Przeczytałem "Death in Trieste" i jest to kolejne wielkie rozczarowanie. Czas przywyknąć, że Jason kompletnie zatracił umiejętność budowania ciekawych dialogów i postaci. Kiedyś jego bohaterami mogły być ikony kultury czy popkultury, jak muszkieterowie, którzy szli do knajpy pogadać o dupie Maryni. Jason potrafił wykorzystać to, co już znamy, żeby opowiedzieć o przyziemnych sprawach bliskich czytelnikowi. Od paru dobrych lat Jason sprzedaje jakąś postmodernistyczną ściemę. A to weźmie Marlenę Dietrich, doda David Bowiego i inwazję z kosmosu, jakby to miało stanowić wartość samą w sobie. Pomiesza w czasie, zagmatwa narrację, szkoda tylko, że nie tworzy angażującej i satysfakcjonującej opowieści.