Polubienia

Przejrzyj stronę ulubionych postów oraz otrzymanych polubień za posty użytkownika.


Posty polubione przez innych

Strony: [1] 2 3 ... 12
Wiadomości Liczba polubień
Odp: Seriale DC od The CW W "Arrowverse" dzieje się na prawdę sporo. Nie wiem czemu fani serialu, czy ogólnie rzecz biorąc sympatycy serialowego Uniwersum od "CW", i forumowicze zarazem, zaczynają z lekka narzekać na strukturę tego adaptującego rzeczywistość komiksową "DC" Uniwersum.  I tak przykładowo, "Flash" na tle "Supergirl" wprost błyszczy, ba, wypada ,,oskarowo", lecz mimo to "Supergirl", aż tak źle się nie ogląda - temu dziełu trzeba ,,liftingu" i obrania właściwych torów fabularnych, a na to jest za późno. "Arrowverse" zmierza do tasiemcowatości; osnowę jego seriali można by zamknąć w dwóch, góra trzech sezonach, przy założeniu po 22-24 odcinki na sezon dla każdej z produkcji. Nie wiem co się dzieje w "Arrow"; pamiętam, że z moim zaangażowaniem w to widowisko, stanąłem na 14 odcinku pierwszego sezonu. Przy "Arrowverse" trzyma mnie jedynie "Flash", poniekąd "Supergirl" i "DC's Legends of Tomorrow" - głównie ze względu na sam fakt, iż są to adaptacje narracji obrazkowych "Uniwersum DC".

Ostatnio emitowany epizod serialu "The Flash": "Cause and XS" - s05e14 - potwierdził dobrą passę w jakiej znalazła się ta produkcja. Oś Czasu - czyli mówiąc inaczej ,,czasoprzestrzeń" stała się w "Arrowverse" bardziej plastyczna niż można było początkowo, przez 4 pierwsze sezonu "The Flash", przypuszczać. Skoro Nora stworzyła "Cykadę", a Eobard Thawn pociąga za sznurki, pragnąc ostatecznie zlikwidować nowego wroga Flasha, co powodowałoby wymazanie Nory a.k.a ,,XS" z Osi Czasu, czyli Barry Allen poczułby podwójny, cierpki, wewnętrzny ból stając się pozbawionym dwóch Nor (Córka i matka) psychicznym truchłem, to coraz dziwniejsze, odkrywane na temat struktury linii czasu i wpływającego na samą czasoprzestrzeń "Speedforce", fakty, miałyby sens. Epizod "Cause and XS" wyłonił ciekawą i bardzo ważną dla dalszych losów "Arrowverse" modyfikację zjawiska ,,pętli czasowej". Jedyną zagwozdką w tej kwestii pozostaje to, czy Eobard z 2049 roku wiedział, że Nora ugrzęźnie w pętli przyczynowo-skutkowej przed tym, jak mu o tym powiedziała.  :o :o

Pn, 18 Luty 2019, 15:54:15
1
Odp: Avengers: End Game Do premiery "Captain Marvel" zostało niecały miesiąc, a do otoczonego całunem niezwykłości i istoty dla gatunku i rodzaju kina, "Avengers: Endgame", pozostało tylko 2 miesiące i kilka dni. Tego ile hipotez, sugestii i plotek o całości zawartości wieńczącego 11 lat działalności "MCU", widowiska jest obecne w eterze, a ile dopiero powstanie, nie chce mi się nawet pisać. Jedna z takowych zagwozdek rzekomo tłumaczy, iż w "Avengers: Endgame", Hawkeye, w jakiś sposób zwiąże się z Kamieniem Rzeczywistości, tak, jak związała się z nim Jane Foster, który opakowany był w Eter, w filmie "Thor: Mroczny Świat". Bohater miałby dostęp do potęgi zdolnej zmienić, albo przynajmniej w jakoś sposób wpłynąć na losy świata bądź walki z Thanosem - a wszystko i tak zależy od oficjalnej fabuły produkcji - przechylając wszystko na korzyść zwycięstwa Avengersów. Ot, ciekawe... Hawkeye, cichym bohaterem?


Wt, 19 Luty 2019, 16:36:44
1
Odp: Lista animacji DC/Marvel
Pierwsza wersja Intro była dłuższa i sporo się różniła.
Obecna jest dynamiczniejsza i cudowna !
Tutaj stara wersja.

