Pokaż wiadomości

Ta sekcja pozwala Ci zobaczyć wszystkie wiadomości wysłane przez tego użytkownika. Zwróć uwagę, że możesz widzieć tylko wiadomości wysłane w działach do których masz aktualnie dostęp.


Wiadomości - Nawimar III

Strony: [1] 2 3 ... 54
1
Listopad
 
Smerfy i bociany – najnowsza produkcja w ramach klasycznej już serii może nie urzeka tak mocno jak chociażby „Maszyna snów” czy „Księga odpowiedzi” ani też nie przejawia ambicji jej autorów porównywalnych z ujmowaniem uniwersalnych treści tak jak miało to miejsce przy okazji m.in. albumu „Smerf naczelnik”. Niemniej w kategorii tzw. przygodówki w której raz jeszcze dzielne skrzaty zmuszone są wykazać się zmyślnością, zaradnością i umiejętnością pracy w zespole rzecz po praz kolejny sprawdza się w całej swej rozciągłości.
 
Green Lantern vol.3 nr 15
– sytuacja w Mozaikowym Świecie zdaje się wymykać spod kontroli. Toteż wysiłki Johna na rzecz powstrzymania eskalacji sytuacji konfliktogennych okazują się jedynie doraźnym ich zażegnywaniem. Nie pozostaje to bez wpływu na jego coraz bardziej zachwianą kondycje emocjonalną. Na tym właśnie tle odpowiedzialny za scenariusz tej opowieści Gerard Jones robi to w czym zawsze czuł się bardzo dobrze: pogłębia osobowości powierzonych mu postaci oraz dokonuje ich rozwoju za pomocą umiejętnie prowadzonych dialogów. Szczególną rolę w tym procesie odgrywa tu postać Rose, samotnej matki i zarazem niewiasty psychicznie mocno ukonstytuowanej. Aż chciałby się rzec: „Kiedyś to były komiksy…”. Oczywiście to znaczne uproszczenie, bo i wśród współcześnie realizowanych komiksowych produkcji (w tym także superbohaterskich) przytrafiają się porównywalne fabuły. A jednak jakoś trudno nie tęsknić za przełomem lat 80. i 90. Kiedy nawet głównonurtowe realizacje nad wyraz często miewały w sobie głębie porównywalną z ofertą wczesnego Vertigo.
 
Colonel Maczek’s September – mimo że podjęta w tym albumie tematyka ma potencjał by fascynować to jednak całkiem zgrabny scenariusz wiele traci ze swej dynamiki z racji nietrafionej zupełnie warstwy plastycznej. Zresztą w przypływie szczerości odpowiedzialny za plastyczną właśnie stronę tego przedsięwzięcia Tomasz Bereźnicki przyznał, że komiks nie jest jego medium. Nie da się ukryć, że owo pogubienie rzeczonego jest tutaj z miejsca widoczne do czego przyczynia się przede wszystkim przesadna statyka zawartości kadrów, zupełne niemal zignorowanie dalszych planów oraz ordynarnie „tableciana” kolorystyka. Tym bardziej szkoda, że do spółki ze Sławomirem Zajączkowskim (tj. scenarzystą niniejszego przedsięwzięcia) tego projektu nie zrealizował jego pierwotny rysownik w osobie Macieja Mazura. Po kilkunastu przygotowanych przezeń planszach znać, że do tej roli nadawał on się o wiele lepiej niż wspomniany Bereźnicki.
 
X-Men: Era Apocalypse’a t.3 – kulminacja napięcia w zmaganiach pomiędzy żądnym pełni władzy na światem tytułowym mutantem stopniowo sięga zenitu. Przejawia się to m.in. bezpośrednią konfrontacją pomiędzy nim, a przewodzącym X-Men Magneto oraz dalszym przebiegiem straceńczej misji w wykonaniu Gambita i jego podkomendnych. Sytuacja zdecydowanie się zagęszcza choć w stylu typowym dla lat 90. co siłą rzeczy nie u wszystkich czytelników wzbudzi entuzjazm. Podobnie zresztą jak rozbuchana, krzykliwa wręcz warstwa plastyczna. Takie to jednak były czasy i maniera realizacji głównonurtowych komiksów superbohaterskich co mimo wszystko miało (a na swój sposób nadal ma) swój urok.
 
Superzłoczyńcy Marvela: Apocalypse – tom interesujący już tylko z racji zawarcia w nimi fragmentu wczesnych przygód X-Factor. Niemniej główna atrakcja to oczywiście rozbudowana retrospekcja ukazująca genezę jednego z najbardziej zajadłych adwersarzy zwolenników idei Charlesa Xaviera. Podobnie jak w przypadku prezentowanej nieco wcześniej „Ery Apocalypse’a” zarówno warstwa plastyczna jak i model przyjętej tu narracji nosi silne znamiona czasów zaistnienia tej opowieści. Mimo wszystko egzotyczne otoczenie wczesnodyanstycznego Egiptu, ranga tytułowej postaci oraz wkomponowanie w dzieje początków En Sabah Nura wielce problematycznego dla herosów uniwersum Marvela podróżnika w czasie sprawiają, że czasu poświęconego tej lekturze żałować się raczej nie będzie.

