Cześć,
Fables (Baśnie) (DC Black Label).
Tytuł angielki nieprzypadkowo, ponieważ komiks czytałem właśnie po angielsku. Ktoś kiedyś na forum napisał, że Baśnie warto czytać w oryginale, z uwagi na pewne niuanse językowe, które mogą być trudne do oddania przez tłumaczy i kierując się tą opinią postanowiłem tę akurat pozycję kupić i przeczytać po angielsku. Szczerze mówiąc nie wiem, na ile wiernie polskie tłumaczenie oddaje treść oryginału, jednakże trzeba przyznać, że miejscami komiks ten napisany jest bardzo trudnym, wysublimowanym, ale jakże pięknym językiem. Dlatego też właśnie ze względu na poziom trudności, Baśnie w oryginale polecam wyłącznie osobom, które naprawdę dobrze posługują się językiem angielskim.
A teraz do meritum: Baśnie to rewelacyjny komiks. Fabuła wszystkich rozdziałów, które przeczytałem do tej pory (odpowiadają 6 pierwszym komiksom polskiego wydania) jest mega wciągająca, postaci świetnie nakreślone, a tempo akcji bardzo dobrze wypośrodkowane. Chylę czoła przed pomysłowością Billa Willinghama. Naprawdę doskonale wymyślił i oddał świat, w którym postaci ze znanych nam wszystkim Baśni żyją w brutalnej, częściowo naszej rzeczywistości. Nie brakuje tam intryg, zdrad, krwi, seksu itp., ale wszystko podane jest w tak fajny sposób, że nie budzi niesmaku i dobrze komponuje się z konwencją komiksu. Mimo przeczytania ponad 1000 stron, nadal nie mam dość i z przyjemnością będę śledził dalsze losy bohaterów. Co do ilustracji to świetnie pasują one do treści. Tyle i tylko tyle. Nie są wybitne, czasami twarze są trochę zamazane, a czasami drugi plan uproszczony, ale to naprawdę nie przeszkadza w lekturze. Słowem - polecam. Bardzo polecam!
Jeszcze kilka słów o wydaniu: kupiłem 20th anniversary box set. Jest to wydanie, w którym dostajemy 4 opasłe tomy (zwane kompediami), w miękkich okładkach, w kartonowym pudle. Pierwszy tom liczy ponad 1100 stron i odpowiada 6 pierwszym tomom Baśni wydawanych w Polsce. Pozostałe tomy są podobnie opasłe. Komiksy są klejone stąd miałem wrażenie, że tom 1 zacznie się rozpadać jeszcze zanim dojdę do jego połowy, ale nic takiego nie miało miejsca. Naprawdę nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń do jakości wydania komiksu. Po jednokrotnym przeczytaniu wygląda jak nowy. Niestety tego samego nie można powiedzieć o kartonowym pudle, które jest ładne, ale niestety przyszło już uszkodzone – miało rozdarcia na rogach. Ja to załatwiłem taśmą klejącą i jest ok, ale czytałem na portalach wpisy wielu ludzi, którzy narzekali, że pudło doszło uszkodzone więc wygląda na to, że to powszechny problem. Osobiście uszkodzenie pudła mi nie przeszkadza, bo dla mnie najistotniejsze jest, że komiksy są ok i nie zamierzam zarabiać na ich sprzedaży. Niemniej wspominam o tym, gdyby ktoś chciał również nabyć tę wersję. Ostatnia kwestia to ciężar poszczególnych tomów. Trzymanie ponad tysiąc stronnicowego komiksu w ręku przez więcej niż kilka minut stanowi wyzwanie i może być czynnikiem dyskwalifikującym dla niektórych. Chociaż inni mogą to potraktować jako pasywny trening kabla

.
Slaine – władca nieprawidłowości (Studio Lain)
Jak ktoś lubi komiksy Slaine – nie będzie zawiedziony. Ja przynajmniej się nie zawiodłem i dostałem to, czego oczekuję po każdym Slainie – nieskompliowaną fabułę opartą o świat celtyckich wierzeń, która prowadzi ostatecznie do potyczki Slaine z kolejnym bossem. Przy czym zauważyłem, że Mills powielił w tym komiksie motyw wykorzystany również w Sha - palonych na stosie czarownic i związanego z tym przenoszenia w czasie. Nie mam nic przeciwko temu, ale mam nadzieję, że ten motyw już nie będzie się pojawiał w kolejnych komiksach Millsa, bo dla mnie jest już ograny… Nie wiem dokładnie z jakich przyczyn, ale ilustracje tego akurat tomu wyjątkowo przypadły mi do gustu. Dla mnie absolutny top. Klimat i inwencja rysownika wgniotły mnie w fotel. To samo tyczy się okładek. Są tak świetne, że pierwszy raz od dłuższego czasu kupiłem wszystkie wersje okładkowe, bo po prostu nie mogłem się zdecydować na odrzucenie chociaż jednej.
Opowieści grozy (Mandioca)
Dla mnie bardzo przeciętny komiks. Krótkie historie oparte głównie na prozie E.A.Poe, których adaptacja zupełnie mnie nie poruszyła. Nie poczułem grozy, rysunki D. Battaglii są oszczędne, być może nawet zbyt oszczędne i dla mnie nie budują w wystarczającym stopniu nastroju. Z ilustracji w necie wydaje mi się, że kolejna część serii wypuszczona przez Mandioce – Opowieści Makabryczne może być zdecydowanie lepsza. W szczególności ilustracje wydają mi się zdecydowanie lepsze i prawdopodobnie lepiej budujące nastrój. Nie podjąłem jednak jeszcze decyzji, czy kupię.
