Polubienia

Przejrzyj stronę ulubionych postów oraz otrzymanych polubień za posty użytkownika.


Polubione

Strony: [1] 2 3 ... 55
Wiadomości Liczba polubień
Odp: Battle Angel Alita
Ja z lekturą czekam na całość, ale słyszałem, że to absolutna klasyka i must have, top 3 SF obok Akiry i Ghost in the Shell.

Bez przesady. Alita to tylko akcyjniak w realiach cyberpunku, od 3 tomu to praktycznie jedna wielka nawalanka gdzie główna bohaterka niczym w jakimś klasycznym sohounenie trafia na coraz silniejszych przeciwników i musi ich pokonać. Dopiero pod sam koniec pojawia się trochę jakichś głębszych egzystencjalnych przemyśleń. Zaznaczam jednak, że czytałem tylko pierwszą serię i nie wiem jak fabuła rozwija się w Last Order i Mars Chronicle.

Sądzę też, że wydanie w takiej hiper ekskluzywnej formie akurat tej mangi to gruba przesada bo tomów bardzo dużo a czym dalej tym coraz bardziej zaczyna autorowi upraszczać się kreska.

Śr, 20 Luty 2019, 11:09:27
1
Odp: Zabij albo zgiń Zastanawiałem się jak i gdzie użyć funkcji "spoiler" i doszedłem do wniosku, że tekst może się zrobić trochę nieczytelny. Także proszę o wybaczenie, ale w tym wypadku będzie jedynie ostrzeżenie "werbalne": uwaga,spoilery.





Wydaje mi się, że chyba coraz gorzej "rozumiem się" z Bru. "Fatale" byłem niemal zauroczony. Dla mnie świetna seria. "Velvet" czytało się bardzo dobrze, choć już bez tego dreszczyku emocji co "F.". "Fade Out" ku pewnemu rozczarowaniu nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia. Niby człowiek doceniał opowieść i klimat, ale to było trochę jak z "The Sopranos" - od strony warsztatowej dobre, obiektywnie sprawnie zrealizowane, ale emocji żadnych.
I teraz wzięło mnie na "Zabij albo zgiń".
Hm...
Ujmując rzecz trochę obrazowo i trochę porównawczo: jak Ellis`a za "Karnak" komplementowałem za "tchnięcie życia" w papierową postać tak po lekturze "Zaz" dominującym wrażeniem jest... bylejakość. I wtórność.
Niestety.
Czytając tę historię oczyma wyobraźni widziałem B. siedzącego przed gabinetem redaktora i w pośpiechu, na kolanie, na 5 minut przed umówionym spotkaniem (i ostatecznym deadline) gryzmolącego na kartce papieru konspekt "nowej serii". Przekładając to trochę na świat mody: w trakcie lektury czułem się tak jakby wynajęty przeze mnie projektant zdjął z pleców swoją starą kurtkę, przewrócił ją na drugą stronę, założył na grzbiet po czym oznajmił, że oto jest jego najnowszy i najświeższy projekt. Tym właśnie dla mnie jest "Zabij albo zgiń" - wywróconym na drugą stronę "Fatale".
W "F." mieliśmy prześladowaną "ofiarę" i ukrywające swoją obecność przed światem demony. Tutaj zaś dostajemy (jasne, historia podlega różnym interpretacjom, ta akurat jest moja ;) ) szalejącego mściciela i omam w postaci demona. Czyli odwrotność "F."
Do tego historia opowiedziana jest na bazie mniej czy bardziej pogiętej chronologii, a narratorem okazuje się być (do kompletu)... nieboszczyk.

Dosłownie: odnoszę takie wrażenie, że Brubaker pograł jak ten leniwy uczeń gimnazjum, który mając zadane na weekend napisanie opowiadania wziął się do roboty o północy z niedzieli na poniedziałek i pod kołdrą przy latarce napisał pierwszą rzecz, która mu przyszła do głowy. Nic nie poradzę. Dla mnie ta historia to nic innego i nic więcej jak wywinięte na drugą stronę "Fatale".
Przy czym: żeby nie było, że jedynie malkontencę. Gdyby Ed darował sobie jakikolwiek element demoniczny i skupił się na psychice Dylana (jednoznacznie - od tego czy innego momentu - wskazując, że to tylko i wyłącznie kwestia choroby psychicznej), gdyby inaczej rozłożył akcenty (tzn. zogniskował się na walce o zachowanie resztek poczucia rzeczywistości), gdyby to była - bo ja wiem - jakaś tam wariacja nt. "American Psycho" to wtedy pewnie bym to kupił jako coś nowego i coś innego. Ew. niechby to już była wyłącznie ta dekonstrukcja samotnego mściciela wg nurtu SH. Też by przeszło. Ale pchanie się na siłę w tego nieszczęsnego demona...
Sorry Ed. Jak dla mnie ten jeden element spaprał odbiór całości.

