To kwestia kontekstu. Pewnie ktoś wyszedł z założenia że skoro Kim jest gwiazdą Instagrama to zbierzemy się grzecznie pod sceną, wyciągniemy telefoniki i zaczniemy wrzucać w internety własne relacje. Insta/FB/Tiktok czy inna cholera aż się przegrzeje od podniesionych łapek. Sam Kim zaś dzięki tej akcji powiększy zasięgi. Wielka, szczęśliwa wirtualna rodzina. Sukces, pieniądze i wieczna sława. Pewnie w innych szerokościach geograficznych nawet by się to udało ale...
W tym planie jednak niezauważono że polscy komiksiarze (a przynajmniej bywalcy forów i części grup FB) to jakaś analogowa, stetryczała geriatria. Zamiast filmiku na Insta towarzystwo woli bazgroły na papierze których zdjęcia potem pokazuje kolegom na kolejkonach niczym fotki ukochanych wnuków. A internetowe gwiazdy są traktowane co najwyżej jako ciekawostki które odpowiednio podsunięte mogły by się okazać czarnym koniem festiwalu. Jednak budowanie całego eventu na takiej podstawie w naszym kraju szału nie robi.