Egmont właśnie zapowiedział kolejny integral Skorpiona na marzec, a ja w końcu przeczytałem 12 tom serii, który już dawno temu powinien być wydany przez Taurusa. Na ten tom czekaliśmy długie 9 lat, ale co ciekawe francuscy czytelnicy musieli czekać niewiele krócej - Marini powrócił do Skorpiona dopiero po 5 latach od wydania poprzedniego 11 tomu. Marini czasem lubi zrobić sobie takie dłuższe przerwy, choć czekanie 5-9 lat na ostatni tom serii bywa niewątpliwie irytujące. No dobrze, to jak wypada "zakończenie" serii w wersji Mariniego? Graficznie to nadal Marini w topowej formie. Co ciekawe Marini był również współscenarzystą 11 i 12 tomu, a wszystkie poprzednie i kolejne tomy były pisane przez Desberga. Nie wiem jak panowie podzielili się pracą, ale trochę czuć ten wkład Mariniego. Akcja mocno pędzi do przodu i zwrotów akcji jest multum. To co wcześniej byłoby rozpisane na 3-4 albumy, dostajemy w dwóch. Cała historia Trebaldich w pewien sposób się domyka, ale dla mnie na końcu było już tego wszystkiego za dużo. W 12 tomie sam Skorpion wygląda też już na nieco wyobcowanego i chyba mu już wszystko jedno. To już nie ten sam zawadiaka co na początku. Generalnie oceniam dwa ostatnie tomy na nieco słabsze niż te wcześniejsze (oceny na BD pokazują podobny trend), ale dla fanów serii jest to niewątpliwie tom obowiązkowy.
Co dalej? Ze względu na chroniczny brak miejsca chyba sobie odpuszczę kontynuację, choć w 13 tomie akcja przenosi się do Krakowa.

Na koniec dwa słowa o wydaniu samego komiksu. Szkoda trochę, że E nie wydał tej serii w klasycznych integralach zbierających po cztery albumy na integral. Zamiast 4+4+4+2 mamy 3+3+4+2+2.