Autor Wątek: Jean Giraud ( Moebius )  (Przeczytany 6755 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Bender

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #30 dnia: Pn, 20 Kwiecień 2020, 20:17:18 »
^ Z tego powodu to wziąłem, jako nie-fan SH. Fajnie namalowane.
Prison Pit - Bez znieczulenia xD 8/10

Offline KubciO

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #31 dnia: Nd, 14 Czerwiec 2020, 11:27:23 »
Czy na pierwszy kontakt z Incalem nowe wydanie zbiorcze Screamu będzie w porządku czy inwestować może od razu w jakieś inne (o ile będzie do dostania - np. Oversized DELUXE w bo ie)? Bo dla samej szaty graficznej w większym formacie byłbym w stanie (chyba..^^) dopłacić..  :D

Offline ramirez82

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #32 dnia: Nd, 14 Czerwiec 2020, 11:34:19 »
Nie wiem czym się różni nowe wydanie Screamu, od tego poprzedniego, ale domyślam się, że ma oryginalne kolory, więc moim zdaniem, na pierwszy kontakt to jest najważniejsze. 15 lat temu nie było to dane wszystkim tym, którzy mieli pierwszy kontakt z Incalem z wydania Egmontu :(

Offline adamarluk

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #33 dnia: Nd, 14 Czerwiec 2020, 21:12:29 »
Teraz nie sprawdzę, ale chyba cycki były też w egmontowym pozakrywane.

Offline mack3

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #34 dnia: Pn, 15 Czerwiec 2020, 00:12:26 »
I wydanie Screamu jest w formacie powiększonym
II wydanie Screamu jest w formacie albo standardowym (frankofońskim), albo wręcz pomniejszonym, ale ma za to te dodatki opisujące Incala i interpretacje różnych rzeczy ze scenariusza (ale kilka osób na forum wypowiadało się, że nie wnosi to za dużo)

Ja mam tylko pierwsze.

Offline poxi

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #35 dnia: Pn, 15 Czerwiec 2020, 16:37:20 »
Ja mam to drugie. To był mój pierwszy kontakt z Incalem. Było fajnie.

Offline tuco

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #36 dnia: Wt, 30 Czerwiec 2020, 14:38:53 »
niewiele tu ludziska piszą o innych (niż Incal, ew. Świat Edeny) produkcjach Gira-Moebiusa, czyli swego rodzaju komiksowego Jeckylla/Hydea, tja...

no to ja coś wyskrobię.
Otóż nie tak dawno skończyłem czytać pierwszy tom zbiorczego wydania Jima Cutlassa. hmm, i cóż więcej? podobało/ nie podobało? Pierwszy album tej serii (mam wrażenie, że gdy powstawał ten album nie było jeszcze pomysłu na serię) przeczytałem naprawdę dawno temu w (chyba) jakimś angielskim amatorskim tłumaczeniu, bo wtedy francuskiej mowy nie rozbierałem prawie ani ciut, w każdym razie nie pamiętam, ale pamiętam, że spodobał mi się ten album, może dlatego, że główna postać była taką trochę karykaturą Blueberryego, choć nie do końca. Miał więcej szczęścia niż.. czegokolwiek innego (choć w sumie w pewnym stopniu te jego szczęśliwe "uniki" tłumaczone są wojennymi doświadczeniami, itp). Odświeżając sobie niejako tę historię, ponownie się w nią wciągałem. Potem przyszedł drugi album i w zasadzie niby logiczna kontynuacja wątków (niczym w kanonicznej Comanche), odbudowa, obrona rancza (ekhm plantacji) i posiadłości przed wszelkim złem tego świata... No niby tak, ale zagłębiając się mocniej w drugi album, powoli zaczynam słyszeć i wyczuwać jakieś zgrzyty fabularne, niby wszystko pięknie i szybko toczy się naprzód, a jednak coś jest inaczej i to "inaczej" nabiera mocy coraz bardziej, w miarę zmierzania do końca całego integrala. Podobne uczucie "inności" towarzyszyło mi, gdy przypominałem sobie jakiś czas temu pierwszego integrala Sambre (choć tam dało się niemal dokładnie wskazać te miejsca, gdzie historia jest opowiadana zupełnie inaczej). Otóż chodzi oczywiście o to, że Charlier (autor scenariusza Mississippi River) zmarł, niedokończywszy drugiego albumu i po jego śmierci (podobnie jak w Blueberrym) w rolę scenarzysty wcielił się Gir. Oczywiście wszystkiego tego można dowiedzieć się z dodatków do integrala, które wydawca umieścił u spodu drugiej strony komiksu. To nie sarkazm, jako entuzjasta wszelkiego rodzaju merytorycznych dodatków, naprawdę cenię fakt, że informacje o autorach, latach wydania, czy też oryginalne okładki otrzymuję zgromadzone razem w takim wydaniu zbiorczym. Ale właśnie CHOLERNIE brak mi tych wszystkich niuansów, informacji o tle powstawania serii itp. [gdyby kogoś to interesowało, to np. okładka na str. 4 to oryginalna okładka pierwszego wydania, które nie było dziełem Castermana, ale Stowarzyszonych Humanoidów, i nie pochodzi z roku 1991 (jak info w naszym wydaniu), ale z roku 1979, ot taki drobny szczególik. Dla mnie to akurat bardzo ważny szczegół, bo mówi mi o tym, że Giraud porzuciwszy chwilowo swoją sztandarową serię Blueberry, był w głębokiej fazie "Moebius" (która objawiała się eksperymentami z substancjami zabronionymi oraz z publikacjami wielu odlotowych krótkich opowiastek. Zapewne Cutlassem Charlier próbował na powrót postawić Gira na solidnych torach "zwykłych" historii, takich jak Blueberry, co można powiedzieć mu się udało - rok później narysował pierwszy album drugiego indiańskiego cyklu Blueberryego. O tym wszystkim i wielu innych ciekawych rzeczach przeczytacie w integralnym drugim wydaniu Cutlassa, ale chyba dopiero wówczas, gdy wyda go ktoś inny, hjech...
dobra, koniec smędzenia i narzekania! brać i czytać, Komiksowa Brać, urwał jego nać!