Świat mitów: Antygona
– opowieść o wytrzebieniu przez Kreona potomków Edypa i przejęciu przezeń władzy nad Tebami, pomimo kamuflażu rodzinnej tragedii, niezmiennie sprawdza się znakomicie (a może właśnie dlatego). Można byłoby rzec, że w przypadku tej propozycji wydawniczej mamy do czynienia z utworem poprawnym, „wygładzonym” tak pod względem modelu zastosowanej tu narracji jak również stylistyki plastycznej. Ową podwójną klarowność wypada jednak potraktować w kategorii waloru tego przedsięwzięcia, które tym samym jako pełnowymiarowa seria zapowiada się równie dobrze co „Papieże w historii”.

Green Lantern vol.3 nr 16
– kłopoty, kłopoty i jeszcze raz kłopoty… Stąd John zmuszony jest do zastosowania radyklanych środków zaradczych, tj. odseparowania zantagonizowanych społeczności za pomocą wzniesionych przezeń wałów ziemnych. Tym samym koncentruje on na sobie gniew najbardziej skłonnych do konfliktu jednostek, a przy okazji dowiaduje się kto faktycznie odpowiada za eskalowanie morderczych nastrojów coraz powszechniej udzielających się mieszkańcom Mozaikowego Świata.
 
Star Trek: Konflikt Q – wraz z zapowiedzią tegoż zbioru obawiałem się, że jego scenarzyści pogubią się nadmiarze obsady złożonej z aż czterech załóg federacyjnej floty. Tym bardziej, że w każdej z nich mieliśmy do czynienia z osobowościami niewątpliwie charyzmatycznymi. Moje obawy okazały się jednak nieuzasadnione, a przebieg wiodącej intrygi prowadzony „na gęsto” i z wnikliwą znajomością uniwersum „Gwiezdnej Włóczęgi”. Gdyby tylko warstwa plastyczna albumu prezentowała się chociaż odrobinę lepiej to ów tytuł trafiłby do mojego zestawienia najlepszych komiksów za ten rok. Na pewno póki co jest to najbardziej udana realizacja z dotąd wydanych u nas komiksowych produkcji osadzonych w tym właśnie wszechświecie/wszechświatach przedstawionych.
 
Flash t.13 – ciąg dalszy dotkliwych reminiscencji oswobodzenia Perpetuy oraz jej układu z Luthorem, a pośrednio także wybranym gronem superzłoczyńców uniwersum DC. Jednym z nich okazał się Leonard „Kapitan Chłód” Snart i to jemu właśnie, w ramach tegoż paktu, niejako w arendę przyznano zarządzanie Central City. Uwieziony Barry Allen może jedynie z frustracją obserwować ów fatalny bieg spraw. Oczywiście do czasu o co zadbał jak niemal zawsze śmiało poczynający sobie Joshua Williamson (tj. scenarzysta tej serii). A do tego świetnie poradził sobie także główny plastyk tego zbioru w osobie Rafy Sandovala. Żaden kamień milowy gatunku, acz dla fanów superbohaterskiej rozrywki zabawa przednia. 

Latający Smerf – cytując cytującego Ważniaka Papę Smerfa: „Ważniak powtarza, że najzabawniejsze są krótkie historie!”. Co prawda w przypadku Smerfów nie brak bardzo udanych także rozpiętościowo bardziej rozbudowanych fabuł. Niemniej przykład m.in. „Czarnych Smerfów” czy świetnego zbioru krótkich form (ograniczonych wręcz do jednej strony) „Z życia Smerfów” wskazuje, że w tej formule niesforne skrzaty sprawdzają się znakomicie. Tak też sprawy mają się również przy tej okazji i dlatego dla fanów długowiecznego dokonania Peyo jest to lektura wręcz obowiązkowa.
 
Hellblazer: Wzlot i upadek – lansowanie satanizmu oraz wysiłki na rzecz (jakkolwiek absurdalnie to zabrzmi) ocieplenia wizerunku diabła nasila się mniej więcej od schyłku lat 60. ubiegłego wieku. Niniejsza realizacja wpisuje się w ów obłędny „trend”, acz nie da się ukryć, że nie sposób nie docenić narracyjnej biegłości odpowiedzialnego za jej scenariusz Toma Taylora. W końcu w jego osobie mamy do czynienia z jednym z najbardziej „gorących” nazwisk współczesnej komiksowej branży. Stąd dla wielbicieli popisów „Konstancina” (i ogólnie fachowo prowadzonych fabuł) niniejsza propozycja wydawnicza jest wręcz wskazana.
 
Młodość Blueberry’ego t.1 – stwierdzenie w myśl którego: „(…) takich scenarzystów jak Jean-Michel Charlier już się nie produkuje” zapewne wypadałoby uznać za przesadne aczkolwiek także współcześnie trudno nie dostrzec biegłości tego twórcy w kreowaniu emocjonujących i żywiołowych zarazem fabuł od których wprost trudno się oderwać (zwłaszcza gdy jest się wielbicielem westernów). Oczywiście znakomicie zaprezentował się również ilustrator tej serii w osobie Jeana „Moebiusa” Girauda, w pełni już rozrysowany choć z charakterystycznym dlań zapałem niezmiennie poszukujący nowych formuł wyrazu dla swojego wielowymiarowego stylu. Krótko pisząc świetny zbiór w niczym nie ustępujący najbardziej udanym odsłonom macierzystej serii poświęconej Blueberry’emu.
 
