Dlaczego niektórzy piszą tutaj, że saga o Thorgalu skończyła się na "Wilczycy"? Przecież "Strażniczka Kluczy", to genialny tom. Volsung z Nichor to niedoceniany, ale świetny villan. Ta pewność siebie z którą mówi [Jasne szefie] "Kogo mam zabić?" jest cudownie satysfakcjonująca. Brawa też dla Wojtka Birka za tłumaczenie. No i ta mina Strażniczki Kluczy, gdy zorientowała się, że nie spała z Thorgalem, tylko tym drugim - Rosiński świetnie to narysował.
Nie podobały mi się tylko dwie rzeczy. To, że Volsung nie wziął siłą Aarici tylko wdowę po wodzu wioski. Zostało to zrobione tylko po to, żeby całkiem nie rozwalić związku Thorgala i jego żony. I by czytelnicy się nie oburzyli. Bo zgodnie z logiką wydarzeń to właśnie Aaricia powinna być ofiarą. Volsung nie odmówił by sobie takiej zemsty na Thorgalu i to już, jak najszybciej.
No i zakończenie jest do niczego. Thorgal odchodzi, żeby ochronić swoją rodzinę. No co za bzdura. Głupszego ruchu nie można było wymyślić. A wszystko po to, żeby łatwiej można było pisać przygody Thorgala i ciągnąć je w nieskończoność.