Mnie akurat się podoba to, że sięgając po komiksy z lat 60 mogę poznać kanoniczną historię postaci, które do tej pory są popularne.
Ale nie potrafię znieść tego, że po 2015 roku wychodzi Spider-Man, który wciąż mieszka ze współlokatorem (dobrze, że nie z ciotką...) jak student albo pracuje za czapkę gruszek po tylu latach.
Tak jakby obecni autorzy mieli gdzieś to, że pracował jako nauczyciel, był właścicielem firmy technologicznej (pomijam czy było to dobre/fajne), mężem oczekującym na potomka.
Oczywiście, że nie chciałbym za 10 lat przeczytać w TAS, że Peter ma 80 lat i zaraz opuści świat, ale lepiej by się to czytało, gdyby facet miał 40-50 lat.
Przecież w każdej chwili mogą wystartować z "odświeżającą" historią w stylu tej z Ultimate i przedstawić genezę i dalsze losy młodego Parkera na nowo.