyba kwestia indywidualna. "1972" jest na kredzie, bo jest w kolorze, formatem jest zgodne z integralem NSC, więc jeśli kupisz stare wydanie, to nie będą do siebie pasować. Wersja Taurusa ma klimat, ale według mnie jest wydana słabiej, w jednym tomie miałem np. krzywo wstawione kartki w oprawę, panorama na grzbiecie (choć może to za dużo powiedziane) się nie zgrywa, poza tym komiksy są tak wydane, że pomiędzy grzbietami tworzą się spore przestrzenie, więc to ewidentnie nie działa.