Bezprawie t.1 i 2 (Studio Lain)
Rewelacja! Już pierwszy tom mega mi się podobał. Kreska, fabuła, postaci, humor (tekst o stolcu na 1 stronie – majstersztyk

) – wszystko tam grało idealnie. Fantastyczny akcyjniak, który – mimo iż w świecie Dredda – spokojnie można polecić osobom, którym uniwersum Dredda nie przypadło do gustu.
Kontynuacja serii mnie nie zawiodła! Może trochę mniej humoru, ale fabuła nadal jest na wysokim poziomie, no i mamy multum scen batalistycznych, które są narysowane z nieprawdopodobną pieczołowitością. A Kadrowanie to już zupełny majstersztyk! Ten komiks jest naprawdę godny polecenia, a fakt, że się jeszcze nie wyprzedał przy tak niewielkiej wydrukowanej liczbie egzemplarzy, jest dla mnie naprawdę zagadką.
Alvar Mayor 1 (Mandioca)
Super! Krótkie historie tytułowego bohatera, często wspieranego przez indiańskiego przyjaciela. Pierwsze historie raczej w podobnym schemacie – chciwi i źli konkwistadorzy, którzy wynajmują Alvara jako przewodnika mającego ich doprowadzić do skarbu (którym może być złoto, ale również źródło wiecznej młodości, czy podobne). Historie kończą się podobnie, ale na różne sposoby. Potem jest trochę bardziej różnorodnie. Niemniej, niezależnie od scenariusza, historie są napisane świetnie. Kreska też jest bardzo ok. Buduje klimat i doskonale współgra z opowiadanymi historiami. Polecam. Tom drugi otworzę niebawem, a trzecia już też kupiona.
Punisher Epic 3 (Egmont)
Punishera uwielbiam od zawsze, więc wybaczam dużo różnych głupotek, które pojawiają się w niektórych historiach. Ten konkretny Epic jest dosyć nierówny: z jednej strony jest tutaj jedna z moich ulubionych historii – ta o łodziach podwodnych Percival i Pirania, a z drugiej jest tutaj taki gniot jak „Intruder” – czyli opowieść, która kończy się walką myśliwców. Z tego co zrozumiałem, to Frank pokonuje tam doświadczonego pilota, który do tego leci w lepszej maszynie po tym jak kilka lat wcześniej spędził trochę czasu w symulatorze lotów. Jest tam więcej takich smaczków, które prawie wypaliły mi mózg… Niemniej, większość historii jest raczej strawna, a jak napisałem w pierwszym zdaniu – uwielbiam Punishera, więc wybaczę wszystko
Corto Maltese 1 – Opowieść słonych wód (Egmont)
Klasyk, za który zabrałem się dopiero teraz (trochę wstyd, ale co zrobić.. ). Historia jest znakomita. Widać, że Pratt wspaniale potrafi opowiadać i nie dziwię się dlaczego ten tytuł zyskał status klasyka. Fabuła jest tutaj bezsprzecznie na pierwszym miejscu, natomiast ilustracje są dość oszczędne w detale i ewidentnie są one wsparciem dla historii opowiadanej w dymkach. Mimo wszystko złego słowa o rysunkach nie powiem. Są bardzo klimatyczne i pasują do opowiadanych historii. Komiks zdecydowanie polecam. Po przeczytaniu pierwszego tomu kupiłem od razu kilka kolejnych.
Acriborea (Studio Lain)
Dopiero zacząłem, jestem po 3 rozdziałach. Póki co, jest lepiej niż dobrze. Nie miałem żadnych oczekiwań rozpoczynając lekturę tego komiksu, a wydaje mi się, że ma on zadatki na awans do mojego osobistego kanonu klasyków SF. Miła odmiana po kilku komiksach od SL, które mi mniej podeszły, takie jak Duam albo Aberzen. Akcja Acriborei zaczyna się już od pierwszych stron i niemal nie zwalnia. Komiks należy jednak czytać bardzo uważnie, ponieważ od początku zostajemy wrzuceni w środek wydarzeń, bez żadnego dokładniejszego opisu sytuacji. Na początku trudno zrozumieć o co chodzi, ale w miarę postępu akcji dostajemy informacje, które składają się w całość i po 3 rozdziałach mamy już pełen ogląd sytuacji. Taki sposób poprowadzenia fabuły jest trudniejszy dla czytelnika, ale wydaje mi się, że bardzo fajnie został zastosowany w Acriborei. Ilustracje są super! Pełne detali wspaniale oddają kosmiczne potyczki ras. Uczta dla oczu i świetna rozrywka. Na tym etapie już mogę polecić Acriboreę miłośnikom SF (a może nie tylko nim) i mam tylko nadzieję, że końcówka nie zawiedzie.
Na końcu odniosę się do dyskusji, powyżej: Dla mnie również Skalp jest świetną serią. Mimo bardzo wielu komiksów, które na moich półkach czekają jeszcze w folii aż znajdę trochę czasu, Skalp przeczytałem już 2 razy i za każdym razem byłem pod wrażeniem jak świetny jest to komiks. Naprawdę warto dać tej serii szansę.