Tło muzyczne, które przesłałeś w youtubeowskim linku, które jest częścią animacji "Batman: (TAS) 1992-95" nie jest klasycznym Openingiem do tej kreskówki, jest jego przedłużeniem. Fragment animacji zawiera więc rozszerzone intro graficzno-muzyczne, które pojawia się przed każdym odcinkiem tego serialu, oraz część odcinka - o ile się nie mylę - go otwierającego, czyli tzw. pilota. Urywek z pierwszego odcinka, który widzimy jest wyostrzony, wyraźnie poprawiony: światło, cień, płynniejsze i zgrabniejsze ruchy postaci; nie jest to jednak dobre rozwiązanie. "Batman: (TAS) 1992-95" wygląda najlepiej w tej pierwotnej koncepcji, z zanieczyszczeniami na odtwarzanym obrazie, szumami w tle, jakby lektor został źle nagrany na kasetę VHS. To jest tak klasyczne, że aż mityczne.


Aby powrócić do animacji pełnometrażowych od "WB/DC" bliżej tych tajemniczych, baśniowych, żyjących jak wieczna legenda czasów, jak słynne: "Batman: Maska Batman (1993)" i "Batman: Powrót Jokera (2000)", postanowiłem, że obejrzę dziś... późną, mroczną porą: "Superman: Brainiac Attacks (2006)". Nie jest to, co prawda, ten sam styl i charakter rysunku, co w filmach animowanych z Batmanem z lat 1992-2005, ale to wciąż "WB/DC" i taki film, jak charakterystycznie kreślona rzeczywistość w "Justice League vs Teen Titans (2016)".
 8) 8)

Śr, 20 Luty 2019, 22:00:33
1
Odp: Titans
Titans było świetne?
Tak, "Titans" jest świetne. Jako serial wymazuje ,,cukierkowe" "Arrowverse" i "Gotham", stawiając bezapelacyjnie właśnie siebie na pierwszym miejscu adaptacji realiów komiksowy od "DC". Za "Titans", spośród widowisk adaptujących historie z komiksów "Uniwersum DC", plasują się: "Gotham" i ewentualnie "Flash", który 5-ty sezon ma, jak na ten moment, świetnie poukładany; "Doom Patrol" ciężko jest w tym zestawieniu ocenić, bo dopiero wrzucił swój pierwszy bieg. "Titans" kusił - i nadal będzie to robić w drugim sezonie - tajemnicą, mrokiem, tą prawdziwą ,,ludzką" historią postaci zaczerpniętych z kart komiksu. Zresztą jest to temat do dłuższej dyskusji. Można by daleko zabrnąć, gdybyśmy rozłożyli "Ttians" na czynniki pierwsze. :P

Nd, 24 Luty 2019, 17:13:02
1
Odp: Alita: Battle Angel Piękna duszą, wyglądem, zachowaniem; taka jest niestrudzona, bardziej ludzka niż niejeden z nas, wojownicza Alita! Byłem, zobaczyłem, a po seansie Alita: Battle Angel, prawie nie uwierzyłem, jaki ten film był nietuzinkowo dobry, ba, nie przytłaczający pod względem ilości wizualizacji komputerowych, jakości CGI, Green oraz Bluescreenów i innych efektów specjalnych, tu zawartych - jakby dzieło to nie opowiadało nam całej swojej historii i nie tworzyło się na coś wartościowego tylko dzięki efektom specjalnym. Alita: Battle Angel to gatunkowe połączenie ,,cyber sci-fi", ,,steampunk sci-fi" i ,,fantastyki", na co wskazywałyby przykładowo wycięte, jako odrębne, sceny z filmu w spowitej półmrokiem XIX-wiecznego wiktoriańskiego Londynu, nocy, w okolicach zakładu Doktora Ido, gdzie Doktor Ido parał się po zmroku zawodem Łowcy. Alita: Battle Angel to piękny, trudny do przewidzenia, jeśli chodzi o możliwą linię zakończeń swej fabuły i ewentualnego sequela - a ten wiemy, że musi powstać - film; to również nie sztuczna, nie miałka, ani przerysowana zbyt wylewna opowieść, lecz inteligentnie uwypuklająca wrażliwość emocjonalną zrodzonej z waleczności i determinacji Ality oraz relacji pomiędzy poszczególnymi postaciami. A na dodatek był cliffhanger, który wnosi sporo nadziei na kilka filmów z serii Alita na przyszłość.



Alita: Battle Angel oceniłem dość wysoko: 8,5/10.

