Lektura nowego wydania za mną.
Do tej pory dysponowałem wersją z Orbity (jestem z tych, co im Mama kupiła przy obopólnej nieświadomości, co jest w środku) + trzytomowe wydanie z Egmontu, którego się już dawno pozbyłem.
Nie było więc lektury od ok.19 lat.
Za dzieciaka chyba nie wszystko wyłapałem, ale pamiętam, że komiks mnie wtedy jakoś nie poruszył. Na pewno doceniałem niektóre motywy i uważałem, że jest w dużej części dla dorosłych.
Nie wywyższam jakoś tego komiksu. Dziś to dla mnie solidna opowieść z dużą dawką ironii. Kiedyś autorska wizja, teraz widzę, że nie obyło się bez inspiracji.
Przy obecnej lekturze nie obyło się bez porównań z wersją Orbity. Zadziwia mnie bardzo duże podobieństwo tłumaczeń, co może świadczyć o tym, jak nowoczesną wersję językowo (a może uniwersalną?) dostaliśmy 30 lat temu.
Ciekawostka: w scenie rozpadu słońca obydwa wydania różnią się kolejnością i kierunkiem kadrów, jeśli mogę to tak nazwać. Jest tylko jedna strona w całym komiksie, która się tym charakteryzuje. Nie wyłapałem tego wcześniej.
Pojawienie się kolorów oceniam na plus (20 lat temu oceniałem to na minus. Hmm...). Wspaniale wydobywają szczegóły kadrów, zwłaszcza w scenach masowych i tych z udziałem przyrody. Widać kunszt Pana Rosińskiego i przypomina się klasyczny Thorgal.
Nowe wydanie jest dla mnie bez zarzutu. Jeśli znów pojawi się w sklepach, to polecam brać tym, którzy nie mają koloru albo nie czytali. Najwyżej sprzedacie, znajdą się chętni. Ja z przyjemnością przeczytam znowu za jakąś dekadę. No i muszę nadrobić ten Ciemny Kryształ.