Mam ostatnio troche mniej czasu na czytanie*, ale postanowilem siegnac (sam nie wiem, ktory to juz raz) po jedna z moich absolutnie ulubionych serii ever –
Criminal. Wracam do niej cyklicznie, srednio co dwa, trzy lata, i to jest dla mnie okres idealny: pamietam ogolny zarys, ale kazda historia wciaz potrafi mnie zaskoczyc, jakbym czytal ja po raz pierwszy. Co sprawia, ze Criminal tak do mnie trafia? Przede wszystkim ten wylewajacy sie litrami, gesto skondensowany klimat noir, ktory Brubaker i Phillips opanowali do perfekcji. Uwielbiam kreacje zlamanych, doswiadczonych zyciowo bohaterow – ludzi, ktorzy cos stracili, cos ukrywaja, a ich decyzje nigdy nie sa proste ani czyste. Motywacje sa brudne, dialogi miesiste, a relacje toksyczne w sposob, ktory nie jest przerysowany, tylko bolesnie wiarygodny. W swiecie Criminal nie ma postaci czarno-bialych. Nie ma niewinnych. Nie ma rycerzy na bialym koniu. Jest tylko szara strefa, w ktorej kazdy ma cos za uszami, kazdy w cos jest uwiklany, a moralnosc jest luksusem. Cenie tez subtelne nawiazania pomiedzy poszczegolnymi tomami – te delikatne nici laczace bohaterow i wydarzenia, ktore sprawiaja, ze calosc tworzy spojny, zyjacy swiat, a jednoczesnie mozna czytac serie w dowolnej kolejnosci. To rzadka umiejetnosc i Brubaker wykorzystuje ja mistrzowsko. Dla mnie Criminal to absolutny peak Brubakera. Owszem, napisal pozniej wiele rzeczy bardzo dobrych, czasem nawet swietnych, ale do tego poziomu juz nigdy nie dobil. Tutaj wszystko kliknelo: scenariusz, narracja, rytm, atmosfera, a Phillips dopelnil to rysunkiem, ktory jest jak wizualny odpowiednik dymu papierosowego unoszacego sie w zadymionym barze o trzeciej nad ranem. Jesli ktos jakims cudem tej serii jeszcze nie zna – szczerze polecam nadrobic. A dla fanow noir, mroku, skomplikowanych bohaterow i dojrzalego komiksu, ktory nie boi sie brudu ani emocjonalnych ran, to pozycja absolutnie obowiazkowa.
*Przylansuje sie - tu jest powod, dla ktorego ostatnio czytam mniej. Bohater komiksow Jasona, w wersji live.