Niepotrzebne to było totalnie, jak już ktoś inteligentniejszy ode mnie napisał, wystarczyło na karteczce wpisać imię i nazwisko osoby kupującej album oraz numerek. Jan Rokita numer 8. Elo. Wszystko czarno na białym.
Dokładnie. Jak już chcieli sprzedawać wrysy za kasę to wystarczyło wziąć przykład z chłopaków ze Screamu którzy opanowali to całkiem nieźle od strony organizacyjnej. Podchodzisz, płacisz za album lub sam rysunek w swoim albumie (testowałem - działa), karteczka i albo czekasz aż autor na spokojnie zabierze się za Twój album, albo idziesz w długą i wracasz na gotowe za kilka godzin. Co prawda u "krzykaczy" też mają miejsce dziwne akcje ale przynajmniej idzie się dogadać, autora nikt nie popędza, nikt nikomu nie wyrywa, a autorzy mimo że zarobieni to zazwyczaj zadowoleni bo pracują w swoim tempie.
Nie mam nic przeciw płatnym wrysom. Nawet postuluję niepopularną w naszym kraju narrację że autor powinien dostać swoją "miskę ryżu" za wykonaną pracę. Chętnie zapłacę za dobrej jakości wrys, niech i będzie to 300 zł ale niech wrys będzie adekwatny do ceny. Czy mając dotęp do Rosińskiego nie można było zrobić sesji autografów, a albumy do wrysów ograniczyć do pierwszych 20szt i umówić się z ludźmi że będą do odbioru na 17.00 lub na następny dzień żeby mistrz mógł sobie na spokojnie wrysować w nie porządne wrysy. Dopiero było by głośno, a za rok były by dwa ogonki: jeden do numerków, drugi do stoiska pca.
Wszystko kwestia planowania i organizacji. Tak ciężko posadzić cztery litery i napisać dziesięciopunktowy regulamin? Wiem że to był skok na kasę ale przecież to się odbija bo kasa się rozejdzie a smród zostanie.
Im dłużej jeżdżę na konwenty tym bardziej przeraża mnie skala prowizorki i braku pomyślunku ze strony wydawców, a czasem i organizatorów (numerki tylko do Rosińskiego wykluczały się wzajemnie z regulaminem covidowym)
Już nasza "kolejka po numerki" jest lepiej zorganizowana i ma jaśniejsze zasady niż to co wyprawiało się na pca - zresztą nie tylko tam. Mam jednak nadzieję że forma strefy autografów dalej ewoluuje i dlatego raz jest lepiej, a raz gorzej. Zobaczymy jaką lecję wyciągną z tego organizatorzy i co nasz czeka za rok