Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - SkandalistaLarryFlynt

Strony: [1] 2 3 ... 133
1
Dział ogólny / Odp: Jakie komiksy właśnie czytacie?
« dnia: Nd, 28 Listopad 2021, 22:04:53 »
Choć podejrzewałem, że może to błąd, skuszony promką na Ceneo nabyłem wielkie tomiszcze Doktor Strange. Przeczytałem tak około 1/4 komiksu i dalej nie potrafię, zęby aż bolą. To nie dla mnie, nie dostrzegam w tym komiksie NIC wartego uwagi, ani na poziomie rysunku, ani scenariusza. Rozumiem, że komiks adresowany był dla młodego odbiorcy, że twórcy byli pionierami, a my dziś jesteśmy rozpieszczani kolejnymi Moore`ami, Morrisonami czy Gaimanami, ale scenariusze są straszne, prostackie wręcz, brakuje choćby odrobiny drugiego dna, jakiejś przewrotności czy choćby humoru jak np. w Muminkach. I ten manieryczny Stan, który w posłowiu chwali się jak to wymyślił zaklęcie: "na moc Vishanti". Straszne
Odbiłem się skutecznie.

  Interesujące, a ile tych den zauważyłeś w piątym tomie All-New X-men, szóstym Uncanny Avengers czy trzecim Action Comics?

2
  Podsumowanie października. Październik miesiącem kontynuacji wcześniej zaczętych serii i na wstępie zdradzę, że to bardzo mocny miesiąc, tak jak czasami mam wrażenie czytając kolejnego marvelowskiego bądź dc klocka, że kompletnie marnuję czas i powinienem znaleźć sobie inne hobby, to takie lektury przywracają mi wiarę w ten świat i człowieka. Postaram się zanadto nie rozpisywać bo zapewne większość gdzieś tam opisałem wcześniej a w ramach konkretnych serii kolosalnych zmian raczej nie ma. UWAGA JAK ZAWSZE MOGĄ POJAWIĆ SIĘ PEWNE SPOILERY!!!


