Rewatchuje po latach Spider-Man TAS. Dorwałem kilka odcinków z pierwszym polskim dubbingiem - dla TVP2 i Canal+, którego ja jako dziecko nie miałem szansy znać. Pierwsze audio które słyszałem to drugi dubbing z niezawodnym, jednym z najlepszych pajęczych głosów - Jackiem Kopczyńskim. On jest po prostu doskonałym castingiem... Myślałem że może okulary nostalgii zbudowały we mnie miłość do jego interpretacji Człowieka-Pająka. To normalne, że rzeczy z dzieciństwa urastają w naszych głowach legendami. Ale oglądając dziś po kilkudziesięciu latach - Kopczyński jest naprawdę doskonałym Spiderem!
Jacek to obok Rino Romano (Parker z kultowej gry na PSX i niedocenianego, kreatywnego serialu
Spider-Man Unlimited, o którym kiedyś zamieszczę tu dłuższy post. To jak animacja tego serialu świetnie się zestarzała, robi wrażenie) najlepsi głosowi aktorzy przy tej postaci. Pierwszym zastępcą Christophera D. Barnesa (oryginalny odtwórca TASowego Parkera) był Cezary Nowak, we wspomnianej wcześniej wersji TVP. I nie był to zły casting - Nowak ma spokojny przyjemny głos, akurat dla takiego przyjemniaczka jak Peter Parker. Ale nie miał w sobie tej "nuty młodości" co Kopczyńskiego, iskry, jego głos tak dobrze nie wypadał przy przaśnych dowcipach, z których słynie ten superbohater.
Stwierdzenie że jakiś polski aktor dubbingowy jest lepszy od oryginalnego, albo choćby równie dobry to swoją drogą dość kontrowersyjne i egzotyczne przekonanie

Ale może na tak konserwatywnym forum jak KomikSpec nie spotka się to aż z takim oburzeniem czytających. Uwielbiam polski dubbing, zwłaszcza gdy jest dobry - uwielbiam dlatego, że taką formę oglądania dało mi dzieciństwo, więc wracam trochę do uczucia lekkości i naiwnej pasji podczas seansu, ale też poza tym - lubię po prostu polski język. Słyszeć jak amerykańskie gry słowne wypadają "po naszemu". Muszę sobie zacząć zaznaczać odcinki z najlepszymi dialogami, jak wypadają po angielsku. Bo jeśli niektóre cytaty z literatury/kultury, dowcipy z nich tak dobrze grają po polsku, to pewnie w oryginale wypadają jeszcze lepiej. Nie zawsze wypadają świetnie - bo tłumacz też potrzebuje intuicji. Z tego też powodu najnowszy serial z Batmanem -
Caped Crusader, widziałem z dubbingiem, i jeden odcinek w oryginale z ciekawości. Niesamowicie odświeżające było, że w końcu Batmanem był ktoś inny niż Pazura.
Ostatnio w wątku Spider-Mana publikowałem wrażenia z numerów komiksowej kontynuacji serialu, która jest ok, ale zdecydowanie bez szału. Wyjątkową bezczelnością i nietaktem w dodatku jest fakt, że twórca TAS, John Semper Jr. nie został zaproszony do wspóltworzenia tej miniserii. A jeśli poczytacie z nim wywiady i wspominki, zobaczycie że to naprawdę ciekawy facet, a proces twórczy TAS nie był tak bezrefleksyjny i prosty, jak mogłoby się wydawać przy superbohaterskim akcyjniaku.
Słyszałem od wielu osób, że TAS to słaby serial, że się zestarzał. Z tym drugim można się zgodzić. Czasem widać jak oszczędzali na animacji, montowali stare sceny, jest parę takich widocznych wpadek. Płynność scen też czasem może być dyskusyjna, ale taki urok tej produkcji. To nie jest jakość animacji
Batman TAS, ani fabularnie. I nie powinno się tych seriali ze sobą zestawiać. Mam wrażenie że ta niezasłużona krytyka "najntisowego" Spider-Mana, bierze się właśnie z porównań do kultowego Batmana z Conroyem.