Superzłoczyńcy Marvela: Venom – chciałoby się rzec: „Nadejszła wiekopomna chwila!”. I rzeczywiście, bo wraz z niniejszym tomem dobiegła finały nie tylko niniejsza kolekcja, ale też publikowane u nas od 2012 r. w tej właśnie formule produkcje Domu Pomysłów. Co prawda wiele wskazuje, że tymczasowo; niemniej jakaś cezura z pewnością to jest. Sam zbiór, oprócz przedruku jubileuszowego, 300-nego numeru „The Amazing Spider-Man vol.1” (tj. pełnowymiarowego debiutu Venoma) zawiera także mini-serie szczegółowo przybliżającą genezę „bohatera” tegoż tomu. Wyszło to udanie choć być może nie wszystkim do gustu przypadnie stylizacja na manierę McFarlane’a zaproponowana przez Angela Medinę.

Atlantis Chronicles nr 7 – za sprawą obdarowania mnie przez Przyjaciela tym właśnie epizodem niniejszej mini-serii po latach udało mi się nareszcie ją skompletować. Dzieje specyficznego poczęcia przyszłego Aquamana i ogólnie losy mieszkańców Atlantydy zapewne nie wszystkich ewentualnych odbiorców porwą w równym stopniu jak miało to miejsce w moim przypadku. Niemniej unikalne rysunki w wykonaniu Estebana Maroto oraz wprawnie prowadzona przez Petera Davida fabuła sprawiły, że na myśl o polskiej edycji tego przedsięwzięcia (a takowa jest prawdopodobna w ramach kolekcji „Bohaterowie i Złoczyńcy”) nie sposób się nie radować. 

Conan: Wolni towarzysze – chociaż poprzednie fabuły w ramach tej serii prezentowały się bardzo dobrze to jednak niniejszym Timothy Truman „przebił” zarówno siebie samego jak i również przecież znakomite fabuły sygnowane przez Kurta Busieka. Szczególnie udanie prezentują się sekwencje batalistyczne oraz rozgrywające się na tzw. Wyspie Posągów. 

Green Lantern vol.3 nr 17 – konkluzja fabuły poprzedzającej serię „Green Lantern: Mosaic” to kolejny już przykład, że pomimo silnie rozwiniętej wrażliwości (w tym zwłaszcza empatii) John władny jest wykazywać także niekiedy niezbędną wręcz stanowczość. Równocześnie domyśla się on faktycznych zamiarów Strażników co do dalszych losów Mozaikowego Świata, a tym samym otwarte zostają „wrota” do wspomnianej chwilę temu serii.

Bohaterowie i Złoczyńcy: Nieskończony Kryzys – Projekt OMAC
– jeszcze jeden dowód  (obok m.in. „Kryzysu tożsamości”) na wysoką jakość utworów oferowanych przez DC Comics w pierwszej dekadzie XX w. Mnie osobiście w sposób szczególny zainteresowała opowieść z udziałem Teda „Blue Beetle’a II” Korda, bohatera na ogół niedocenianego. Jest Moc i jest Patos.
 
Bohaterowie i Złoczyńcy: Aquaman – Z głębin - efektowny, w swojej klasie wręcz olśniewający popis talentu odpowiedzialnych za warstwę wizualną tego zbioru plastyków (m.in. Ivana Reisa). Nie mniej udanie poradził sobie także Geoff Johns, specjalista od rewitalizacji postaci wymagających tego typu zabiegu. Nie da się ukryć, że w przypadku Arthura Curry ów zamiar udał mu się w równym stopniu jak miało to wcześniej miejsce przy okazji Hala Jordana i Barry’ego Allena.   

Diuna: Ród Atrydów t.1 – wspólne przedsięwzięcie prozatorskie Kevina J. Andersona i Briana Herberta na tyle mnie nie zachwyciło, że po kolejne powieści uzupełniające kanoniczne „Kroniki Diuny” już nie sięgnąłem. Niemniej na fali euforii wywołanej u mnie nową filmową adaptacją najważniejszego osiągnięcia w dorobku Franka Herberta (a przy okazji zachęcony udanym otwarciem komiksowej adaptacji wiadomej powieści opublikowanej przez Dom Wydawniczy REBIS) tzw. łaskawszym okiem spojrzało się także na tę inicjatywę. I trzeba przyznać, że w kategorii komiksowego science fiction pierwsza odsłona „Rodu Atrydów” prezentuje się intrygująco i zachęcająco. Do tego stopnia, że czekam na więcej.

2
Dział ogólny / Odp: Kultura Gniewu
« dnia: Cz, 18 Listopad 2021, 18:53:34 »
Komiksu jeszcze nie czytalem, ale dosc osobliwie brzmi uwaga kolegi Pawelka u braku koloru ,,jak w Kovalu". Tym bardziej, ze w pierwoduku Kovala (tj. w ,,starej" i ,,Nowej Fantastyce") koloru nie bylo... Zreszta ,,wydanie limitowane" zbiorczego ,,Kovala" w czerni i bieli chetnie przygarnal. Ale to tak rzecz jasna na marginesie.

3
Jak zwykle w takich przypadkach mam nielichą zagwozdkę, bo oczywiście chciałby się wskazać więcej niż dziesięć tytułów; niemniej spróbuję.
 
Miejsce 1: "Kingpin" - paradoksalnie tego akurat tomu nie nabyłem, bo jego zawartość mam w innych wydaniach. Niemniej "Miłość i wojnę" niezmiennie i od lat uważam za jedno ze szczytowych osiągnięć superbohaterskiej konwencji; stąd inaczej być po prostu nie mogło.
 
Miejsce 2: "Sentry" - schizofreniczna i pełna napięcia opowieść, która z mojej perspektywy ma tylko jedną wadę: jej fabularny twist był mi znany jeszcze przed lekturą zbierającego ją tomu. 

