Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Pokaż wątki - nori

Strony: [1] 2
1
Komiksy polskie / Jerzy Wróblewski
« dnia: Pt, 28 Czerwiec 2024, 00:25:53 »
Hm, zaskoczenie, często rozmawiamy na forum o Jerzym Wróblewskim, ale szukałem i nie znalazłem wątku stricte mu poświęconego. Pozwolę sobie takowy więc założyć, tym bardziej, że chciałbym się podzielić wrażeniami na temat odświeżonych wydań jego albumów. Ich zdjęcia już wrzucałem do wątku z kolekcjami, ale tutaj pokusiłem się o porównanie z wcześniejszymi wydaniami.

Jerzy Wróblewski był niezwykle płodnym artystą, stworzył wręcz zatrzęsienie najróżniejszych historii, niestety, gros z nich jednak był obciążony realiami czasów w których tworzył, stąd też czuć wyraźny smrodek czy to dydaktyczny czy propagandowy. Na szczęście wśród dzieł które narysował można znaleźć także takie, które nastawione były na czysta rozrywkę, i świetnie w tej roli się sprawdzały. Scenariusze reprezentowały różny poziom, ale w połączeniu z niesamowitą kreska Wróblewskiego, komiksowe opowieści okazywały się niezwykle przyjemną lekturą. I co najważniejsze, czyta je się dzisiaj równie przyjemnie, jak te 40 lat temu.

Obecnie sporo komiksów Wróblewskiego jest wznawianych, począwszy od najstarszych komiksów prasowych, poprzez zeszyty z serii „Kapitan Żbik”, po wznowienia wydań albumowych. Świetnego odświeżenia, i to zarówno w formie albumowej jak i w wydaniu zbiorczym, doczekał się „Binio Bill”, nie tak dawno pojawił się album „Vahanara!”, a także szereg już obecnie dostępnych albumów głównie o tematyce sensacyjnej.



Na powyższym zdjęciu nowe wydania w zestawieniu ze swoimi pierwowzorami. Już same okładki cieszą oko wyraźnie lepiej odwzorowanymi kolorami, a i forma zachwyca: dobry papier, twarde oprawy, w środku sporo dodatkowego materiału.

Skradziony skarb” to dynamiczna opowieść sensacyjna, doskonale wręcz narysowana przez Wróblewskiego. Pierwsze wydanie ukazało się w 1986 roku, i wyraźnie widać różnice, komiks prezentuje się wybornie na dobrym papierze i z odpowiednio odświeżonymi kolorkami.



Powrót do tej historii to sama przyjemność, choć jak czytałem ją lata temu i jak czytam obecnie, nadal nie mam pojęcia, co odwróciło uwagę Barbary?



Nie zabrakło dodatków, znajdziemy tutaj notki o Macieju Kuczyńskim, Małgorzacie Holender oraz samym Jerzym Wróblewskim. Jest też krótka historia wydania samego albumu uzupełniona o szkice oraz ciekawe i bogato ilustrowane opracowanie „Gwiazdy filmowe w komiksach Jerzego Wróblewskiego”. Oczywiście opracowania spod reki Macieja Jasińskiego, czyli specjalisty w temacie twórczości Wróblewskiego, i w sumie mecenasa jego spuścizny.





Równie przyjemnie jest powrócić do albumy „Figurki z Tilos” pierwotnie wydanych w 1987 roku. Także tutaj otrzymujemy dynamiczną opowieść sensacyjną, jednak samo odświeżenie w tym przypadku wypadło nieco dziwnie.

Większość kolorów jest ładnie odrestaurowana, ale niestety postacie wyglądają, dosłownie, blado! Akcja albumu rozgrywa się w dość ciepłych obszarach globu, i jednak postacie powinny być bardziej opalone. Szczególnie Helena, która nie boi się odsłaniać rąbka swojego ciała. Widać to szczególnie w dość znanej sentencji kadrów:





Karnacja wypada o wiele lepiej na oryginalnych planszach!





Nawet wśród dodatków jest strasznie ubogo, otrzymujemy zaledwie trzy strony poświęcone historii powstania albumu i parę szkiców. Po rewelacyjnie odświeżonym „Skradzionym skarbie” niestety „Figurki” wypadają, nomen omen, blado….



Trzeci album sensacyjny pierwotnie opublikowany został w magazynie „Relax” w latach 1978-1979, po czym wznowiono go w formie albumowej w 1988 roku. Wersja odświeżona na szczęście wypada jak w przypadku „Skradzionego skarbu”, nic pod tym względem „Czarnej róży” zarzucić nie można!



Odświeżenie dotyczy wersji albumowej, gdyż już wtedy pojawiły się różnice w kolorowaniu w stosunku do wersji z „Relaxu”,



czy nawet całkowicie przerysowana od nowa plansza!



Nowa edycja zaznacza te różnice, i w dodatkach znajdziemy także pierwotną planszę!





Ale to nie wszystko! Ogromną niespodzianką jest dorzucenie do albumu krótkiej historyjki „Szklana kula Pani Księżyc”, pierwotnie wydrukowanej w formie czarno-żółtej w albumie „Diamentowa rzeka”, a tutaj uzupełnionej o kolorki. Co prezentuje się wręcz zjawiskowo!





Przepiękne wydanie! Cała trylogia sensacyjna wypada niezwykle udanie, z małym potknięciem przy „Figurkach”. Szkoda jedynie, że do kompletu Ongrys nie dorzucił do któregoś z albumów „Fortuny Amelii”, choć z drugiej strony, ta krótka historyjka wypada dość słabo pod względem scenariusza, i wyraźnie odstaje od „Skarbu”, „Figurek” i „Róży”.





Ale to nie koniec! Nowej wersji doczekał się także „Hernan Cortes”, który już w 1986 roku zachwycał, a teraz zachwyca jeszcze bardziej!



Kolorki prezentują się przewspaniale, do tego w niniejszym przypadku odpowiednio zadbano o karnację poszczególnych postaci!



I co warto podkreślić, nowe wydanie to pierwsze wydanie w pełni kompletne, uzupełnione o jeden kadr, wcześniej ocenzurowany!



Także dodatki wypadają niezwykle atrakcyjnie, poświęcono w nich miejsce nie tylko Wróblewskiemu i jego twórczości, ale także Stefanowi Weinfeldowi.





Perełka!

Jedźmy dalej! Określenie użyte z premedytacją, gdyż już na okładce wita nas pędzący jeździec.


A przy okazji mamy zmianę wydawcy, w/w albumy wydał Ongrys, natomiast za „Przyjaciół Roda Taylora” odpowiada Kultura Gniewu.

I niestety już od razu pojawia się dziwny zgrzyt. Podłoże po którym cwałuje rumak, mimo że słabo widoczne, to jednak ewidentnie nie jest wersją oryginalną i odświeżoną, ale narysowane zostało od nowa. I to nawet nie przerysowane! Do tego zupełnie niezrozumiałe dla mnie jest dlaczego koń ma… niebieskie kopyta!? Odświeżenie oryginalnych kolorów, a nawet ich poprawa w nowych wydaniach jest jak najbardziej wskazana, ale tak dziwna ingerencja w oryginalny rysunek już raczej niekoniecznie.

A dalej robi się jeszcze dziwniej. Wydawca z nieznanych powodów pobawił się… niebem. Nie dość, że przepiękny odcień błękitu został zmieniony na kolor o wiele „smutniejszy”, to jeszcze warto przyjrzeć się konturom chmur – wyraźnie widać ponownie niezrozumiałą ingerencje w oryginalny rysunek! Ostre krawędzie i szczegóły zostały wyraźnie rozmyte! Coś takiego nie powinno mieć absolutnie miejsca, ponownie, jest to już ingerencja w oryginalne dzieło artysty! A tutaj kwiatki się nie kończą, zmieniono kolorystykę niektórych postaci – w oryginale mężczyzna stojący trzeci od lewej na pierwszym kadrze to kto inny, niż osoba z kadru trzeciego, w nowej wersji jakby chciano sprawić wrażenie, że to ta sama postać. Nawet im wąsy wybielili! O dziwnej barwie gór majaczących na horyzoncie nie ma już chyba co wspominać.

A to dopiero pierwsza plansza!



Na drugiej już wiadomo dlaczego wąsy zostały wybielone, tutaj są siwe, więc najwidoczniej wydawca chciał ujednolicić. Tyle że się trochę rozpędził. Rozpędził się także przy głównej nagrodzie, srebrnym winchesterze, który w oryginale był cały srebrny, a w nowej wersji ma tylko srebrne niektóre elementy.



Na szczęście są też plusy, jak choćby lepiej oddana czerń, w pierwszym wydaniu wyraźnie widać, że czarne obszary nie są jednolite, wchodziło na nie kolorowanie, jakby nie do końca przykryte czarnym tuszem.



Jednak kolą w oczy takie niuanse jak kolor nieba i te nieszczęsne, sztucznie rozmyte na krawędziach chmury. Na poniższym porównaniu widać także dokładnie, że rysunki w wydaniu z 1984 roku posiadają jakby wyraźniejszą kreskę i więcej szczegółów.



Można dywagować, gdzie kończy się delikatne poprawienie oryginału, a zaczyna niedopuszczalna w niego ingerencja. Poprawienie kolorystyki napisu „Saloon” wydaje mi się słuszna, ale dokolorowywanie kawałka skały już nie. Tym bardziej, że nie ma to żadnego uzasadnienia.





Oryginalny albumik był dość cienki, więc wydawca zadbał, by znalazło się tutaj nieco materiału dodatkowego. Otrzymujemy więc ostatni, niedokończony komiks Wróblewskiego „My nigdy nie śpimy” opublikowany już w trzecim tomie kolekcji „Z Archiwum Jerzego Wróblewskiego”, jednak tutaj po raz pierwszy zaprezentowany w formie kolorowej. Wygląda to naprawdę nieźle. Nie zabrakło także artykułu o miłości rysownika do westernów, oczywiście bogato ilustrowanego.







Dodatki oczywiście jak najbardziej na plus, ale sama forma odświeżonej wersji jednak zahacza o fuszerkę i jest pełna niepotrzebnej ingerencji w materiał źródłowy. Wydawca swoją indolencje zresztą zaprezentował nawet w opisie albumu: „Zawody strzeleckie w Cross City wygrywa Tom Ford, a zdobytą nagrodę – srebrnego winchestera – wkrótce wykorzystuje podczas sprzeczki w salonie”. Jak widać na załączonych wcześniej zdjęciach, we wspomnianym saloonie używa rewolweru, a nie winchestera… Ten komiks ma parę stron, jak można było taki babol walnąć? I jeszcze liczyć sobie za to okładkowo 49.90 złotych, czyli tyle samo, co wznowienia Ongrysa…



Po wielu latach od powstania, obcowanie z twórczością Jerzego Wróblewskiego nadal sprawia ogromną przyjemność, tym bardziej zaprezentowanie w nowej formie jednych z jego najlepszych historii zachęca, by ponownie po nie sięgnąć. Naprawdę udane odświeżenia uzupełnione o atrakcyjne dodatki powodują, że nawet mając stare wydania, warto zaopatrzyć się w nowe. „Figurki z Tilos” wypadły nieco słabiej, ale nadal mogą stanowić smakowity kasek. Szkoda jedynie, że zmasakrowano „Roda Taylora”, w tym przypadku lepiej jednak poszukać pierwszego wydania. Odświeżenie niestety zbyt bardzo ingeruje w rysunki Wróblewskiego, do tego paradoksalnie gubiąc jeszcze wiele szczegółów z perfekcyjnie tworzonych przez artystę kadrów.

2
Gry wideo / Podłączenie głośników do konsoli.
« dnia: Pn, 26 Luty 2024, 20:02:22 »
W sumie z ciekawości, przerabiał ktoś z Was podłączenie głośników do konsoli?
Chodzie dokładnie o takie konsole jak:
- Playstation 5
- X-Box Series X/S
- Nintendo Switch

Oczywiście można głośniki podłączyć bezpośrednio do wyjścia audio na padzie, ale średnio to wygodne.
Są ekstraktory audio, ale nie miałem z takim ustrojstwem do czynienia, jak to może wpływać na jakość obrazu?

Jakby wyglądało ewentualnie podłączenie naraz trzech konsol, czyli switch HDMI (3 na 1), później ekstraktor, i najlepiej wetknięcie tego w kartę dźwiękową w kompie, czyli przepuszczenie sygnału przez jej bebechy. Da takie coś dla jakości dźwięku? (zakładając kartę Aim 808 z małymi zmianami, by uzyskać bardziej ciepły i dynamiczny dźwięk)

3
Komiksy polskie / Jacek Skrzydlewski
« dnia: Pt, 11 Sierpień 2023, 19:10:24 »
Klasyka Polskiego Komiksu: Jacek Skrzydlewski (infografika, jak czytać, chronologia, hołd)

Jacek Skrzydlewski zasłynął albumami "Kosmiczny Detektyw", "Wyprawa na Ziemię" czy "Nowe przygody Mistrza Twardowskiego", charakteryzujących się niezwykle urzekającą i plastyczną szatą graficzną. Na jego twórczość składa się także jeszcze wprost zatrzęsienie krótkich form komiksowych czy humorystycznych rysunków. Nadal jest aktywny zawodowo, publikuje obecnie w magazynie "Relax" od Labrum, a w tym roku podpisał umowę z wydawnictwem Ongrys. Bedzie więc zapewne okazja, by przypomnieć sobie jego dzieła, a jako, że jednak trochę ciekawostek w swojej twórczości posiada, kolejną grafikę dedykujemy Panu Jackowi.


