Green Arrow - Premiera w kwietniu. Scenariusz Joshua Williamson, artysta Sean Izzakse. Bliscy Olivera będą poszukiwali go po śmierci w Dark Crisis
Promocyjna grafika Dawn of DC pokazująca zarazem jacy bohaterowie będą na pierwszym planie. Oby tak było, cieszy ilość nowego pokolenia :)
Bez różnicy czy nowe czy nie nowe pokolenie. Jak sprzeda się tylko Batman i trochę Supek.Raczej z różnicą patrząc obecnie na popularność i sprzedaż "Nightwing", "The Flash" czy "Superman: Son of Kal-El"
Yara Flor też jakoś nie ma szczęścia do solowej serii bo szybko poszedł cancel.
Coś mi się kojarzy, że tu problem nie był z popularnością i sprzedażą, a scenarzystka zawalała terminy i dlatego poszedł cancel bo mieli zaraz zaczynać event gdzie miała dużą rolę odegrać.Zgadza się. Yara miała dużą rolę w "Trial of the Amazons". Sensowne wydaje się ucięcie solowych przygód w tym momencie, jeżeli było to podyktowane startem wydarzenia. Seria nie była górnych lotów, ale na popularność raczej nie narzekała. Nie brakowało zachwytów nad nią wśród zagranicznych czytelników. O sprzedaży nikt nic nie mówił, ciężko do tego się odnieść zatem.
Kyms siedzisz mocno w DC, Superman: Son of Kal-El zakończył się w grudniu na 18 zeszycie. Dostanie jeszcze 6 zeszytową mini serie na zakończenie wątków i tyle. Więc pisanie, że Jon się świetnie sprzedaje jest życzeniowym nadużyciem.
Nie, no co Ty, Kvothe. Ta seria szła tak dobrze, że trzeba było ją zamknąć. I otworzyć nową tylko na chwilę, żeby nie trzeba było spektakularnie zamykać rok później, bo się tak dobrze sprzedawała. Tak robią właśnie światli wydawcy. Są nawet plany na antologię Son of Kal-El/Robin III: Super Bat Analog Boyz.Patrząc na częstotliwość "Kryzysów" to kwestią czasu jest zapowiedź kolejnej wielkiej imprezy.
A w ogóle jest przeciek z bleedingcool, że Dawn of the DCU jest w rzeczywistości częścią większego eventu Final Twilight of the DCU.
Nie, no co Ty, Kvothe. Ta seria szła tak dobrze, że trzeba było ją zamknąć. I otworzyć nową tylko na chwilę, żeby nie trzeba było spektakularnie zamykać rok później, bo się tak dobrze sprzedawała. Tak robią właśnie światli wydawcy. Są nawet plany na antologię Son of Kal-El/Robin III: Super Bat Analog Boyz.To samo było z Batmanem Kinga, też tak się świetnie sprzedawał, że mu urwali tą serię i później dali, co to było Batman/Catwoman mini seria ? żeby sobie pokończył wątki.
A w ogóle jest przeciek z bleedingcool, że Dawn of the DCU jest w rzeczywistości częścią większego eventu Final Twilight of the DCU.
W związku z tym to już od dawna stała strategia wydawnictw by ciągle restartować serie.
Run Kinga był najdłuższym runem od czasów Snydera - napisał 85 zeszytów przez 3 lata.
Jak seria się dobrze sprzedaje to NIKT jej nie zamknie. PODOBNO wszyscy chcieli czytać tęczowego Supermana (no właśnie - dlaczego "Mana"?). No, nie wszyscy. Teraz mocą zeszytu # 1 trupa się reanimuje na chwilę - wiecie, rozumiecie, towarzysze-aktywiści, chcieliśmy, ale...Dyskusji z tego nie będzie, bo dla betonu ideologicznego nie liczą się fakty tylko wylewanie z siebie kolejnych sloganów.
Nie napisał 85 - wystarczy sprawdzić stopki. Miał napisać 100 zeszytów (których by nie było tak czy siak), ale sprzedaż spadała, także musiał odejść, na 15 zeszytów przed magicznym numerem 100. Tak dobrze szło. King dostał "Batman Catwoman"na osłodę i pozorne zakończenie "runu", które i tak nijak nie mogło wejść do "osławionego" kanonu i wylądowało w Black Label.Stopka numeru 1:
Dlatego ciągle restartuje się serie, nawet jeśli sprzedają się dobrze, bo po zrestartowaniu i tak sprzedadzą się lepiej.
