Zupełnie nie zrozumiałeś o co chodziło.
Oczywiście, pierwszy odruch laika to sięgnięcie po top 10 czy top 100. To oczywiste.
Problem w tym, że taka osoba sięgając po "top" się od niego odbije. I jak myślisz jaki wniosek wyciągnie? Ano taki, że skoro top jest w sumie "mid", to reszta musi być w ogóle nie warta uwagi. I na tym zakończy się przygoda takiej osoby z komiksem. Na tym zależy Egmontowi? Czy może na zbudowaniu długoterminowego przywiązania do tego hobby?
I nie chodzi tu o to, że ktoś jest "upośledzony" jak to określiłeś i "polegnie" czytając Millera czy Moore'a. Po prostu jego brak doświadczenia spowoduje, że nie będzie w stanie ich odpowiednio docenić. Zwłaszcza, że kierując się "topkami" oczekiwania ma się z reguły wywalone w kosmos.
Ale skąd to przekonanie, że się odbije? Być może nie wyłapie od razu, że te komiksy coś odróżniało od typowych przedstawicieli gatunku w tamtych czasach, ale to dalej są dobre historie, do których zrozumienia nie potrzeba zbyt dużej podbudowy. Faktycznie Egmont mógłby dać więcej bardziej współcześnie pisanych tytułów (aczkolwiek laik nie wie też, że dzisiaj w komiksie jest mniej tekstu i szybsza narracja), ale nie przesadzałbym, że te są jakieś wyjątkowo trudne w odbiorze. Finalnie to, czy się odbije, okaże się w momencie premiery następnego rzutu, ale osobiście podejrzewam, że odbije się tak samo jak od TM-Semic, kiedy ten zaczął wydawanie Batmana od "Zabójczego żartu".