Jak zwykle w procesie jej powstawania miało udział paru zapaleńców: Piotrek z Kultowych Komiksów, Robert Radomski, Radosław "Łamignat" Gieremek z Fundacji Kreska, Krzysiek Janicz z Na plasterki oraz Wojtek "Mertusor" który ma większy wpływ na grafiki niż sam twierdzi. ;)


Oczywiście co zaszkodziłoby zapytać także samego Pana Jacka Skrzydlewskiego, czy nie chciałby rzucić okiem na proces powstawania graficzki? I wyobraźcie sobie, że chciał! I rzucił! Nie tylko okiem, ale też paroma ciekawostkami, wspominkami, uwagami. Ale to nie wszystko! Pan Jacek także stworzył specjalnie na niniejszą graficzkę rysunek z pozdrowieniami dla swoich czytelników! Prywatna uwaga: naprawdę uwierzcie mi, kontakt z kolejnym twórcą, do tego możliwość wymienienia paru zdań, i jeszcze do tego tak cudowny rysuneczek!!! Aż mi serducho biło mocniej! Może nieco przesadzam, ale niezwykle się cieszę, że udało się coś takiego sklecić. Mam nadzieje, że i Wam się spodoba.


Serdecznie zapraszamy:

wersja mini:



Coraz więcej serwisów wydziwia z obrazkami, zmieniają nazwy, dodatkowo kompresują, zmieniają formaty... Stąd wersję oryginalną graficzki, w większej rozdzielczości i bez kompresji, umieszczam na serwerze zewnętrznym w archiwum zip (12 mega). W środku jest plik w formacie png: Jak czytać Klasyka Polskiego Komiksu - Jacek Skrzydlewski - Chronologia v10.png.


Wcześniejsze grafiki:

Klasyka Polskiego Komiksu:
Marvel/DC:
Gry:

4
Gry wideo / Indiana Jones
« dnia: Nd, 09 Lipiec 2023, 12:16:10 »
Indiana Jones stał się prawdziwą gwiazdą popkultury, choć nigdy niestety nie cieszyła się taką estyma jak choćby Gwiezdne Wojny. Mimo to klasyczna trylogia filmowa Raiders of the Lost Ark (1981), Indiana Jones and the Temple of Doom (1984) i Indiana Jones and the Last Crusade (1989) to kino przygodowe najwyższej próby. Nakręcona po latach czwarta część Indiana Jones and the Kingdom of the Crystal Skull (2008) wypadała dość słabo, aczkolwiek gwarantuje nieco dobrej zabawy. Obecnie w kinach gości Indiana Jones and the Dial of Destiny (2023), czyli swoiste pożegnanie z postacią, film spotyka się z mieszanymi opiniami, jednak z pewnością nie można odmówić mu widowiskowości. W międzyczasie otrzymaliśmy jeszcze wysokobudżetowy serial The Young Indiana Jones Chronicles (1992-1996) przemontowany później i wydany jako The Adventures of Young Indiana Jones.

Oczywiście postać Indiany gościła także w powieściach (mocno takich sobie), komiksach (całkiem przyzwoitych) czy oczywiście grach. Tych wyszło całkiem sporo, a pierwsza zagościła na rynku już w 1982 roku na konsoli Atari 2600. Raiders of the Lost Ark podobnie jak wydany na C64 dwa lata później Indiana Jones in the Lost Kingdom obecnie funkcjonują tylko w ramach ciekawostki. Natomiast Indiana Jones and the Temple of Doom z 1985 wydany na automatach to już produkcja całkiem udana, która doczekała się w kolejnych latach szeregu portów na konsole i komputery, niestety żaden z portów w najmniejszym stopniu nie dorównywał oryginałowi. Za ogromne hity i w sumie najlepsze gry z Indianą można uznać dwie gry przygodowe Indiana Jones and the Last Crusade: The Graphic Adventure (1989) i Indiana Jones and the Fate of Atlantis (1992). W między czasie pojawiła się jeszcze klasyczna tekstówka Indiana Jones in Revenge of the Ancients (1987) oraz wiele gier platformowych: Indiana Jones and the Last Crusade: The Action Game (1989), Indiana Jones and the Last Crusade (Taito 1991) (tak, były trzy gry Last Crusade, a do tego w wieeelu wersjach), Indiana Jones and the Fate of Atlantis: The Action Game (1992), The Young Indiana Jones Chronicles (1992), Instruments of Chaos starring Young Indiana Jones (1994), Indiana Jones' Greatest Adventures (1994). Większość mocno taka sobie, choć ostatni tytuł wyróżnia się bardzo na plus. Indiana Jones and his Desktop Adventures (1996) to ciekawostka, idealna do ogrywania w biurze podczas przerwy, lub… jak szef nie patrzy.

W świat 3D Indiana wszedł dość późno, gdy na rynku królowała już pewna Pani Archeolog: Indiana Jones and the Infernal Machine (1999), Indiana Jones and the Emperor's Tomb (2003), Indiana Jones and the Staff of Kings (2009). Niestety żadna z tych gier nie stała się hitem. Natomiast jedną z lepszych pozycji jest LEGO Indiana Jones: The Original Adventures (2008) oraz kontynuacja LEGO Indiana Jones 2: The Adventure Continues (2009), podobnie jak inne gry z LEGO, pozycje te zapewniają wiele dobrej zabawy, także w kooperacji. Oprócz tego mięliśmy jeszcze produkcje edukacyjne The Adventures of Young Indiana Jones: Revolution, Special Delivery, Hunting for Treasure (2008-2009) i uczący zadań matematycznych Indiana Jones (2008) wydany tylko na konsoli Didj Custom Gaming System. Zdarzały się także potworki jak toporne twory na komórki, czy na siłę wykorzystujące licencję układanie kafelków i gra z serwisu społecznościowego. Z pewnością natomiast warto sięgnąć po Indiana Jones: The Pinball Adventure (2022) czyli elektroniczną wersje klasycznego flipera.

Obecnie w produkcji jest kolejna gra z Indianą, jednak na obecną chwilą nie wiadomo nawet, kiedy będzie premiera.



Link do grafiki w wysokiej rozdzielczości (plik ma 15 MB, na imgur)
WordPress coraz bardziej głupieje, więc na wszelki wypadek, grafika do ściągnięcia w archiwum zip.

Wcześniejsze grafiki:
Klasyka Polskiego Komiksu:
Marvel/DC:
Gry:

5
Gry wideo / The Legend of Zelda
« dnia: So, 25 Luty 2023, 13:14:21 »
Mały przerywnik w grafikach komiksowych, sklecony nieco na boku. Seria The Legend of Zelda pod wieloma względami jest niesamowitym produktem, a o niej, jak i każdej z gier wchodzącej w jej ramy, można by rozmawiać godzinami. Grafika jest oczywiście przedstawiona w sposób bardzo uproszczony, ale może kogoś zachęci do zapoznania się z tymi grami? Tym bardziej, że ostatnia odsłona Breath of the Wild była rewelacyjna, a już w maju pojawi się bezpośrednia kontynuacja: Tears of the Kingdom.



Link do grafiki w wysokiej rozdzielczości (plik ma około 14 MB)

Wordpress ostatnio coraz bardziej głupieje, więc na wszelki wypadek, grafika do ściągnięcia w archiwum zip.

Pozostałe grafiki:
Klasyka Polskiego Komiksu: Janusz Christa, Tadeusz Baranowski, Szarlota Pawel
Marvel/DC: Marvel NOW, NOW2.0, Fresh, Kosmos, DC NEW52, Odrodzenie, Sandman


6
Komiksy polskie / Bogusław Polch
« dnia: Pn, 31 Październik 2022, 18:43:56 »
O dziwo, Polch nie ma własnego wątku, choć jest parę poświęconych jego rożnym seriom. Pozwolę sobie takowy założyć, tym bardziej, że jest ku temu okazja:

"Boguslaw Polch. Kowal od komiksów", a właściwie "Polch. Kowal od komiksów", gdyż tak dokładnie brzmi tytuł książki poświęconej jednemu z klasyków polskiego komiksu, to najnowsza publikacja Daniela Koziarskiego i Wojciecha Obremskiego, znanych już z bardzo fajnego opracowania "Od Nerwosolka do Yansa. 50 komiksów z czasów PRL-u, które musisz przeczytać przed śmiercią". Obaj autorzy mają także na koncie szereg innych publikacji, nie tylko komiksowych.

Książka oficjalną premierę będzie miała za parę dni, ale wydawca przywiózł parę egzemplarzy na Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, gdzie publikację można było nabyć w promocyjnej cenie, dodatkowo w pakiecie z dziesięcioma pocztówkami (a i na zakładkę można było się załapać). Ale najważniejszą atrakcją było spotkanie z jednym z autorów! Wybrałem się więc na targi, książkę zakupiłem, miałem przyjemność zamienić parę słów z autorem, i nawet autograf dostałem!







Książka liczy niecałe 350 stron, zamknięte w twardej oprawie, a całość jest w poręcznym formacie. Najważniejsza jest jednak oczywiście zawartość, czyli przekrój przez życie i twórczość Bogusława Polcha.

Szereg rozdziałów to chronologicznie ułożone poszczególne etapy twórczości Polcha, z opisem zarówno publikacji, jak i wielu anegdot i zakulisowych smaczków, a często i perturbacji, które tym publikacjom towarzyszyły. Zaczynamy więc od pierwszych komiksów w "Korespondencie Wszędobylskim", przechodzimy przez "Żbika" krótkie, ale ważne, przygody w "Relaxie" i "Pilocie Śmigłowca" by dojść do słynnej "Ekspedycji". Kolejne etapy to "Funky Koval", "Fair Play", "Upadek bożków", "Tomek Grot", "Wiedźmin", "Kron", i kolejne, pojedyncze projekty.





Wszystko opisane jest bardzo zgrabnie, autorzy sięgają do wielu źródeł, porządkując wiadomości o Polchu i jego twórczości, przedstawiając całość w zwartej formie. Całość okraszona oczywiście wieloma przykładowymi stronami czy grafikami.

A to dopiero połowa książki! Czas więc na takie ciekawostki jak niezrealizowane projekty, szalenie ciekawe kulisy powstawania ilustracji i okładek do książek o "Wiedźminie" (i nie tylko), czy pracy w reklamie. Nie zabrakło rozdziału o twórczości innych autorów będących hołdem (choć nie zawsze...) dla Polcha. To co najważniejsze, wyraźnie wszędzie przewija się czynnik ludzki, a różne współprace, nie zawsze przebiegające w przyjemnej atmosferze, stanowią sporą ciekawostkę.



W książce nie zabrakło wypowiedzi i wspomnień rodziny, współpracowników, autorów, wydawców czy po prostu przyjaciół Bogusława Polcha. W przygotowaniu publikacji swój udział miały córki Polcha, tak więc znalazło się tutaj sporo zdjęć z rodzinnego archiwum, bezsprzecznie wartych zapoznania.





Oczywiście nie mogło zabraknąć dokładnej bibliografii.



Bogusław Polch należy do jednych z największych mistrzów polskiego komiksu, jednocześnie wzbudza szereg kontrowersji. Nie można odmówić mu niesamowitego kunsztu w tworzeniu najbardziej utytułowanych jego serii, czyli "Ekspedycji" i "Kovala". Za perełki można uznać także "Rycerzy Fair Play" czy "Tomka Grota", wszystkie te tytuły charakteryzują się niesamowicie dopracowanym rysunkiem, z dbałością o najmniejsze szczegóły, z których to Polch wręcz słynął. Do "Wiedźmina" kreska nieco się zmieniła, poznikała dbałość o detale, a sam rysunek stał się niejako jakby grubszą kreska ciosany. Ja strasznie tej zmiany nie lubię, i choć "Wiedźmina" dobrze mi się czytało, to niestety ta nieszczęsna maniera w kresce Polchowi została na dłużej.

"Polch. Kowal od komiksów" to pozycja, która pokazuje autora jako twórcę, ale przede wszystkim jako człowieka, kochającego to co robił, i nie dającemu sobie w kaszę dmuchać, co czasem kończyło się dobrze, a czasem utrudniało kontakty ze współpracownikami. Czyli jak w życiu.

Mimo sporej liczby ilustracji, w publikacji zabrakło mi zestawienia wszystkich okładek, tych jest zamieszczonych wiele, ale jednak nie komplet. A okładki rysowane przez Polcha to dzieła same w sobie. Ale to takie moje "okładkowe" zboczenie. W oczy rzuciła mi się też jedna dyskusyjna kwestia, autorzy starają się być obiektywni, opierając się na wielu źródłach, jednak w jednym miejscu pada stwierdzenie dotyczące publikacji komiksu "Planeta robotów" w "Świecie Młodych", która to niby została wstrzymana z powodu decyzji Szarloty Pawel. Pawel w jednym z wywiadów odniosła się do tej kwestii, i przedstawiła to nieco z innej strony, znając życie, prawda zapewne leży gdzieś po środku. Przyczepiłbym się także do bibliografii, jest bardzo dokładna, ale nieco nieczytelna, można było to sformatować w inny sposób. Ale to takie czepianie się, nieco może na siłę. Książkę czytało mi się bardzo dobrze, epizody ilustracyjne i okładkowe zaskoczyły mnie, nie miałem pojęcia o takich perypetiach, a zdjęcia z archiwum rodzinnego przepięknie dopełniły pozytywny odbiór całości.