Miejsce 3: "Daredevil" - zdaję sobie sprawę, że mało oryginalnie, ale nic na to nie poradzę.
 
Miejsce 4: "Niewidzialna Kobieta" - aż żal, że to jedynie część stażu Johna Byrne'a w miesięczniku "Fantastic Four vol.1", wciąż nie zaistniałego w polskiej edycji.
 
Miejsce 5: "Hulk" - trafne ujęcie złożoności tej postaci i jej zawikłanej historii.
 
Miejsce 6: "Killraven" - ciąg dalszy klasycznej "Wojny Światów" w wykonaniu Alana Davisa przekonał mnie od pierwszego przejrzenia. Aż chciałoby się tego typu autorskich przedsięwzięć więcej.
 
Miejsce 7: "Avengers" - Ultron w swojej najbardziej zajadłej/udanej formie. No i na "pokładzie" George Perez.
 
Miejsce 8: "Scarlet Witch" - jeszcze jedna świetnie poprowadzona przez Johna Byrne'a inicjatywa twórcza bez której nie wyobrażam sobie tej listy.

Miejsce 9: "Elektra" - pewnie dałbym wyższą lokatę gdyby nie okoliczność, że realizacje Franka Millera i tak mają się w tym zestawieniu dobrze.

Miejsce 10: "Magneto" - zbiór, który przekonał mnie, że przed Morrisonem w tytułach z udziałem mutantów jednak też działo się całkiem nieźle. 

Natomiast na tzw. ławce rezerwowych znalazł się m.in. "Namor", "Banshee", "Moon Knight" i "Silver Surfer". Ogólna uwaga do tej kolekcji jest taka, że cieszy ujęcie w niej istotnych tytułów z drugiej połowy lat 80., których zabrakło mi w "Wielkiej Kolekcji...".

4
Komiksy polskie / Odp: Andrzej Janicki
« dnia: Wt, 16 Listopad 2021, 16:54:56 »
Szok...

5
Komiksy amerykańskie / Odp: Komiksy Star Trek
« dnia: Pt, 12 Listopad 2021, 14:01:15 »
Właśnie przeczytałem "Konflikt Q" i czuję się uspokojony, a lekturą usatysfakcjonowany. Obawiałem się bowiem, że odpowiedzialni za ten projekt scenarzyści pogubią się w "gąszczu" charyzmatycznych osobowości, których wśród czterech "zaangażowanych" w ów projekt załóg przecież nie brakuje. A jednak moje obawy okazały się nieuzasadnione. Nawet pomimo okoliczności "przechyłu" fabularnego w kierunku Picarda, co biorąc pod uwagę jego szczególną relacje z Q jest w pełni zrozumiałe. Szkoda tylko, że warstwa plastyczna (podobnie jak wcześniej w "Picard: Odliczanie") jest wręcz do bólu "tableciana". Niemniej i tak warto, bo to kawał umiejętnie "pospinanej" fabuły z licznymi odniesieniami do bogatego zasobu uniwersum "Gwiezdnej Włóczęgi".

6
Komiksy europejskie / Odp: Świat mitów
« dnia: Śr, 10 Listopad 2021, 23:49:47 »
Polot jak najbardziej jest, bo już tylko nośność fabularna tradycji związanych z nieszczęsną rodziną Edypa robi swoje. Bardziej chodziło mi o to, że jeśli ktoś spodziewa się, określmy to umownie, awangardowego podejścia do tematu to w tym albumie tego tu nie odnajdzie. Miast tego otrzyma jednak sprawnie adaptowany na "mowę" komiksu zapis mitu uwiecznionego przez Sofoklesa. Jak się sprawy mają w przypadku "Dedala i Ikara" przekonam się zapewne niebawem. Jednak już teraz przypuszczam, że będą się miały bardzo podobnie jak w przypadku "Antygony".

7
Komiksy europejskie / Świat mitów
« dnia: Śr, 10 Listopad 2021, 17:32:14 »
Całkiem niezłe otwarcie dobrze zapowiadającej się serii. Na ten moment rozpoznałem album "Antygona" (czy może raczej zakamuflowanym zapisem bezpardonowego odsunięcia od władzy w Tebach głównej linii rodu Labdakidów przez niejakiego Kreona), ale przy najbliższej zakupowej okazji zamówię także "Dedala i Ikara". "Iliada" oczywiście obowiązkowo. Teoretycznie mamy w tym przypadku do czynienia z inicjatywą pozornie zachowawczą; do tego zarówno narracyjnie jak i wizualnie. Osobiście postrzegam tę okoliczność w kategorii waloru i właśnie tego typu produkcji odczekiwałem. Mam nadzieję, że autorzy tej serii nie ograniczą się jedynie do mitycznych tradycji antycznej Hellady, ale też z czasem doczekamy się komiksowych adaptacji m.in. mitów mezopotamskich czy mezoamerykańskich. W każdym razie możliwości przed twórcami tej serii są wręcz nieograniczone i stąd zapowiada się mnóstwo udanej lektury.
 
                                 
 

8
Komiksy amerykańskie / Odp: Kolekcja Superbohaterowie Marvela
« dnia: Pn, 08 Listopad 2021, 13:51:24 »
Thanosa odpuściłem z racji posiadania już większej części zawartości tego tomu w innych wydaniach, ale Apocalypse nabyty obowiązkowo. Choćby już z racji przyjrzenia się fragmentowi wczesnych przygód pierwszego składu X-Factor. Choć oczywiście główną atrakcją jest tu retrospektywne przybliżenie początków tytułowej postaci na tle wczesnodynastycznego Egiptu. Do tego swoje robi także umieszczenie w tej opowieści jednego z najbardziej problematycznych dla superbohaterów Marvela podróżników w czasie. Choć gwoli ścisłości wypada wspomnieć, że jeśli komuś nie bardzo widzi się jedna z odmian stylistycznych stosowanych w tego typu produkcjach w toku drugiej połowy lat 90. to może się nieco rozczarować.