Wt, 26 Luty 2019, 22:30:48
3
Odp: Rysografy / Autografy - Chwalimy się :) Do Crossoveru postaci pochodzących z różnych Uniwersów, gdzie każde z takich Uniwersów można by porównać do odrębnego od drugiego Uniwersum Wszechświata, podchodziłem z dystansem i lekkim niedowierzaniem, może nawet zazdrością. Do tej pory Crossover w płaszczyźnie kultury komiksowej, dla mnie był równoznaczny z wzorcowym Crossoverem "Uniwersum Marvela", np. z Secret Wars, Secret Invasion, Infinity, Infinity Gauntlet (jako komiks, teoretycznie można przypiąć mu łatkę Crossovera). Na inne historie obrazkowe, w których ogrom postaci uczestniczy w rozpisanym w serii arcyważnym, epickim wydarzeniu, np. na te należące do "Uniwersum DC", mimo iż miałem świadomość, że takowe Crossovery, z tego Uniwersum są obecne, nie zwracałem uwagi. Aż do czasu.

Natrafienie na Batman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania lekko przyszpiliło mnie do surowego, grubego Crossoverowego muru, pokazując, że zarówno Batman z Gotham City i Sędzia Dredd z Mega-City One, mimo pochodzenia z różnych światów, jakby z obych wymiarów mogą spotkać się ze sobą w jednym cyklu historii, tworząc tym samym wysmakowany, świetny Crossover.

Będąc na Warsaw Comic-Conw październiku 2018 roku, wziąwszy ze sobą na Konwent komiksBatman/Sędzia Dredd. Wszystkie spotkania, podszedłem do stoiska, gdzie autografy podpisywali
Glenn Fabry oraz Simon Bisley - mrocznie, w sposób napastliwy i dziwnie wyszukany rysujący rzeczywistość Crossovera Batmana i Sędziego Dredda, artyści. Do był niedający się opisać zaszczyt i przyjemność, gdy obaj podpisali mi się w odpowiednich miejscach wewnątrz tego wydania komiksu.

SIMON BISLEY




GLENN FABRY


So, 09 Marzec 2019, 18:28:38
1
Odp: Kapitan Marvel Ale się użalacie nad "Captain Marvel", jakbyście moi drodzy własnego zdania o tym filmie nie mieli; w ten sposób zamiast łączyć się ze sobą, jako zbiorowisko ludzi oddanych filmom MCU, którzy rozmawiają o nich, nie patrząc się na bezsensowne porównania kulturowe, społeczne, a nie daj Boże polityczne, tylko wymieniając opinie i zdania jak prawdziwi geecy i nerdzi, fani rozpadają się na dziwne frakcje i sami przyczyniają się do psucia wizerunku tego filmu. Szkaradna, kloaczna parodia.

A co ja o "Captain Marvel" sądzę?

Kiedy pytają mnie, jaki jest najlepszy solowy film o superbohaterze, jaki powstał do tej pory, pędzę niestrudzony, aby odpowiedzieć: nie żadne bardzo dobre, ale ,,zbyt patosowe" i ,,zbyt piękne" fizycznie i emocjonalnie "Wonder Woman", tylko "Captain Marvel". Tak, jak mawiał Peja, tylko z lekko zmienioną wersją powiem ,,na pohybel tym hejterom", i bez wahania stwierdzam, że po dwóch projekcjach filmu: pierwsza w formacie IMAX 3D z napisami, wczoraj, natomiast druga w formacie 4DX z dubbingiem, dzisiaj, "Captain Marvel" to naprawdę abstrakcyjnie dobry, zrealizowany z gigantycznym jajem, świetnie pomyślany twór kinowy MCU, którego wzbogacały dostosowane do tego co film opowiadał, wymykające się jakkolwiek pojmowalnej percepcji wyłonieniu mocy Carol Danvers, efekty specjalne.

Nie dość, że jestem niebotycznie usatysfakcjonowany, i jako fan poruszony tym, co w 21 obrazie Kinowym MCU ujrzałem, to śmiem twierdzić, że w Captain Marvel dostaliśmy umiejętnie rozpisany film, w którym nawet znalazł się filuterny, ot specyficzny humor, gdzie kot, którego się obawiano: Goose, zrobił gigantyczną furorę, większą niż Porg w "Ostatnim Jedi" - Epizodzie VIII Star Wars. Niczego w filmie przedstawiającym historię kogoś, kto mimo posiadania mocy musi odnaleźć się w tym całym miszmaszu jako superbohater, tworzoną przez lekko szarpany, budujący napięcie sposób, mi nie brakowało; ba, niczego nie brakowało postaci Carol Danvers. Bohaterka potrafiła być miła, kochająca, sympatyczna, zimna, wybredna i marudna; to w jaki sposób używała swych fotonowo-plazmidowych mocy - bo brak mi słów i dosłownie, i w przenośni, aby to zjawisko ekstrakcji jej gigantycznej potęgi opisać i nazwać - bardzo dobrze o niej świadczyło, i o twórcach filmu również: efekty specjalne dość dobrze opowiadały film, lecz nie były ponad to, jakby nie tylko one się liczyły...