Generalnie jeśli chodzi o Brubaker`owy Image to niestety widzę to w ten sposób, że im dalej w las tym słabiej.  :(

Śr, 03 Kwiecień 2019, 00:09:24
1
Odp: Palcojad przy czym moim zdaniem (i zdaniem wielu osób na reddicie) zakończenie palcojada jest beznadziejne i stanowi ogromny zawód po budowaniu zagadki przez ~28 zeszytów. Żenująca ekspozycja zrzucająca na czytelnika wszystkie informacje w ostatnich dwóch zeszytach, absurdalne wyjaśnienie tajemnicy pełne dziur logicznych plus sekwencja rodem z indiany jonesa i kompletnie niepotrzebny cliffhanger na końcu skutecznie obrzydziły mi całą serię. Jeżeli jeszcze nie wszedłeś w tę serię to z całego serca odradzam, w podobnych klimatach nieskończenie lepszy jest np revival w którym dla odmiany zakończenie jest przemyślane i dobrze domyka wątki.
Wt, 28 Maj 2019, 21:32:50
1
Odp: Aliens vs Predator
Cytuj
Nowelizacja 3-ego dzieła z serii kinowej "Obcy" w wykonaniu A. D. Fostera była intuicyjnie chhwytliwa, potrafiąca się podobać, i to na tyle, że nabyłem dość zaufania, aby wziąć się za komiksowego "Obcy 3" W. Gibsona.
Tylko co ma nowelizacja Fostera do adaptacji scenariusza Gibsona?  ???

Spoiler: PokażUkryj
Tak, wiem, że ten człowiek nie wie co pisze i nie ma sensu z nim dyskutowac, ale musiałem zapytać :P



So, 23 Listopad 2019, 14:25:00
1
Odp: Komiksy Disneya (Kaczor Donald, Kaczogród) Znalazłem chwilę, więc pozwolę sobie nawiązać do starej dyskusji o tłumaczeniach z "Kaczora Donalda" i "Kaczogrodu". To nie jest w żadnym wypadku miarodajne i całościowe badanie, ale niedawno wpadła mi w oko ramka otwierająca historyjkę "Good Canoes and Bad Canoes" i jej polskie tłumaczenia:

Oryginał: Donald and his nephews are at a northern lake, where Donald is feeling so cocky that he has entered a canoe contest against his lucky cousin Gladstone Gander!

Tłumaczenie Jacka Drewnowskiego (z "Kaczogrodu", t. 4): Donald i jego siostrzeńcy wybrali się nad Jezioro Łabędzie. Donald czuje się taki pewny siebie, że startuje w zawodach kanadyjek przeciwko swojemu kuzynowi Gogusiowi...

Tłumaczenie Michała Wojnarowskiego (z "Kaczora Donalda" 39/1997): Szanowna publiczności, kochani telewidzowie, drodzy czytelnicy. Znajdujemy się właśnie nad Jeziorem Północnym, gdzie Donald, ogarnięty niezrozumiałym napadem pewności siebie, rzucił wyzwanie swojemu kuzynowi i wiecznemu szczęściarzowi w jednej osobie, znanemu nam skądinąd pod jakże banalnym imieniem Gogusia...

Ten przykład chyba dobrze ilustruje to, o czym pisałem wcześniej w tym wątku. Nie chodzi mi o to, że polska wersja z KD mi się nie podoba. Ona jest wspaniała! Płynna, ładna, z wyszukanym słownictwem... Ale jest w niej co najmniej tyle samo twórczości pana Wojnarowskiego (do spółki z prof. Bralczykiem), co Carla Barksa. Tłumaczenie Jacka Drewnowskiego jest bliższe oryginału i pierwotnej intencji Carla Barksa - więc jako przekład lepsze, nawet jeśli jako tekst ma mniej fajerwerków.

