Scott Snyder mnie zaskakuje! I to za każdym razem, gdy zapoznaję się z kolejnym wydaniem zbiorczym, czy jakimś pojedynczym komiksem jego autorstwa. Co istotne, z wieloma wybitnościami komiksu - tuzami w kreacji scenariusza historii obrazkowych, na których scenie ewoluują superbohaterowie, jeszcze nie miałem do czynienia, lecz w wielu kwestiach właśnie Snyder zmienił mój osobisty odbiór i estetykę komiksów superbohaterskich. Jego historie, nieraz przyprawione wysmakowanym, ostrym, agresywnym rysunkiem, wyglądają tak, jakby to nie była klasyczna, kojarzona z superbohaterami historia obrazkowa; jakby to była opowieść o Batmanie, Supermanie, Batwoman, Green Lanternie itp., jako o zwykłych postaciach, nie mających nic wspólnego z byciem herosem. Po prostu, Batman, czy inny bohater są przedstawiani przez Snydera, jako zwykli ludzie, z uwzględnieniem historii o ich ludzkiej natury problemach. A to szczególnie zyskuje w komiksie dodatkowego wydźwięku, nadaje postaciom dramatyzmu, tej charakterystycznej specyfiki i kunsztu. Dlatego z mojego punktu odbioru pisanych przez Scotta Snydera komiksów, w jego historiach znajdziemy tygiel gatunków: od dreszczowca, przez tropy czarnego kryminału, po wartką akcję, elementy naukowo-śledcze i dramat. Stąd wrażenie, że komiksy jego komiksy są inne... Emocjonalnie nierówne, często ciężkie, z dziwnie rozłożonym tempem akcji, niejasnym początkiem i końcem... Snydera czyta się dość specyficznie, odbiera również, i pamięta na długo! Wczoraj skończyłem tom drugi "All-Star Batman. Końce świata", z kreacją scenariusza niepowstrzymanego Snydera! To był może i nierówny zarys treści, mając tę fabułę inaczej tu rozłożoną, rozciągniętą, niż można było się spodziewać, ale wartość artystyczna komiksu: emocjonalność, technika rysowania ilustracji, ekspresyjne dialogi fenomenalnie wpisane w kadry i plansze, była ponadprzeciętna, niekonwencjonalna, wysoka!