Zapomniałbym! Pocztówki!



Bardzo fajny dodatek, niestety nie do każdego egzemplarza! Pocztówki można otrzymać zamawiając książkę przedpremierowo na stronie wydawcy, i z tego co przed momentem sprawdziłem, dzisiaj jest ostatni dzień, żeby je zdobyć! Książka oczywiście pojawiła się także już na Gildii i w innych księgarniach internetowych.

7
Gry wideo / PS VITA
« dnia: Wt, 03 Maj 2022, 15:39:04 »
Od paru lat panuje moda na retro, stare konsole oraz gry stały się dość porządnym towarem dla kolekcjonerów, przez co na rynku obrodziło wszelkiej maści sprzętami, potrafiącymi emulować stare konsole i komputery. Można złożyć sobie wspaniałą maszynkę na Raspberry Pi, na rynku także jest wprost zatrzęsienie przenośnych konsolek, niestety zazwyczaj o wątpliwej jakości wykonania i działania, większość to produkty "made in china".

Tymczasem jest sprzęcik, który swego czasu nieco namieszał na rynku, jednocześnie strasznie szybko okazał się ogromną porażką sprzedażową, mimo to, jak najbardziej wart jest zainteresowania, także właśnie pod względem możliwości emulowania starszych platform.

Na forum często wspominałem o PS Vicie, mnie bardzo ten sprzęcik przypadł do serca, możliwe, że kogoś także ujmie, tak więc postanowił nieco więcej o nim naskrobać, dość skrótowo, ale żeby można było poznać jego możliwości.

Sony PlayStation Vita zadebiutowała na rynku japońskim pod koniec 2011 roku, w europie i stanach pojawiła się w lutym roku kolejnego. Z początku wzbudzała spore zainteresowanie, czemu absolutnie nie ma co się dziwić. W środku kryła bardzo mocne podzespoły: czterordzeniowy procesor ARM Cortex 2 GHz, czterordzeniowa kartę graficzną PowerVR, 512 MB RAMu i 128 MB pamięci VRAM. Do tego wyposażona była w aż dwie gałki analogowe (niestety, niewciskane, czyli bez L3 i R3), oraz pełen komplet przycisków, w tym krzyżak, cztery przyciski charakterystyczne dla padów SONY oraz dwa bumpery. Zachwyt budził ekran: dotykowy OLED o rozdzielczości 960 × 544 pikseli. Do tego konsola posiadała żyroskop, akcelerometr, tylni dotykowy panel, dwa aparaty. Samo wykonanie i wygląd także stały na najwyższym poziomie.





Niestety, po doskonałym odbiorze konsoli po premierze coś poszło nie tak. Sprzęt nie sprzedawał się zbyt dobrze, samo Sony niestety mocno olało swój produkt, gier pojawiało się coraz mniej, co wpływało bezpośrednio na sprzedaż. Zamknięte koło. Wg nieoficjalnych danych, konsolek w sumie sprzedało się około 16 milionów, porównując do konkurencyjnego w tym czasie Nintendo 3DSa, który był sprzętem o wiele słabszym, a sprzedał się w ilości około 76 milionów, był to wynik wręcz tragiczny. Warto podkreślić, że wcześniejszy handheld SONY: PSP zszedł w nakładzie ponad 81 milionów egzemplarzy, a Nintendo DS sprzedało się aż 155 milionów!



Sama Vita była dostępna w dwóch wersjach, modele oznaczone kodem PCH-100X (gdzie X oznacza region, na który konsola została wypuszczona, Europa miała tutaj cyfrę 4) posiadały moduł WiFi, natomiast modele PCH-110X dodatkowo były wyposażone w wejście na kartę SIM, teoretycznie można było łączyć się bezpośrednio z internetem, choć niestety o graniu w ten sposób po sieci należało już zapomnieć. Z czasem SONY odświeżyło VITĘ, modele PCH-2000, potocznie nazwane Slim, znacznie różniły się od wersji premierowej, ochrzczonej jako Fat. Zmieniła się nieco bryła, konsolka stała się nieco mniejsza, bardziej zaoblona, co niekoniecznie wpłynęło pozytywnie na jej wygląd. Najważniejsze zmiany to jednak mocniejsza bateria, oraz zmiana ekranu OLED na LCD. Wersja Slim także posiadała wbudowana pamięć, co ważne, wersje Fat jej nie miały. Co na premierę Fatki okazało się także ogromnym minusem, gdyż Sony przygotowało niestandardowe specjalne karty pamięci, masakrycznie wręcz drogie. A bez karty nie dało się obejść, więc był to dodatkowy, niemały wydatek.




Bardzo przydają się gripy, dzięki czemu ręce się mniej męczą. Są nawet wersje dodające dodatkowe bumpery, przydatne w grach z PSONE.

Obie wersje Fat i Slim mają swoje wady i zalety. Ekran OLED jest ciemniejszy niż LCD, ale gry na nim prezentują się znacznie ładniej, kolory są bardzo soczyste. Trzeba pamiętać jednak, że obecnie o zakupie nowej konsoli można zapomnieć, a ekrany te miały tendencję do "wylewania", pojawiały się na nich plamy, więc należy na to zwrócić baczną uwagę przy zakupie sprzętu z drugiej ręki. Sama bryła wersji FAT, wydaje się nieco przyjemniejsza i ładniejsza, Slim odczuwalnie jest jakby też bardziej "plastikowy". Slim jest jednak nieco lżejszy, a bateria trzyma dłużej. Ma też wbudowana pamięć, przy Facie należy nie zapomnieć o drogiej karcie.

Ogólnie, sprzęt wypada bardzo ciekawie, bardzo mocne bebechy, połączone z prawie kompletem przycisków, w tym dwie gałki anologowe, stanowią o jego atrakcyjności. I wygląda naprawdę ładnie, szczególnie FAT, który dodatkowo posiada rewelacyjny pod względem odwzorowania kolorów ekran OLED.



Ale nawet najlepsza konsola nic nie znaczy, jeżeli nie ma na nią gier. W pierwszych latach produkcji na VITĘ pojawiło się parę ciekawych tytułów. Przede wszystkim pojawiły się dodatkowe części serii dobrze już znanych z dużych konsol: Uncharted: Złota otchłań, Killzone: Mercenary, Resistance: Burning Skies, WipEout 2048, Tearaway, LittleBigPlanet, dostępne zazwyczaj w polskiej wersji językowej, prezentujące się nadal zjawiskowo, i niestety nie doczekały się swoich portów na inne platformy. Większość z tych gier wykorzystywała nieco na siłę specyficzne możliwości konsolki, jak tylni dotykowy panel, ale choćby w Tearaway zrobiono to naprawdę z sensem. Warto wspomnieć także o takich tytułach jak Gravity Rush (przeportowane później na PS4), Unit 13, czy Persona 4 Golden jedna z najlepiej ocenianych gier na Vitę (pojawił się później port na PC). Oczywiście na Vicie było także sporo gier dostępnych na inne platformy, tutaj ciekawostka: kupując cyfrowo niektóre tytuły na PS3 lub PS4 niejako w pakiecie otrzymywaliśmy także wersję na VITĘ! Oczywiście nie była to reguła, ale jeżeli ktoś posiada konto PSN od dłuższego czasu i ma w bibliotece nieco tytułów, może się okazać, że po zakupie VITY od razu będzie miał w co grać.
Z pozostałych gier warto wspomnieć takie tytuły jak: Rayman Legends, Guacamelee!, Axiom Verge, Seria SteamWorld, Fez, The Unfinished Swan, Muramasa Rebirth, Need for Speed: Most Wanted (bardzo fajny port!), Mortal Kombat (przyzwoicie wykonany i bardzo grywalny), Murasaki Baby (rewelacyjna gra wykorzystująca najróżniejsze metody sterowania), Hue, Shu, Severed, Shovel Knight, Ninja Gaiden, Dragon's Crown, Odin Sphere: Leifdrasir, God Eater 2: Rage Burst, Toukiden i wiele, wiele innych tytułów. Fakt, dość szybko rynek gier na VITĘ "siadł" i przestały się ukazywać ogromne hity dostępne tylko na te konsolkę, ale nieprawdą jest, jakby nie było w co na VICIe grać. Parę hitów jest, do tego sporo naprawdę dobrych gier muliplatformowych, często dostępnych jednak tylko na konsolach SONY.
Dodatkowo jeszcze VITA emulowała bardzo dobrze gry z pierwszego PlayStation oraz PSP, całkiem sporo, choć niestety nie wszystkie, można było zakupić w PSNie.




Gry dostępne są na kartridżach, w mniejszych, ale nadal niebieskich pudełkach.











Niestety, konsola okazała się porażką, jednak z czasem otrzymała przysłowiowe drugie życie. Obecnie VITĘ można w dość prosty sposób "złamać", co pozwala na uruchamianie nielicencjonowanego oprogramowania. Oczywiście, przerabianie konsoli związane jest z działaniem wbrew licencji producenta, do tego jest to tzw Szara Strefa, w której skład także wchodzi piracenie gier. Piractwa absolutnie nie pochwalam, prywatnie jestem miłośnikiem głównie pudełkowych wersji gier, i nie zamierzam takich aspektów tutaj poruszać. Absolutnie nie namawiam także do samej przeróbki i ostrzegam, że nie dość, że wiąże się to z działaniem nielegalnym, to zawsze istnieje ryzyko uszkodzenia sprzętu! Natomiast chciałbym pokazać parę ciekawych rzeczy, do których można wykorzystać, jakby nie było, już nieco zapomniany sprzęt.

Przeróbka pozwala na zainstalowanie w konsolce własnej karty pamięci, spokojnie działają nawet takie o pojemności 256 GB. Kartę umieszcza się w specjalnej przejściówce w miejscu na karty z grami.

Jako, że VITA ma dość mocne podzespoły, do tego wyposażona jest w dwie gałki analogowe i szereg przycisków, obcowanie z grami z najróżniejszych platform jest prawdziwa przyjemnością. Podstawowym pakietem jest ogólnie znany RetroArch, czyli kombajn potrafiący emulować sporo  platform. Można znaleźć już skonfigurowaną, gotową paczkę z grami, ważącą nieco ponad 30 Giga. W RetroArch znajdziemy m.in: Capcom system I i II, Atari 2600, 7800, Lynx, WonderSwan, Vectrex, NES, SNES, GB, GBC, GBA, MegaDrive, PC Engine, TurboGrafx 16. Prawdziwy zawrót głowy, a większość tytułów działa bardzo dobrze, choć niestety, znajdą się wyjątki.










Oczywiście, jak ktoś lubi większą kontrolę, spokojnie można pokusić się na instalowanie osobnych emulatorów. Wręcz doskonale działają emulatory NESa, SNESa, czy GameBoya, zarówno zwykłego, Color, jak i Advance. Szczególnie gry ze SNESa i GBA prezentują się wręcz zjawiskowo na ekranie OLED. Do tego, jak to w przypadku emulatorów bywa, mamy możliwość skalowania ekranu, sejwowania w dowolnym momencie, niektóre emulatory pozwalają nawet na chwilowe cofanie rozgrywki! No i do paru tytułów można znaleźć spolszczenia.





















Vita natywnie obsługiwała gry z pierwszego Playstation oraz z PSP. Niestety, nie wszystkie tytuły są dostępne, natomiast dzięki Adrealine, możemy ogrywać gry z romów, do tego także dostajemy parę dodatkowych możliwości, jak sejwy, czy skalowanie ekranu (natywnie skalowanie też jest dostępne, ale dziwnie przycina obraz).











Różnice w skalowaniu.




Nieoficjalne spolszczenie.

Można pokusić się nawet na emulację Nintendo 64, choć niestety, tutaj działa to różnie. Parę gier chodzi bardzo fajnie, do tego w podbitej rozdzielczości, co wygląda rewelacyjnie, ale sporo tytułów niestety albo działa wolno, albo posiada błędy, niepozwalające na rozgrywkę.













W przypadku starych komputerów, świetnie sprawdza się emulowanie klasycznego Atari XL, na którego jest wręcz od groma gier, także polskiej produkcji. Niestety, emulator ten ma nieco kłopotów z odwzorowaniem czerni, obraz wydaje się nieco wyblakły, ale i tak w klasyczne gry gra się bardzo przyjemnie. Amiga działa, choć znany UAE jest momentami kapryśny, i nie każdy tytuł udało mi się uruchomić. Ale tutaj jest po prostu więcej zabawy z konfiguracją. A jak ktoś ma ochotę, jest też Amstrad, działa bardzo fajnie, tylko trzeba przypomnieć sobie odpowiednie komendy.















Osobną kwestią są specjalne porty gier. Specjalnie przygotowane aplikacje pozwalają zagrać w takie tytuły jak DOOM, Quake, GTA San Andreas Max Payne i parę innych. Tutaj uwaga, oczywiście gry musimy posiadać zakupione, aplikacje tylko pozwalają na uruchomienie plików, skopiowanych z oficjalnej dystrybucji.









