Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Pokaż wątki - death_bird

Strony: [1] 2 3
1
Na luzie / Spaprane postanowienia noworoczne
« dnia: Cz, 09 Grudzień 2021, 23:06:56 »
Zbliża się nieuchronnie koniec kolejnego roku i tak mnie wzięło na ów przewrotny wątek.
Co nam nie wyszło z zeszłorocznych postanowień noworocznych?
Co sobie obiecywaliśmy i zawaliliśmy sprawę?
Przyznawać się.  ;D

Dla mnie to nie było tak do końca postanowienie noworoczne, ale na dosyć wczesnym etapie tego roku po cichu zacząłem sobie obiecywałem, że do końca A.D. 2021 postaram się zejść z liczbą nieprzeczytanych książek poniżej 100 sztuk. Teraz już widzę, że ponieważ następne w kolejności wypada grubaśne tomiszcze toteż raczej nic z tego nie wyjdzie, zabraknie mi pewnie z sześciu tomów i tym samym z próby będą nici.  :-\

To jak? Macie jakieś niedotrzymane zobowiązania? ;) I co się stało, że się nie udało?  ;D

2
Filmy i seriale / Z jakiego serialu jest ten kadr - zabawa.
« dnia: Nd, 14 Listopad 2021, 00:06:44 »
Mając świadomość faktu, że nie jesteśmy forum filmowym strzelił mi do głowy pomysł, że tak jak MŚ przeplatają się z ME tak w przerwach między kolejnymi edycjami konkursu komiksowego można byłoby spróbować luźniejszej zabawy z odgadywaniem kadrów, ale z seriali.
Regulamin zasadniczo można spiracić z dotychczasowego konkursu tylko co najwyżej zastrzeżenie brzmiałoby, że zagadki zadaje się wyłącznie w ramach produkcji z platform i kanałów legalnie dostępnych w Polsce. Do tego nie bawimy się w organizowanie żadnych nagród i jakieś ostre rywalizacje, ot gramy "for fun" np. do 10 pkt (bo nie wiadomo jaka byłaby skala trudności i tym samym ile coś takiego mogłoby potrwać).
Gdyby zaś przez przypadek pomysł chwycił i w tzw. międzyczasie pojawiłyby się jakieś luki koncepcyjne/pomysły racjonalizatorskie to zawsze można sobie zbudować zasady takiej gry od zera.
Byłby ktoś zainteresowany?

3
Dział ogólny / Wspomnień czar i inne sentymenta czyli ulubione okładki.
« dnia: Nd, 07 Listopad 2021, 01:48:12 »
Do założenie tego wątku skłoniło mnie powtarzające się co jakiś czas wrażenie, że w tym pokrewnym, poświęconym wariantom i owszem, trafiają się naprawdę fajne prace, ale rzadko która budzi jakiś żywszy odruch.
W efekcie odwiedzając go co jakiś czas łapałem się na myśli, że mam w pamięci takie okładki komiksów (może nie najpiękniejsze, może nie przełomowe) pod wpływem których pojawia się jakieś takie delikatne ściskanie w dołku.  8)
Macie takie okładki? Które może i nie są jakimś szczytowym osiągnięciem w dziedzinie rysunku, ale które dla Was osobiście są ważne, mają znaczenie, bo kiedyś dawno temu (albo i całkiem niedawno, kto to wie) zrobiły na Was takie wrażenie, którego nie da się zapomnieć? Czy to tylko wspomnienia z dzieciństwa tak potrafią?

Bo u mnie zaczęło się to (jak pewnie u paru innych osób tutaj) od Semica. A ściślej od "Spider-Man" 2/90 i "Punisher" 2/90.
I w efekcie pierwsze w kolejności chronologicznej jeśli chodzi o darzone przez mnie największym sentymentem okładki to akurat trzy Pajęczaki.



No bo niby to tylko trzy stare, podniszczone zeszyty. Ale Juggernaut to pierwszy "Amerykanin" w ręku. Hobgoblin to po zeszycie 3/90 chyba "ulubiony" wróg Pajęczaka. No i ten czarny kostium (gdy człowiek nie miał pojęcia w jak głupich okolicznościach został zdobyty)...

