Autor Wątek: Uniwersum Terminatora  (Przeczytany 5418 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Offline Juby

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #60 dnia: Pn, 10 Sierpień 2020, 21:48:24 »
T1 - Kyle zostaje ojcem Johna - tu trzeba uzmysłowić sobie, że nie oglądamy oryginalnej historii. W niej nie było Kyle'a ani terminatora. Była Sarah, jakiś nieznany ojciec i w efekcie John. Później wybucha wojna i John staje się istotny. Później Skynet wysyła terminatora, który jednak nie wykonuje w pełni swojego zadania (inaczej John by nie istniał i nie wysłał Kyle'a). Więc oglądamy co najmniej trzecią wersję historii. We śnie Kyle przypomina sobie zdjęcie Sarah (też o nim opowiada), które to zdjęcie powstanie na koniec filmu. To taka wskazówka, że to już się kiedyś wydarzyło.

Bzdury, bzdury i jeszcze raz bzdury. W pierwszym Terminatorze oglądamy oryginalną historię, która się powtarza. Trzeba sobie uzmysłowić paradoks przedstawiony przez Camerona, w którym czas nie biegnie liniowo, jak w Avengers: Endgame, czy trylogii Back tu the Future, tylko jest pętlą, okręgiem, a okrąg nie ma ani początku, ani końca.

T2 - Cyberdyne tworzy zaczątki Skynet'a na podstawie szczątków terminatora z pierwszego filmu - w pierwotnej historii tak być nie mogło.

Mogło, i tak było. Na tym polega paradoks z T1: wydarzenia z roku 1984 mają miejsce ze względu na wydarzenia z roku 2029 (wysłanie Terminatora i Reese'a w przeszłość, bez tego nie powstałby Skynet i nie urodziłby się John), a te z 2029 roku ze względu na wydarzenia zaistniałe w roku 1984 (zostawienie zniszczonego Terminatora w Cyberdyne dzięki któremu powstał Skynet i poczęcie Johna, bez którego ludzkość nie wygrywałaby wojny). Bo 1984 nie toczy się w tym paradoksie przed 2029, ani na odwrót, wydarzenia z obu dat istnieją zawieszone w pętli i nie mogą zaistnieć bez wydarzeń z tego drugiego okresu.

Tak przynajmniej było i jest w koncepcie pierwszego filmu. W T2 Cameron wszedł w niego z butami zadając pytanie "czy można zmienić przeznaczenie?". Wydarzenia T2 próbują wymusić alternatywną linię czasową i - jeśli bohaterom udało się powstrzymać, lub opóźnić Dzień Sądu (jak ma to miejsce w oryginalnym zakończeniu, i w Terminatorze 3 Mostova, i w ubiegłorocznym Dark Fate) - to T2 w szerszej perspektywie, jako sequel T1, nie ma sensu. Ma go tylko jeśli przyjąć, że bohaterom się nie udało, Dzień Sądu nastąpił 29 sierpnia 1997 roku, a w T1 po prostu informacji o wydarzeniach z T2 nie dostajemy, bo Kyle o nich nie wiedział.
Courage now, truth always, Batman... Forever

Online perek82

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #61 dnia: Pn, 10 Sierpień 2020, 22:16:58 »
Nie wiem skąd wiesz, że to bzdury, ale skoro tak piszesz, to mnie przekonałeś.

Takie podejście, że Kyle jest ojcem Johna bo zawsze nim był czyni tę całą historię mniej ciekawą. Konsekwencją takiego podejścia jest również to, że Skynet zapoczątkował zbudowanie samego siebie.