Cały run Toma Kinga to nie tylko numery Batmana od 1 do 85. To również trzy annuale, które z historią Batman/Catwoman miały doprowadzić do zrobienia stu zeszytów (a nie stu numerów serii Batman - chociaż to stanowisko mogło ulec zmianie po całym bałaganie i pewnie story arc z Batman/Catwoman byłby dłuższy, żeby dobić do setki w serii). Są też te wspomniane pojedyncze numery, gdzie scenariuszy nie napisał, ale z tego, co pamiętał, nadal ma credit "story by" - więc technicznie rzecz ujmując, pracował przy każdej historii w ramach tej serii od samego początku.
Nie bardzo rozumiem, o co Ci chodzi - dlaczego sprzedaż miała wzrosnąć do 200-300k? Snyder i King mieli boost sprzedażowy z powodu jedynek, który trzymał się lepiej lub gorzej + kilka kluczowych zeszytów, które momentami mocno podbijały sprzedaż. Tynion nie miał żadnej okazji tego typu (poza setnym numerem i reklamą historii z Jokerem w tytule od pewnego momentu).
Batman był nadal dwutygodnikiem. Stał się serią miesięczną od 106 numeru, więc wpłynęło to na pewno lepiej na decyzyjność klientów, więc w pewnym sensie tak - seria staniała, bo w czytelnik wydawał na nią w ciągu miesiąca mniej.
Inna sprawa, że DC odcięło się też od Diamonda i, o ile dobrze kojarzę, od tego momentu nie są dostępne dane sprzedażowe żadnych tytułów (lub nie są tak pełne, jak wcześniej) w ilościach sztuk (tutaj nie mam pewności, czy są dostępne jakiekolwiek). Przy takim rozbiciu dystrybucji nie ma szans na w miarę rzetelne porównanie.
Otóż nie. Zapowiadano, że King napisze 100 zeszytów serii Batman, a nie z dodatkami annuali, miniserii, itp. Miał się siłować z rekordami Stana Lee, Chucka Dixona, Bendisa. Dla mnie to było absurdem, zapowiadać coś takiego w kontekście gościa, który wcześniej nie pracował przy żadnym dłuższym projekcie. Czyli ktoś w DC musiał w tą wizję uwierzyć. Ale okazało się, że wiara to za mało. Bo większość z tych historii to zamulacze, które miały pomóc dojechać do magicznej setki, kiedy pomysłu na całość tak naprawdę brakowało.
Ponadto ktoś w DC podjął decyzję co do wydawania dwóch zeszytów na miesiąc. Ciekawe czy dlatego, że czytelnicy tak bardzo prosili, czy może trzeba było przyciąć na kasę tam gdzie się da, bo reszta jest nierentowna?
Co do "credit" - czy jeżeli Frank Miller był wymieniony jako scenarzysta "The Dark Knight: Master race" to znaczy, że coś tam napisał czy wszystko odwalił Azzarello?
Myślałem, że Tynion też zaczynał od nr 1.
Ten koleś jakieś dane ma, raczej sobie ich nie wymyślił.
Tylko ta sprzedaż wzrosła przed 106 numerem i przy tych podrożonych cenach.
On tam mówi, że sprzedaż rosła 61k, 56k, 74k, 73k, 87k, 88k, 92 miał z 200k, przynajmniej tak w tych Internetach piszą.
Ale to jest w tym coś złego, że więcej kobiet teraz pisze komiksy i że poruszają one tematy i operują w stylistyce, która jest dzisiaj mainstreamowa? No tak jest, ludzie z naszego pokolenia przeważnie tego nie czują, bo to nie jest dla nich. Tak jak wtedy poprzednie pokolenia nie czuły ówczesnych komiksów (bo zbyt poważnie, komiksy są dla dzieci, zbyt mrocznie, za dużo przemocy).Oczywiście nie ma w tym nic złego. Im większa różnorodność, tym lepiej, ponieważ otrzymujemy więcej zróżnicowania tematu oraz różne spojrzenia. Najlepiej obrazuje to udział Mariko Tamaki z Nietoperzem czy "Joker/Harley" Garci. Świetne pozycje. Niektórzy doszukują się w tym drugiego dna, ale co zrobić..
Zależy, czy chce się zarabiać pieniądze czy pchać jakąś ideologie, która doprowadzi do upadku bo to, że to całe DC coraz gorzej się sprzedaje to chyba raczej nie ma wątpliwości.
Ale komiksy jako takie się gorzej sprzedają. "Ideologię" się wpycha bo dla wielu młodych ludzi jest ona ważna. Gdyby tych elementów tam nie było, to ich by to nie interesowało, bo by to odbierali jako niedzisiejsze, nieodzwierciedlające ich życia. A to oni są targetem. Dla takich jak my są przeróżne reedycje będące "na czasie" jakieś 30 lat temu. Popkultura zawsze żyje tym, co jest istotne dla pokolenia 15-30 mniej więcej. Starsi mają swoje nisze, ale ich oczekiwania nie są mainstreamem.
