Daredevil Redemption
Historia, ktora nabylem kiedy sie pierwotnie ukazala, stala na mojej polce nieruszana od lat. Az do wczoraj. Ta mini-seria dziejaca sie rownolegle do runu Bendisa, powinna miec raczej tytul Matt Murdock Redemption, bo samego Diabla nie ma w niej za wiele. Jednakze, nie jest to zaden zarzut. Wrecz przeciwnie. Pomimo sladowej ilosci nocnego alter-ego i faktu, ze akcja dzieje sie w wiekszosci na sali sadowej, dostajemy tytul bardzo mocny, trzymajacy w napieciu. Historia ma miejsce na amerykanskiej prowincji, gdzie trzech lokalnych outsiderow zostaje oskarzonych o brutalne morderstwo malego chlopca. Jak to w malym miasteczku - kazdy zna kazdego, lokalny pastor trzyma wszystkich za morde, a policja nigdy sie nie myli. Matt podejmuje sie obrony glownego podejrzanego pomimo niepewnosci czy jest rzeczywiscie niewinny. Co w Redemption jest takiego super? To, ze jest cholernie dobrze napisane i gwarantuje emocje do ostatnich stron. To opowiesc z dreszczykiem, w najlepszym Bendisowym klimacie. Jednakze, to czym ujela mnie najbardziej, to fakt, ze jest to historia bez szczesliwego zakonczenia. "Zwyciestwo" (o ile w ogole mozna to tak nazwac) jest bardzo polowiczne i zostawia czytelnika w niedowierzaniu. Jak to? Przeciez mainstreamowe komiksy tak sie nie koncza, dobro zawsze wygrywa! No wlasnie. Redemption dobitnie udowania, ze nie zawsze tak byc musi. Przeczytajcie, nie zawiedziecie sie.