A później przyszedł rok 1992 i w (dokładnie pamiętam którym) kiosku zobaczyłem komiks, o którym sądziłem, że to jakaś wariacja nt Spider-Mana. Wtedy zresztą pierwszy raz w życiu pożyczyłem od szanownej Rodzicielki pieniądze na komiks.
Ten komiks.



Faktem jest, że wtedy jeszcze nie wsiąkłem w ten tytuł tak całkowicie. Dość napisać, że długo (w końcu wtedy to był dwumiesięcznik) nie mogłem się zebrać do zakupu poniższego. Nabyłem go (ponownie - nadal pamiętam gdzie i w jakich okolicznościach) w zasadzie rzutem na taśmę a był to ten zeszyt:



I od tego momentu, od łącznej lektury czterech części tej historii mutanci już mnie mieli.
W efekcie kolejną z ulubionych okładek jest (wiem, nudnawe to się robi):



Ale nr 1 na sam koniec.
Gdy zobaczyłem ją w kiosku to zwyczajnie stałem przed nim jak urzeczony z minutę albo i dwie, chłonąc ją wzrokiem i nie dowierzając, że za chwilę kupię i będę czytał "coś takiego".
Do dzisiaj gdy patrzę na tę konkretną wersję Storm to czuję, że to jest moja okładka nad okładkami i że żadna inna pewnie już nigdy jej nie przebije.
Absolutna faworytka w konkurencji pt. "trącanie nuty nostalgii":



Wiem. Dzisiaj to się uprawia podśmiechujki z Jima i lat 90-tych. Ale wtedy to było istne "łup w łeb".
I sentyment do końca życia.

To jak? Macie swoje niekoniecznie najlepsze, ale za to ulubione i budzące nostalgiczne wspomnienia okładki?

4
Filmy i seriale / Wikingowie
« dnia: Śr, 11 Sierpień 2021, 01:03:28 »
W sumie tak trochę mnie dziwi, że chyba nic o tym nie było.
Oglądaliście?
Macie ochotę popolemizować?
Uwaga: pomniejsze SPOILERY.