Tylko potem powstają takie kwiatki że mamy "gay month" i musimy jakiejś postaci zmienić nagle orientację. Zeszmacenia Tim Drake'a nie wybaczę im nigdy ;/Na szczęście żadna z postaci nie ucierpiała na pisaniu od momentu ujawnienia jej orientacji przypadającej na okres nastoletni, który jest idealny do określenia siebie. Tim dalej jest ciekawą postacią mającą dużo w zanadrzu, Jon spełnia się jako następca ojca. Jedynie, co w Timie nie siadło po tym wydarzeniu jest jego solowa seria. Nie cierpi ona na wątki miłosne tylko strasznie nijaki scenariusz.
Sprzedaż serii o Jonie nie jest życzeniowym nadużyciem. Sam Taylor mówił o satysfakcjonującej sprzedaży i zwyczajnym przejściu jego serii w miniserię kontynuującą wątek. Dodatkowo nie znamy dalszych losów postaci. Z racji rosnącej popularności, wagi w świecie DC, spokojnie możemy sądzić, że po miniserii kontynuowany będzie koncept. Wiadomo, że teraz na walą otwartymi kartami, ponieważ zdawkowo wiemy o Dawn of DC.
Typowe współczesne czcze gadanie. Tim miało jasno określona orientacje przez lata, ciekawe rozwijana relacje ze Stephanie Brown i nagle, bez żadnych wcześniejszych sygnałów, wyskakują ze czuje się gejem. Typowa współczesna „woke” zagrywka podobnie jak Iceman u konkurencji.Jasne. Może przytoczymy zatem jak wyszła historia "coming out"? To nie tak, że Tim nagle Bóg wie co zrobił z tym chłopakiem i cały świat wywrócił się do góry nogami. Nie. Spotkali się po X latach, chwilę pogadali, potem chłopak zaprosił Tima na randeczkę i później na nią poszli. Jest to jak najbardziej naturalna sytuacja skłaniająca pod wpływem chwili do przemyśleń o swojej orientacji. Później wątek ten był dalej rozwijany. Nie będę bronił/atakował tego rozwiązania spekulując lata wcześniej, niektórzy twierdzą, że były ku temu przesłanki. Jednak historia "wyjścia", tak pozwolę sobie nazwać, była całkowicie naturalne i nie inwazyjna. Kto by jednak patrzył na detale.
No jak, jak to coraz gorzej się sprzedaję, to tak jak z tymi woke filami, niby wszyscy tego chcą, ale nikt tego nie chce oglądać.
Ale to jest w tym coś złego, że więcej kobiet teraz pisze komiksy i że poruszają one tematy i operują w stylistyce, która jest dzisiaj mainstreamowa?
Na szczęście żadna z postaci nie ucierpiała na pisaniu od momentu ujawnienia jej orientacji przypadającej na okres nastoletni, który jest idealny do określenia siebie.
Czy to jest złe czy nie to zależy od bazy czytelników: jeżeli komiksy typu Batman/Superman nadal czytają głównie nastolatkowie płci męskiej (+die hard fans po 40-tce albo i starsi) to upychanie "twórczyń" po tytułach przeznaczonych dla chłopców/mężczyzn jest jak dolewanie tranu do hamburgera. Nie ma to ani sensu ani smaku.
Natomiast jeżeli okazałoby się, że Nietoperza/Supka czytają głównie dziewczyny to widać signum temporis i wtedy te tytuły są "ich", fabuły są kierowane do nich i nie mamy tam czego szukać.
Ale jeżeli w kolejny "chłopięcy" aspekt życia wtrynia się tzw. "kobiecy" punkt widzenia to jak i kiedy ten biedny chłopak ma mieć okazję być tym chłopakiem i oglądać świat z męskiej perspektywy?
A jak wypadają ci współcześni autorzy to widać na przykładzie choćby tego nie-białego Thora z młotem pokrytym grafitti czy choćby ostatnią akcją z Jokerem, który zachodzi w ciążę i podczas porodu wyżyguje swoje dziecko.Jeden przykład pochodzi z elseworldu (właściwie to "what if"), drugi z niekanonicznej historyjki będącej back upem do głównego dania. Dwa rodzaje przykładów, gdzie scenarzyści mogą puszczać wodze fantazji i robić, co im w duszy graj. Nie postrzegam tego jako argument do Twojej tezy, ponieważ są to przekrojowo zupełnie inne historie niż to, co możemy znaleźć w głównych seriach lub najlepiej sprzedających się. Nie zauważyłem, aby takie chece były wciskane na siłę w ważniejszych tytułach czy dominujących w sprzedażach. Jeśli mamy jednak na siłę szukać takich przykładów z pogranicznych serii to jasne, znajdziemy ich sporo. Znajdziemy jeszcze więcej przykładów przeciw.
