Z ostatniej dyskusji w wątku Muchy:
Spokojnie, przecież to nie wina Muchy a drukarni. Takie błędy zdarzają się.
Zdarzają się, ale Musze najczęściej.
I uważasz, że to wina wydawcy a nie drukarni?
A kupiłeś ten komiks od drukarni?
Dokładnie tak uważam. A jak wydawca współpracuje z dziadowską drukarnią, to powinien ją zmienić.
Nie mam więcej pytań. Polecam zluzować gacie. Warto pomyśleć jak wygląda proces druku i czy jest on zależny od wydawcy. A takie błędy przy wydruku zdarzały się, zdarzają się i będą się zdarzały. Nic na to się nie poradzi. Mam parę lat na karku i od mniej więcej pięćdziesięciu lat trafiam na coś takiego. Jeszcze raz polecam zluzować gumę w majtach.
Błędy (wady) i "czyja wina" - ogólnie przepisy ucywilizowały tą sprawę na tyle, że klienta nie powinno obchodzić "czyja wina", mimo tego, nie tylko w tematach komiksowych, odpowiedzialność jest przerzucana, tyle że nie przerzucana faktycznie (bo prawnie odpowiada ten, od którego klient kupuje), a głębiej, tj. klient rozgrzebuje przyczynę i szuka faktycznego podmiotu odpowiadającego za problem - coś ogólnie zbędnego, ale niestety czasem potrzebnego nie tylko do robienia g-burzy, ale też żeby dochodzić swoich racji. Sprzedawca odpowiada przed klientem, ale nie musiałby tego robić gdyby wiedział co sprzedaje i nie sprzedawał produktów wadliwych, co oczywiście w obecnej rzeczywistości jest nierealne. Dalszy łańcuch odpowiedzialności, czyli dostawca (w tym magazyn, transport itp.), wydawca, drukarnia, osoby przygotowujące materiały itp. - to klientów nie powinno interesować, a jednak zajmuje największą część dyskusji. W przypadku Muchy (i niektórych innych wydawców), może nie konkretnie w tym namacalnym przypadku błędu, a w przypadkach innych, o jakich już nieraz na forum pisaliśmy, jest problem z tym łańcuchem odpowiedzialności i traci klient, bo jak sprzedawca nie zna produktu i nie wie, że jest błąd, a wydawca do błędu się nie przyznaje, to i sklep nie weźmie za błąd odpowiedzialności...
Napiszecie: "ale to Ty dzwonisz" - zmierzam do tego, że w każdej dyskusji głos biorą rycerze jednego z podmiotów, czy to broniący drukarni, wydawcy, sklepu czy konkretnych osób pracujących nad komiksem. Może nie mam racji, ale gdyby klient nie musiał "kopać się z koniem" i udowadniać istnienia błędów, a sprzedawcy wiedzieliby co sprzedają (a skoro to niemożliwe, to chociaż żeby orientowali się "po fakcie" wystąpienia wątpliwości co do produktu) i nie kwestionowali również swoich niedopatrzeń, to każdemu z pozostałych podmiotów mniej by się przy okazji obrywało. Przykład - Mucha kilka miesięcy temu przyznawała się do błędu informując o oczywistych prawach każdego klienta do zwrotu - ale gdyby klienci sami nie działali niejako zmuszając Muchę do wzięcia odpowiedzialności to sprzedawcy nie mieliby podstaw przyjmować zwrotów/reklamacji (w domyśle: kwestionując zgłoszenia klientów; hm, a może i wciąż nie mają, już nie pamiętam dokładnie, ale chyba Mucha prosiła o kontakt z wydawnictwem?; pewnie sprowadza się to do definicji co można uznać za wadę umożliwiającą zwrot/reklamację)...
Ostatnia myśl, a właściwie ta, która zainicjowała powyższe przemyślenia: skąd wynika jakieś przywiązanie do marki czy też lojalność, ew. troska o czyjś biznes? Kupuję książkę, płytę itp., coś jest nie w porządku to zwracam/reklamuję u sprzedawcy, nie obchodzi mnie kto daną rzecz wydał, jest jakieś logo na okładce, ale nie ma to żadnego znaczenia - oczekuję produktu pozbawionego błędów, sprzedawca może taki produkt zaoferować lub nie (zależnie od natury wady), i na tym kończy się (lub powinien się kończyć) problem przy większości takich zakupów, tymczasem wokalna mniejszość zgłębia temat, niektórzy z uwielbienia dla np. producenta typu Apple itd. - ale po co to robi, skoro przed klientem przede wszystkim odpowiada sprzedawca? Kończę bo już po sobie powtarzam, może ktoś przeczyta i miałby jakieś przemyślenia w temacie, chętnie przeczytam inną perspektywę.