Sam rozpoczynałem przygodę z tym serialem w zamierzchłych czasach tradycyjnej tv, gdy puszczali to chyba na Puls (ależ to teraz wydaje się być archaizm  ::)). W efekcie pierwsze trzy serie obejrzałem po Bożemu - seria co roku, odcinek co tydzień.  8)
I zaciąłem się po zakończeniu serii trzeciej. W sumie sam nie wiem dlaczego.
Wiem natomiast, że w przypadku tej produkcji miałem wtedy (i w sumie mam również teraz) strasznie ambiwalentne odczucia.
Z jednej strony liczyłem na serial historyczny a to jednak historia bardziej przygodowa z elementami (bardzo skromnymi, ale jednak tu i ówdzie się pojawiającymi) fantasy. W efekcie mimo, że wizualnie jest rewelacyjnie, bo i widoki i scenografia i kostiumy - wszystko to wygląda bardzo fajnie - to jednak frywolność z jaką twórcy podeszli do wierności realiom potrafi przyprawić o frustrację.
Przykładowo pomysł, żeby "ten" Rollon był bratem "tego" Ragnara. ??? Historyczny absurd. A rzecz jasna im bardziej w las tym więcej tych drew. Ale też o solidną irytację przyprawiało mnie może i nie jakoś bardzo nachalne, ale jednak epatowanie "tezą" wg której wikingowie to może i dzikusy, ale jednak przede wszystkim dzielni i szlachetni barbarzyńcy podczas gdy chrześcijanie to generalnie banda średnio rozgarniętych degeneratów. No i stąd ta ambiwalencja nieszczęsna.
Niemniej ostatnio obiecałem sobie, że jednak do Wikingów wrócę i "ich" skończę w zw. z czym zacząłem od początku i jestem na etapie oglądania kompulsywnego cały czas krzywiąc się niemiłosiernie na wszelkie historyczne nieścisłości, które udaje mi się wyłapać.
Nie da się ukryć, że fabularnie jest raczej nierówno. Wygląda to tak jakby do momentu dopóki Ragnar chodzi po Midgardzie jest jeszcze pomysł na jakąkolwiek fabułę (być może tylko dlatego, że podania/sagi/klechdy i inne bajania mu poświęcone dają jakikolwiek materiał za którym można podążać), podczas gdy po jego odejściu do Walhalli, gdy pałeczkę muszą przejąć synalkowie, wszystko to robi się strasznie rozwodnione i przypomina ostatnie serie "GoT". Czyli braki w materiale źródłowym robią swoje.
Więc po co w sumie oglądać coś co równe nie jest?
Niewątpliwie dla bohaterów. Przy czym tutaj jak dla mnie jest z nimi trochę dziwna sprawa.
Z jednej strony są na tyle ciekawie zbudowani i wykreowani, że kilka postaci da się lubić i nawet można im kibicować (co skądinąd przyprawia człowieka o lekką schizofrenię, bo jednak gdy ogląda się wikińskie rajdy, to mimo że zawiązuje się nić sympatii do tej i owej postaci to jednak życzy im się żeby - wbrew faktom historycznym  ;D - im nie wyszło; w końcu to demoniszcza z piekła rodem stawające przeciw Christianitas) a z drugiej są na tyle niejednoznaczne, że strasznie momentami irytują (Ragnar udający Jacka Sparrowa, Aethelstan hamletyzujący między chrześcijaństwem a pogaństwem i na odwrót czy wreszcie Floki, szaleniec tak rewelacyjnie zagrany, że autentycznie frustruje gdy się go widzi przy czym nie da się nie doceniać aktora będącego powodem tych frustracji). I najlepsze w tym wszystkim jest to, że gdy w końcu zaczynają powoli schodzić ze sceny wraz z rozwojem fabuły to później autentycznie ich brakuje. Mimo, że wcześniej potrafiły wkurzać ile wlezie (no dobra - Siggy jakoś nie frustrowała ani przez chwilę  8)).
Ot paradoks, bo na ogół gdy znika irytująca postać to jednak człowiek się cieszy, że wreszcie z głowy.

No dobra. Ale po jaką cholerę smaruję ten post nt zakończonego już serialu, który w dodatku ma swoje wady?
Smaruję go, bo ja, "stary facet", który widział w cholerę seriali i nic nie powinno go ruszać, zwyczajnie nie mogę strawić zgonu Lagerthy.  ::)  >:(
Kojarzycie w ogóle Katheryn Winnick z "czegokolwiek" innego? Bo ja za cholerę. Chyba z jednego odcinka "House M.D." A tak to nic. Ni dudu.
A rzecz w tym, że jako legendarna shield-maiden ta kobieta wg mnie zrobiła taką robotę temu serialowi, że nie potrafiłem od jej kreacji oczu oderwać. Jeżeli miałbym zapamiętać ją z tej jednej, jedynej produkcji to było warto, bo czasami aktorowi/aktorce zdarza się po prostu trafić na "swoją" postać z którą stapia się w jedno i to jest moim zdaniem ten przypadek.
W efekcie gdy ci dranie odpowiedzialni za scenariusz posłali Laghertę do Walhalli to zwyczajnie czułem się jak jakiś 5-latek oglądający śmierć Mufasy.  ::)
Macie tak jeszcze, że niby bzdurna fabuła, że niby to się absolutnie nie powinno zdarzyć a jednak coś Was szarpnie w środku na widok losu fikcyjnej postaci?  :o
Bo muszę przyznać, że jej pogrzeb to była chyba najpiękniejsza scena funeralna w historii obejrzanych przeze mnie produkcji telewizyjnych.
A może i filmowych też.
Swoją drogą to te kmiotki od nowych SW powinny iść do ludzi od Wikingów robić notatki nt tego jak się żegna bohatera, bo parodia, której byliśmy świadkami w kontekście zgonu Lei to była zwykła żenada.
Ale wracając do kwestii Lagerthy to tak się teraz zastanawiam czy w ogóle chce mi się jeszcze ciągnąć to do końca, bo jednak to nowe pokolenie wikingów to zupełnie inne ludzie.  ::)
Bo serial jest raczej średni. Bo tam jest więcej fantazji twórców niż rzetelnej historii. Bo czasami zalatywało niskim budżetem.
Ale koniec końców ta na pewno nie będąca mistrzostwem świata produkcja potrafiła jednak (piszcie co chcecie: może w tani, sentymentalny sposób) sprzedać mi emocje. A w dzisiejszych czasach i przy ogólnym chyba zblazowaniu widzów nie jest to aż takie proste.