  "Saga o Potworze z Bagien tom 2" - Alan Moore, Stephen Bisette, John Totleben i inni. Start konkretnego oddzielnego rozdziału historii Potwora z Bagien znanego pod tytułem "Amerykański Gotyk", który jednocześnie stanowi ciągłość z zeszytami przedstawionymi w poprzednim zbiorczym wydaniu. Sam początek tego tomu troszeczkę mnie irytował szczerze mówiąc, same historie nie są złe wręcz przeciwnie tyle że się nieco flegmatycznie wloką. Moore zamula je trochę bardzo dużą ilością ramek z opisami bądź przeżyciami wewnętrznymi bohaterów w zamierzeniu mającymi zapewne być nastrojowymi, ale w moim mniemaniu momentami niebezpiecznie kręcącymi się koło pretensjonalnej grafomanii. Dalej na szczęście udaje się Alanowi trochę poskromić swoje zapędy w stosowaniu podobnych gotycko-barokowych ozdób i zwiększa nacisk na przekazywanie fabuły za pomocą obrazów i dymków. Sama konstrukcja komiksu jest dosyć ciekawa, szybko przyjdzie się zorientować że pozornie niezwiązane ze sobą opowiadania splata nić przewodnia której głównym tematem jest John Constantine prowadzący Aleca Hollanda w głąb mrocznego serca Ameryki w sobie tylko znanym celu i jednocześnie zmuszającego go do poznawania coraz dalej postawionych granic własnych możliwości. Mi osobiście ta pierwsza większa część tomu kojarzyła się z mocno z typowymi raczej dziecięco-młodzieżowymi creepy stories w rodzaju "Strefy Mroku" ze swoimi dosyć ironicznymi zakończeniami a nawet gdyby to mocniej przerysować i wymazać kilka scen to z jakąś "Gęsią Skórką". Lewicujące serduszko Moore'a podyktuje mu, aby każdą historyjkę oprzeć na jakimś problemie trapiącym amerykańskie społeczeństwo i z reguły wychodzi mu to co najmniej bardzo dobrze, chociaż nie bardzo rozumiem dlaczego Moore czepił się akurat Indian w segmencie dotyczącym zniewolenia kobiet moim zdaniem średnio trafnie. Faworytami dla mnie będą tutaj "Zmiana na Południu" dziejąca się na byłej plantacji bawełny oraz post-hippisowski "Owoc z Ziemi" z cudownym zakończeniem. Po zakończeniu serii paranormalnych przygód w USA Constantine zaciągnie Potwora do amazońskiej dżungli gdzie ten pozna przynajmniej częściowo swoje dziedzictwo i zmierzy się z pradawną sektą co doprowadzi nas do kulminacji podczas ostatecznej apokaliptycznej bitwy dziejącej się w czasie Kryzysu na Nieskończonych Ziemiach gdzie Potworowi wraz z innymi magicznymi postaciami DC (występy Zatanny i jej ojca oraz Etrigana - rewelka) przyjdzie stanąć na czele piekielnych legionów. Rysunki Bisette'a jak poprzednio genialne, owszem może i dzisiaj tak już się nie rysuje, ale to chyba ta patyna z dawnych czasów przydaje im tej szlachetności co powoduje że świetnie współgrają z tymi obłąkanymi i psychodelicznymi równie niedzisiejszymi scenariuszami Czarnoksiężnika z Northampton. Rysunki Stana Wocha w odrobinę nowocześniejszym wydaniu (i tak niedzisiejszym) nie prezentują się już tak świetnie, ale to ciągle wysoka klasa. John Totleben naśladuje Bisette'a i wychodzi mu to bardzo dobrze. Nie przedłużając, nie napiszę jak zazwyczaj "jeżeli ktoś ma ochotę..." tylko tym razem "każdy powinien...", powinien wybrać się w podróż w głąb prawdziwej folkowej Ameryki tej pod powierzchnią neonów, świateł z telewizorów i sztucznego blichtru w której żadna krzywda nie zostaje zapomniana i żaden grzech przebaczony, po której naszym przewodnikiem będzie szatańsko czarujący John Constantine. Moore fantastycznie poruszył problematykę ekologii, rasizmu, seksizmu, masowego dostępu do broni (wydaje się, że ten komiks znają bracia Spierig co nakręcili niezły horrorek "Winchester") z czarnym humorem i superbohaterszczyzną (zaznaczam że nie powinno się mieć na nią uczulenia na koniec będzie jej całkiem sporo). Album nieco odmienny od swojego poprzednika, ale równie znakomity co przecież jest świetną wiadomością. Ach, żebym nie zapomniał Potwór coraz bardziej odjeżdża od ludzkości a wraz z kolejnymi przemianami jego związek z Abby staje się coraz bardziej obleśny i dla mnie coraz bardziej niezrozumiały. Ocena 9/10.

