To o czym tutaj piszecie to zdecydowanie szersze zjawisko nie ograniczające się tylko do komiksów, ale i całej popkultury. Porównajcie sobie muzykę, którą puszczały stacje radiowe w latach 80. i 90. z tym co jest puszczane teraz. Dziś takie polskie zespoły jak Maanam miałyby poważny problem z debiutem w dużych rozgłośniach i pewnie byłyby klasyfikowane jako muzyka alternatywna. Podobnie jest z powieściami - taka Katarzyna Bonda pisze po kilka książek rocznie, jakość tego jest miałka, ale autorka wykreowana jest na mistrzynię kryminałów. Podobnie jest z komiksami. Rzeczywiście we współczesnym Marvelu rzadko zdarzają się serie prowadzone na poziomie, skierowane do bardziej wymagającego czytelnika. Wypożyczam z biblioteki to co wydaje Egmont w ramach Marvel Now 2.0. i czasami mam problem z przebrnięciem przez 100-stronicowy komiks. Ze Spider-Manem męczyłem się niemiłosiernie, w końcu go zmordowałem, ale z lektury nie wyniosłem nic. Komiks lat 90. niestety został obśmiany przez ekspertów zachwycających się jednocześnie poziomami filmów MCU, które uważam mają niestety swoje przełożenie na sposób pisania komiksowych historii. Wiadomo, że jak w każdy czasach i w latach 90. były komiksy lepsze i gorsze, ale duża ich część była o czymś.