I w zw. z powyższym, po obejrzeniu dzisiaj dwóch (co tu dużo pisać) smutnych dla mnie odcinków postanowiłem założyć ten wątek, bo może ktoś kto jeszcze tego nie zrobił sięgnie po Wikingów i też wyobrazi sobie, że jakieś (circa about) 1150 lat temu żyła sobie nieustraszona wojowniczka, która przeszła do legendy i po kilkunastu stuleciach "odżyła" dzięki średniowiecznym sagom i magii srebrnego ekranu.
Przyznam szczerze, że to mnie zawsze ruszało w produkcjach historycznych. Że od czasu do czasu pojawi się coś na takim poziomie, że człowiek jest w stanie uwierzyć, że bohater filmowy faktycznie chodził po tym świecie kilkaset albo i kilka tysięcy lat temu, że żył, walczył, kochał i umierał tak, że po tylu latach jego/jej historia nadal inspiruje. I nie ma znaczenia czy wojownik Achilles, król Artur Pendragon, tarczowniczka Lagertha czy banita Robin Hood żyli naprawdę czy też są jedynie spersonifikowanymi mitami. Znaczenie ma to, że nawet historie być może nigdy nie istniejących postaci potrafią budzić emocje nawet po setkach lat. Oczywiście jeżeli zostaną dobrze napisane.  8)

Właśnie zdałem sobie sprawę, że na starość mięknę i robię się sentymentalny.  ;D
A co mi tam.  8)


5
Literatura / Do jakich tytułów wracacie najczęściej?
« dnia: So, 17 Lipiec 2021, 23:54:59 »
Do założenia wątku zainspirował mnie temat dot. wydzielania czasu na lekturę.
Zacząłem się zastanawiać które książki zdarza mi się czytać najczęściej i wyszło mi, że w pierwszej kolejności byłyby to:

1. "Poczet cesarzy rzymskich" (Pryncypat, Dominat), "Poczet cesarzy bizantyjskich" (A. Krawczuk)
2. Siedmioksiąg wiedźmiński
3. "Wielki testament" (F. Villon)
oraz dodatkowo (sam się zdziwiłem):
4. Trylogia Bane`a (D. Karpyshyn), którą co jakiś czas czytam fragmentami.

Macie jakieś ulubione tytuły, które powtarzacie po raz (przysłowiowy) "n-ty"?

6
Na luzie / Klasyka (czyt. archeologia) YT
« dnia: Śr, 09 Wrzesień 2020, 21:55:27 »
Tak mi z głupia frant strzeliło do głowy.
Temat w sumie w klimatach "listy przebojów" rodem z "Demolistion Man", ale jakie pamiętacie najstarsze i najbardziej odjechane kawałki z YT?

Mnie od razu rzucają się na mózg poniższe:




7
Na luzie / Szpital Uniwersytecki - zbiórka
« dnia: Pn, 23 Marzec 2020, 23:59:07 »
Z tego co zrozumiałem to eksport komiksów ze Stanów chyba właśnie padł.
Może w takim razie zamiast kolejnej zeszytówki w tym miesiącu puścilibyście jakiś przelew w ramach wsparcia?

https://www.medonet.pl/koronawirus/koronawirus-w-polsce,trudna-sytuacja-szpitala-uniwersyteckiego-w-krakowie--brakuje-srodkow-ochrony,artykul,58336525.html

Numer konta na samym dole. Wygląda na to, że każda złotówka się liczy.

