1
Dział ogólny / Odp: Recenzje komiksów
« dnia: Pn, 02 Marzec 2026, 08:17:23 »
Cesarzowa Charlotta tom I i II (Lost in Time)
Komiks opowiada o losach belgijskiej księżniczki Marii Charlotty Koburg, córki Leopolda I. Poznajemy ją jako 16-letnią dziewczynę, do której zaleca się arcyksiążę austriacki Maksymilian. Między parą iskrzy, a po pewnym czasie dochodzi do ślubu. Małżeństwo najpierw przeprowadza się do Włoch, gdzie buduje pałac w Miramare. Spędzają tam kilka szczęśliwych lat, jednak w końcu arcyksiążę traci swoje wpływy i pozycję. Dopuszcza się także licznych zdrad. W wyniku hulaszczego trybu życia zapada również na chorobę weneryczną.
Charlotta jednak się nie załamuje i pod jej wpływem Maksymilian obejmuje tron Meksyku. Cesarzowa bardzo angażuje się w swoją nową rolę. Pod nieobecność męża, który zamiast rządzić krajem woli oddawać się licznym przyjemnościom, Charlotta dokonuje szeregu reform, przemierza kraj i stara się uczynić Meksyk nowoczesnym państwem. Niestety w Meksyku wybucha rewolucja, a Charlotta udaje się do Europy, by szukać pomocy.
Komiks ten jest niezwykle angażujący i bardzo ciekawy. Uwielbiam powieści historyczne oraz historie oparte na faktach, dlatego lektura sprawiła mi dużą przyjemność. Po jej zakończeniu postanowiłem sięgnąć po inne źródła, aby lepiej poznać dalsze losy głównej bohaterki. Od razu polubiłem Charlottę za jej ambicję, inteligencję i nieugiętość – za to, że się nie poddawała, nawet wtedy, gdy mąż ją zdradzał i gdy Meksyk zmagał się z licznymi problemami. Z wielkim zaciekawieniem śledziłem jej losy i szczerze jej współczułem, gdy spotykały ją kolejne trudności.
Na słowa uznania zasługuje również warstwa graficzna. Komiks jest naprawdę bardzo dobrze narysowany. Kreska wydaje się nieco cartoonowa, ale plansze są pełne detali, a realia epoki, architektura i krajobrazy zostały oddane z dużą starannością i dbałością o szczegóły.
Komiks bardzo polecam, choć muszę przyznać, że bardziej podobał mi się pierwszy tom. Drugi zmienia nieco narrację i w pewnym momencie staje się zapisem przesłuchań osób związanych z cesarzową Charlottą. Niemniej jednak całość jest zdecydowanie warta przeczytania. Bardzo dobra rzecz.
Ocena: 7,5/10
Saga tomy 1-10 (Mucha)
W trakcie pandemii szukałem nowego hobby i postawiłem na komiksy. Na początku tej przygody chciałem zainwestować w jedną dłuższą serię. Wahałem się między Kaznodzieja a „Sagą”. Ostatecznie wybrałem dzieło Garth Ennisa i Steve Dillona — i był to strzał w dziesiątkę. Czasem zastanawiam się jednak, co by było, gdybym wtedy sięgnął po serię Brian K. Vaughana.
„Saga” to space opera — opowieść o podziałach i wojnie, ale przede wszystkim o miłości i rodzicielstwie. Vaughan pokazuje próbę budowania rodziny w świecie ogarniętym konfliktem, niemożność całkowitej ucieczki od przemocy oraz cenę, jaką płaci się za własne wybory. Seria porusza tematy trudne i aktualne: zbrodnie wojenne, feminizm, aborcję, tożsamość, cielesność czy odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Niestety po dziesięciu tomach poczułem zmęczenie materiału i brak motywacji do dalszego śledzenia historii. Pod koniec opowieść wydaje się zbyt rozwleczona, jakby twórcom zaczynało brakować świeżych pomysłów. Nie dziwi mnie więc, że seria doczekała się dłuższej przerwy.
Mam również mieszane uczucia wobec warstwy graficznej autorstwa Fiona Staples. Projekty postaci bardzo mi się podobają, natomiast tła i sceneria nie zawsze robią równie duże wrażenie. W dynamicznych scenach akcji zdarza się pewna kanciastość, a niektóre kadry sprawiają wrażenie lekko chaotycznych.
Mimo tych zastrzeżeń „Saga” to ciekawa i angażująca historia. Szczególnie pierwsze tomy są naprawdę warte przeczytania. Doceniam wykreowany świat, różnorodność ras i pomysłowość uniwersum. Bohaterowie budzą sympatię — nawet epizodyczne postacie potrafią zapaść w pamięć.
Warto też zaznaczyć, że jest to komiks zdecydowanie dla dorosłych — nie brakuje w nim scen gore oraz wyraźnej erotyki.
Reasumując: cieszę się, że wtedy sięgnąłem po „Kaznodzieję”, ale dobrze, że nadrobiłem również „Sagę”. Mam jednak poczucie, że gdyby całość zamknęła się na przykład w dwunastu tomach (a planowanych jest bodajże 18) i historia została bardziej skondensowana, wyszłoby jej to wyłącznie na dobre.
