Ja własnie po wydłużonym weekendzie z "Królami" - od "Syna M" aż po GotG domykające "Wojnę Królów". Wieeeeeeele stron za mną, ale w odróżnieniu od Jacka Flaga, jednego z licznych bohaterów tej opowieści, mogę tylko powiedzieć "I enjoy cosmic stuff". Najlepsze odsłony tej historii to dla mnie (i graficznie, i scenariuszowo) "The Silent War", "Mordercza geneza", zeszyty Novy stanowiące łącznik między "Anihilacją: podbojem" i "WK", pierwszych sześc zeszytów oraz #18 i #19 "Strażników...", "X-Men: The Kingsbraker" oraz zaskakujące dość, choć w wykonaniu nie zawsze płynne "War of Kings: Ascension" (czyli wątek Darkhawka).
Główna seria spełnia z nawiązką wszelkie nadzieje pokładane w opowieściach "na kosmiczną skalę" i ładnie się zgrywa z seriami pobocznymi (korzystałem z pierwszej listy z tych podsuniętych wyżej przez xanara), o kilka metrów przerasta też poprzedzającą ją w chronologii eventów "Tajną inwazję". (Miałem nawet wrażenie, że w tie-inach do crossoveru Bendisa - na drodze do "WK" - daje się wyczuć niechęć do tie-inowego korporacyjnego reżimu; i choć Skrulle wpleść się by dało w kosmiczną opowieść mocniej, to odhacza się ich w kontekście "Tajnej inwazji" możliwie szybko, jakby "bo redaktor kazał"; i robi się dalej swoje).
Powinienem zrobić przerwę przed "Realm of Kings" (tydzień się zaczął), ale nie jestem przekonany. Ma ta opowieść posmak innych ważnych trylogii, których lektury czy oglądania, jeśli jest możliwość, nie przerywa się przed finałem.