8
Dział ogólny / Listy do E.
« dnia: Śr, 22 Styczeń 2020, 16:29:39 »
Proszę bardzo.
Wątek zbiorczy do marudzenia Egmontowi w zakresie wznowień - ein Post = ein Tytuł.  8)

Komentarze najlepiej w "zwykłym" wątku Egmontu - dla lepszej przejrzystości.

9
Na luzie / Nauka, wynalazki.
« dnia: Nd, 08 Grudzień 2019, 13:12:55 »
Niby jest SB do wrzucania wszystkiego, ale nie wydaje mi się pasować. Najwyżej wątek będzie uczęszczany rzadziej niż częściej.

Ciekawe co tak naprawdę udało się zmalować Chińczykom:

https://www.komputerswiat.pl/artykuly/redakcyjne/chinski-reaktor-termonuklearny-czy-to-koniec-problemow-ludzkosci-z-energia/ty0wsqf

10
Komiksy amerykańskie / Harley Quinn
« dnia: Nd, 06 Październik 2019, 14:08:33 »
Niby jest wątek dedykowany Black Label, ale to w sumie jedynie wycinek a z tego co widzę postać własnego wątku jeszcze się nie doczekała.

Późną nocą postanowiłem rzucić jeszcze okiem na "Harleen #1", przeczytać kilka pierwszych stron, ot żeby zobaczyć jak to się zapowiada. Przerzuciłem jedną, drugą, kolejną i zanim się obejrzałem było po komiksie. Nie wiem czy powinienem zacząć się obawiać, że powoli staję się jakimś fanboyem czy po prostu ta postać aż tak mi leży i wszystko jest cacy, wiem natomiast, że ten zeszyt czytało się rewelacyjnie. Niby wszystko wiadomo. O co chodzi, jak to się skończy i dlaczego. Ale Sejic złożył tę historię na tyle zgrabnie a quasi kreskówkowe rysunki komponują się na tyle dobrze, że syndrom "jeszcze jednej strony" jest tutaj wyraźny. Przede wszystkim zaskakująco gładko zgrywają się ze sobą nieco gęstsza momentami atmosfera (np.
Spoiler: PokażUkryj
przesłuchanie weterana
) z nie do końca poważną, ale jednak wyważoną warstwą ilustracyjną. Być może to "zasługa" samej postaci, która na tyle na ile się orientuję zawsze była "bardziej kreskówkowa" niż inne (choćby z uwagi na debiut, ale nie tylko) i w jej przypadku można sobie pozwolić na większą swobodę eksperymentatorską niemniej wrażenie obcowania z bujającą się w okolicach PG13 animacją było całkiem przyjemne i zdecydowanie na miejscu.
Niby można się przyczepić dlaczego
Spoiler: PokażUkryj
 Joker jest takim ślicznym chłoptasiem podczas gdy na ogół przedstawia się go jako mocno kontrastowego typa, ale może chodzić tutaj o punkt widzenia HQ i jej ówczesną fascynację obiektem.

Generalnie #1 jest zgrabnym zawiązaniem historii - jednocześnie prostym i wciągającym - w którym udało się znaleźć balans pomiędzy jej mniej i bardziej poważnymi aspektami i który daje pewien podstawowy wgląd w postać HQ
Spoiler: PokażUkryj
zanim dopadło ją przeznaczenie
.
Być może nie jestem do końca obiektywny, ale jak na zakup w ciemno mocno sobie chwalę i czekam na ciąg dalszy.

11
Muzyka / Różne
« dnia: Nd, 29 Wrzesień 2019, 13:55:36 »
Na Gildii był swego czasu taki wątek muzyczny poświęcony coverom lepszym od oryginałów. Zastanawiałem się czy nie nawiązać, ale wtedy wątek byłby zapewne wyjątkowo rachityczny. Wobec powyższego jest "varia" a w pierwszej kolejności kawałek, który ostatnio lekko mnie "przytkał" w tym sensie, że do tej pory słyszałem o dzierlatce wyłącznie jako o skandalistce, która koniecznie chciała udowodnić, że z Di$neyem nie ma nic wspólnego. I to wszystko.
A tutaj okazuje się, że dziewczyna potrafi śpiewać...
Panie i Panowie - "Jolene" wg Miley Cyrus...  ::)



12
Komiksy amerykańskie / Faithless
« dnia: So, 24 Sierpień 2019, 19:11:30 »
Nie znalazłem niczego dot. fabularnego aspektu tego tytułu. Jeżeli temat biorący powyższą serię na klawiatury już jest to proszę o scalenie.