  "The Goon tom 2" - Eric Powell. Eric Powell, Eric Powell...Eric Powell to jest świr. Prawdziwy klasyczny szurnięty geniusz, jakby nie pisał komiksów w XX/XXI wieku i urodził się sto pięćdziesiąt lat temu to pewnie by konstruował olbrzymie roboty napędzane parą. Pierwszy tom naprawdę mi się podobał, ale to co w drugim wyprawia wyraźnie rozkręcający się autor zrobiło na mnie jeszcze większe wrażenie. Jak poprzednio bardzo ciężko podążyć jest pokrętnymi ścieżkami myśli tego faceta, fabuła łączy obsceniczne gagi z obyczajowo-dramatycznymi momentami, gangsterskimi opowieściami, kryminałem noir, klasycznym horrorem, fantastyką superbohaterską i taką z lat 50-tych, mitologią Cthulhu  i Bóg wie czym jeszcze w nie dającej się przewidzieć kolejności i częstotliwości zmian. Stężenie jego absurdalnych pomysłów to po prostu przegięcie a zdolność do przeskakiwania z tematu na temat i z nastroju w nastrój zaskakująca. Kocham ten powellowski humor, facet nie ma prawie żadnych zahamowań i ma świetne wyczucie co do czarnego humoru, te kilka stron rysowanych w stylu komiksów ze Złotej Ery, który rozpoczyna się od "Heater czy dałabyś się zaprosić na piwko..." - lałem z tego po gaciach, ta absurdalna jaszczurka ubrana w liberię wykrzykująca te swoje bezecństwa po hiszpańsku, trolling konserwatystów w liście Powella i chwilę później w samym komiksie, dziecięcy gang z sierocińca to wszystko czyste złoto (o ile oczywiście ktoś się nie zraża wulgarnością) a jest tego o wiele, wiele więcej. Nie samym humorem jednak człowiek żyje, Powell identycznie jak w pierwszym tomie zgrabnie żongluje tematyką i świetnie udaje mu się prowadzić również poważne wątki (aczkolwiek przerywa je często kolejnymi wicami), wyjątkiem tutaj będzie ostatnia historia Chinatown za którą zresztą Powell otrzymał nagrodę Eisnera, w której czekałem i czekałem na jakikolwiek dowcip o co się prosiło biorąc pod uwagę, że to historia składająca się z totalnie oklepanych stereotypów gatunku noir z naleciałościami komiksu superbohaterskiego i się go nie doczekałem (co samo w sobie było niezłym żartem a sam komiks jest świetny). Rysując ten komiks autor też wyraźnie czuje się coraz mocniej identycznie jak w pisarstwie, jego styl w porównaniu do poprzedniego tomu rozwija się w odpowiednim kierunku, rysunki bardziej dopracowane, kolory lepiej dobrane, jeszcze więcej ciągot do zmiany metod szkicowania w zależności od kierunku w którym się toczy historia. Za to jedno pozostaje niezmienne wyjątkowa zdolność do łączenia postaci kreskówkowych z zupełnie realistycznymi w ten sposób że nie odczuwamy w tym żadnej dysharmonii. Tak jak i uprzednio sporo żartów i nawiązań kryje się na planszach, moimi faworytami drużyna futbolowa wyglądająca jak przegląd kartoteki Sing-Sing. No i kurde ta Tippi Hedren jest tak przerysowana, że wygląda niemalże równie pięknie jak na ekranie. Fabuła idzie nie tylko w przód w tym tomie w stosunku do wcześniejszych komiksów, ale również chyba zresztą nawet częściej w tył poprzez historie z przeszłości, wzbogacając i rozszerzając uniwersum całego Miasta, Doków oraz Ulicy Samotnej tak jak i  również coraz dokładniej przedstawiając ich mieszkańców, tworząc z nich coraz bardziej realną społeczność. Dowiemy się sporo nowych rzeczy o Zbirze i Frankym i o ile już wcześniej nie byli postaciami z kartonu tak teraz nabiorą jeszcze więcej głębi (napewno są bardziej trójwymiarowi niż bohaterowie polskich "komedii" romantycznych, chociaż to w sumie nietrudne) nabywając coraz więcej typowo ludzkich wad i zalet. Tak czy inaczej brać koniecznie, połączenie scorsesowskich "Ulic Nędzy" z hammerowskimi horrorami, komediami Kevina Smitha i filmami sci-fi Eda Wooda, znakomite w każdym calu. No i oczywiście tłumaczenie pani Pauliny Braiter na szóstkę z uśmiechem i koroną - Hieronymus Aliaż, a to dobre. Ocena 9/10.