Hiper-ekstazę po "Captain Marvel" będę odczuwał jeszcze bardzo długo. Skrullowie zdefiniowani i dostosowani do filmu na nowo! O "Secret Invasion" możecie co najwyżej pomarzyć... A może to i dobrze?
Wielu istotnych momentów, ogólnego udziału i rozpisu postaci w 21 dziele kinowym MCU się nie spodziewałem, dlatego produkcji postawię najwyższą notę, 10/10. Ten kto oglądał wie, że hołd dla Stana Lee, w taki sposób jak tu uwydatniony, to coś pięknego!


Śr, 13 Marzec 2019, 00:18:41
4
Odp: Shazam ,, - Wypowiedz me imię a w twych żyłach popłynie moc.
   - Ale ja go nie znam.
   - Shazam.
   - Ale to jakaś ściema chyba. (Billy w wersji polskiego dubbingu)
   - Powiedz to!
   - Dobra.
   - Shazam!
"

Shazam! Jak tu nie lubić tego filmu, i to już na starcie, i to po dwóch jakże nietuzinkowych - ba, mało powiedziane - trailerach, przed zbliżającą się nieubłaganie, jakże rozpalającą fanowskie serducha jego premierą. Do dzieła Davida F. Sandberga, odpowiedzialnego za ,,zmysłowo i inteligentnie straszące" horrory: "Kiedy gasną światła (2016)" i "Annabelle: Narodziny zła (2017)", co jest niezwykłym posunięciem i odwagą samą w sobie, aby reżyserować Shazam!, dodajmy dość specyficzny kontrast emocjonalny i nastrojowy, co przekłada się na wiele aspektów filmu: szukanie ,,ciepła rodzinnego" przez Billy'ego Batsona, wiążące się w dość specyficzny sposób z humorem wynikającym z natury postaci superbohatera, Kapitana Marvela.

Shazam! jest 4-tym najbardziej oczekiwanym przeze mnie filmem, na którego premierę w 2019 roku bardzo, ale to bardzo się szykuję!

Plakaty promujące to niezwykle ekstatyczne, zajmujące geekowskie umysły widowisko, Shazam!, tak intuicyjnie, wręcz punktowo podkreślają tę specyfikę filmu... Niesamowite! Wystarczy spojrzeć na grafikę wrzuconą w treść posta poniżej, aby się o tym przekonać. ;D ;D ;D





Śr, 13 Marzec 2019, 13:02:11
2
Odp: Watchmen (Strażnicy) "Watchmen. Strażnicy" Zacka Snydera nie jest czymś zwyczajnym, a nawet niezwykłym pośród filmideł ,,sweet superhero", bo tak właśnie dużą część adaptacji komiksowych, które mamy obecnie realizowane można określić, nazwać ten ich charakter. Strażnicy to widowisko pokroju Punishera, pomnożonego razy kilka i przerzuconego do Kinowego Uniwersum DC. Gorycz, pieprz i sól, dramat mieszający się z ,,drastycznym humorem"; wciąż mam problem z kompletną oceną tego filmu, nie wiedząc na czym w większości się skupić w krytycznym spojrzeniu na jego całość. To były 2h i 40 min nie tylko oglądania z samego faktu oglądania, lecz doświadczania czegoś niezwykle odrębnego, czego u Snydera jeszcze nie widziałem, co oznacza że kilka filmów spod jego ręki muszę sobie powtórzyć - i to nie raz. Przez tak długi czas Strażników miałem aż nadto okazji do zasmakowania patosu, nienaturalnej wzniosłości idei, klimatu i nawet narracji tego dramatu, która pokazała, że Watchmen. Strażnicy to zarówno cierpki thriller-noir z wątkiem śledczym, obłędnie rozegranym i podkreślonym przez wkład Rorschacha, anarchiczna komedia, do której trzeba podejść z dystansem, jak i akcja rodem z adaptacji komiksowych, pomiędzy której częściami wpleciono istotę dramatu postaci należących do Strażników, np. dylematy egzystencjalno-moralne Dr. Manhattana.