9
Październik
 
Dylan Dog: Alfa & Omega – jak zwykle w przypadku fabuł sygnowanych przez Tiziano Sclavi mamy do czynienia z subtelną grą tego scenarzysty. Do tego w dwójnasób prowadzoną, bo zarówno z czytelnikami (których najwyraźniej uwielbia on „wkręcać” mnogością złudnych tropów) jak i z konwencjami eksploatowanymi przez twórców fantastyki. Toteż także tym razem tak się sprawy mają i stąd raz jeszcze nie brak odniesień do klasyki tego gatunku. Do tego powrócił Groucho („zagorzały marksista”) co może tylko i wyłącznie cieszyć.
 
Vuzz – ponoć awangarda ma to do siebie, że starzeje się najszybciej i najgorzej. Przynajmniej w moim przekonaniu reguła ta nie dotyczy najbardziej udanych realizacji w wykonaniu Phillipe’a Druilleta, bez którego udziału nie sposób wyobrazić sobie przemian do których doszło w komiksie frankońskim u schyłku lat 60. i początku kolejnej dekady. Podobnie jak „Salambo” także „Vuzz” to ścisła czołówka jego osiągnięć na wybranym przezeń artystycznym poletku. Swoją drogą niniejszy album już dawno powinien był doczekać się swojej polskiej edycji. Stąd znakomicie, że takowa nareszcie zaistniała i tym sposobem kolejną klasykę komiksowego medium mamy „odfajkowaną”.
 
Batman Death Metal t.1 – uczciwie trzeba przyznać, że nie wszystkie koncepty z ramach sagi „Batman Metal” sprawiały wrażenie gruntownie i przekonująco przemyślanych. Jak to bowiem nierzadko w przypadku utworów autorstwa Scotta Snydera bywa część proponowanych przezeń pomysłów sprawiała wrażenie co najmniej dyskusyjnych. Eschatologiczna wręcz nastrojowość zdawała się jednak kompensować ten stan rzeczy, a i zbiory „Batman, Który się Śmieje” wskazywały, że ów scenarzysta swoją być może życiową opowieść zdaje się doprecyzowywać w coraz bardziej przekonujące „formy”. Toteż tom inicjujący kolejną odsłonę zmagań z najbardziej problematycznym przedstawicielem mrocznego multiwersum utrzymuje tendencje zwyżkującą. Stąd szykuje się autentycznie mocny finał konfrontacji z Batmanem, Który się Śmieje. Nawet jeśli (a co jest bardzo prawdopodobne) będzie to finał, który niechybnie doczeka się kolejnej kontynuacji.   

Kapitan Żbik: Wyzwanie dla silniejszego – jeden z najlepiej wspominanych przeze mnie epizodów tej serii. Zapewne z racji młodzieżowej tematyki „Wyzwania…”, która w momencie pierwszego rozpoznawania zgłębiałem jako naonczas bardzo młody człowiek. Łatwo zatem było o utożsamienie się z „przeczołgiwanymi” przez tzw. git-ludzi uczniami wczesnych klas szkoły podstawowej. No i mistrz Jerzy w wyśmienitej wręcz formie.
 
Mr. Silence – kolejna wizyta w „konstelacji” surrealistycznych światów Marka Turka być może nie wypada, aż tak dobrze jak przy okazji albumu „NeST”. Aczkolwiek także tutaj znać ową przenicowującą nastrojowość niekoniecznie rodem z „przesłodzonych” baśni Disneya. A co więcej, tradycyjnie dla tego twórcy, nie obyło się bez pieczołowicie nakreślonej, dopracowanej warstwy plastycznej dosyconej psychodelicznymi konceptami.
 
Superzłoczyńcy Marvela: Ultron – motyw wrażo usposobionej sztucznej inteligencji zawsze do mnie trafiał i nie inaczej mogło być także w przypadku Ultrona. Toteż dobrze się stało, że także ta niewątpliwie problematyczna postać doczekała się swojej „monografii” w ramach „Superzłoczyńców Marvela”. Szczerze pisząc trochę żałuję, że na ten tom nie złożyła się kanoniczna dla komiksów z udziałem Mścicieli „Narzeczona Ultrona”. Mimo tego odrobina klasyki z czasów tworzenia tej marki przez Roya Thomasa i Johna Busceme uzupełniona o znacznie bliższą nam chronologicznie konfrontacje odmienionego składu Avengers z tradycyjnie zajadłym robotem wypada stosownie emocjonująco. Usatysfakcjonowani poczuć się mogą także zwolennicy znanej z kart „Uncanny X-Force” stylistyki Jerome Opeñi, plastyka niewątpliwie wyróżniającego się.
 
Gwiezdny Zamek t.5 – kumulacja motywów rodem z retro-fantastyki, nieco zmodyfikowanego dieselpunka oraz urokliwych i nastrojowych ilustracji raz jeszcze „zagrała”. Nie dość na tym ma się wrażenie, że im dalej tym fabuła doczekuje się kolejnych, przysłowiowych „rumieńców”. Wyścig ku przestrzeni międzyplanetarnej i zasobom innych niż Ziemia światów Układu Słonecznego nabiera rozpędu i znać, że na tym tle będzie się działo coraz więcej. Krótko pisząc seria rozwija się w bardzo obiecujących kierunkach.
 