Ocena: 7,5/10
Komiks opowiada o losach belgijskiej księżniczki Marii Charlotty Koburg, córki Leopolda I. Poznajemy ją jako 16-letnią dziewczynę, do której zaleca się arcyksiążę austriacki Maksymilian. Między parą iskrzy, a po pewnym czasie dochodzi do ślubu. Małżeństwo najpierw przeprowadza się do Włoch, gdzie buduje pałac w Miramare. Spędzają tam kilka szczęśliwych lat, jednak w końcu arcyksiążę traci swoje wpływy i pozycję. Dopuszcza się także licznych zdrad. W wyniku hulaszczego trybu życia zapada również na chorobę weneryczną.
Charlotta jednak się nie załamuje i pod jej wpływem Maksymilian obejmuje tron Meksyku. Cesarzowa bardzo angażuje się w swoją nową rolę. Pod nieobecność męża, który zamiast rządzić krajem woli oddawać się licznym przyjemnościom, Charlotta dokonuje szeregu reform, przemierza kraj i stara się uczynić Meksyk nowoczesnym państwem. Niestety w Meksyku wybucha rewolucja, a Charlotta udaje się do Europy, by szukać pomocy.
Komiks ten jest niezwykle angażujący i bardzo ciekawy. Uwielbiam powieści historyczne oraz historie oparte na faktach, dlatego lektura sprawiła mi dużą przyjemność. Po jej zakończeniu postanowiłem sięgnąć po inne źródła, aby lepiej poznać dalsze losy głównej bohaterki. Od razu polubiłem Charlottę za jej ambicję, inteligencję i nieugiętość – za to, że się nie poddawała, nawet wtedy, gdy mąż ją zdradzał i gdy Meksyk zmagał się z licznymi problemami. Z wielkim zaciekawieniem śledziłem jej losy i szczerze jej współczułem, gdy spotykały ją kolejne trudności.
Na słowa uznania zasługuje również warstwa graficzna. Komiks jest naprawdę bardzo dobrze narysowany. Kreska wydaje się nieco cartoonowa, ale plansze są pełne detali, a realia epoki, architektura i krajobrazy zostały oddane z dużą starannością i dbałością o szczegóły.
Komiks bardzo polecam, choć muszę przyznać, że bardziej podobał mi się pierwszy tom. Drugi zmienia nieco narrację i w pewnym momencie staje się zapisem przesłuchań osób związanych z cesarzową Charlottą. Niemniej jednak całość jest zdecydowanie warta przeczytania. Bardzo dobra rzecz.
Ocena: 7,5/10
Saga tomy 1-10 (Mucha)
W trakcie pandemii szukałem nowego hobby i postawiłem na komiksy. Na początku tej przygody chciałem zainwestować w jedną dłuższą serię. Wahałem się między Kaznodzieja a „Sagą”. Ostatecznie wybrałem dzieło Garth Ennisa i Steve Dillona — i był to strzał w dziesiątkę. Czasem zastanawiam się jednak, co by było, gdybym wtedy sięgnął po serię Brian K. Vaughana.
„Saga” to space opera — opowieść o podziałach i wojnie, ale przede wszystkim o miłości i rodzicielstwie. Vaughan pokazuje próbę budowania rodziny w świecie ogarniętym konfliktem, niemożność całkowitej ucieczki od przemocy oraz cenę, jaką płaci się za własne wybory. Seria porusza tematy trudne i aktualne: zbrodnie wojenne, feminizm, aborcję, tożsamość, cielesność czy odpowiedzialność za drugiego człowieka.
Niestety po dziesięciu tomach poczułem zmęczenie materiału i brak motywacji do dalszego śledzenia historii. Pod koniec opowieść wydaje się zbyt rozwleczona, jakby twórcom zaczynało brakować świeżych pomysłów. Nie dziwi mnie więc, że seria doczekała się dłuższej przerwy.
Mam również mieszane uczucia wobec warstwy graficznej autorstwa Fiona Staples. Projekty postaci bardzo mi się podobają, natomiast tła i sceneria nie zawsze robią równie duże wrażenie. W dynamicznych scenach akcji zdarza się pewna kanciastość, a niektóre kadry sprawiają wrażenie lekko chaotycznych.
Mimo tych zastrzeżeń „Saga” to ciekawa i angażująca historia. Szczególnie pierwsze tomy są naprawdę warte przeczytania. Doceniam wykreowany świat, różnorodność ras i pomysłowość uniwersum. Bohaterowie budzą sympatię — nawet epizodyczne postacie potrafią zapaść w pamięć.
Warto też zaznaczyć, że jest to komiks zdecydowanie dla dorosłych — nie brakuje w nim scen gore oraz wyraźnej erotyki.
Reasumując: cieszę się, że wtedy sięgnąłem po „Kaznodzieję”, ale dobrze, że nadrobiłem również „Sagę”. Mam jednak poczucie, że gdyby całość zamknęła się na przykład w dwunastu tomach (a planowanych jest bodajże 18) i historia została bardziej skondensowana, wyszłoby jej to wyłącznie na dobre.
Ocena: 7,5/10
