No ja głupi myślałem że konwenty komiksowe są po to żeby promować swoje komiksy i ogólnie sztukę komiksową a nie po to żeby kroić fanów. Za darmo tutaj nie przylecieli , swoje już od organizatorów przytulili (a właściwie od fanów którzy zapłacili za bilety).
Ja pamiętam czasy kiedy autorzy w Łodzi (czy w Gdańsku) robili wrysy za darmo i nikt nie robił problemu. I to nie jacyś podrzędni ale własnie gwiazdy pierwszej wielkości. Ja na przykład miałem za friko wrys od samego Simona Bisleya na pierwszym TM-Semicowym wydaniu Lobo.
"The Times They Are A-Changin'" jak śpiewał oskarowy noblista. Co ma niby Marini czy Murphy z rysowania obrazków za darmo? Przyjechali, opłacony jest transport i pobyt. Masz jakieś info, czy organizatorzy wciskają im coś w kieszeń? I ile? Raczej nie, bo budżet festiwalu coraz niższy.
Zatem sprzedają swój czas i pracę. Cenią je na tyle, na ile cenią. Prawo rynku. Osobiście nie jestem łowcą wrysów, ale mogę sobie wyobrazić, że płacę np. 100$ za indywidualny obrazek choćby uwielbianego przeze mnie Darwyna Cooka. Może i Marini i Murphy mają takich fanów?
Też mam wrys od Bisleya za darmo. I od Jima Lee, i od Glenna Fabry i innych. Ale to były towarzyskie okoliczności. A nie praca, jaką niewątpliwie wykonują goście na konwencie. Co w tym dziwnego, że się cenią? Tak jest na całym świecie, szanuję to. Trzeba się przyzwyczajać, że za darmo to głowa boli.