Thor t.1 – po kilku latach udanego kreowania dziejów dzierżycieli Mjolnira nawet najbardziej zdolny i wprawiony twórca nie uniknąłby chwilowej „zadyszki”. Tak też się sprawy mają w niniejszym zbiorze stanowiącym nowy początek dla dziejów Syna Odyna znowuż pełniącego rolę Gromowładnego. Ogólnie oba ciągi fabularne zaprezentowane na kartach tegoż tomu nie zawodzą, choć równocześnie znać nie tyle pogubienie szanownego pana scenarzysty co raczej poszukiwanie obszarów rozwoju powierzonej mu marki. Co z tego wyniknie zapewne przekonamy się w toku lektury kolejnego tomu. Póki co brak tu spójnej i przekonującej wizji tak jak miało to miejsce przy okazji „Potężnej Thor” acz o rozczarowaniu także nie może być mowy. Najwyraźniej Jason Aaron potrzebuje jeszcze chwili by „składniki” tej fabuły ułożyć w odpowiednio rozbuchanej konfiguracji. Biorąc pod uwagę dotychczasowe jego dokonania z całą pewnością warto udzielić mu kredytu zaufania.
 
Nieśmiertelny Hulk t.1 – napiszę wprost: dawno już nie czytałem tak udanego, współcześnie powstałego komiksu Marvela. Dlatego ani trochę się nie dziwię, że w pewnym momencie ów tytuł pod względem sprzedaży „przebił” flagowy miesięcznik DC Comics (tj. oczywiście „Batmana”). Do tego nie tylko z racji kierowania nim wówczas przez nierzadko chłodno ocenianego Toma Kinga. W moim przekonaniu stało się tak z tego względu, że Al Ewing (czyli scenarzysta „Nieśmiertelnego…”) zaproponował cały wręcz pakiet momentami mocno oryginalnych „chwytów” fabularnych. Świetnie też sprawił się główny rysownik tego przedsięwzięcia w osobie Joe Benneta, którego styl przynajmniej we mnie wzbudza skojarzenia z najbardziej udanymi pracami zjawiskowego Bryana Hitcha („The Ultimates” „Authority”). Chcę więcej i to jak najszybciej. Komiksowa bomba gamma w pełnej okazałości.
 
Bohaterowie i Złoczyńcy: Co się stało z Krzyżowcem w Pelerynie? – pierwsza okazja do przyjrzenia się tej kolekcji i już z miejsca przytrafił się interesujący tom. Paradoksalnie większe zainteresowanie niż w przypadku tytułowej opowieści wzbudził we mnie przedruk jednego z epizodów serii „Secret Origins” w którym przybliżono genezę m.in. Harveya „Two-Face’a” Denta. Interesująco jawi się także fabuła z udziałem Clayface’a rozpisana przez samego Alana Moore’a. Materiały dodatkowe dopełniają ogólnie pozytywnych odczuć z lektury tego zbioru.
 
Chimery Wenus t.1 – seria „odpryskowa” od „Gwiezdnego Zamku” okazała się niezgorszą rozrywką niż inicjatywa z której „wypączkowała”. Satysfakcjonującej lektury spodziewać się mogą zwłaszcza wielbiciele retro-fantastyki według standardów znanych m.in. z cyklu wenusjańskiego Edgara Rice’a Burroughsa oraz kryptoastrofizyki na modłę tej z opracowań m.in. Flammariona i Proctora. Do tego stylistyka warstwy plastycznej ma spore szansę przekonać czytelników z sentymentem wspominających takie m.in. animacje jak „Atlantyda: Zaginiony ląd”. 

Snowpiercer t.3 – doprawdy wydawać się mogło, że już tylko pierwsza odsłona tej inicjatywy twórczej to dzieło kompletne, nie wymagające kontynuacji. A jednak jeden z uczestników tego przedsięwzięcia zdecydował się w nowym towarzystwie powrócić do skutego lodem świata kreowanego. I co najważniejsze z bardzo dobrym skutkiem. Finał drugiego podejścia do tego tematu wprost wskazywał, że o ciągu dalszym mowy być już nie może. Po raz kolejny okazało się jednak, że dla zdolnego opowiadacza nie ma rzeczy niemożliwych. Stąd jeszcze jedna „wizyta” w ponurej rzeczywistości nowej epoki lodowcowej (notabene przy której forsowana obecnie wizja globalnego ocieplenia jawi się niczym zaproszenie na wczasy do Tanzanii) nie tylko zaistniała, ale też nie odstaje jakościowo od wcześniejszych.
 
Green Lantern vol.3 nr 13 – tak mnie jakoś naszła nostalgia za Zielonymi Latarniami okresu rozpisywania ich perypetii przez Gerarda Jonesa. Stąd właśnie lekturka tego epizodu, który śmiało można uznać za „zwrotnice” w dziejach tej marki. Miała się ona wówczas (tj. w roku 1991) wręcz wyśmienicie o czym można było przekonać się także przy okazji polskiej edycji „Green Lanterna”. Toteż nic dziwnego, że z tej serii „wypączkowały” dwie kolejne, tj. „Green Lantern: Mosaic” oraz solowy tytuł o przygodach Guya Gardnera. To właśnie na kartach tego (notabene objętościowo zwiększonego) epizodu doszło do podziału ról między wspomnianego, a Johna Stewarta i Hala Jordana, a tym samym zainicjowania „rodziny” „latarnianych” tytułów. Do tego przy udziale tak sprawnych i natychmiast rozpoznawalnych plastyków jak Joe Staton (swoją drogą weterana fabuł z Zielonymi Latarniami jeszcze z późnego okresu serii „Green Lantern vol.2”), Mark D. Bright, Pat Broderick i Romeo Tanghal Młodszy. 

