A właśnie że bo nie!
Mam wrażenie, że stawka nam się w grze nie zgadza. Ja o jednym, Ty o czymś innym. Jeśli chodzi o "wgryz" w lata dwutysięczne, to to się robi - Mucha może zmierzać gdzie chce za "Nowymi X-Men" i "Astonishing X-Men", które wydaje - po kolei, skokowo, jak chce (czy może, jak my zechcemy).
A ja ciągle tylko myślę sobie nad tym, jak cudownie byłoby polskiego czytelnika współczesnego (nie z naszego pokolenia) wsadzić w uroki (i koszmary) "ciągłości" historii z lat dziewięćdziesiątych. I niegasnącego apetytu!! Bo wszak, gdy już przeczyta serie o "X-Men" (powiedzmy - wszystkie trzy główne), to nagle się okaże, że tu było coś w "X-Force", tam w "Wolverinie"... Że tu nawiazanie, tam teaser... Zabawa nigdy się nie kończy.
Nie upieram się, że "Onslaught" jest najlepszy. Nie nie jest, ok!! Ale jest pod ręką. A gdy już skończy się "AoA" i strzępy tej "zamkniętej" historii zapłodnią zeszyty regularnych serii, ewentualny nowy czytelnik będzie w stanie określić, gdzie jest, co się wydarzyło i jak działać czytelniczo dalej. To czasy, gdy każdy zeszyt streszczał pół stulecia opowieści. "X-Men Prime" i "UxM" #322 ładnie to otwierają, wszystko się dalej wartko (mniej lub bardziej) toczy... I może to zadziałać.
A ze lepiej może by zadziałało i więcej ludzi przyciągnęło dalsze wydawanie "X-Men" od tomu Jima Lee po uzupełnieniu na przykład tego, co już jest, tomem "X-tinction Agenda" - zgadzam się. Może by! Od tej strony też warto, jeśli Egmont zechce. Ale uciekać od lat dziewięćdziesiątych nie warto! Tam było (i jest) super!