Wspaniała rzeczą jest SCUMMVM, czyli znany także z innych platform silnik, pozwalający na uruchamianie gier przygodowych. Także tutaj potrzebne oczywiście są oryginalne pliki, zazwyczaj działają gry z GOGa, ewentualnie STEAMa. W ten sposób można ograć takie tytuły jak np.: The Dig, Discworld, Dreamweb, Broken Sword 1 i 2 (wersje z GOGa nie chciały u mnie działać ze spolszczeniami, poszły dopiero w wersjach płytowych), Goblins, Hopkins FBI, Sołtys, czy nawet obie części Phantasmagorii (gra zrywa na początku, trzeba się trochę pobawić w opcjach)!







To tak skrótowo, możliwości są ogromne! Jednak trzeba pamiętać, że to emulacja, więc często trzeba się trochę pobawić z konfiguracja, a czasem coś po prostu nie ruszy.

8
Gry wideo / Amiga THEA500 Mini
« dnia: Pn, 25 Kwiecień 2022, 12:57:41 »
Amiga THEA500 Mini

Piękny sprzęcik, podobno bardzo fajnie wykonany (choć tylko z atrapa klawiatury) z przeinstalowanymi paroma grami, ale bez problemu można odtwarzać dodatkowe z pendrajwa (WHLoad)



Właśnie, ślinię się do tego cacka, jeszcze się nie zdecydowałem. Ktoś z kolegów już skusił się na to cudeńko? jakieś wrażenia?

9
Komiksy amerykańskie / Chronologia Marvel i DC Comics
« dnia: Śr, 07 Lipiec 2021, 21:34:00 »
Chronologia Marvel i DC Comics

Pozwoliłem sobie na założenie osobnego wątku poświęconego tematowi "jak czytać", czyli chronologii albumów wydawanych głównie w ramach Marvel NOW, Marvel NOW 2.0 oraz Nowe DC, DC Odrodzenie i DC Universum. Wiele osób narzekało, że grafiki te giną w poszczególnych wątkach, więc zapewne osobny temat pozwoli na łatwiejszy do nich dostęp. Przy okazji grafiki Marvela doczekały się małej aktualizacji, oprócz małych poprawek kosmetycznych, dorzuciliśmy także kolumnę z tomami wydanymi w ramach kolekcji oraz przez Wydawnictwo Mucha Comics. Oczywiście ogromne podziękowania należą się koledze michał81, który podzielił się swoja ogromną wiedzą, i zadbał, by wszystko było ułożone jak należy!



Nowe DC Comics

Grafika oparta na oryginalnej rozpisce Egmontu, ale poprawiona i uzupełniona. Zawiera, oprócz regularnych serii, także tomy wydane w ramach linii DC Deluxe.





DC Odrodzenie i DC Universum

Egmont sporo miesza w tych liniach, poszczególne serie są wydawane w szacie graficznej zarówno Odrodzenia jak i Uniwersum, stąd też jedna rozpiska poświęcona obu liniom. Z powodu sporej liczby najróżniejszych zależności układ może wydawać się skomplikowany, ale michał tak to pokładał, że wszystko składa się w logiczną całość. Albumy w fioletowej ramce nie wchodzą bezpośrednio do tych linii, ale są ważne dla niektórych wydarzeń przedstawionych w pozostałych seriach, stąd ich obecność na grafice. Oczywiście grafika będzie aktualizowana, wraz z pojawianiem się nowych tytułów.





Marvel NOW

W dwóch wersjach: z tytułami wydanymi tylko przez Egmont (dla tych, co nie trawią kolekcji) i z bonusową kolumną w której znalazło się miejsce na pozycje z WKKM, SM i Mucha Comics.







Marvel NOW 2.0! (Fresh)

Także w dwóch wersjach, dodatkowo zamieściliśmy tutaj Wojny Nieskończoności, które Egmont wydał już jako Marvel Fresh, ale tak naprawdę jest to bezpośrednia kontynuacja i zamknięcie wątków z serii Strażnicy Galaktyki.







Marvel Fresh

Na pewno będzie, jak już na rynku ukaże się trochę tytułów z tej linii.



Marvel DC Chronologia

Oczywiście w takim wątku nie można zapomnieć o stronie prowadzonej przez naszego forumowego kolegę Maragasta. Strona w całości poświęcona jest zagadnieniu jak czytać dane eventy, serie, przygody bohaterów, linie itp. Dodatkowo Maragast bierze na tapet wszystko, co ukazało się w polskojęzycznej wersji. Wspaniała skarbnica wiedzy, cały czas także aktualizowana!

https://marveldcchronologia.wordpress.com/



Ogólnie, jak ktoś się w tym gubi i przeraża go ten ogromny świat, nie ma się co bać: najważniejsze, to zacząć czytać! Z każdym kolejnym zeszytem, wszystko będzie się pięknie układać!

10
Komiksy amerykańskie / Tomb Raider
« dnia: Wt, 29 Czerwiec 2021, 00:43:41 »
Seria gier Tomb Raider debiutowała w 1996 roku i praktycznie od razu zaskarbiła sobie przychylność growego świata. Przygody dzielnej pani archeolog, jak i sama postać Lary Croft skradła serce niejednego gracza. Przez następne lata ukazywały się kolejne części, niestety seria w końcu zaczęła zjadać własny ogon. W 2003 premierę miała już szósta z kolei odsłona, pierwotnie zapowiadana na wielką rewolucje, okazała się niedopracowaną wydmuszką, co wymusiło na producentach diametralną zmianę podejścia do marki. Odświeżenie z 2006 roku wypadło niezwykle udanie, a kolejne dwie części także prezentowały się całkiem przyzwoicie. Jednak marka została zamrożona, a kolejne odświeżenie ukazało się w 2013 roku, przedstawiając przygody odmłodzonej i nieco urealnionej Lary, co zaowocowało dwoma kontynuacjami, niestety ostatnia nie zebrała już zbyt pochlebnych recenzji, a seria ponownie trafiła w odmęty niebytu.

Oczywiście to tak w wielkim skrócie, gdyż najróżniejszych zawirowań i ciekawostek wokół gier jest mnóstwo, ale to temat na inną okazję. Ważne by podkreślić, że postać Lary Croft wdarła się z sukcesem w popkulturę. Co zaowocowało szeregiem produktów na licencji, w tym oczywiście komiksów.

Lara trafiła pod skrzydła wydawnictwa Top Cow, a jej pierwsze komiksowe przygody przedstawiały współpracę z już popularną postacią w komiksowym światku: Witchblade. Za scenariusz i grafikę odpowiadał Michael Turner, który z zadania wywiązał się śpiewająco, komiksy spodobały się czytelnikom, co dało zielone światło do powstania serii już poświęconej tylko naszej pani archeolog.

Tomb Raider/Witchblade (1997)
Witchblade/Tomb Raider (1998)

Główna seria była wydawana w latach 1999-2005, w jej ramach ukazało się w sumie 50 zeszytów, plus numery 0 i 1. Oczywiście to nie wszystko, kolejna seria, nazwana Tomb Raider: Journeys liczyła 12 zeszytów wydanych w latach 2001-2003, oprócz tego ukazało się sporo wydań specjalnych:

Tomb Raider: Origins (2000)
Tomb Raider: The Greatest Treasure of All (2002/2005)
Tomb Raider: Epiphany (2003)
Tomb Raider: Scarface's Treasure (2003)
Tomb Raider: Takeover (2003)
Tomb Raider: Arabian Nights (2004)
Tomb Raider: Sphere of Influence (2004)
Dark Aeons (1999) (z wydawnictwa Gleant! Wynik zawirowań z prawami.)

oraz crossoverów:

Witchblade/Tomb Raider #1/2 (2000)
Dark Crossings: Tomb Raider & Witchblade & Darkness (2000)
Fathom #12-#14 (2000-2002)
Tomb Raider/The Darkness Special (2001)
Tales of the Witchblade #9 (2001)
End Game (2002-2003) (Witchblade #59, Tomb Raider #25, Witchblade #60, EVO #1, Witchblade #61)
Witchblade #78, #84 (2004, 2005) (gościnne występy, Lara pojawia się na jednej stronie w każdym z zeszytów)
Witchblade and Tomb Raider (2005)
Tomb Raider - Witchblade - Magdalena - Vampirella (Sphere of Influence) (2005)
Monster War (2005)

Wszystkie powyższe albumy opierają się na klasycznym wizerunku Lary, znanym z pierwszych gier z serii, choć na potrzeby adaptacji komiksowej, wiele wątków zostało pozmienianych. Z powodu zawirowań z prawami, marka Tomb Raider trafiła z czasem do wydawnictwa Dark Horse, które rozpoczęło wydawanie nowych serii, już jednak opartych na wizerunku młodszej Lary, znanego z ostatniej trylogii growej.

Tomb Raider: The Beginning (2013)
Tomb Raider vol. 2 (2014-2015) (18 zeszytów)
Tomb Raider vol. 3 (2016-2017) (12 zeszytów)
Tomb Raider: Survivor's Crusade (2017) (4 zeszyty)
Tomb Raider: Inferno (2018) (4 zeszyty)

oprócz tego ukazała się miniseria Lara Croft and the Frozen Omen (2015-2016) (5 zeszytów)p rzedstawiająca bardziej klasyczną wersję pani archeolog.

Tomb Raider w Polsce.

Za serię pierwsze pochwyciło się słynne wydawnictwo Tm-Semic i Tomb Raider do Polski zawitał już w 2000 roku. Co ciekawe, mimo że ukazało się parę zeszytów, to wszystkie wyszły w ramach Wydań Specjalnych. Pierwszy zeszyt zawierał miniserie Tomb Raider/Witchblade i Witchblade/Tomb Raider. Mimo zastosowania nieco lepszego papieru, niż w innych seriach tego wydawcy, zeszyt nie prezentował się najlepiej, jakość druku wypadła bardzo słabo.

W sumie ukazało się osiem numerów z przygodami Lary Croft, od numeru 1/2002 ukazywały się już pod szyldem FunMedia. Ostatnie dwa zeszyty doczekały się zmiany papieru na o wiele lepszy, i pod względem druku prezentują się bardzo dobrze.

Wydanie Specjalne 1/2000 - zawiera: Tomb Raider/Witchblade i Witchblade/Tomb Raider
Wydanie Specjalne 1/2001 - Tomb Raider #1-#2
Wydanie Specjalne 2/2001 - Tomb Raider #3-#4
Wydanie Specjalne 3/2001 - Tomb Raider #5-#6
Wydanie Specjalne 1/2002 - Tomb Raider #7-#8
Wydanie Specjalne 2/2002 - Tomb Raider #9-#10
Wydanie Specjalne 4/2002 - Tomb Raider #11-#12
Wydanie Specjalne 1/2003 - Tomb Raider #13-#14





W formie ciekawostki: miniserie Tomb Raider/Witchblade i Witchblade/Tomb Raider ukazały się w pomniejszonym formacie jako 3 zeszytowa seria dokładana do magazynu dla graczy Play w 2001 roku. Papier był o niebo lepszy niż to co zaprezentował nam Tm-Semic, choć przeszkadzał nieco bardzo mały format.



W 2013 roku, w ramach promocji nowej gry, ukazał się Tomb Raider: Początek, wydawcą był Empik i Cenega.
Niestety, nie posiadam tego egemplarza, gdyby ktoś miał na zbyciu, chętnie odkupię.



Wydawanie nowych przygód Lary kontynuowało wydawnictwo Scream. W sumie ukazały się cztery wydania zbiorcze w standardowym formacie, na dobrym papierze i z miękką oprawą. Forma jak najbardziej wystarczająca, tym bardziej, że te nowe przygody Lary są zaledwie przyzwoitą lekturą.

Tomb Raider: Zarodnik (2019) - zawiera: Tomb Raider vol. 3 1-6
Tomb Raider: Wybór i poświęcenie (2019) - Tomb Raider vol. 3 7-12
Tomb Raider: Krucjata ocalonej (2021) - Tomb Raider: Survivor's Crusade
Tomb Raider: Piekło (2021) - Tomb Raider: Inferno



Niestety, pominięto Tomb Raider vol. 2. Dwa pierwsze albumy także cierpiały na niezbyt dobre tłumaczenie, co swego czasu było bolączką wydawnictwa Scream, na szczęście z czasem wydawca nieco poprawił się na tym poletku, co nawet widać wyraźnie w nowszych zeszytach.

I wreszcie Creme de la creme polskich edycji, czyli zbiorcze wydanie klasycznej serii Tomb Raider! Tomb Raider Archiwa to trzy grubaśne tomy w powiększonym formacie, zbierające w sumie 50 zeszytów oryginalnej serii! (no prawie, gdyż brakuje tu zeszytu 25, wchodzącego w skład crossoveru Endgame).