Criminal t.5 – najlepsza z odsłon tej znakomitej serii. Wydawać się mogło, że neonoir to przysłowiowa „zgrana płyta” w której już dawno wyeksploatowano wszelkie możliwe warianty. A jednak Ed Brubaker po raz kolejny zaskakuje dając równocześnie kolejny popis swojego talentu i fachowości. Do tego brawurowo wręcz wykonana warstwa plastyczna. 

Green Lantern vol.3 nr 14 – na cztery kolejne numery John Stewart przejmuje serię i już po tym epizodzie znać, że ów wstęp do miesięcznika „Green Lantern: Mosaic” ma potencjał by ewentualnego czytelnika uwieść. A nie da się ukryć, że Strażnicy Wszechświata „ożenili” Johna z niebagatelnym problemem. Zwłaszcza, że między mieszkańcami Mozaikowego Świata wrze przez co niegdysiejszy pan architekt nie bez trudu zmuszony jest „wygaszać” konflikty zaistniałe w efekcie kulturowych różnic. Ponadto znowuż dają o siebie znać reminiscencje wydarzeń z nie tak dawno opublikowanej u nas „Kosmicznej Odysei”. No i znany m.in. z opublikowanego u nas „Szmaragdowego Świtu” Mark D. Bright w bardzo dobrej formie.
 
Punisher t.1 – w zestawieniu z także rozpisywaną przez Gartha Ennisa serią „Punisher MAX” niniejsza, opublikowana pierwotnie w ramach linii wydawniczej „Marvel Knights” wydawać się mogła aż nazbyt mocno popadająca w pastisz i groteskę. A jednak z perspektywy czasu to właśnie ów „czynnik” humorystyczny jawi się w kategorii jeśli nie głównego waloru tego przedsięwzięcia to z pewnością jako jeden z kluczowych i najbardziej istotnych. Swoistym smaczek i dopełnienie  tej okoliczności stanowi zwieńczenie niniejszego zbioru, tj. opowieść o tym jak wściekły „Franciszek Zamecki” rozprawia się z superbohaterską społecznością, a przy okazji także jej adwersarzami. 

Bohaterowie i Złoczyńcy: Flash-Odrodzenie – Geoff Johns już kilka lat przed pierwodrukiem tej opowieści (tj. w latach 2000-2005) z powodzeniem wykazał, że niuanse tzw. mitologii Szkarłatnych Sprinterów rozumie jak mało kto. Dlatego też w niniejszej opowieści, bez cienia wątpliwości nowym otwarciu w dziejach tej „strefy” uniwersum DC, z dużą swobodą żonglował wątkami i motywami znanymi z blisko trzydziestoletniej aktywności (1956-1985) Barry’ego Allena. Podejrzewam, że nie wszystkim zaproponowane rozwiązania fabularne przypadną do gustu, acz przyznać trzeba, że przyszły współautor m.in. „Zegara zagłady” zadbał by powrót Flasha doby Srebrnej i Brązowej Ery odbył się z właściwym dla rangi tej postaci przytupem. No i jak w przypadku tej akurat kolekcji album uzupełniono licznymi (a przy tym interesującymi) materiałami dodatkowymi.
 
Gideon Falls t.6 – o tej serii mogę rozpisywać się tylko i wyłącznie w superlatywach i nie inaczej sprawy mają się także przy okazji jej konkluzji. Zwieńczenie w moim przekonaniu jednego z najbardziej udanych dokonań zarówno Jeffa Lemire’a (scenariusz) jak i Andrei Sorrentino (rysunki) wypadło adekwatnie satysfakcjonująco do jakości całego przedsięwzięcia. Na szczególną uwagę zasługuje także posłowie w wykonaniu pomysłodawcy tego projektu, wbrew pozorom zwięźle podsumowujące nie tylko dojrzewanie konceptu, który z czasem miał przejawić się tym właśnie projektem, ale po części także jego dotychczasowej, jakże owocnej drogi twórczej.

10
Dział ogólny / Odp: TM-Semic
« dnia: Pn, 01 Listopad 2021, 23:49:25 »
Z tego co pamietam to faktycznie byla to ilustracja promujaca miesiecznik ,,Marvel Team-Up" (czyli duety Spider-Mana z reszta uniwersum ,,Marwela"). Zdaje sie, ze nawet mozna sobie nabyc oryginal tej kompozycji. O ile ma sie do wydania jakies 17 tys. portretow patrona warszawskiego Ronda Waszyngtona.