Offline freshmaker

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #37 dnia: Śr, 22 Lipiec 2020, 09:41:51 »
czytał ktoś ostatniego moebiusa od screamu?

Offline tuco

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #38 dnia: Śr, 22 Lipiec 2020, 20:05:10 »
czytał ktoś ostatniego moebiusa od screamu?
Jeśli mówisz o Anielskim Szponie, to znam ten "komiks" sprzed publikacji Screamu (nie wiem, czy są jakieś różnice w tych wydaniach, wątpię). To raczej taki para-komiks, zbiór całostronnicowych (technicznie świetnych) rysunków Moebiusa i (chyba) dopisanej do nich historyjki Jodorowskiego oraz dorysowanych miniaturek Moebiusa. Historia jest wyjątkowo słaba, łatająca dziury tej słabizny - chamsko walącą po łbie pornografią, która nie służy niczemu oprócz pokazania, jak bardzo Jodo potrafi być "obrazoburczy". Szczerze, mnie to zniesmaczyło (a do świętoszkowatości mi daleko - być może Jodo osiągnął swój cel:)), uważam to za bodaj najsłabszy (znany mi) tekst Jodorowskiego. Jednocześnie rysunki są naprawdę wyjątkowo dobre (choć mocno erotyczne, jeśli ktoś unika takich komiksów, to właśnie Anielskiego Szponu powinien unikać jak bies świecowej wódy). Sam mam zagwozdkę, czy go kupić, a jeśli już kupię, czy warto stawiać na półkę (by nie zostać posądzonym o skrajną dewiację) czy też schować w najczarniejszą dziurę w chacie....

Offline ramirez82

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #39 dnia: Śr, 22 Lipiec 2020, 20:07:45 »
Dzięki tuco za usunięcie tego tytułu z mojej listy zakupowej 8)

Offline tuco

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #40 dnia: Śr, 22 Lipiec 2020, 20:09:34 »
Dzięki tuco za usunięcie tego tytułu z mojej listy zakupowej 8)
hmmm, a chciałem zareklamować ;)

EDIT/PS
Potwierdzam poniższe słowa Bendera. Obrazki to Moebius w najlepszym wydaniu! Tekst (moim zdaniem) jest zbędny, zawsze można go pominąć i czytać (oglądać) rzecz jak Oczy Kota (inną słynną kolaborację Jodo/Moeb).
« Ostatnia zmiana: Śr, 22 Lipiec 2020, 22:11:47 wysłana przez tuco »

Offline Bender

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #41 dnia: Śr, 22 Lipiec 2020, 20:26:09 »
Bardzo warto jako sam artbook. Owszem pikantny, ale to nie jest jakiś hardcore jak Tagame. No i jest to trochę oniryczna erotyka a nie zwykły pornos. Niemniej, obrazki to perełki.
Prison Pit - Bez znieczulenia xD 8/10

Offline freshmaker

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #42 dnia: Śr, 22 Lipiec 2020, 20:49:26 »
wiec pozostaje mi przejrzeć na jakimś festiwalu:) dziękuje za opinie!

Offline Gazza

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #43 dnia: Cz, 06 Sierpień 2020, 21:47:23 »
Też się wahałem, ale opinia Bendera umocniła mnie w planie zakupu. Nastawiam się na artbook, nie na historię komiksową.

Online BosMan

Odp: Jean Giraud ( Moebius )
« Odpowiedź #44 dnia: Cz, 06 Sierpień 2020, 22:31:41 »
Mam już zakupiony od jakiegoś czasu, więc wpadaj przy okazji, obejrzeć przed zakupem 8). Zawsze  możemy jakiś zimny browar przyjąć przy okazji, tym bardziej, że w Poznaniu zapowiadają upały... ;)
A piwo okołopyrkonowe rozlazło nam się po kościach, niestety :(