Więc sorry, ale to nie ma porównania z ludźmi, którzy tworzyli kiedyś komiksy, bo po prostu to kochali.
Podobnie zresztą jest u konkurencji tylko tam w zakresie płci: wczoraj czy przedwczoraj słuchałem jakiegoś "mizoginistycznego nazisty", który wyliczył, że w w ramach obecnej fazy MCU jest już więcej bohaterek pierwszego szeregu niż bohaterów a jak komuś przychodzi pójść do piachu to są to wyłącznie faceci.
Ale coraz więcej kobiecej perspektywy nie oznacza, że tej męskiej nagle nie ma albo nie będzie. Nie sądzę żeby to z założenia musiał być jakiś konflikt między tymi spojrzeniami.
Jasne. Może przytoczymy zatem jak wyszła historia "coming out"? To nie tak, że Tim nagle Bóg wie co zrobił z tym chłopakiem i cały świat wywrócił się do góry nogami. Nie. Spotkali się po X latach, chwilę pogadali, potem chłopak zaprosił Tima na randeczkę i później na nią poszli. Jest to jak najbardziej naturalna sytuacja skłaniająca pod wpływem chwili do przemyśleń o swojej orientacji. Później wątek ten był dalej rozwijany. Nie będę bronił/atakował tego rozwiązania spekulując lata wcześniej, niektórzy twierdzą, że były ku temu przesłanki. Jednak historia "wyjścia", tak pozwolę sobie nazwać, była całkowicie naturalne i nie inwazyjna. Kto by jednak patrzył na detale.
Jeden przykład pochodzi z elseworldu (właściwie to "what if"), drugi z niekanonicznej historyjki będącej back upem do głównego dania. Dwa rodzaje przykładów, gdzie scenarzyści mogą puszczać wodze fantazji i robić, co im w duszy graj. Nie postrzegam tego jako argument do Twojej tezy, ponieważ są to przekrojowo zupełnie inne historie niż to, co możemy znaleźć w głównych seriach lub najlepiej sprzedających się. Nie zauważyłem, aby takie chece były wciskane na siłę w ważniejszych tytułach czy dominujących w sprzedażach. Jeśli mamy jednak na siłę szukać takich przykładów z pogranicznych serii to jasne, znajdziemy ich sporo. Znajdziemy jeszcze więcej przykładów przeciw.
I w życiu nie wyglada to tak, ze ktoś umawia się z dziewczynami i nagle z ziomkiem idzie na randkę, także to żadne odbicie rzeczywistości nie jest.
wybitny niedobór uzdolnionych scenarzystów i co za tym idzie brak ciekawych, dobrze napisanych historii.Trochę upraszczasz, bo są zdolni twórcy, mający pomysł na historię, ale muszą się trzymać tego co redaktorzy im narzucają. W mainstreamie superbohaterskim ciężko jest pisać to co się chce, to musi wpisywać się najczęściej w schemat narzucany z góry przez wydawnictwo.
Ja tam obstaje przy swojej opinii, że problemem współczesnego, amerykańskiego superhero nie jest promowanie takiej czy innej orientacji (tudzież opcji politycznej lub światopoglądowej), tylko wybitny niedobór uzdolnionych scenarzystów i co za tym idzie brak ciekawych, dobrze napisanych historii.
Byle nie było to tak przerośnięte jak Lazaurs Planet.Kilka lat temu wydaliby zamiast one-shotów antologii zalew mini-serii, więc całkiem zgrabnie pokazali skalę globalną eventu nie wydając zbyt dużej liczby komiksów. Kto jest zainteresowany głównym eventem wystarczy, że sięgnie po mini-serię „Batman vs. Robin” i dwa zeszyty eventu (Alfa i Omega).
Patrzę na Tima Drake'a z Knightfalla gdzie leci na rosyjską nastolatkę, patrzę na współczesną serię, gdzie zrobili z niego geja. Pierwszy obraz mi się podoba, drugi nie, też się nie dziwię.Tim Drake nie jest gejem. Jest biseksualny.
Jak się pieniądze skończą. U konkurencji właśnie poleciała ta od "X-men is outdated".Ale ona nie wyleciała za powiedzenie "X-men is outdated" tylko za to jakie stworzyła toksyczne środowisko pracy w przypadku speców od efektów specjalnych.
