Ok, zrecenzujmy sobie najnowsze wydanie Westernu od PCA.
Zacznijmy od tego, że jestem wielkim fanem Rosińskiego, trochę mniej wydawnictwa PCA, ale ilość materiału dodatkowego w końcu mnie skusiła. Na półce od nich mam jedynie Rosiński-Fantastyczny, o którym nieco więcej pisałem już wcześniej.
Najnowsze wydanie od PCA jest swego rodzaju nawiązaniem do ekskluzywnego wydania francuskiego od Galerie Raspoutine - tam była dołączona gwiazda szeryfa (u nas moneta), tekturka z wyciętym koniem i jeźdźcem (u nas pudełko) oraz numerowana i podpisana grafika (tam zupełnie nowa, u nas jedna z tych, które są w komiksie).


Do tego nasze wydanie zawiera scenariusz, które we Francji ukazał się jako osobna pozycja. Tak się składa, że mam obie te pozycje na półce i mogłem sobie porównać jak prezentuje się nasze wydanie na tle materiału źródłowego. Oczywiście nie jest to kopia 1:1, ale jest sporo podobieństw.

Zacznijmy od plusów. Według mnie okładka przednia i tylna prezentują się naprawdę fajnie. Było tu kilka uwag krytycznych, ale mi akurat okładka bardzo się podoba. Jest też kompletny storyboard, który jest jedynie szczątkowo w wydaniu francuskim. Jeśli chodzi o dodatkowe szkice i grafiki to ja akurat trochę się zawiodłem, bo nie znalazłem nic nowego czego już bym nie widział. No może te kilka wrysów, które były dołączane do najdroższych opcji Westernu na Kickstarterze, ale tu szału nie ma. Myślałem, że zajrzą nieco głębiej do szuflady i wyciągną jakieś smaczki z przeszłości, jak w przypadku Rosiński-Fantastyczny. Ale może nie było czego wyciągać? Plusem jest też to, że sam komiks to 1:1 wersja od Egmontu.
No, ale oczywiście w przypadku PCA zawsze musi być coś... Ok, myślę sobie nowych grafik nie ma, ale mam chociaż scenariusz przetłumaczony na polski, bo francuskiego nie znam ni w pięć ni w dziewięć. Zaczynam czytać (swoją drogą ciekaw jestem ile osób, które posiada to wydanie przeczytało scenariusz) i coś mi tu nie zgrzyta. Patrzę na dialogi w scenariuszu i w dymkach komiksu i okazuje się, że miejscami mocno się różnią. W scenariuszu przetłumaczyli nie tylko didaskalia, ale również same dialogi przez co mamy dwa różne tłumaczenia tego samego komiksu. Ok, może Ksenia Chamerska dała ciała i przetłumaczyli to lepiej. Patrzę do scenariusza po francusku. Strona 3:
Jess: - Les Shoshones et les Crows sont calmes
Egmont: Szoszoni i Kruki są spokojni.
PCA: Szoszoni i Indianie z plemienia Apsaalooke siedzą cicho.
Na tej samej stronie Badlands przetłumaczono na "trudne ziemie" zamiast na "złe ziemie" jak w Egmoncie.

Warstwa edytorska też pozostawia wiele do życzenia. Miejscami mamy zupełnie różne kroje i wielkości czcionek użytych w scenariuszu (np. gdzieś do połowy tekst ma większy rozmiar czcionki niż później, miejscami numery stron scenariusza nachodzą na tekst lub ich nie wcale). Co ważne miejscami Rosiński nanosił odręczne poprawki na scenariusz, tylko niestety PCA kilka takich poprawek przemieściło względem tekstu i teraz nie mają żadnego sensu (pewnie nawet nie zdawali sobie z tego sprawy). Poniżej tylko jeden z takich przykładów - Rosiński podkreślił i dopisał, że Willie to inny facet (w wydaniu PCA ten dopisek jest gdzieś zawieszony w próżni).

W końcu, gdzieś pod koniec scenariusza nie zauważyli, że prawdopodobnie ktoś wstawił dodatkowy enter w tekście i teraz końcowe dialogi z jednej strony przeniosły im się na górę kolejnej strony (np. na stronie 59 mamy u góry tekst Eddie, nie!! który powinien znajdować się na końcu poprzedniej strony). Nie mam już wydania PCA, ale ten błąd był widoczny na ok. 10 ostatnich stronach. Nie była to kwestia braku miejsca czy coś. Jest też sporo literówek czy innych pomniejszych błędów edytorskich, ale aż tak się nie czepiam. Te błędy o których tu piszę zauważyłem jednak od razu po pobieżnym przejrzeniu testu. No ale wiadomo, że w PCA nie ma raczej żadnej korekty.

Na koniec drobne uwagi co do zamieszczonych grafik - tych dużych dwustronicowych obrazów. Chyba w żadnym wydaniu od Egmontu, PCA, czy Raspoutine, te obrazy nie są wydrukowane w całości. Zawsze jakoś je tak wpasowywali żeby pasowały do formatu wydania i marginesów, ucinając nieco boki obrazów. Tu nie było inaczej, a szkoda, bo duży format pozwalał żeby wydrukować je w całości. Poniżej zdjęcie (pierwszy plan E, drugi PCA) pokazujące dopasowanie górnej krawędzi jednego z obrazów. W tym wypadku PCA sporo obcięło, ale w innych przypadkach to E obcinał któryś bok bardziej.