Śmieszne są te ograniczenia lub nakazy przy autografach. Masz komiks autora - obojętnie czy kupiony w necie, czy na konwencie - to możesz bez problemu ubiegać się o wpis/wrys. Koniec kropka.
Tak powinno być, wtedy Wydawnictwom zależy aby przygotować ofertę w ten sposób, aby premiera nowego komiksu autora x odbyła się na imprezie. Sprzedaż będzie dobra, bo każdy będzie go chciał. Trust przez weekend na przykład narysował sporo w albumie Andzia, Timof musiał posprzedawać trochę egzemplarzy. Natomiast kto chciał podbijał z innym, na przykład Frankenstein żyje, żyje! i też było ok. Sam zapytałem się Pana Pawła czy mogę podejść na sesję u nich z albumem od KBoom. Nie było problemu. Wprawdzie i tak coś u nich kupiłem, pochwaliłem i podziękowałem za decyzję o wydaniu komiksu Płaszcz i Szpony, podpytałem o Donżona, było normalnie. Co innego wydać natomiast 50 zł na komiks, a co innego wydać minimum 300 zł. To też było dobre posunięcie. Wrys proszę bardzo, ale jak kupisz tylko czarno białego Thorgala za 289 zł i tak nic nie dostaniesz. Bo musisz dołożyć relaks, koszulkę albo kubek, aby przekroczyć tę kwotę.
Z jednej strony rozumiem chęć zarobienie, biznes to biznes ale jak ktoś płaci u nich 499 zł za Thorgala (bezpośrednio u nich!) to może się wkurzyć. Na początku tylko dziesięć osób dostało zapewnienie o wrysie. Godzina na dziesięć rysunków to akurat, 6 minut na jeden w tym można zamienić dwa, trzy zdania. Ok. Ja byłem jakoś 12 - więc odpuściłem i poszedłem po sam autograf. Jednakże stoję z Telim i Szekakiem i widzimy, że od samego początku tempo było dosyć mocne, te 10 wrysów powstało w ile? dwadzieścia kilka minut? Za chwilę podbija koleś z 4 albumami kupionymi przed chwilą, praktycznie zostaje wciśnięty na bezczela w kolejkę przez wiadomo kogo i powstaje pierwszy zgrzyt. Typ myślał, że jak kupił cztery albumy na stoisku to dostanie cztery wrysy, nie pykło i dostał chyba dwa, jeden coś ala Manara i samą dedykację w ostatnim. Od tego to już się zaczęło robić mocno nieprzyjemnie i żadna interakcja z Panem Grzegorzem nie była już możliwa. Ktoś nie dostał dedykacji, bo album Rosińskiemu zabrał właściciel galerii, ktoś zapłacił te 3 stówki i dostał rysunek wykonany w 15 sekund, bo album już przecinał powietrze... Niepotrzebne to było totalnie, jak już ktoś inteligentniejszy ode mnie napisał, wystarczyło na karteczce wpisać imię i nazwisko osoby kupującej album oraz numerek. Jan Rokita numer 8. Elo. Wszystko czarno na białym.
Przy takiej kasie zasady powinny być doprecyzowane, a nie pozostawione w próżni. Ta słynna laska mogła nie wiedzieć o zasadach, mogła je z premedytacją zignorować - pal licho. Natomiast nie było nikogo kto ogarnąłby ten cały harmider.
Ogólnie to ta emefka pokazała dziwaczną kwestię. Panowie ze strefy autografów są bardzo pozytywnymi ludźmi, da się z nimi porozmawiać, załatwić co trzeba. Jak wtedy prosiliśmy o wcześniejsze wydanie numerków, poszli Nam na rękę. Wielkie dzięki, natomiast później jasno stwierdzili, że oni nie ustalali tych zasad odnośnie braku numerków do innych artystów. A więc kto? Moim zdaniem Ci Panowie mają największe doświadczenie, bo występowali w tej roli wiele razy

Pozdrawiam, jeżeli to czytacie. Nie wierzę w to, że głównym argumentem było, a bo góra myślała że nikogo nie będzie. Serio??