Zastanawiam się kiedy w końcu do funkcyjnych w DC/Warnerze dotrze by nie podążać usłaną tęczowymi flagami drogą; zwłaszcza że ta zmierza do tyle do nikąd, co do zaorywania tego przedsięwzięcia. A szkoda by było.Problemem jest że przerabiają orientacje bohaterów, którzy od dawna byli heteroseksualni mając bohaterów, którzy są LGBT+ np. Batwoman, Apollo, Midnighter, Renee Montoya itd. Tylko nie potrafią ich wypromować. Jak seria jest dobra np. Batwoman to ją rozwalają, kładąc scenarzystom kłody pod nogi.
Ale ja nie napisałem, że za to wyleciała. Toksyczne środowisko to nagle nie pojawiło się parę dni temu, i jakoś wcześniej to nikomu nie przeszkadzało, po prostu kasa się kończy i robią jakieś pozorowane ruchy.Właśnie przeszkadzało. W okolicach premiery She-hulk (dokładnie z pierwszym trailerem) pojawił się hejt na efekty specjalne, wtedy wypłynęły pierwsze informacje, że jest crunch i coś nie tak, tylko nie padły żadne nazwiska. A wcześniej też była jakieś tweety sugerujące, że źle się dzieje.
Po co przerywać serie w trakcie, nie domykać wątki, skoro można przedłużać tylko rentowne tytuły.Przecież w DC i Marvelu od dawna pisze się historie pod wydania zbiorcze i nie przypominam sobie aby w ostatnich latach zamknięto serię z urwanymi wątkami. Zamyka się na szybko, ale jednak zamyka.
Przecież w DC i Marvelu od dawna pisze się historie pod wydania zbiorcze i nie przypominam sobie aby w ostatnich latach zamknięto serię z urwanymi wątkami. Zamyka się na szybko, ale jednak zamyka.DC podjęło decyzję o wcześniejszych zamknięciach serii jak "Wonder Girl", "Batgirl" czy "Tim Drake: Robin". O ile nie mówimy w tych przypadkach o urwanych historiach to jednak odczuwalne było skrócenie całości.
Szkoda że lecą na ilość nie jakość.Skąd ten wniosek? Dowozi każda nowa seria wydawana w ramach "Dawn of DC".
Ogłoszono "Beast World" na koniec tego roku
https://bleedingcool.com/comics/tom-taylor-announces-beast-world-event-from-titans-nightwing-comics/
Odpowiem patrząc z mojego punktu widzenia. Jeżeli widzę, że na siłę (pod tym stwierdzeniem rozumiem zmienianie dotychczasowego kanonu np. orientacji Alana Scotta i twierdzenie, że był to pierwszy homo bohater) zmienia się zachowanie bohaterów, ich orientacje, czy kolor skóry (chyba, że jest to zupełnie ktoś inny, pełniący funkcję danej postaci np. Tim Fox) to zraża mnie to do poświęcania swojego czasu na coś, czego nie akceptuję.
Jeśli ma się kilkadziesiąt równoległych serii, to można je zrobić dla naprawdę różnych odbiorców. Poprawność polityczna objawia się w zmienianiu orientacji bohaterów, ale jak dla mnie to nie jest aż tak duży problem. Wspomniana Harley Quinn to przecież turbo lewicowa postać, której dopisano nową orientację i wcale jej to nie zaszkodziło. Ale poprawność polityczna powoduje też, że nowi bohaterowie muszą mieć określony zestaw cech i poglądów, a określonych cech i poglądów mieć nie mogą. W efekcie niczym się od siebie nawzajem i "starych" bohaterów nie odróżniają. Są ciągle jakimiś wariantami kolorystycznymi tej samej postaci.
Wspomniana Harley Quinn to przecież turbo lewicowa postać, której dopisano nową orientację i wcale jej to nie zaszkodziło.
Mark Waid i Dan Mora pokierują letnim wydarzeniem "Absolute Power"!
https://www.dc.com/blog/2024/02/22/dc-announces-absolute-power-dc-finest-and-updates-elseworlds-at-comics-pro
Cieszą kolejne komiksy z rysunkami Dana Mory. Sam opis wydarzenia jakoś nie wzbudza mojego zainteresowania. Ciekawi mnie za to, czy będzie ono jakoś powiązane z tym, co aktualnie dzieje się w komiksach o Wonder Woman. Tam Waller też odegrała rolę w działaniach wymierzonych w Dianę.Można założyć, że będzie, ponieważ Waller na wielu frontach daje się we znaki reszcie świata m.in. Titans, Green Arrow.