Zostanę przy swojej interpretacji, która stara się unikać paradoksów a nie tłumaczyć nimi wszystko.
Promethea (1-3) - 4,5/5
Bogowie z Gwiazdozbioru Aquariusa - 3,5/5
Czarny młot (1-4) - 4/5
Metronom - 3,5/5
Trzeci testament - 3/5

Offline Juby

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #62 dnia: Pn, 10 Sierpień 2020, 23:02:46 »
To "bzdury", bo od lat starałem się ustalić, jak to wygląda i... doszedłem do tego, że wygląda to tak, jak właśnie to opisałem. Nie podoba się powyższy paradoks? Jedyne wyjście to cofnąć się w czasie i dyskutować z Cameronem w roku 1983, kiedy tak to wymyślił (owszem, Skynet zapoczątkował zbudowanie samego siebie, gdyby nie wysłał pierwszego Terminatora do 1984 roku, sam nigdy by nie powstał).
Courage now, truth always, Batman... Forever

Online perek82

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #63 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 07:30:47 »
Osią intrygi jest chęć zabicia Johna. jeśli nic nie można zmienić to z góry wiadomo że to się nie uda.
Zostanę przy swojej wersji. Nawet bzdurnej ale imo ciekawszej.
Promethea (1-3) - 4,5/5
Bogowie z Gwiazdozbioru Aquariusa - 3,5/5
Czarny młot (1-4) - 4/5
Metronom - 3,5/5
Trzeci testament - 3/5

Offline Jaxx

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #64 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 08:10:26 »
Osią intrygi jest chęć zabicia Johna. jeśli nic nie można zmienić to z góry wiadomo że to się nie uda.
Zostanę przy swojej wersji. Nawet bzdurnej ale imo ciekawszej.

Ale gdyby Twoja wersja miała być tą prawdziwą, wówczas zdjęcie Sary, które w przyszłości ma Kyle, nie mogłoby być tym samym, które zrobiono jej na końcu. Gdyby istniała inna wersja przeszłości, w której ojcem Johna jest ktoś inny, wówczas to zdjęcie byłoby zrobione w innych okolicznościach, bo Sara nie musiałaby uciekać do Meksyku, nie zatrzymałaby się na stacji benzynowej i nie zastanawiałaby się nad nadchodzącą przyszłością. A ponieważ zdjęcie Kyle'a pokazuje właśnie ten moment, to znaczy, że wszystkie wydarzenia z przyszłości nastąpiły WŁAŚNIE DLATEGO, że Skynet wysłał w przeszłość T800, a rebelianci Kyle'a. Jest to bardzo fajny przykład filmu, w którym próba ingerencji w linię czasu powoduje jej zaistnienie (drugim takim jest bodajże 12 Małp, a inne... jakieś pomysły?) i co wyróżnia pierwszego Terminatora od tysiąca innych produkcji o podróżach w czasie. T2 na tym polu jest już standardowy, bo wprowadza zmianę linii, alternatywne osie itp. Terminator 1 jest bardziej mroczny, bo mówi o niezmienności przyszłości i o nieuchronnej zgubie ludzkości i właśnie o tym, że nie można zmienić przeznaczenia. 

Skynet jak najbardziej zapoczątkował zbudowanie samego siebie i dowodem, że to miał na myśli Cameron jest scena usunięta - pokazuje ona dwóch techników, którzy w fabryce z finału znajdują szczątki T800 i zaczynają się im bacznie przyglądać. Natomiast na zewnątrz Sarah jest odwożona na noszach do karetki i kiedy ta odjeżdża, kamera robi odjazd i pokazuje się logo fabryki mówiące, że należy ona do... Cyberdyne Systems.

Tutaj właśnie nie ma żadnego paradoksu czasowego, bo nie ma żadnych alternatywnych wersji. Jest ciąg wydarzeń, które się zazębiają, a wydarzenia z przyszłości następują z powodu podróży w czasie - jest więc tylko jedna linia, jeden ciąg przyczynowo-skutkowy. Dopiero dalsze części zaczynają tu mieszać, ale T1 jest pod tym względem szalenie spójny i oryginalny.





   

Offline Juby

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #65 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 08:38:38 »
Jest to bardzo fajny przykład filmu, w którym próba ingerencji w linię czasu powoduje jej zaistnienie (drugim takim jest bodajże 12 Małp, a inne... jakieś pomysły?)