Skupiając się na każdej z postaci drużyny Strażników, największe jak dotąd wrażenie, zrobił na mnie Dr. Manhattan. I cóż, w jego postaci, mówiąc krótko, co w jakiś sposób jest niesamowite kryje się jakaś ironia. To jaką Manhattan posiada moc, i jak tą moc określa jego świadomość własnego miejsca w egzystencji Wszechświata jest czymś niezwykłym. Duplikaty temporalne własnej osoby, naruszanie zasad mechaniki kwantowej, manipulacja materią na poziomie subatomowym jak i w skali makro. To, ale zapewne nie tylko potrafi ta postać / Bóg. Nie orientuję się jak potężny jest on w komiksach, ale w filmie z 2009 roku, uwzględniając do jego osoby wizualizację jego fizyczności, Dr. Manhattan stanowi najbardziej mocarną, o niepojętej potędze niczym przesuniętej ku nieskończoności, postać w dotychczasowym Kinowym Uniwersum DC. I nic w obrazie kinowym Snydera nie wskazywałoby na to, że cokolwiek mogłoby usunąć go z egzystencji. :o :o :o :o



Watchmen. Strażnicy ocenię na 7,5/10; na razie. Po drugim (lub jeszcze później) seansie, gdy poukładam sobie całość filmu w głowie, i gdy przeczytam przynajmniej jedno wydanie zbiorcze komiksów o Strażnikach, wtedy, możliwe że zmienię wartość przypisaną temu dziełu.

Pt, 15 Marzec 2019, 21:11:45
2
Odp: Kapitan Marvel Hejterzy jak zwykle zresztą dostali chyba zatwardzenia; niedługo zapadną się sami w sobie pod wpływem zgromadzonej we własnym umyśle potężnej dawki nienawiści... i chyba totalnej głupoty na postać Carol Danvers, ba na cały film, i w ogóle na aktorkę, która gra bohaterkę. Zbiorowa świadomość fanów w ten sposób, niestety, przez głupotę skrajnych trolli ortodoksów, jest rozdzierana na pół. 21 obraz MCU - Captain Marvel zaczyna sprowadzać się do politycznych i dziwnych, ideologicznych porównań, co niszczy w miarę zżytą ze sobą kulturę fanów. Ostatnio nawet męska część widowni filmu zarzuca płaski tyłek, kiepski biust i średnią twarz Carol Danvers, czyli niezbyt dobrze prezentujący się na wielkim ekranie, przeczący współczesnemu wyobrażeniu piękna - bo nawet do takiej wymiany zdań dochodzi - wygląd superbohaterki. Nie będę wylewał z siebie jeszcze więcej i więcej żalu i licznych uwag, bo jak to się w dzisiejszych czasach mówi: ,,szkoda nerwów".

Spoiler: PokażUkryj
Jackson spotyka Kapitan po raz pierwszy i od razu jej zaufał, śmiechy-chichy i friends forever.
,

ale to w końcu MCU.

Seans w Imaxie jak zwykle daje radę. Z mojej strony, jeżeli ktoś choć trochę lubi superhero, warto wybrać się do kina.

Oglądając "Captain Marvel" dość uważnie, a film widziałem już dwa razy, dzień po dniu: raz w IMAX 3D z napisami, a na następny dzień w technologii 4DX z dubbingiem - co było nad wyraz dziwnym przeżyciem - nie zauważyłem nieścisłości i tzw. dziur fabularnych; po prostu nie zwracam na to uwagi, bo w każdym blockbusterowym, dużym, hollywoodzkim filmie takie zjawisko występuje a w adaptacjach fikcyjnych światów: komiksy, fantastyka, fantastyka baśniowa (Harry Potter), to już ,,klasyczna" norma. Moim zdaniem jest chyba prawie pewnym, że nie dało się przedstawić zapoznania się Fury'ego z ,,Vers", czyli ich zawiązującej się relacji, jako czegoś rozwijanego i budowanego na wzajemnym zaufaniu. To musiała być konkretna męska decyzja. W grę wchodziło albo opowiedzenie się za byciem neutralnym albo skorzystaniu z pomocy kogoś kto ,,coś wie" o zmiennokształtnych Skrullach. Z perspektywy Nicka nie widziałbym innej możliwości, jak przystąpić do ,,Vers" a potem ,,Captain Marvel". To jak Fury stracił oko przejdzie chyba do legendy; w sam raz dostosowano to do atmosfery obrazu i charyzmy Nicka.

So, 16 Marzec 2019, 18:16:17
1