11
Komiksy amerykańskie / Odp: Batman
« dnia: Cz, 21 Październik 2021, 23:44:41 »
Dawno temu, w czasach gdy okazało się, że Essentiale Mandragory niespodziewanie znalazły całkiem liczne grono odbiorców ponoć w Egmoncie rozważano uszczknięcie z tej koniunktury publikując "Showcase Presents" z Batmanem. Materiały w nich zawarte przypominały jednak właśnie zbiór podlinkowany przez Xanara. Stąd się nie zdecydowano. Żałuję natomiast, że Beta Books (linia wydawnicza wydawnictwa Alfa) nie kontynuowała wspólnych dokonań Dennisa O'Neila i m.in. Neala Adamsa w brytyjskiej edycji Titan Books. Tym bardziej, że oprócz wydanej u nas "Przysięgi zza grobu" na Wyspach opublikowano więcej tego typu zbiorów I właśnie te realizacje uznawałbym za tzw. stare, dobre Batmany plus zawartość miesięcznika "The Brave and the Bolt vol.1" gdzieś tak od mniej więcej 79 numeru (wrzesień 1968) gdy diametralnie zmieniła się zarówno estetyka zamieszczanych tam fabuł jak i same fabuły.
 

12
Dział ogólny / Odp: Komiksowe kalendarium
« dnia: Cz, 21 Październik 2021, 11:25:03 »

13
Komiksy amerykańskie / Odp: Bohaterowie i Złoczyńcy. Kolekcja komiksów DC
« dnia: Cz, 21 Październik 2021, 00:44:10 »
Wraz z tomem piątym w końcu dołączyłem do nabywaczy tej kolekcji. Tak jak już wyżej komentowano przyjęta dla niej formuła edytorska jest bardzo estetyczna, a jak na moje niewprawne oko (to nie jest kokieteria) wyłapałem tam o wiele mniej literówek niż przynajmniej w niektórych tomach "Superbohaterów Marvela" ("Marsz pogrzebowy Chopna" - pamiętamy!). Pod względem doboru zawartych tu opowieści zbiorek obszerny, a przy tym interesujący. Najbardziej podeszła mi lektura przedruku "Secret Origins" z od lat i niezmiennie rozkładającą mnie swoją jakością na łopatki  ilustracją okładkową w wykonaniu Briana Bollanda. Miło też było ujrzeć prace znanego u nas z przedruku "Green Lanterna" Pata Brodericka. Tym bardziej, że zilustrował on historię z udziałem Harveya "Two-Face'a" Denta, dla mnie Numero Uno wśród adwersarzy (no nich im będzie...) "Krzyżowca w Pelerynie". Cieszy także rozbudowany dział dodatków. Te zawsze w cenię, bo wciąż nie wszystkie tego typu wywiady i refleksje da się odnaleźć w necie. Póki co jawi się to autentycznie zachęcająco, a ze szczególną ekscytacją wypatruję "Flash: Odrodzenie", którego premiera już za niecały tydzień.

14
Komiksy polskie / Odp: Pilot Śmigłowca
« dnia: Cz, 14 Październik 2021, 22:03:51 »
Ukasz84 - na szczęście ma to być inne, znacznie lepiej radzące sobie pod tym względem wydawnictwo 8) Muza szykowała się na jeszcze inną serię z zasobu Sportu i Turystyki, ale z własnej winy zawala kontakt ze spadkobiercami praw. 

Zamorano - ciekawa interpretacja. Czyli na swój sposób "Pilot Śmigłowca" mógłby zostać uznany za substytut takich magazynów jak "Young Romance" :)

15
Komiksy polskie / Pilot Śmigłowca
« dnia: Cz, 14 Październik 2021, 16:53:05 »
Od względnie niedawna krążą pogłoski jakoby jedno z aktywnych obecnie wydawnictw poważnie przymierzało się do publikacji serii "Pilot Śmigłowca" w formie wydania zbiorczego. Biorąc pod uwagę, że drugie wydanie tego przedsięwzięcia miało miejsce ponad trzy dekady temu, a do tego tylko połowicznie (wznowiono wówczas pięć z ogółem dziesięciu epizodów tej serii) tego typu inicjatywa byłaby w moim przekonaniu wskazana.

 
Tymczasem poniżej pozwalam sobie zamieścić opinie o serii w wykonaniu kolegi, który komiksami się nie interesuje, a mój "integral" "Pilota..." przeczytał niedawno, nazwijmy to umownie, z przyczyn około naukowych:

"Wielkie dzięki za udostępnienie "Pilota śmigłowca", stwierdzam że Rosiński musiał mieć zawsze jakieś fajne lasie dookoła, bo tak fajnie uchwycił tą blondynencję, że normalnie poczułem jakiś hipnotyzm, jak wtedy jak zabujałem się w rysowanej Kriss de Valnor. Łojezu, ale talent. Oczywiście statki powietrzne też mu dobrze wychodziły. Komiks doprawdy fajny - scenariusz masakra, ale nawet lepiej jeszcze dzięki temu widać, co można zrobić "językiem komiksu"  - wyobraziłem sobie jak by to było, gdyby scenariusz "Pilota" wyszedł po prostu jako opowiadanie. Tego by nawet pensjonariusze Wronek nie chcieli czytać. No i w sumie mało ideologii - raz gdzieś pada wzmianka o kolegach radzieckich, a tak to prostu tężyzna, furgot wirnika, pomoc dla ludu, no i dyskretny seks... Fajnie że ten ośrodek w Groniku pokazali, znam tajną instrukcję gen. Kufla z WSW żeby tych pilotów w Zakopanem to podsłuchiwać dzień i w nocy. Szkoda tylko, że komiks nie powstał w latach 1960-tych, właściwie to świat przedstawiony jest bardziej z tamtych lat, (Maluch z tą uroczą rejestracją WAŁ 1981 nie pasuje), ale to wtedy za mundurem naród sznurem. A tak moglibyśmy na przykład napawać się przygodami pilota nad kolumnami czołgów w drodze do bratniej Czechosłowacji".

Strony: [1] 2 3 ... 54