Wydaje mi się, że klasyczna seria Planety małp również oparta jest na takim paradoksie (a przynajmniej nabiera takich kształtów przy 3, albo 4 filmie). Podróże w czasie działają na tych samych zasadach również w Harrym Potterze i Więźniu Azkabanu.
Courage now, truth always, Batman... Forever

Online perek82

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #66 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 08:47:37 »
W 12 małp również uważam, że nie jest pętlą ;D Jest też teoria, że w 12 małpach nie ma żadnej podróży w czasie, tylko to majaki Cole'a. Jest nawet sporo wskazówek, że tak może być, ale ja lubię filmy o podróżach w czasie i ten uważam za najlepszy.

Co do zdjęcia to myślę, że to jest tak:
Oryginalna historia: Sarah ma z kimś (nie Kyle, bo go nie ma jeszcze) dziecko, kiedyś powstaje Skynet, wybucha wojna, dziecko Sarah (niekoniecznie John) jest przywódcą rebelii i powstaje pomysł wysłania w czasie terminatora
Pierwsza zmiana - terminator nie zapobiega narodzeniu dziecka (to nie będzie T-800 tylko jakiś mniej zaawansowany) i dalej niewiele się zmienia i znowu dochodzimy do 2029, ale teraz jest pomysł wysłania Kyle'a - może jednak Sarah zginęła po urodzeniu dziecka? Hipoteza taka
druga zmiana - jest starszy model terminatora, jest Kyle, który zastępuje ojca. Reszta mniej więcej bez zmian, ale w 2029 Skynet ma już T800 (Cyberdyne albo ktoś inny ma szczątki poprzedniego robota) i T800 zostaje wysłany. Kyle oczywiście też
trzecia zmiana - dzieje się tak jak w filmie minus zdjęcie, którego jeszcze nie było. Zdjęcie powstaje na koniec. Znowu wojna, znowu podróż w czasie
czwarta zmiana - to co widzimy w filmie. Kyle widział zdjęcie, może o nim opowiedzieć. Zdjęcie powstaje na koniec więc Czas został uratowany.

Mam taki pomysł, że jak już wynajdę wehikuł czasu, to się cofnę do 1983, znajdę Camerona i namówię go żeby w filmie ukrył wskazówkę. Taki krótki dialog na przykład:
Sarah: Więc ty jesteś z przyszłości?
Kyle: Jednej z wersji przyszłości. Jak dla ciebie.

Zaraz, zaraz. Przecież tak jest w filmie. Czyli już to zrobiłem. Zrobię. A cholerne podróże w czasie, w głowie się kręci. Muszę tylko zapamiętać, żeby to powtórzyć i żeby uniknąć paradoksu.

Zgadzam się, że gdyby T1 traktować w oderwaniu od innych filmów to ta "pętla" daje smaczek i taki dodatkowy dreszczyk emocji. Jednak dużo więcej frajdy sprawia mi wyszukiwanie potencjalnych sposobów uniknięcia "pętl".
« Ostatnia zmiana: Wt, 11 Sierpień 2020, 08:50:12 wysłana przez perek82 »
Promethea (1-3) - 4,5/5
Bogowie z Gwiazdozbioru Aquariusa - 3,5/5
Czarny młot (1-4) - 4/5
Metronom - 3,5/5
Trzeci testament - 3/5

Offline Jaxx

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #67 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 08:54:30 »
Sarah: Więc ty jesteś z przyszłości?
Kyle: Jednej z wersji przyszłości. Jak dla ciebie.

Kyle, jako prosty żołnierz, nie mający pojęcia o zasadach działania wehikułu czasu oraz święcie wierzący, że przyszłość można zmienić, mógłby tak powiedzieć. Ale fabuła filmu świadczy o czymś innym :)

Online perek82

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #68 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 09:08:24 »
czyli w następnej iteracji namówię go do większej zmiany w scenariuszu :)
Promethea (1-3) - 4,5/5
Bogowie z Gwiazdozbioru Aquariusa - 3,5/5
Czarny młot (1-4) - 4/5
Metronom - 3,5/5
Trzeci testament - 3/5

Offline Juby

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #69 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 09:23:00 »
Cytuj
Sarah Connor: Are you saying it's from the future?
Kyle Reese: One possible future. From your point of view... I don't know tech stuff.