 "Transmetropolitan tom 3" - Warren Ellis, Darick Robertson i inni. Już początek tego tomu przypadł mi do gustu, ktoś (nie wiadomo kto) przeprowadza wywiad z Pająkiem a ten poprzez swój standardowo dosyć rwany monolog w którym często przeskakuje z tematu na temat przekazuje czytelnikowi swoje zmęczenie, wkurzenie i przygnębienie oraz to, że oglądanie, wysłuchiwanie i opisywanie tych wszystkich syfnych historii zostawia w nim swój ślad a jest w gruncie rzeczy wrażliwym człowiekiem chociaż głęboko (bardzo) to skrywa. Dalej dostaniemy 21 felietonów lub raczej ich fragmentów, każdy opowiadający o czym innym i każdy ilustrowany jednym obrazkiem. Pod względem nastroju będzie to dosyć podobne do pierwszego zeszytu czyli melancholia i podły smak popiołu pozostawiony na podniebieniu, po ukazaniu niezbyt pięknej strony gatunku ludzkiego. Bardzo mi to przypadło do gustu, ale ciężko nazwać to lekkostrawnym daniem, na szczęście Ellis nie przedobrzył i przerwał dręczenie psychiczne czytelnika w odpowiednim momencie. W trzecim zeszycie wraca wulgarny Pająk a fabuła zaczyna toczyć się swoim torem. Uśmiechnięty Callahan tak jak obiecał bohaterowi, zabrał się za niego na poważnie a dzięki prowokacji w postaci morderstwa młodego człowieka z jakiejś dziwnej mniejszości seksualnej i późniejszych rozruchów zakończonych masakrą udaje mu się jednocześnie zastraszyć obywateli miasta i dobrać do nielicznych wolnych mediów. Dodatkowo wypuszczając linię różnorakich produktów opatrzonych twarzą Pająka (do którego wizerunku prawa zostały nieopatrznie sprzedane niewątpliwie podczas jednej z libacji) sugeruje wiernym czytelnikom i słuchaczom, że ten ostatecznie zaprzedał się korpo-maszynie. Trudno oczekiwać jednakże aby szurnięty dziennikarz pozostawił taki atak bez odpowiedzi a oddając cios najpierw zabierze się za ludzi odpowiedzialnych za śmierć Vity Severn z których większość będzie postaciami które pojawiły się wcześniej i nie będzie się z nimi pierdolił (przy tym komiksie chyba powinienem użyć tego słowa). W samej końcówce zobaczymy Pająka pozbawionego domu, pracy i ochrony pod postacią legitymacji dziennikarskiej za to wyposażonego w swoje niezłomne przekonania, olbrzymie ego, lojalność dwóch bezpruderyjnych asystentek oraz czytelników ruszającego na wojnę z Władzą. Rysunki Robertsona cały czas rewelacja, świetnie wygląda zeszyt ukazujący programy tv w których występuje Pająk oraz jego narkotyczne wizje do którego zaproszono kilku znanych rysowników. Jak na mój gust nasz ulubieniec najlepiej wypada jako gwiazda kina akcji oraz aktor filmów porno. Bardzo fajnie wyglądają też okładki rysowane przez zaproszonych artystów zwłaszcza ta Jima Lee z Channon i Yeleną. Trochę mniej (najczęściej obscenicznego) humoru, aczkolwiek ciągle obecnego w niemałej ilości a nieco bardziej na poważnie i na brutalnie. Gdzieś tu natknąłem się na opinie, że poziom serii po jakimś czasie spada. Jest całkowicie odwrotnie, on cały czas rośnie. Ocena 8+/10.