Myślę, że to ma duży związek z publikacjami, w których ukazały się te tłumaczenia. Moja hipoteza jest taka, że w redakcji "Kaczora Donalda" z lat 90 dużą rolę odgrywały tendencje dydaktyczne: pokazanie, że komiks może być wartościową lekturą dla młodych czytelników przez rozszerzanie ich zasobu słownictwa (stąd też angaż prof. Bralczyka jako konsultanta lingwistycznego). Poza tym ogólnie rzecz biorąc, komiks jako gatunek i Barks jako twórca nie mieli wtedy takiego statusu jak teraz, co mogło sprawić, że polska ekipa była bardziej chętna do kreatywnego tłumaczenia i podkręcania tekstu źródłowego. Znamienne na przykład, że w tamtym czasie przy komiksach w KD nie było w ogóle nazwisk ich autorów.

Dla odmiany "Kaczogród" to kolekcja sygnowana nazwiskiem Barksa i przeznaczona w dużej części do miłośników komiksu, którzy znają tego twórcę i chcą zapoznać się z jego twórczością i stylem - więc ważne jest, żeby przekład oddawał oryginał jak najwierniej, a osoba tłumacza nie przesłaniała osoby autora. Dzięki temu mamy dobry obraz komiksów Barksa takich, jakimi je stworzył.

Z całego serca rozumiem sentyment do polskich wersji M. Wojnarowskiego, bo sam się na nich wychowałem i uważam, że językowo są przepiękne i bogate. Jednocześnie jednak wydaje mi się, że krytykowanie tłumaczeń Jacka Drewnowskiego z "Kaczogrodu", bo nie brzmią tak, jak stare przekłady z naszego dzieciństwa, jest trochę nie fair z podanych wyżej powodów.

Pt, 29 Listopad 2019, 21:49:59
1
Odp: The Punisher Aaron snuje opowieść o Franku po swojemu. Owszem korzysta z kilku znanych postaci, ale raczej nie czuje się, że jest to kawałek uniwersum (nie ma większej ilości marvelozy, eventów itp). Świetnie się to czyta, a opowieścią z Bullseyem pokazuje, że rewelacyjnie zna się na swojej robocie (oczywiście według mego widzimisię). 
Nd, 08 Grudzień 2019, 23:12:54
1
Odp: Klasyka Marvela od Egmontu Dla mnie wygląda to tak, jakby wpierw chcieli skończyć Millera, zanim zaczną wydawać kolejnego. Wiem, dziwne to, ale co zrobić. Powinni dać plan co do Daredevila na najbliższe 10 lat.  ::)
Śr, 11 Grudzień 2019, 15:50:13
1
Odp: Komiksy Disneya (Kaczor Donald, Kaczogród) Nie przeczytałem w życiu żadnej historyjki z Kaczorem Donaldem. Sporo obejrzałem w dodatkach do gumy balonowej. Na forum usłyszałem o nazwiskach Barks i Rosa. Zachęcony zakupiłem Kaczogród(1-6), ŻiCSMK i pierwszy tom kolekcji Rosy. Dla mnie to wszystko jest nowe, nie mam żadnego odniesienia i uważam, że jest świetne.
Śr, 25 Grudzień 2019, 22:13:03
1
Odp: Budżetowe kolekcjonowanie komiksów
Tylko w takim razie jakie komiksy zapewniają efekt jeśli nie przeciwny to chociaż neutralny?  ???
Rajtuzy? SW? Lucky Luke? Usagi? Thorgal?
Bądźmy poważni: w rejonach nadwiślańskich hobby komiksowe jest generalnie traktowane jako niepoważne i historyjki obrazkowe można byłoby przepisywać jako uniwersalny środek kobietobójczy. 8)
No jeśli dla Ciebie pula komiksów kończy się na w/w to rzeczywiście  ::)

Wt, 31 Grudzień 2019, 11:58:04
1
Odp: Alan Moore Widocznie jestem za głupi na twoje "wykresy". Miałeś ty w ogóle matmę w szkole?
Śr, 15 Styczeń 2020, 18:57:14
1