To po kolei.
W 1. kadrze mamy po prostu do czynienia z jakąś plamką, która powstała na oryginalnych materiałach z tego albumu. Trudno mi powiedzieć, czy to już było w pierwszym wydaniu, czy powstało gdzieś pomiędzy, ale w brytyjskim wydaniu sprzed kilkunastu lat (i to nie Egmontu, lecz Cinebook) jest dokładnie tak samo.
Natomiast te zabrudzenia z 2. i 3. kadru to żadne zabrudzenia, tylko właśnie uroki ręczne kolorowania. Prawdopodobnie po to, by przyciemnić kolor, koloryści stosowali jakiś ołówek lub ciemniejszą farbkę, i przez to wyszedł trochę taki efekt, że jeden kolor przeplata się przez drugi. Urok komiksów tamtego czasu. W wydaniu brytyjskim oczywiście jest identycznie.