 "Hawkeye tomy 2-4" - Matt Fraction, David Aja, Annie Wu i inni. Pierwszy tom bardzo chwaliłem a szczerze mówiąc nie wiedzieć czemu po następnych nie oczekiwałem jakoś specjalnie wiele, no i się przyjemnie rozczarowałem. Drugi tom "Lekkie Trafienia" przypomina nieco w konstrukcji pierwszy czyli kilka krótkich nowelek pozornie ze sobą niezwiązanych, w których jednak po jakimś czasie zaczynają się pojawiać postacie i wątki rozpoczęte w poprzedniej części, będącemu ostatnio w nieco kiepskiej formie (z powodu nadużywania alkoholu - tudzież tęgiego chlania) Hawkeye'owi przyjdzie znowu zmierzyć się z rosyjską mafią oraz narazić na gniew kilku kobiet ważnych w jego życiu (to chyba nawet groźniejsze zjawisko niż ta mafia), na planszę zostanie wprowadzona nowa postać - płatny morderca z makijażem płaczącego klauna o swojsko brzmiącym nazwisku Kazimierz Kazimierzowski. Tom trzeci "LA Woman" przeskoczy w nieco inne klimaty i nie chodzi tylko o zmianę bohatera na Kate Bishop uciekającej od upijającego się w trupa Clinta Bartona oraz miejscówki z Nowego Jorku na Los Angeles. Ten tom w/g mnie jest skierowany raczej do nastoletnich dziewcząt niż do przeciętnego zjadacza superhero bądź też raczej nieco mniej przeciętnego szukającego czegoś oryginalnego lub czytelnika, który wogóle nie bardzo lubi ale chciałby spróbować czegoś z gatunku. Panna Bishop ze swoim wkurzająco zadartym nosem, wyposażona w złotą kartę kredytową tatusia rozpoczyna życie "na swoim" oraz karierę prywatnej "detektywki" no i oczywiście niemal natychmiast trafia na "wielką sprawę". Wielką w cudzysłowiu, bo tak naprawdę stawka wydaje się żadna, a złole zazwyczaj zamiast próbować zabić bohaterkę po prostu sprzedają jej kilka klapsów i wyrzucają na kopach za drzwi. Fabuła jest nieco pokręcona, można się w sumie z tego pośmiać, można się pośmiać z samego Marvela który z zapałem godnym lepszej sprawy wciska nam czarnych homoseksualistów z jednym z najbardziej idiotycznych i wyjętych z czapy wyznań miłości (nie wierzę, że to Fraction wpadł na ten pomysł prędzej ta jego szurnięta żona dopisała mu to po kryjomu do skryptu), w roli altruistycznych aniołów stróżów i dobrych wujków w jednym. Na koniec ku mojemu zdziwieniu okazało się, że intryga jest naprawdę, ale to naprawdę bezczelnie staroszkolno-bohaterska w stylu tego co suflował nam Stan Lee ponad pięćdziesiąt lat temu, nie jest tak kompletnie bez stawki i stanowi niezłe wyprowadzenie do o wiele poważniejszych kontynuacji. Tak uczciwie pod względem czysto technicznym, ten komiks jest słabszy niż dwa pierwsze tomy, ale myślę że takie przestawienie się na humorystyczny (w tej dziedzinie w komiksie rządzi inspektor policji i jego dialogi z Kate), bardziej bogaty w kolory przerywnik z wkurzającą ale i budzącą sympatię (ogólnie wszystkich tam da się polubić, czarnych wujków również), hiperaktywną i wzorem swojego mentora nie do końca rozgarniętą bohaterką dobrze zrobił całej jednak nieco ponurawej serii. Tom czwarty "Rio Bravo" to zakończenie vol. 4 Hawkeye'a, czyli ostateczna (raczej nie, albo inaczej raczej nie do końca) konfrontacja z rosyjską mafią wspomaganą przez wcześniej wymienionego Kazika pragnącą odzyskać swój budynek w którym Łucznikowi pomogą dawno niewidziany brat, powracająca z LA Kate, sąsiedzi, wszystkie jego byłe żony i dziewczyny oraz rudowłosa femme fatale. Okaże się, że ostatni tomik całkiem zgrabnie splecie ze sobą wszystkie wcześniejsze zadawałoby się nie mające ze sobą nic wspólnego zeszyty w jedną całość i wyprowadzi intrygę dla następnych scenarzystów. Rysunkowo identycznie jak w pierwszym tomie czyli rewelka z której strony by się nie spojrzeć. W tomie drugim dominują fantastycznie "niezależne" rysunki Davida Aji do tego jeden zeszyt Jesse Hamma i Steve'a Liebera (na tle innych wypada chyba najsłabiej) oraz jeden dosyć kolorowy jak na serię i naprawdę dobrze wyglądający kojarzący się nieco z surowizną przełomu lat 70/80 Francesco Francavilli. Tom trzeci należy do znanego już Javiera Pulido oraz w większości do Annie Wu, która zgodnie z tematyką uderza ze swoją stylistyką raczej do nastolatek i jej plansze przypominają nieco mniej staranną wersję prac Fiony Staples. Ostatni tom znowu jest robotą głównie Aji chociaż jeden zeszyt po raz kolejny dostanie się Francavilli. Ogólnie pod względem graficznym cała seria prezentuje się znakomicie i co też dosyć ważne jest dosyć spójna (może z wyjątkiem trzeciego tomu, ale ten jest trochę oderwany od reszty), uproszczone "czyste" style, często współistniejące z dosyć kreatywnym wykorzystaniem kadrów świetnie łączą nowoczesny "look" z dosyć sporą dozą superbohaterskiego oldschoolu. W tych trzech tomach moimi faworytami są paluszki lizać rysunek trzech kobiet w tomie drugim (ktoś wie o co chodzi z tymi kartami?) należący do Davida Aji, tego samego autora scenka mająca nawiązywać do starożytnej już automatowej bijatyki bodajże Data East "Captain America & the Avengers", "okładki" Annie Wu w drugim tomie mające kojarzyć się z tytułami pokroju "Archiego" oraz jej rysunek w tomie trzecim Kate z wybitym zębem, no i fantastyczne kolory nałożone przez Francavillę w zeszytach przez niego rysowanych. Kilka łyżek dziegciu w beczce miodu. Autorzy bardzo się starali żeby było oryginalnie i momentami nieco przedobrzyli, ten zeszyt w którym pies Hawkeye'a prowadzi "śledztwo", może i sam pomysł fajny, ale doprawdy wystarczyły by ze 2-3 strony a tak wygląda to jak jakiś zapychacz. To samo w czwartym tomie kiedy bracia porozumiewają się językiem migowym, nie znam języka migowego musiałem sam sobie powkładać słowa w ich głowy bo jestem zbyt leniwy żeby sprawdzić o czym oni tam migają, może to wada moja nie komiksu, ale ja traktuję to jako minus. Zeszyt w którym Barton przenosi się do swojego animowanego snu, też nie mam pojęcia kompletnie jaki on miał cel i co chciał przekazać. Do tego kilka okazjonalnych głupotek w sensie dziewczyna wychodzi z sejfem po pachą, lub Kazik the Killer który faktycznie okazał się Polakiem, ja rozumiem że mieszkańcy USA niekoniecznie się interesują historią Europy, ale jakieś podstawy zwłaszcza ludzie wykształceni powinni znać, Kazik nie miał prawa wychowywać się w czasie jakiejś wyimaginowanej wojnie, w Europie centralnej już od dosyć dawna nie było wojen. Pewnie było tego więcej, ale jakoś na ten moment nic innego nie pamiętam. Uwagi mam również co do tłumaczenia, rosyjskie gangusy posługują się nieustannie słowem "ziom", sprawdziłem w oryginalne i jest tam "bro", jasne technicznie to jest właściwe tłumaczenie, ale wyobraża sobie ktoś zdziadziałego post-sowieckiego gangstera nazywającego kogoś ziom? Było dać to bracie lub brachu i pasowałoby w sam raz. Tak czy siak naprawdę bardzo fajna seria łącząca obyczaj, akcję, trochę kryminału i trochę nienachalnego humoru może nie jakiegoś arcy śmiesznego ale i nie powodującego skrzywienia ust. Seria w której stare spotyka się z nowym i graficzny fajerwerk z całkiem interesującą i sensowną fabułą, zdecydowanie jeden z lepszych komiksów wśród tych miękko-okładkowców które przeczytałem od Egmontu, lemire'owego Hawkeya na półce mam i aż nabrałem ochoty na Kate Bishop od Thompson po tej lekturze. Ocena za całość 8/10.

