hej,
Ja z całej tej okazji Darkness, aż postanowiłem swojego dziewiczego posta wrzucić w ten temat. Jestem czytelnikiem komiksów od wielu lat. Historia jakich wiele- za małolata tm-semic, potem powrót po latach do czytania. Ze Studia Lain kupowałem jeszcze przed czasami Button Mana, głównie rzeczy z 2000AD, których to jestem fanem, ale innymi rzeczami też nie pogardziłem. Po Cynglu, przez jakiś czas byłem na wagoniku Lainowym i kupowałem większość komiksów aż coś we mnie pękło

Czytam tutaj dużo postów typu "Miałem nie brać ale wziąłem", u mnie jest zupełnie odwrotnie. Miałem wziąć Darkness ale z pełną premedytacją odpuściłem zakup. Strasznie jarałem się na zapowiedź wydawania amerykańskich rzeczy z lat 90tych (głownie przez nostalgie do nastoletnich czasów), ale to co się dzieje na forum, w internecie i generalnie polityka wydawnictwa mnie do zakupu totalnie zniechęciły.
Ja wiem, że pewnie Arek robi to bez premedytacji, ale wczorajsza sytuacja jest dla mnie idealnym odzwierciedleniem tego co najgorsze we współczesnym kapitaliźmie, szczególnie w branzach mniejszych, bardziej hobbystycznych (chociaż i przyklady premiery PS5 czy niektórych modeli Apple można tutaj wpisać). Wszechobecne preordery, limitowanie edycji i co najważniejsze- tworzenie uczucia FOMO, które zmusza do impulsywnych zakupów. Sam mam taką naturę, że wchodzę w każde hobby dosyć mocno i jestem podatny na wiele zabiegów marketingowych, z którymi potem muszę walczyć. Na szczęście, w pewnym momencie dochodzę do takiego punktu gdzie następuje opamiętanie

W przypadku parokrotnego impulsywnego kupowania komiksów (bo przecież zaraz go nie będzie), tym momentem dojścia do ściany było właśnie Studio Lain. Tak jak pisałem, kupowałem większość rzeczy od Studia, takich które nawet mnie nie interesowały, ale poczucie FOMO było zbyt silne. Ciągłe informowanie o nakładzie, brak dodruków, bliski kontakt ludzi z wydawnictwa, nakręcanie się ludzi w internecie (którzy też nawet tych komiksów jeszcze nie mieli okazji czytać) tworzyły we mnie uczucie że muszę mieć ten komiks, bo potem się wyprzeda i trzeba będzie kombinować. Także zamiast świadomego wydania pieniędzy na to na co mam ochotę i co wiem, że raczej sprawi mi przyjemność kończyłem z komiksem, który często rozczarowywał. Takim momentem przełomowym był CE, wokół którego stworzona została aura zaginionego arcydzieła (głównie przez ludzi powiązanych z wydawnictwem- Arek, Kasia czy nawet tłumacz Jakub

). Cena była sporawa, byłem dosyć mocno sceptyczny, chciałem poczekać na pierwsze opinie i recenzje. No ale oczywiście nakład zaraz się wyczerpie i musisz kupić. Tak więc kupiłem i skończyło się rozczarowaniem, bo fantastycznie zapowiadająca się przez pierwsze rozdziały, kunsztowna opowieść, od połowy zamienia się w męczącą i zbyt dosłowną ekspozycje. Tego od ludzi z wydawnictwa już nie usłyszałem, a z paru późniejszych opini takie odczucia można było wyczytać. Pewnie CE i tak bym kupił, ale chciałbym to zrobić na swoich zasadach, w sposób przemyślany, a nie kierowany FOMO. Także kiedy zorientowałem się, że z rzeczy kupowanych od Studia zostały mi na półce głownie Brytole to był to dla mnie jakiś moment otrzeźwienia. Teraz staram się swoje zakupy przemyślać po pare razy, odpuszczam jakiekolwiek wydatki do któych zmusza mnie FOMO i muszę przyznać że czuje się z tym fantastycznie

Nie jest to oczywiście nic osobistego, z Arkiem i Kasią miałem okazje parę razy porozmawiać na festiwalach i było bardzo spoko. Ale nadal jest to relacja sprzedawca-klient, a na taką zależność trzeba uważać

Obecnie cała polityka wydawnictwa i atmosfera dookoła jest dla mnie nieakceptowalna i chciałbym żeby nastąpił krok do przodu

Wiem, że Arek pewnie swojego podejścia raczej nie zmieni, bo jak widać na razie jest na fali wznoszącej (nawet błąd, który mam na okładce Opowieści z Telguuth został na forum gdzie jest wojna o każdą literówkę zupełnie zbyty milczeniem

), swoim postem chciałem też dodać głos z drugiej strony. Pewnie cała ta pisanina nie ma większego sensu, ale cały ten model zakupowy mocno mnie zniechęcał i męczył. Moje serduszko po lewej stronie nie pozwala mi w tym uczestniczyć na ten moment, bo jest to przykład wielu negatywnych rzeczy, z którymi mam problem we współczesnym kapitaliźmie.
A samo Darkness, jako że miałem ochote sobie przypomnieć, kupiłem na spokojnie pod koniec roku podczas wizyty na Wyspach. Za mniej niż połowę polskiej ceny dorwałem wydanie miękko okładkowe (to jest kolejna rzecz, z która mam problem na polskim rynku- pakowanie czytadeł w zbyt eskluzywne wydania) i na półeczce sobie od jakiegoś czasu stoi