Niemniej: wspominacie o tym wyłącznie pod kątem kolejnych okładek (głównie wariantów  8)). A jak sama fabuła? Dobre to? Bo niby jest Azzarello, którego WW dobrze się czytało, ale warto poinwestować złotówki w ten konkretny komiks?

13
Na luzie / Gry planszowe - co polecacie?
« dnia: Śr, 14 Sierpień 2019, 22:13:49 »
Jak w tytule.
Podobno planszówki obecnie przeżywają renesans popularności.
Sam dopiero co (i ewidentnie pod wpływem "Stranger Things" zresztą) wygrzebałem z wieloletniego szafowego niebytu komplet "MiM" z lat 90-tych. W efekcie w samą "podstawkę" łupaliśmy prawie 10 godzin i zabawa była przednia.
Jednocześnie mam też świadomość swojego skrajnego zapóźnienia w tym segmencie rozrywki.

Jakie zatem planszowe tzw. "gry towarzyskie" możecie polecić? Co uważacie za najlepsze, najbardziej wciągające tytuły?

P.S. Oprócz Chińczyka, Monopoly, szachów, warcab i go. To są evergreeny o których wiedzą chyba wszyscy. ;)

14
Filmy i seriale / Pół wieku poezji później
« dnia: Wt, 23 Lipiec 2019, 22:40:57 »
I to jest Panie i Panowie wiedźmin, którego sobie z przyjemnością na większym ekranie obejrzę:


Kit z tym, że Jaskier powinien już przypominać Melisandrę bez biżuterii.  8)

15
Filmy i seriale / Big Little Lies
« dnia: Cz, 18 Lipiec 2019, 21:40:53 »
Już o nim wspominałem, ale zasługuje na osobny wątek.

Oglądacie "babskie" seriale?
To zacznijcie.

Do małej, sielskiej miejscowości przeprowadza się samotna matka z synem. Z początku wygląda na to, że trafiła do idealnego miejsca a my dostajemy lekko melodramatyczną historię (najwyżej z jakimś stylizowanym cieniem na ścianie) o trudach samotnego macierzyństwa. Ale pozory mylą. :)
Z każdym kolejnym odcinkiem okazuje się coraz bardziej, że w Monterey nie wszystko jest takie jakim wygląda na pierwszy rzut oka i każdy kolejny odcinek wciąga niczym chodzenie po bagnach.

Zacząłem oglądać na zasadzie "zobaczmy co to jest, bo obsada zacna". Początkowo miał to być miniserial. I był to jeden z najlepszych miniseriali jakie widziałem. Klimat, którego się nie spodziewacie. Aktorsko ekstraklasa. I na koniec człowiek zadaje sobie pytanie: "Ale to już koniec...?"
Okazuje się, że to nie koniec. Na dniach powinien pojawić się chyba ostatni odcinek drugiej serii (piszę "chyba", opierając się na ich liczbie z serii pierwszej). Na razie nie ruszam, podejrzewam, że całość przerobię w trzy dni. Jeżeli druga seria dorówna pierwszej - a na pokładzie witamy Meryl Streep  8) - to będzie coś przez duże "ce". Bo też pierwsza pod względem jakości to jak dla mnie poziom pierwszych serii "Rome" czy "True Detective". Czyli serialowa perełka.
Jeżeli nie wiecie za co się zabrać w najbliższym czasie to dajcie szansę tym paniom:

https://www.filmweb.pl/serial/Wielkie+k%C5%82amstewka-2017-745557

Dostępne na HBO.

Strony: [1] 2 3