Prezentuje się to naprawdę świetnie:





Przynajmniej na pierwszy rzut oka. Niestety, za polską edycję ponownie jest odpowiedzialne wydawnictwo Scream, któremu nader często zdarzają się potknięcia. I niestety, także w tym przypadku, nie uniknięto dość poważnej wpadki. Warto zaznaczyć, że komiksy Tomb Raider były tworzone, gdy popularność zdobywały lepsze jakościowo komiksy, zaczęto stosować papier kredowy i komputerową separację kolorów. I właśnie przygody Lary Croft skorzystały z tych dobrodziejstw, w połączeniu z bardzo ładnymi rysunkami, całość od strony graficznej prezentuje się naprawdę doskonale.

Idealnie by było zaprezentować to w powiększonym formacie, co Scream zrobił, jednocześnie jednak zastosowano papier offsetowy… Decyzja zupełnie nielogiczna, gdy w tej formie wydrukowano komiks, który był w zamyśle tworzony tak, by najlepiej prezentował się na kredzie! Oczywiście internet zalała fala krytyki, wydawca jednak stoi przy swoim, a jego odpowiedzi niestety często zahaczają wręcz o chamstwo! Oprócz różnych idiotycznych argumentów pojawił się także taki, że polskie wydanie na offsetowym papierze docenią profesjonaliści. Dziwne stwierdzenie, to już żeby docenić ewidentną wpadkę, trzeba się tytułować profesjonalistą? Poza tym tu chodzi o czytanie komiksów, co ma piernik do wiatraka? Pojawiły się także głosy broniące niby papieru, że wcale nie jest taki zły. No cóż, osoby te najwidoczniej nie miały do czynienia z wydaniem oryginalnym, lub choćby z ostatnimi zeszytami Tm-Semic / FunMedia, które pod względem prezentacji wypadają o niebo lepiej niż to, co zaprezentowało wydawnictwo Scream!

Proszę bardzo, przykładowe fotki:





Oraz parę skanów, wykonanych na dokładnie takich samych ustawieniach skanera!











Powiem szczerze, że długo czekałem na polską edycję. I aż się robi przykro, gdy otrzymujemy taką fuszerkę. A to niestety nie koniec wpadek, gdyż od strony edytorskiej także wydawca dał ciała. Chodzi dokładnie o tytuły rozdziałów, często zapisane stylizowaną czcionką i umieszczone bezpośrednio na planszach. W większości przypadków, wydawca po prostu zasłonił prostokątem oryginalny tytuł, i wpisał polski, nawet za bardzo nie starając się o odpowiedni dobór czcionki. Na zarzuty tak przedstawiane, cos tam się tłumaczył, że to wina materiałów… Znowu więc podaje przykłady:





Pierwszy kadr to oryginalna strona, drugi w wersji Scream, trzeci natomiast to dowód na to, że wydawca po prostu jest leniuszkiem. Oba powyższe przykłady zostały zrobione przez kolegę pokia i jak pokia sam napisał, zajęły mu "10 minut meduza. 30 minut punkt zwrotny, z czego połowę czasu zeszło na przygotowanie napisu". Nie dość, że usunął oryginalny tytuł, to postarał się nawet o odpowiedni dobór czcionki, w tym fajnie wypadł krąg w napisie "zwrotny", idealnie nawiązujący do oryginału. Scream nie dość, że zasłonił oryginalne tytuły by ułatwić sobie robotę, to nawet olali sprawę z doborem odpowiedniej czcionki. Wstyd po prostu, wstyd! A najlepsze, że w paru miejscach nawet zrobili to tak, jak być powinno:



Ale i tak w większości straszą nas takie kwiatki:



A w oryginale było tak pięknie:



Pod tym względem, najlepiej wypada tom trzeci, gdzie okazuje się, że da się jednak częściej przygotować tytuły. W pierwszym tomie w ogóle to olano, a w drugim zrobiono po łebkach. Biorąc pod uwagę, że wszystkie trzy tomy zostały wydane w dość krótkim czasie, może za bardzo goniły terminy?

Jedyne do czego nie ma się za bardzo co czepiać, to tłumaczenie. O dziwo, i pamiętając o wielu marnych polskich przekładach w wykonaniu tego wydawcy, tutaj nie jest aż tak źle. Owszem, zdarzą się pewne kwiatki, czy dziwny bełkot, ale ogólnie czyta się dobrze i w miarę płynnie. Paradoksalnie, najgorzej wypada tekst na tylniej okładce, mający zachęcić do sięgnięcia po lekturę. Jest jakiś taki niezgrabny, bardzo sztuczny.

Obecnie na rynku dostępne są trzy tomy serii Tomb Raider Archiwa, zbierające prawie całość oryginalnej serii Tomb Raider, czyli w sumie 49 zeszytów! Co przekłada się na spora liczbę stron oraz niemałą kwotę, którą trzeba wysupłać na każdy z tomów:

Archiwa 1: 408 stron, cena: 199,99 zł (na Gildii za 149,90 zł)
Archiwa 2: 488 stron, cena: 249,99 zł (na Gildii za 187,40 zł)
Archiwa 3: 424 stron, cena: 229,99 zł (na Gildii za 172,40 zł)

W sumie okładkowo za komplet wychodzi bagatela: 679,97 zł. Ze zniżką można tomy nabyć za nieco ponad 500 złotych. W serii istnieje jeszcze czwarty tom, ale jak sam wydawca określił, jego ukazanie się na naszym rynku jest uzależnione od sprzedaży tomów wcześniejszych. Czwarty tom zawiera serię Journeys (12 zeszytów), numery 0 i 1 z regularnej serii, oraz one-shoty: Arabian Nights, Origins, Epiphany, The Greatest Treasure of All, Takeover. Fajnie jak by się ukazał, choć np.: Arabian Nights jest dość wymagający pod względem edycji, i nie wiadomo jaki efekt byłby w polskim wydaniu.

Pod względem formatu Archiwa prezentują się zjawiskowo, a jako, że seria miała szczęście do naprawdę świetnych rysowników, jak najbardziej taki format jest uzasadniony. Choć nie jest to lektura najwyższych lotów, to jednak jako przyjemne czytadło, sprawdza się idealnie. Lara na kartach swojej serii wypada bardzo dobrze, choć trzeba też przyzwyczaić się do sporego nagromadzenia wątków paranormalnych, magii, dziwnych stworów i nawet podróży w czasie. Szkoda jedynie, że wydawnictwo Scream zastosowało w naszej wersji papier offsetowy, który bardzo źle wpływa na jakość samych plansz komiksowych. Paranoją jest to, że komiks przygotowany specjalnie do tego, by być drukowany na kredzie, ukazał się w takiej formie. Każdy kto przeczytał choć parę komiksów w życiu, już po otwarciu któregokolwiek tomu bezsprzecznie odniesie wrażenie, że coś tutaj nie gra. A gdy mamy dostęp do jakiegokolwiek lepszego wydania, czy to oryginalnego, czy nawet ostatnich zeszytów z FunMedia i zrobimy porównanie, negatywne wrażenia tym bardziej się nasilają. Do tego nakładają się niefortunne tytuły, które wynikają tylko i wyłącznie z indolencji wydawcy. Na pojawiające się słowa krytyki sam wydawca reaguje niezbyt kulturalnie, wręcz momentami jego odpowiedzi podchodzą pod zwykłe chamstwo. Całość tego niestety powoduje, że polskie wydanie, mimo noszenia znamion ekskluzywności, jest niestety spora fuszerką wydawnictwa Scream. Jednak i tak przygody Lary warto poznać, ale te albumy przeznaczone są głównie dla miłośników gier czy samej postaci, kolekcjonerzy komiksów powinni dwa razy rozważyć chęć zakupu. Ja się skusiłem i w sumie nie żałuję, choć niestety wady mocno mnie irytują. Nad każdym kolejnym tytułem który będę miał nabyć od wydawnictwa Scream mocno się zastanowię, a z pewnością poczekam na opinie osób, które już dany tytuł nabyły. Wydawnictwu Scream za grosz nie wierzę.

11
Lubie różne zestawienia, więc postanowiłem na tapet wziąć filmy Marvela, nie tylko z MCU. A okazja ku temu jest dobra, gdyż przełom 2020/2021 roku jest dość znaczący dla tego światka. Dodatkowo znalazło się tutaj parę akapitów wstępu, informacje tam zawarte zapewne forumowiczom komikspec będą doskonale znane, ale chciałem choć słówko wspomnieć o samym Marvelu. Nie wiem, czy ktoś to przeczyta, ale mam nadzieję, że takie zestawienie choć paru osobom się przyda. Z powodu ograniczeń forum, musiałem tekst wrzucić w paru postach.

Droga do Marvel Cinematic Universe, czyli historia filmowych adaptacji komiksów Marvela 1944-2020.



Przez lata wydawnictwo Marvel z uporem starało się przenieś przygody swoich superbohaterów na duży ekran. Z najróżniejszym skutkiem, niestety, bardzo często powstawały "dzieła" wątpliwej jakości. Współpraca ze studiami filmowymi nie zawsze układała się pomyślnie, do tego wydawca rozsprzedał prawa do ekranizacji wielu swoich marek najróżniejszym producentom. Po roku 2000 coś się ruszyło w temacie, technologia pozwoliła na zastosowanie zaawansowanych efektów specjalnych, wysokobudżetowe produkcje były bardziej dopracowane, także od strony scenariuszowej i nagle kino superbohaterskie zaczęło zyskiwać na popularności. Filmy X-men i Spider-man okazały się ogromnymi sukcesami, co z powodu sprzedaży praw do tych marek, dla Marvela nie przekładało się jednak na znaczące zyski. Wreszcie w 2008 roku Marvel postanowił sam zaryzykować, a dysponując ograniczoną bazą postaci które mogli przenieść na duży ekran, postawiono naturalnie na Avengers. Narodziło się Marvel Cinematic Universe, jedno spójne uniwersum, w ramach którego ukazywały powiązane ze sobą filmy. Dzięki udanym decyzjom co do obsady i reżyserii, przyzwoitym scenariuszom, a także oczywiście odpowiedniemu budżetowi, większość okazywała się sporymi sukcesami! W 2019 roku Marvel Cinematic Universe doszedł do kulminacyjnego punktu, film Avengers: Endgame zakończył pewną epokę, doskonale podsumowując całe uniwersum, stając się jednocześnie najbardziej kasowym filmem wszechczasów.

Na przestrzeni lat powstało w sumie ponad siedemdziesiąt filmów prezentujących przygody superbohaterów Marvela na dużym i małym ekranie. Z powodu końca pewnej epoki, chciałbym usystematyzować informacje na temat poszczególnych produkcji, tym bardziej, że po wiele z z nich nadal warto sięgnąć. Oczywiście należy pamiętać, że mamy do czynienia z kinem stricte rozrywkowym, i pod takim kątem należy je rozpatrywać. Poniżej każdemu z filmów Marvela poświęcam przynajmniej akapit, jednak nie są to ani streszczenia, ani recenzje, a bardziej wrażenia, jakie dany seans niesie. Wrażenia oczywiście czysto subiektywne, a że jestem miłośnikiem tego typu kina, zapewne w wielu miejscach będę dość pobłażliwy dla wielu słabszych pozycji.

Przed samym przejściem do tematu poszczególnych filmów, w ramach wstępu zamieściłem krótkie informacje na temat czym ten Marvel w ogóle jest, kim jest Stan Lee, oraz o ogólnej sytuacji filmu superbohaterskiego na przestrzeni lat. Tematy te potraktowałem "w pigułce", w bardzo skrótowej formie, gdyż esencją mają tutaj być same filmy.

A było ich trochę:

1944 Captain America
1977 Spider-Man
1977 The Incredible Hulk Pilot Movie
1977 The Return of The Incredible Hulk (Death in the Family)
1978 The Incredible Hulk Married
1978 Spider-Man Strikes Back
1978 Dr. Strange
1979 Captain America
1979 Captain America II: Death Too Soon
1981 Spider-Man: The Dragon's Challenge
1986 Howard the Duck
1988 The Incredible Hulk Returns
1989 The Trial of the Incredible Hulk
1989 The Punisher
1990 The Death of the Incredible Hulk
1990 Captain America
1994 The Fantastic Four
1996 Generation X
1998 Nick Fury: Agent of S.H.I.E.L.D.
1998 Blade
2000 X-Men
2002 Blade II
2002 Spider-Man
2003 Daredevil
2003 X-Men 2
2003 Hulk
2004 The Punisher
2004 Spider-Man 2
2004 Blade: Trinity
2005 Man-Thing
2005 Elektra
2005 Fantastic Four
2006 X-Men: The Last Stand
2007 Ghost Rider
2007 Spider-Man 3
2007 Fantastic Four: Rise of the Silver Surfer
2007 Blade: House of Chthon
2008 Iron Man
2008 The Incredible Hulk
2008 Punisher: War Zone
2009 X-Men Origins: Wolverine
2010 Iron Man 2
2011 Thor
2011 X-Men: First Class
2011 Captain America: The First Avenger
2011 Ghost Rider: Spirit of Vengeance
2012 The Avengers
2012 The Amazing Spider-Man
2013 Iron Man 3
2013 The Wolverine
2013 Thor: The Dark World
2014 Captain America: The Winter Soldier
2014 The Amazing Spider-Man 2
2014 X-Men: Days of Future Past
2014 Guardians of the Galaxy
2015 Avengers: Age of Ultron
2015 Ant-Man
2015 Fantastic Four
2016 Deadpool
2016 Captain America: Civil War
2016 X-Men: Apocalypse
2016 Doctor Strange
2017 Logan
2017 Guardians of the Galaxy Vol. 2
2017 Spider-Man: Homecoming
2017 Thor: Ragnarok
2018 Black Panther
2018 Avengers: Infinity War
2018 Deadpool 2
2018 Ant-Man and the Wasp
2018 Venom
2019 Captain Marvel
2019 Avengers: Endgame
2019 Dark Phoenix
2019 Spider-Man: Far From Home
2020 The New Mutants

Wydawnictwo Marvel & Stan Lee.