 "Invincible - tom 5" - Robert Kirkman, Ryan Ottley i inni. I co ja mam niby napisać? Po prostu dalsze odcinki superbohaterskiego tasiemca. Ten tom raczej dosyć spokojny, nie dzieje się w sumie specjalnie wiele a Kirkman skupia się nieco na prywatnym życiu superbohatera i dopiero wprowadza nowe dosyć ważne wątki, które niewątpliwie będą miały reperkusje w przyszłości. Do tego dostaniemy crossover z innymi superbohaterami Image z których na dobrą sprawę znam tylko Savage Dragona a najwięcej miejsca dostanie Wolf-Man. Mark pokłóci się z Cecilem, którego w końcu nieco przeszłości autor nam odsłoni. Niestety "origin" jak dla mnie średnio udany, przede wszystkim zbyt krótki, jak na tyle zeszytów można było chyba spokojnie tak ważnej postaci dać chociaż jeden cały a nie połowę. Ach i w końcu została ukazana ścieżka mogąca prowadzić do pokonania Viltrumian, dotychczas zastanawiałem się, jak niby superbohaterowie mieliby z nimi wygrać i jakoś nic nie przychodziło mi do głowy. Odpowiedź okazała się prosta i porażająco oczywista a mimo to i tak na nią nie wpadłem, cóż najciemniej jest pod latatnią. W kwestii rysunków Ottley stara się nie ustępować kroku Kirkmanowi, ta rozkładówka z randką Eve i Marka jest po prostu cudowna. Ocena 8/10.

3
Zakupy / Odp: Sklepy internetowe, stacjonarne - wrażenia z zakupów
« dnia: Pt, 26 Listopad 2021, 19:06:41 »
Albo żadna profeska, tylko w oko jej wpadłeś. Następnym razem wyślij koleżankę albo żonę po odbiór, zobaczymy czy tak od ręki wymieni. W sumie żony to może lepiej nie wysyłaj jak się tak nad tym zastanowić, koleżankę.

