W DC było o tyle prościej, że co jakiś czas robili reset Crisisami czy Innymi New 52.
W Marvelu funkcjonuje do dziś sliding timeline. Postacie starzeją się i czas leci wolniej niż w rzeczywistości. Gdzieś nawet było oficjalne przeliczenie, że 7 lat naszego czasu to rok na ziemi 616. Taki Franklin i Valeria Richards przez tyle lat od swoich narodzin stali się co najwyżej nastolatkami np.
Ja tam nie widzę, żeby oni jakoś sensownie prowadzili przelicznik czasowy w universum Marvela.
Jak dla mnie postacie w takim zapętlonym czasowo universum mają wiecznie 30 lat a bagaż doświadczeń, historii, które za nimi stoją rozwinięty, tak jakby miały 100 lat. Z każdym rokiem tych historii jest coraz więcej. Postaci jest nieskończona wręcz ilość. Nowi czytelnicy są kompletnie nieświadomi złożoności historii, jaka stoi za tymi postaciami. Starzy są świadomi tylko niektórych aspektów. Scenarzyści i redaktorzy coraz częściej mają problem się w tym wszystkim odnaleźć. Z każdym rokiem to kontinuum, historii robi się coraz bardziej zawiłe. W mojej opinii jest to mechanizm, który funkcjonował świetnie przez okres, około... no nie wiem... 30 lat i od jakiegoś czasu już nie działa.
Przy okazji. Fajny filmik pokazujący, dlaczego pierwsza opowieść o Thorze, jest wybitnym komiksem.