Wydawnictwo Marvel założone zostało w 1939 roku przez Martina Goodmana, pierwotnie pod nazwą Timely Comics. Goodman był przede wszystkim biznesmenem i miał bardzo prosty przepis na sukces: po prostu sprzedawał to, co w danej chwili było popularne. Jako że konkurencja wystartowała z przygodami superbohaterów, a postać Supermana odniosła ogromny sukces, co zresztą także spotkało Batmana wydanego niewiele później, tak więc i Goodman zainteresował się przygodami bohaterów obdarzonych niezwykłymi mocami. Na kartach magazynów komiksowych wydawanych przez Timely Comics wkrótce zadebiutował cały szereg najróżniejszych postaci, z czego szczególnie dwie: Human Torch i Namor spodobały się czytelnikom. Wkrótce doszło do ogromnego wydarzenia, czyli spotkania tych postaci w jednej historii! Czytelnicy otrzymali wyraźny znak, że obcują z jednym spójnym światem, czyli dokładnie to samo, co wiele lat później wpłynęło znacząco na ogromny sukces Marvel Cinematic Universe.
Do Timely Comics dołączył wkrótce Stanley Martin Lieber, zresztą nie przez przypadek, Godman był mężem jego kuzynki. Z początku zajmował się przysłowiowym "przynieś, podaj, pozamiataj", ale już wkrótce pojawiła się dla niego szansa. W 1941 potrzebny był tekst do przygód Kapitana Ameryki, zadania tego podjął się Stanley i wywiązał się z niego doskonale. Stanley traktował swoją przygodę z komiksem jako epizodyczną, tak więc postanowił podpisywać się jako Stan Lee, swoje nazwisko pozostawiając na okładkę "wielkiej amerykańskiej powieści" którą planował kiedyś napisać. A smykałkę do opowiadania miał, więc w krótkim czasie awansował na stanowisko redaktora. Niby tymczasowo, do znalezienia odpowiedniej osoby, ale jak się okazało, zagrzał na tym stanowisku miejsca znacznie dłużej. Został współtwórcą wielu ikonicznych postaci, którym nadał "ludzkie cechy", tak że czytelnik mógł ze swoimi bohaterami utożsamiać się. Jednocześnie został "twarzą" wydawnictwa, potrafił utrzymywać doskonały kontakt z czytelnikami, a do tego bez wątpienia umiał sam siebie doskonale wypromować.


Stan Lee

Przez lata wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, jednak Stan Lee wciąż trwał na stanowisku redaktora, by w końcu zasiąść na stołku wydawcy, a nawet przez chwilę prezesa Marvel Comics. Miał także ogromny wkład w przenosiny przygód superbohaterów na duży i mały ekran, choć niestety z różnorakim skutkiem. Jego fascynacja ekranizacjami i zaangażowanie w tej kwestii zaowocowało nie tylko czynnym udziałem w różnych produkcjach, ale też swoistymi cameo, czyli występami gościnnymi, które szczególnie dla filmów Marvel Cinematic Universe stały się znakiem rozpoznawczym tych produkcji. Stan Lee zmarł w 2018 roku.



Więcej o historii Marvela i samym Stanie Lee znajdziecie w świetnych książkach:
- Niezwykła historia Marvel Comics, Sean Howe, SQN, 2013
- Stan Lee. Człowiek-Marvel, Bob Batchelor, SQN, 2018
- Mordobicie. Wojna superbohaterów Marvel kontra DC, Reed Tucker, Agora SA, 2018


Marvel na dużym i małym ekranie.

Pierwsze próby przeniesienia postaci Marvela na duży ekran nastąpiły już w latach 40. ubiegłego wieku, dokładnie w 1944 roku premierę miał Captain America. Nie był jedynym superbohaterem który trafił do kin, konkurencyjne DC Comics zaprezentowało filmowe przygody swoich najbardziej prominentnych herosów jak Superman i Batman. W kolejnych latach postacie DC Comics nadal gościły na ekranie, tymczasem dla Marvela nastały chude czasy. Sytuację starano się zmienić w latach 70., ale o ile za DC stało studio Warner Bros., co zaowocowało wysokobudżetową ekranizacją przygód Supermana z 1978 roku, to Marvel miał miej szczęścia i często trafiał na studia nie potrafiące sklecić hitu. Powstały wtedy takie "dzieła" jak Dr Strange, Captain America, Spider-man czy Incedible Hulk. Większość z tych filmów była skierowana na rynek telewizyjny, czy też były bezpośrednio powiązane z serialami. W latach 80. DC nadal odnosiło sukcesy, Superman II okazał się ogromnym sukcesem, powstały kolejne, już nie tak dobre części, a jak Superman zaczął niedomagać, to pojawił się kolejny wielki hit, czyli mroczny Batman z 1989 roku. Zaryzykowano nawet z mniej znaną postacią, i dwa filmy Swamp Thing pozytywnie zaskoczyły widzów. Tymczasem Marvel nadal doił Hulka, a pierwszy wysokobudżetowy film Howard the Duck okazał się ogromną klęską. Udał się w miarę The Punisher, choć daleko było mu do hitu, a widzowie otrzymali jedynie klasyczne kino akcji ery VHSu.
Lata 90. to niestety już klęska za klęską i to dla obu obozów. DC zachwyciło jeszcze filmem Batman Returns, ale kolejne części zaczęły odchodzić od mrocznej stylistyki, co nie wyszło najlepiej. Marvel tymczasem zaprezentował ostatniego Hulka z serii, próbował z X-men, Fantastic Four, Captain America a nawet z Nickiem Fury. Ani jeden z tych filmów nie spotkał się z dobrym przyjęciem, a Fantastic Four nawet nie trafił do oficjalnej dystrybucji. Nic nie zwiastowało, że filmy z superbohaterami zdobędą popularność.

Jednak w 1998 roku pojawił się Blade, który okazał się zaskakująco dużym hitem. Co prawda niekoniecznie to zasługa podwaliny komiksowej, gdyż Blade nie był kojarzony z tym medium, ale coś w temacie się ruszyło. Kolejny film otrzymał odpowiedni budżet i już w 2000 roku na dużym ekranie zadebiutowała grupa X-men. Ogromny sukces tej produkcji bezpośrednio sprawił, że Sony dzierżąc prawa do uniwersum Spider-mana dało zielone światło produkcji z tym bohaterem. W 2002 roku Spider-man zawojował kina, doskonałe przyjęcie Pajączka spowodowało, że Hollywood na poważnie zainteresował się produkcjami superbohaterskimi. Kontynuacje Spider-man 2 i X-men 2 okazały się jeszcze lepszymi filmami niż części pierwsze! Nastąpił wysyp filmów w tej tematyce, i jak to często bywa, nie wszystko się udało. Daredevil i jego spin-off Electra, Ghost Raider, The Fantastic Four, The Punisher, Man-Thing, The Hulk zbierały już mieszane opinie. Blade także z każdą kolejną częścią coraz mniej podobał się miłośnikom kina. Doszło do sytuacji, że trzecie części Spider-mana i X-men także nie zostały zbyt dobrze przyjęte! Marvel obawiając się zapaści na rynku, postanowił wziąć sprawę w swoje ręce, tym bardziej, że wtedy nie posiadał praw do ekranizacji większości postaci komiksowych. Powstaje Marvel Studios.

Marvel Studios zostało utworzone w 2005 roku z początku we współpracy z Paramount Pictures w roli dystrybutora, na jego czele stanął Avi Arad. Od początku założenia co do kręconych filmów były jasno sprecyzowane: wpierw miały powstać obrazy poświęcone różnym bohaterom, a następnie losy tych postaci miały zostać splecione we wspólnym filmie. I w tym tkwi ogromna siła i potencjał Marvel Cinematic Universe: uniwersum jest spójne, poszczególne filmy, mimo że bez problemu bronią się jako autonomiczne dzieła, to jednocześnie wzajemnie się dopełniają i rozbudowują samo uniwersum. Mimo to Arad nie do końca wierzył w powodzenie takiego projektu i wkrótce ustąpił ze stanowiska, a od 2007 roku na czele Marvel Studios stoi Kevin Feige, wcześniej prawa ręka Arada, który jednocześnie jest producentem wszystkich filmów MCU, i dba o spójność świata oraz o wątki które się w nim pojawiają. Patrząc na popularność poszczególnych filmów, swoją pracę wykonuje perfekcyjnie. Warto nadmienić, że start MCU był dość ryzykowny, na ekran mogły trafić tylko postacie, do których prawa filmowe dzierżył Marvel Studios, a niestety w tej grupie nie było tak popularnych herosów jak Spider-man czy X-meni. Sięgnięto więc po grupę Avengers, i zgodnie z przyjętą na początku zasadą, wpierw zaprezentowano widzom filmy poświęcone poszczególnym członkom drużyny, a punktem kumulacyjnym stało się wspólne widowisko z 2012, pod jakże oczywistym tytułem: Avengers. W 2009 roku Walt Disney Company nabyło Marvel Entertainment, czego bezpośrednim następstwem było trafienie Marvel Studios pod skrzydła Walt Disney Studios, a po paru przepychankach Kevin Feige umocnił tylko swoją pozycję. Ekspansja Disneya trwała, i w 2017 roku Walt Disney Company zakupił studio 20th Century Fox, co spowodowało powrót praw do ekranizacji przygód postaci ze światów m.in X-men i Fantastic Four do Marvela. Marvel Studios także nawiązał współpracę z Sony, na mocy której prawa do tej postaci nadal należą do Sony, ale Spider-man może pojawiać się w filmach MCU, a samodzielne produkcje Sony z tą postacią należą do MCU i gościnnie pojawiają się w nich postacie z pozostałych filmów. Ciekawa współpraca, z zyskiem dla każdej strony, także dla widzów.


Kevin Feige

Marvel Cinematic Universe odniosło ogromy sukces, co zaowocowało na obecną chwilę ponad dwudziestoma filmami wchodzącymi w skład jednego spójnego świata! Niestety DC, niegdyś rządzące w kinach, mimo wielu prób, nadal nie może odnaleźć się na dużym ekranie i kolejne ekranizacje przygód bohaterów z tego uniwersum nie mogą pochwalić się takimi sukcesami jak obrazy Marvela.

Prawa do postaci.

Z prawami do postaci, lekko mówiąc, jest sporo zamieszania. Wydawnictwo Marvel, przez lata istnienia, dorobiło się potężnej bazy charakterystycznych postaci, z których wiele wręcz skradła serca czytelników i stała się niezwykle popularna. Widząc potencjał, Marvel chętnie udzielał licencji na swoich bohaterów. W przypadku obrazów kinowych był to dość lukratywny interes, nie dość, że zapewniał wydawnictwu zastrzyk gotówki, to jeszcze dodatkowo popularyzował dane postacie, co napędzało sprzedaż komiksów, ale też zwiększało wartość samej marki. Oczywiście, o ile dany film się udał, a z tym bywało różnie. Wydawnictwo przeżywało lepsze i gorsze chwile, pod koniec lat 90. zeszłego wieku bliskie było nawet bankructwa, i wtedy właśnie m.in. sprzedaż praw autorskich pozwoliła Marvelowi przeczekać gorsze czasy.