4
Zakupy / Odp: Wyprzedaże i promocje - komentarze
« dnia: Pt, 26 Listopad 2021, 17:49:57 »
Oooo, podziękować czegoś takiego właśnie szukałem, 41,5% jest zadowalające nie jestem nadmiernie pazerny ;)

5
Zakupy / Odp: Wyprzedaże i promocje - komentarze
« dnia: Pt, 26 Listopad 2021, 16:28:36 »
  Wyjątkowa nędza w tym roku, nie zawiodło jedynie NSC. Egmont -35%, zawsze było -40 brałem wtedy większy pakiet czyli styczeń plus jakieś zaległości w tym roku odpuszczę. Gildia to samo rabaty jak przy każdej innej wyprzedaży, liczyłem na Empik i jakąś fajną promkę na filmy, mam tam kilka tytułów w schowku i też nic. Ciemność, widzę ciemność.

  Glutamiluta skoro jesteś, wiesz kiedy rzucacie następne dodruki? Wywiało tego pierwszego Spider-mana od Spencera, kupiłem drugi tom a pierwszego nie zdążyłem, na allegro 142 złote w sklepie z którego zresztą od czasu do czasu korzystam.

6
Dział ogólny / Odp: Mucha Comics
« dnia: Cz, 25 Listopad 2021, 22:35:23 »
  Polecam sobie kupić własny samolot, jak następnym razem dostaniesz nieświeżą sałatkę w Ryanairze.
  NSC może wydać tanio i dobrze a Mucha nie, przecież to oczywiste i nie ma o czym dyskutować. Jeszcze jakieś tłumoki przychodzą i narzekają na krzywe grzbiety, no ku...a bezczelni :D

7
Dział ogólny / Odp: Mucha Comics
« dnia: Cz, 25 Listopad 2021, 22:05:52 »
Ignorancji? Co ma niby z tym wspólnego ignorancja? Zastanawiasz się wogóle nad tym co piszesz? Zawsze tak łatwo Ci przychodzi obrażanie obcych ludzi?

8
Dział ogólny / Odp: Mucha Comics
« dnia: Cz, 25 Listopad 2021, 21:25:51 »
 Ty za to Michale nie doceniasz chyba pracy jaką większość czytelników musiała wykonać aby zarobić na ten komiks, który wcale nie kosztował 100 zł + 30% rabatu i w 1/3 wygląda jak rozdeptane g...o.

9
Dział ogólny / Odp: Mucha Comics
« dnia: Cz, 25 Listopad 2021, 20:08:47 »
Cytuj
No skoro kolekcja kioskowa ma być wyznacznikiem jakości dla uber-hiper wydań Muchy to nie ma nawet o czym pisać. Bo po co? Fanatycy będą swojego bronić.

  Te kioskowe kolekcje to napewno wyglądają lepiej niż ten Spectacular.

10
  Haha to napewno. Wychodzą przed studio i zaraz mają plan filmowy.

11
  Jak na serial moim zdaniem jest naprawdę dobrze pod względem wyglądu. Co do Tatooine się zgadzam, tyle tematów, tyle miejscówek jest do zrobienia.

12
  Niby fajnie wygląda, ale czy to koniecznie było teraz potrzebne? Jest już Mandalorian, teraz będzie drugi podobny. No i co cały czas tak będzie bez tego hełmu biegał?

13
Filmy i seriale / Odp: Ogólnie o filmach.
« dnia: Pn, 01 Listopad 2021, 07:38:07 »

14
O stronie i forum / Odp: Sugestie na temat forum
« dnia: Nd, 31 Październik 2021, 20:46:36 »
   No tak jak to przedstawiasz, to pewnie nie ale nie znam sytuacji to nie będę się wypowiadał. A słowo idiota to w dzisiejszych czasach żaden bluzg. Bycie idiotą  umożliwia dołączenie do znakomitej reprezentacji ludzi świata polityki, sztuki, nauki, mediów czy też sportu. Dla mnie szczerze mówiąc jest jest całkiem zrozumiałe, ale szkoda mi więcej ryja strzępić na ten kabaretowy przypadek.

15
O stronie i forum / Odp: Sugestie na temat forum
« dnia: Nd, 31 Październik 2021, 19:57:41 »
Oj nie przesadzaj, ja też dostałem i to najwięcej, za co nie pytam bo wiem, po prostu nie znoszę głupoty połączonej z zakłamaniem i megalomanią.

Strony: [1] 2 3 ... 133