Skoro Flash mógł zarazić pozostałych ludzi na Ziemi, to wcześniej mógł ich też tak pozabijać. Znaczy tych zarażonych, żeby ocalić zdrowych. A Superman nie musiał z nim iść na czołówkę, tylko mógł go spalić z orbity. Kapitan Atom wylatywał w powietrze już masę razy, ale tu jest chyba pierwszy raz, jak nie udało się go wywalić w kosmos, żeby nie zrobił krzywdy innym. Marsjanin nagle pojawia się znikąd, bo wirus był taki skryty, choć wcześniej rozwalał ich brutalną siłą. I nikt go nie wykrył. Ogólnie kolejny scenariusz z tezą, mający gdzieś charaktery, uwarunkowania i możliwości danych postaci. Mają przegrać i koniec, bez względu na wszystko. Takich sytuacji nie lubię.