Sprzedaż praw do danych postaci wiąże się z dwoma bardzo ważnymi kwestiami. Pierwszą są zazwyczaj wytyczne co do obecności danej marki na ekranie, czyli po prostu licencjobiorca zobligowany jest co określony czas wypuszczać nowy film. Jeżeli termin minie, a film nie powstanie, prawa wracają do licencjodawcy (w uproszeniu, szczegóły umowy są objęte tajemnicą). Ofiarą tej praktyki jest choćby marka The Fantastic Four, w przypadku której w 1994 roku powstał film stworzony tylko po to, by studio nie straciło praw! Drugą kwestią jest zakres do wycinka ogromnego uniwersum Marvela. Kupując prawa do danej postaci czy grupy, licencjobiorca nabywa także prawa do określonej grupy postaci, będących bezpośrednio powiązanych z danym bohaterem/bohaterami. Tak wiec licencjodawca nabywa prawa także do sporej gromady postaci zarówno pozytywnych (wchodzących w skład danej grupy/ będących przyjaciółmi czy też towarzyszami bohatera), ale też ogromnej bazy przeciwników. Zazwyczaj jest to powiązane z faktem na kartach jakiej serii komiksowej pierwszy raz pojawiła się dana postać/bohater/wróg, ale dokładne kwestie regulują umowy, a nieścisłości czy niejasności kończą się zazwyczaj batalią prawników… I nie ma się co dziwić, wszak chodzi o wielkie pieniądze.
Przez lata Marvel rozsprzedał prawa do najróżniejszych postaci, takie marki jak Blade, Daredevil, Ghost Rider, Punisher należały do rożnych studiów, jednak ostatecznie powróciły do Marvela. Poważnym zgryzem dla wydawcy była grupa X-men. Prawa do tego uniwersum posiadał 20th Century Fox i bacznie ich pilnował przez lata. I nie ma się co dziwić, wszak prawa do X-men to automatycznie prawa do wszystkich mutantów którzy wchodzili w skład tej grupy, ale także takich grup jak X-Factor, X-Force czy New Mutants i inne. Do tego dochodzą postacie powiązane oraz szerokie spektrum wrogów. Uniwersum mutantów jest wszak przeogromne. Przy okazji wychodzą różne zawirowania wokół np.: takich postaci jak Deadpool, który nie jest mutantem, ale prawa do niego należą także do Foxa. Powiązane jest to z debiutem komiksowym Deadpoola, który odbył się na łamach serii New Mutants, występował też jako członek X-Force, a jego zdolności regeneracyjne pochodzą od Wolverine'a. Jeszcze większe zamieszanie nastąpiło przy okazji postaci Scarlet Witch i Quicksilvera, którzy są mutantami, co prawda debiutowali na łamach serii X-Men, ale przez lata w komiksowym światku funkcjonowali jako członkowie grupy Avengers. Po batalii prawników Marvel i 20th Century Fox doszli do porozumienia. Marvel może używać postaci, ale z zastrzeżeniem, że nigdzie nie wspomni, że są mutantami, natomiast 20th Century Fox także może ich zaprezentować w swoich filmach, ale bez wspomnienia o ich przynależności do Avengers. Tak szczerze, nie mam pojęcia, po co takie ograniczenia, i tak naprawdę czy mają jakiekolwiek znaczenie dla zwykłego widza, oprócz wprowadzania oczywistego zamieszania. Jako ciekawostka, w filmie Captain America: Civil War z 2016 roku pojawia się określenie mutant, ale w odniesieniu do innej postaci, można w sumie potraktować to jako delikatny przytyk Marvela w stosunku do Foxa. W świecie komiksowym "porozumienie” miało swoje reperkusje w postaci ogłoszenia, że Magneto, uważany dotychczas za ojca Scarlet Witch i Quicksilvera tak naprawdę nie jest z nimi spokrewniony! Zmiana ewidentnie wprowadzona na siłę, zresztą została mocno skrytykowana przez fanów. Obecnie, po wykupieniu studia 20th Century Fox przez Walt Disney Company, kończy się era X-men od Foxa, a co będzie dalej, zobaczymy. Z pewnością Disney zadba o odpowiednie przedstawienie mutantów w ramach Marvel Cinematic Universe. Wraz z X-menami wróciły do Marvela także prawa do The Fantastic Four, czyli także sporego zaplecza ciekawych postaci.

Prawa do postaci Spider-mana należą do Sony Pictures Entertainment, co pociąga także posiadanie praw przez to studio do wręcz ogromnego świata najróżniejszych bohaterów, a przede wszystkim świetnie wykreowanych złoczyńców. Do tego marka Spider-man jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych i najpopularniejszych, co przenosi się na sprzedaż wszelkich produktów nią sygnowanych. W 2002 roku na ekranach pojawił się film Spider-Man, który spodobał się publice i zebrał bardzo dobre recenzje. Jeszcze lepiej było z kontynuacją z 2004 roku. Spider-Man 2 okazał się ogromnym hitem, a studio patrzyło z nadzieją w przyszłość. I coś nie zagrało przy części trzeciej, która mimo nie najgorszych wyników finansowych, została niezbyt dobrze przyjęta zarówno przez krytyków jak i widzów. Siła marki zastała nadszarpnięta, a Sony Pictures zdecydowało się na restart. Ten nastąpił w 2012 roku. The Amazing Spider-Man spodobał się, a Sony od razu rozpoczęło planowanie stworzenia całego uniwersum. Pojawiły się zapowiedzi nie tylko kontynuacji, ale też osobnych filmów poświęconych złodziejce Black Cat, Symbiontom, czy grupie złoczyńców Sinister Six. The Amazing Spider-Man 2 z 2014 roku był niezłym filmem i nie wypadł źle w Box Office, ale Sony spodziewało się lepszych recenzji, a także wyników finansowych. Uniwersum Pająka zanim dobrze powstało zaczęło chwiać się w posadach. Sony dodatkowo borykało się z kłopotami finansowymi, stąd też inwestycja niemałych pieniędzy w kolejny film w przypadku niepowiedzenia mogłaby okazać się katastrofalna w skutkach dla studia. Stając przed widmem stracenia z czasem praw do postaci, stała się rzecz niezwykła. Doszło do porozumienia Sony Pictures z Marvel Studios. Było to na rękę obu podmiotom: Sony nie zostało zupełnie odsunięte od postaci, a Marvel zadba o obecność Pajączka na dużym ekranie, a przez to, automatycznie zadba o jego odpowiednią popularność. Nie dla radochy fanów, a z czysto biznesowego punktu widzenia. Co prawda Sony posiadało prawa do filmowych adaptacji Spider-mana, ale to Marvel cały czas dysponuje prawami do wykorzystania wizerunku postaci na wszelkich produktach skierowanych głównie do dzieci i młodzieży. A że marka ta jest niezwykle silna, mowa tu wręcz o ogromnych pieniądzach, tak wiec Marvelowi jest na rękę, by cały czas Spider-man był obecny w kinie, i by były to filmy dobre, gdyż to po prostu przekłada się na sprzedaż zabawek, figurek, piórników, plecaków, kolorowanek, zeszytów, długopisów i tysiąca innych pierdół. Obecnie Spider-man dołączył do Marvel Cinematic Universe i pojawia się w filmach wchodzących w skład tego uniwersum produkowanych przez Marvel Studios, natomiast Sony będzie mogła wykorzystać w filmach o Spider-manie postacie z MCU, a do tego przy ich realizacji "pomoże” Kevin Feige.

Marvel, filmowa spuścizna.

Mimo, że kino superbohaterskie ma wielu przeciwników, także wśród uznanych ludzi Hollywood, takich jak choćby Martin Scorsese, to nie można odmówić mu widowiskowości, która idealnie wypada na dużym ekranie, ale też filmy te coraz częściej zahaczają o klasyczne gatunki kinowe i poruszają poważniejsze problemy. A do tego bezsprzecznie zostały umiłowane przez widzów, o czym świadczą coraz to nowe rekordy frekwencyjne, co przekłada się także na astronomiczne zyski. Jednak zanim Marvel Cinematic Universe zdominowało kina, droga Marvela do sukcesu była dość wyboista, i wśród wielu sukcesów także znalazło się sporo porażek, zarówno finansowych, jak i wizerunkowych.

Przejdźmy do samych filmów, jako że jest tego trochę, by całość była bardziej spójna, zastosowałem podział wg postaci, wpierw poświęcając miejsce najróżniejszym bohaterom, by w końcu dojść do Spider-mana, X-men oraz samego MCU. Przy każdym filmie zamieszczam takie informacje jak budżet i wynik z box office (zazwyczaj na podstawie Box Office Mojo, w milionach dolarów), osobę reżysera wraz z wymienieniem jego innych produkcji, cameo Stana Lee oraz opis sceny po napisach.

12
Na luzie / Jak działa facebook?
« dnia: Śr, 08 Styczeń 2020, 18:51:02 »
Tak bardziej jako ciekawostka, i w sumie może ktoś z Was orientuje się w temacie? Sam unikam Facebooka jak ognia, uważam, że jest tam w większości syf, owszem oczywiście zdarzają się perełki, ciekawe wpisy czy zdjęcia, ale większość to zalew pięciominutowych śmieci. Jestem starej daty, wolę fora.

Zresztą, jak Ongrys wrzucił ankietę tutaj na forum, to na facebooku oczywiście pojawiło się wiele głosów, że nie będą się rejestrować by zagłosować. Niby tak, ale to, że przy okazji dostaje się dostęp do sporych zasobów forum to już nieważne?

Natomiast napisanie posta wynikło z ogłoszenia sprzedaży. Wrzuciłem też na fejsa ogłoszenie które wisi także na forum: https://forum.komikspec.pl/zakupy/gielda-sprzedam-kupie-zamienie/msg56249/#msg56249

I dostałem informację, że z ogłoszeniem jest coś nie tak. Kliknąłem żeby przeanalizowali i komunikat jest następujący:

"To ogłoszenie narusza nasze zasady sprzedaży na Facebooku.
Nasz zespół sprawdził ogłoszenie i uznał, że narusza nasze Zasady handlowe. Będzie ono niewidoczne dla innych użytkowników Marketplace."

WTF? Przecież to tylko komiksy! Zakładam, że fb nie spodobały się jakieś tytuły, i uznał, że to coś z zakazanych produktów. Zgaduję oczywiście, mechanizmów nie znam, a dowiedzieć się nie ma jak, bo po co. I z takiego portalu korzysta miliony ludzi, dzieląc się na nim najróżniejszymi sprawami z życia prywatnego...

13
Nasze komiksowe kolekcje / nori - kolekcja
« dnia: Nd, 25 Sierpień 2019, 16:44:42 »
Miałem nie wrzucać fotek kolekcji, ale w sumie sam uwielbiam oglądać imponujące zbiory oraz niesamowite wydania i autografy które są w posiadaniu sporej grupy forumowiczów, tak więc też coś od siebie chciałbym dodać.

Staram się zbierać (a ostatnio nawet regularnie czytać) raczej kompletnymi seriami, więc tak pozwolę sobie powrzucać zdjęcia, czyli nieco uporządkowując to, co też na naszym polskim ryneczku się ukazuje.

Jako, że właśnie skończyłem czytać ostatnie tomy z Marvel NOW!, i klecę ostatnią część poradnika z serii "jak czytać", przy okazji to właśnie te tomiki trafiły na tapet. Jako oczywiście całość, tutaj na dwóch fotkach:





Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym czegoś nie pomieszał. ;) Na fotkach są wszystkie białe tomiki, czyli brak Staruszka Logana tomu 1, który wydany był w formie Marvel NOW2.0, ale jeszcze niby jako samo NOW, a dodatkowo na zdjęciu są kolejne tomiki Ms Marvel (2.0), nadal wydawane na biało.

Tomiki na półce, oczywiście posegregowane w miarę logiczny sposób:



Zbliżenie:





Muszę przyznać, że bardzo przypadła mi do gustu forma wydawnicza Marvel NOW i Odrodzenia, dostajemy regularnie nieco grubsze zeszytówki (choć ostatnio niestety stron ubywa, a ceny utrzymane są na stałym poziomie), a od czasu do czasu nieco grubsze Wydanie Specjalne. Taka namiastka powrotu do czasów Tm-Semica. Więc głównie z sentymentu zbieram i czytam. Czasem z poziomem jest różnie, ale na szczęście, trafiają się perełki. I nawet okazało się, że taka Wojna Domowa II jest całkiem niezła, mimo panującej ogólnie na ten event nagonki. Ale to przy innej okazji.

14
Serdecznie zapraszam na wspominki o pewnych trzech tytułach, które łączy parę wspólnych cech. Wszystkie trzy dotyczą sportowej tematyki, każdy został narysowany przez innego, ale bardzo znanego i cenionego artystę, i z wszystkich wylewa się propaganda. Ale nie skupiajmy się o propagandzie, wszak wiadomo kiedy komiksy te powstały, a zobaczmy co mają dziś do zaoferowania.



Czwartą cecha wspólną, przynajmniej w moim przypadku, jest niestety stan tych pozycji: tutaj, jaki widzicie na zdjęciu, wręcz tragiczny. Wyobraźcie sobie, że zeszyt ze środka miał oblepiona okładkę zwykłą taśma klejącą! To oczywiście nie mój pomysł, taka już używkę lata temu zdobyłem, na szczęście taśma jakimś cudem się odkleiła, i nawet okłada nie została uszkodzona, choć widać na niej wyraźne przebarwienia.

To co my tutaj mamy? Od lewej patrząc:

Polacy na olimpijskich arenach, rysunki Jerzy Wróblewski, Sport i Turystyka 1980, 1985

Od Walii do Brazylii: X Piłkarskie Mistrzostwa Świata, rysunki Grzegorz Rosiński, Sport i Turystyka 1975

Rycerze Fair Play, rysunki Bogusław Polch, Sport i Turystyka 1986



Wróblewski, Rosiński i Polch. Wybitna trójka naszych rysowników, otrzymała zacne zadanie: propagowanie zdrowego trybu życia wśród miłośników komiksów. Żeby żaden z czytelników zbyt długo nie zasiadał przed kolorowymi zeszytami, i nabrał ochoty na trochę ruchu.

Jak wyszło? Proszę bardzo, zobaczcie sami!

Jerzemu Wróblewskiemu przypadło w udziale ukazanie sukcesów polskich olimpijczyków. I wyszło z tego dziwne dziełko, w którym nie otrzymujemy ani krzty akcji czy treści, za to wręcz zalewa nas potok faktów. Co jednak należy uczciwie przyznać, podanych w całkiem zjadliwy sposób. Pojawia się jakiś dialog, myśl, komentarz, większość faktów ubrana została w nieźle dobrana słowną otoczkę, a przez to komiks czyta się całkiem przyjemnie. Oczywiście wielka w tym także zasługa Wróblewskiego, który nawet tutaj potrafił pokazać swój wielki kunszt, choć nie da się ukryć, że skupił się głównie na "pierwszym planie". Postacie którym poświęcono tę publikację zostały narysowane z odpowiednią pieczołowitością, niestety dalsze plany już zostały ewidentnie naszkicowane na szybko i bez większej dbałości o szczegóły.