Felicia Hardy to miała pecha do facetów. Dwóch jej byłych okazało się Morbiusem i Hobgoblinem
Wątki poruszane są naprawdę dojrzałe. Parker mierzy się z chorobą genetyczną, jego męki i katusze wypadły nie mniej obciążająco, co psychoza wywołana przez Jackala w
Sadze Klonów. I ten wątek ciągnie się dość długo, nie rozwiązują go w 3 odcinki. O ile Kingpin oglądając dzisiaj wypada śmiesznie, jak zły wujek kręcący wciąż wąsem i wymyślający coraz co bardziej odjechane pomysły, na budowę swojego "kryminalnego imperium". Ale poza takimi oczywistymi comic reliefami, jest tu sporo dojrzałych pomysłów. Trochę mi to też przypomniało, że "mój" Człowiek-Pająk to przede wszystkim męczennik, któremu ciągle świat wali się na głowę a On idzie dalej, nie poddaje się. Nie lekkomyślny dzieciak dostający kostiumy warte miliardy dolarów od Tony'ego Starka. I na każdą inną wersję jestem otwarty, widziałem większość kreskówek, i tam nie raz udziwniali lore. Jestem nawet jednym z niewielu obrońców
Mega Spider-Mana, który w praktyce był bardziej Avengers Academy, niż serialem o Spider-Manie. Niemniej obudzony o trzeciej w nocy, zawsze wskażę takiego Spidera jako najlepszą inkarnację postaci. Spider-Man TAS robi tak samo dobrą robotę w kwestii oddania esencji bohatera, co Batman TAS.
Tak samo dobrą. Nawet jeśli ogólnych poziomów seriali nie ma sensu porównywać.
Ostatnio wyszedł nowy serial od Disney+, który widziałem jak hejtował Bazyliszek. Pewnie nie tylko On by wyrażał się krytycznie gdyby obejrzał - jest dużo zmian. Ale strasznie mi się spodobał tamten serial. Był odświeżający, twórcy bawili się łączeniem klasycznych motywów Ditko&Lee, z nowszymi komiksami, lub swoimi oryginalnymi pomysłami. Ustanowienie Nico Minrou z komiksów
Runaways jako szkolnego przyjaciela Petera, było strzałem w dziesiątkę Nie tracąc jednak tej esencji, kim ma być Peter Parker - określenie "everyman" które często mu przypisują, moim zdaniem nigdy do niego nie pasowało. To nie jest everyman, tylko tragiczny męczennik, z analogicznym do rozmiaru cierpień i pecha - poczuciem humoru

I szczerą dobrocią. Stąd ciężko było mi dostrzec Spider-Mana w Spider-Manie, gdy prym w kinach wiodły filmy z Tomem Hollandem.
MJ i Felicie łączył mocny daddy issues, oraz fakt zauroczenia Spider-Manem.
Sęk w tym że MJ zawsze bardziej interesował Peter, a Felicie facet w kostiumie. Podobnie przebiegały obie te relacje w komiksach.
Jestem gdzieś w połowie, już po "śmierci" Mary Jane, wzorowanej na śmierci Gwen. I jeszcze przed powrotem MJ która okaże się klonem, też wzorowanym na identycznym wątku z komiksów, również z udziałem Gwen Stacy. Pamiętam jednak, że w serialu Peter zdąży się ożenić z klonem MJ... no mieli jaja.
W oglądanych teraz przeze mnie odcinkach jest już niejaka Madame Web. W oryginalnym dubbingu wcielała się w nią żona Stana Lee, na której też wzorował komiksową postać Gwen Stacy. Czyli wiemy na tej podstawie, że stary Stan nie był tylko cwanym biznesmenem, ale bywał też romantykiem. Dla amerykańskich fanów Spider-Mana, Madame Web to jakaś specyficzna postać która jakiś czas gościła się w życiu Petera, ale dla nas to trzeba przyznać dość znacząca i pamiętana bohaterka. Pojawiła się praktycznie na początku Semica, gdy polował na nią "Władca Murów", w TAS też po dołączeniu była w serialu obecna już do końca. Ostatnie sekundy finału serialu, to właśnie Pająk i Madame Web przemierzający multiversum. Lata, lata, nim Dan Slott wpadł na
Spider-Verse w komiksach. Za co też John Semper nie dostał grama podziękowania. Szkoda że ten beznadziejny film z Dakotą Johnson zaorał postać na dłużej, bo stanowiłaby świetny backup dla filmowego Spidera.
PS: Bieda Ciocia May. W przeciągu niewiele ponad roku, została zaatakowana we własnym domu przez Morbusa, Tombstone'a, i Goblina. Ciekawe czy miała ubezpieczenie. Ale przy tym co przeżyła ta komiksowa, to i tak nic poważnego. Nie liczę w ogóle dziewczyn Spider-Mana, bo gdy spotykasz się z Peterem Parkerem wliczone w koszt jest, że jakiś przebrany psychopata cię porywa. Miłość z superbohaterem kosztuje. Jeśli chodzi zaś o May Parker, to niestety wersja postaci nim Brain M. Bendis i J. M. Straczynski tknęli w te kobietę trochę decyzyjności i charakteru. Czyli standardowo schorowana ciocia z komiksów przed 2000 rokiem.