O ile Wróblewski musiał zaprezentować wiele dziedzin sportu, to Rosiński skupił się tylko na piłce nożnej. Jak mam być szczery, kiedyś, za dzieciaka, uważałem ten albumik za wyjątkowo brzydko narysowany. I w sumie teraz, przypominając go sobie, niewiele się zmieniło. To Rosiński za którym nie przepadam, acz nie można mu odmówić już niezłej zabawy z portretowaniem twarzy. Czasem wychodzi mu to doskonale, a czasem wręcz tragicznie. Gdy jeszcze otrzymujemy wyraz twarzy zahaczający o karykaturę, to jest nieźle, niestety momentami nasuwa się porównanie z bulwą ziemniaka. Komiks mimo to czyta się nieźle, zresztą nawet słaby Rosiński to nadal klasa sama w sobie, a i treści jest tu całkiem przyzwoita ilość.











Polch w albumie Rycerze Fair Play to Polch któremu bliżej do Funky Kovala, widać już tu wyrobiona rękę i tą cudowną dbałość o szczegóły. Pojazdy można długo podziwiać, a dynamiczne sekwencję obrazuje w bardzo udany sposób, zobaczcie choćby dwie słynne sceny: kraksy na torze formuły, oraz niefortunnego zderzenia na piłkarskim boisku. Także postacie ludzkie odwzorowane są niezwykle udanie, zresztą główną rolę powierzono tu osobnikowi z twarzy dość znajomemu, prawda? Całość albumu jest w miarę spójna fabularnie, choć niestety nie nawiązujemy żadnego mocniejszego powiązania z głównymi postaciami, ot po prostu towarzyszymy im zarówno w roli kibica jak i sportowca w najróżniejszych wydarzeniach sportowych. Najważniejsze tu jest postępowanie z honorem, z uszanowaniem zasad Fair Play, które zostało w albumie ukazane całkiem zgrabnie, choć niestety nie uniknięto zbyt wyrazistego i namolnego smrodku dydaktycznego.









Takie oto trzy cudeńka. Czy warto dzisiaj po nie sięgnąć? Przeczytałem je ponownie w jeden wieczór i bawiłem się całkiem nieźle. Ale głównie z powodu rysowników, po prostu podziwianie tak wielkich artystów w tak podobnych, a jednocześnie zupełnie rożnych publikacjach, jest prawdziwa przyjemnością!

15
Gry wideo / God of War
« dnia: Nd, 03 Marzec 2019, 16:14:57 »
Rzadko mi się zdarza zakupić jakąś grę na konsolę od razu po premierze, zazwyczaj czekam, by ceny odpowiednio spadły, a do tego na rynku pojawił się zalew używek. Jednak przy najnowszej odsłonie God of War nie wytrzymałem: gdy słyszy się z każdej strony zachwyty na temat tego tytułu, oceny sięgają często maksimum, a do tego gra nie posiada debilnych mechanizmów jak boxy z pierdołami, płatne skórki, czy dlc z zawartością wyciętą przed premierą (tak EA, to Waszych gier już nie kupuję!), trzeba było sięgnąć do portfela.



Po ponad 40 godzinach rozgrywki i wbitej platynie, z czystym sumieniem mogę stwierdzić: studio Santa Monica dostarczyło nam niezwykły produkt, ze wszelkich miar zasługujący na zachwyty, jednocześnie nie pozbawiony przywar, ale dosłownie kosmetycznych.



Wspominając na szybko: pierwsza gra z serii God of War debiutowała na konsoli PS2 w 2005 roku. Należała do gatunków slasherów, czyli jej podstawową rozgrywką było dosłownie siekanie ogromnych zastępów wrogów. Jednak jak to było wykonane! Grafika, animacja i muzyka powodowały przysłowiowy opad szczęki, do tego gra nie przebierała w środkach: krew lała się strumieniami, a niektóre sceny powodowały autentyczne zniesmaczenie. Do tego tytuł nie był tylko prymitywną rąbałką, ale posiadał także akcenty gry przygodowej z elementami zagadek środowiskowych. A to wszystko ubrano w całkiem zgrabny scenariusz.



Część druga pojawiła się w 2007 i budziła jeszcze większe zachwyty, twórcy wręcz wycisnęli ostatnie soki z zasłużonej już wtedy konsoli PlayStation 2. Trzecia część zadebiutowała w 2010 roku już na konsoli PlayStation 3, i ponownie zdobyła uznanie zarówno krytyków jak i graczy. Ostatnia część, będąca jednocześnie prequelem, God of War: Ascension pojawiła się na PS3 w 2013, i mimo, że to także świetny tytuł, to jednak gracze poczuli się nieco zmęczeni. Nasz antybohater, spartański wojownik, na swojej drodze spotkał tak wielu wrogów, w tym praktycznie cały panteon Greckich bogów, że zarówno on jak i gracze poczuli nieco przesyt. Tym bardziej, że po drodze otrzymaliśmy jeszcze dwie części: God of War: Chains of Olympus (2008) i God of War: Ghost of Sparta (2010), obie zagościły na przenośnej konsoli PSP.



Warto nadmienić, że cała seria jest obecnie dostępna na konsoli PS3, części wydane pierwotnie na PS2 i PSP zostały odpowiednio przekonwertowane. Mimo, że niektóre części sagi obecnie mogą już nieco straszyć pod względem graficznym, to nadal wszystkie oferują doskonałą rozgrywkę. To jedna z tych serii, dla których warto kupić konsolę, a biorąc pod uwagę, że nie pojawiła się na inne platformy, a obecnie używana PS3 kosztuje grosze... może warto się skusić, jeżeli ktoś nie miał okazji?



A Ci co grali, w tym ja (PS3 swego czasu kupiłem właśnie dla God of Wara i serii Uncharted), z pewną obawą czekali na najnowszą część. A czekać musieliśmy trochę, wszak od premiery ostatniej upłynęło trochę czasu. Twórcy jednak nie próżnowali, a niektóre decyzje, które podjęli w tym czasie, wydawały się dość ryzykowane. Oczywiście najnowsza część trafiła tylko na konsole PlayStation 4, tak więc powstał nowy silnik, ale też pojawiły się zmiany w rozgrywce. W poprzednich częściach często widzieliśmy większy obszar planszy, a przez to łatwiej było siekać zastępy oponentów, tutaj kamera została przytwierdzona do pleców Kratosa, przez co nieco trudniej jest się orientować na polu walki. Ale na szczęście każda zmiana spowodowała wprowadzenie dodatkowych mechanizmów, i by choćby łatwiej nam się walczyło, na ekranie pojawiają się odpowiednie znaczniki, a także słyszymy podpowiedzi o atakujących nas wrogach, które wykrzykuje towarzyszący nam syn...



Właśnie. Syn. Zalążkiem fabuły jest podróż zmęczonego już życiem Kratosa w towarzystwie syna, a ich celem jest rozsypanie z najwyższego szczytu prochów matki chłopca. Jednocześnie przez całą grę obserwujemy relacje między ojcem i synem, i trzeba przyznać, to się sprawdza! Tym bardziej, że Atreus jest zdolnym łucznikiem i podczas podróży pomaga nam w walce, a z czasem wyrasta na wartościowego wojownika. Do tego nie jest to typ wkurzającego towarzysza, o którego musimy non stop się martwić. Sama walka natomiast stała się bardziej taktyczna, i oprócz ciosów musimy także zadbać o odpowiednie uniki i parowanie.



Tym razem twórcy na tapetę wzięli mitologię Nordycką, jednak co ciekawe, relatywnie mało tu epickich walk z ogromnymi przeciwnikami, co było zawsze wizytówką serii. Owszem, odpowiednich wrażeń nam nie zabraknie, a wrogów i mniejszych i większych jest cała chmara, ale ewidentnie twórcy zostawili sobie "coś na zapas". A samo siekanie najróżniejszych stworzeń jest wprost niezwykle przyjemne, także z powodu całkowicie nowej broni: topora, którym Kratos nie tylko umiejętnie wywija i ścina drzewa, ale też niezwykle celnie rzuca. A najlepsze jest to, że po takim rzucie topór możemy przywołać, a ten powracając niszczy na swojej drodze dosłownie wszystko. Co warto wykorzystywać zarówno podczas walki jak i w przypadku zagadek. Samych zagadek jest trochę i są bardzo przyjemne, niezbyt skomplikowane, ot takie przerywniki przydane, by obmyć sobie dłonie z krwi.



Graficznie ponowie twórcy pokazali, że są specjalistami w tym co robią: to niesamowite, że by zagrać w wprost przepiękną grę, wcale nie trzeba kupować kolejnej karty graficznej za ciężkie zielone, ale da się zoptymalizować kod na tyle, by wzbudzić słuszne zachwyty. Do tego otrzymujemy tutaj niby otwarty świat, co jest nieco stwierdzeniem na wyrost. Owszem, do celu często prowadzi parę ścieżek, ale zazwyczaj szybko łączą się one w jednym punkcie, a w pewnym momencie, zresztą niedługo po rozpoczęciu rozgrywki, dochodzimy do jeziora, którego to otaczające tereny możemy w sumie dowolnie zwiedzać. O ile coś nie stoi nam na przeszkodzie, gdyż twórcy zastosowali proste mechanizmy, czyli nie przejdziemy dalej, jeżeli nie posiadamy odpowiedniej umiejętności. Tak samo dodatkowe misje: potrzebny jest odpowiedni klucz, by otworzyć bramę, która przepuści nas na nowy teren. Tyle że Kratos posiada topór i sporo krzepy i taką bramę mógłby rozwalić w drobne drzazgi, ale niestety, nie da się. I to jeden z niewielu minusów: jeżeli twórcy czegoś w danym momencie nie przewidzieli, to nie ma siły, po prostu nie da się. Dotyczy to także skoków, czy też zboczenia z ścieżki. Normalnie możemy sadzić susy i skakać bez problemu, ale jeżeli gra na to nie pozwala, to nie przeskoczymy nawet małego płotka czy skały. Nie bo nie. Momentami to wkurza, ale na szczęście nie przeszkadza jakoś strasznie w rozgrywce.



Muzyka jest dość specyficzna, i wśród bardziej dynamicznych motywów posiada także bardziej melancholiczne. Słucha się tego wybornie, często zdarzało mi się przystanąć w podróżny, by jeszcze przez chwilę przysłuchać się jakiemuś motywowi. Pełna ścieżkę muzyczną przyjemnie także puścić sobie po rozgrywce. Gra wyszła w pełnej polskiej wersji językowej, więc mamy także dubbing, który o dziwo sprawdza się naprawdę przyzwoicie. Może zabrzmi to jak herezja, ale niektóre postacie lepiej słuchało mi się w naszej rodzonej wersji niż w oryginale!



I jeszcze coś niesamowitego: gra jest zrealizowana w jednym ujęciu. To znaczy, że brak tu jakichkolwiek cięć, kamera po prostu dosłownie płynie, podczas scenek przerywnikowych zmienia jedynie swoje położenie. To naprawdę trzeba zobaczyć! Nie ma też ekranów ładowania miedzy etapami, co okupiono sztuczkami w stylu np.: korytarzy na tyle zwalniających podróż naszych bohaterów, by kolejny obszar zdążył się załadować.



Rozgrywka wystarcza na około 20 godzin, ale warto pozwiedzać jeszcze świat i zaliczyć choćby misje poboczne. Nie ma ich dużo, ale naprawdę dostarczają sporo satysfakcji. I pozwalają podbudować naszą postać. Właśnie, mamy tu coś w postaci zdobywania poziomów. Mechanizm z początku wygląda na skomplikowany, ale tak naprawdę jest dość prosty i całkiem przyjemny. Warto przypakować nasza postać, gdyż dla spragnionych krwi są dostępne jeszcze dodatkowi wrogowie, w tym ciężkie do pokonania Valkirie, a także dwa światy (zupełnie opcjonalne!), w których pokonujemy zastępy wrogów i trzeba nieco pofarmić, ale na szczęście w granicach zdrowego rozsądku.



God of War to świetna gra i niesamowite przeżycie. To gra którą uruchamiasz na chwilę i chcesz pograć godzinkę - dwie, po czym zastaje Cię wschód słońca. To może nie gra 10 na 10, ale tytuł naprawdę nieprzeciętny. Takich gier, tworzonych z pasją, chciałoby się więcej. Kolejne części już powstają, twórcy mają silnik, określoną rozgrywkę, zapewne przyjdzie nam teraz czekać nieco krócej. Ja już nie mogę się doczekać!



A, widziałem na jakimś forum, jak gracze sprzeczali się, czy poziom 8 jest maksymalny. Da się osiągnąć dziewiąty. ;)



PS. Ta gra jest warta tego by w nią zagrać, to tytuł z takiej kategorii, że można nawet dla niego rozważyć zakup konsoli. I naprawdę warto, odradzam np.: oglądanie filmików z rozgrywki, nie warto psuć sobie przyjemności!

Strony: [1] 2