Tak w oryginale brzmi odpowiedź Reese'a. ;) Ale wierz w co chcesz, @perek82, jeśli wolisz swoją interpretację, nie będziemy ci zabraniać.


Moje recenzje filmów o Terminatorze po ostatnich seansach:



Terminator [Blu-ray, lektor PL - Jacek Brzostyński z TVP]
Powtórka serii po ponad czterech latach. Obraz T1 na Blu wydawał mi się jeszcze lepszy niż zapamiętałem, rewelacja! A sam film - ile razy bym go nie oglądał, nawet w scenach z archaicznymi efektami nie pozwala oderwać wzroku od ekranu. 80s'owa klasyka nie do zdarcia, ścisła czołówka moich ulubionych ever. 10/10

Terminator 2: Ostateczna rozgrywka [DVD, wersja kinowa z dodanym lektorem]
Im starszy jestem i im większą mam - nazwę to w ten sposób - wiedzę filmową, tym wyraźniej dostrzegam, że bardziej bezbłędnym filmem może być pierwszy Terminator. . . Ale wtedy powtarzam T2 i przestaje mieć to dla mnie znaczenie, bo sequel ma taką moc, że to on już zawsze będzie najmojszym Terminatorem. 10/10 i następnym razem odpalam wersję rozszerzoną (brakowało mi kilku scen, a przypomnieć sobie nigdy nie zaszkodzi ;)).

Terminator 3: Bunt maszyn [Blu-ray, lektor PL - Maciej Gudowski]
Pierwsza powtórka na zakupionym już szmat czasu temu niebieskim krążku. Nie wiem, który raz już go widziałem, wiem że nie dorasta do pięt swoim poprzednikom, ale i tak go lubię. Czuję do niego spory sentyment, bo to jeden z najbardziej oczekiwanych filmów mojego dzieciństwa i pierwszy Terminator, na jakim byłem w kinie. No i to po prostu dobre, szybkie kino akcji jest. 7/10 z małym plusem.

Terminator: Ocalenie [Blu-ray, Dir Cut, napisy]
To pierwszy film, na którym byłem w kinie dwa razy. Dziś myślę, że chyba nie ma się czym chwalić. Przedwczorajsza powtórka była moim szóstym, albo siódmym seansem Salvation, drugim w 118-minutowej wersji Dir Cut, pierwszym w full HD. Ogląda się nieżle, wizualnie jest bdb, ale im dalej w las, tym bardziej widać że scenariusz nie grzeszy logiką, a kategoria wiekowa zbyt często daje o sobie znać. 5/10 (po wyjściu z kina było 8/10)

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Cytuj
“I think, tonally, what makes this a direct sequel to T1 and T2 is as much about the tone as it is about the narrative: it’s R rated, it’s grim, it’s gritty, it’s fast, it’s intense, it’s linear. The whole story takes place in 36 hours. It’s not this kind of grandiose, complex story. It’s just very focused on the characters, it’s very now, it’s very present and it’s just a fast white-knuckle ride.”
Słowa samego Jamesa Camerona, które w mojej opinii idealnie pasują do Terminatora 3 Jonathana Mostowa i kompletnie nie oddają tego, co zobaczyłem wczoraj w Terminator: Dark Fate (którego akcja rozciągnięta jest na 72 godziny, nie 36 :P). Ale po kolei . . .

Film otwierają logo wytwórni niemal żywcem wyjęte z Terminator Salvation, przeplatające się z ujęciami Sary z T2 Camerona. To w sumie jedna z najlepszych rzeczy jakie ma do zaoferowania ta produkcja. Dalej następuje scena, o której chyba wszyscy już wiedzą.

Pamiętacie co mówi Sarah, jako wszechwiedzący narrator w openingu T2? Przytoczę fragment: (...) "The computer which controlled the machines, Skynet, sent two Terminators back through time. Their mission: to destroy the leader of the human resistance, John Connor, my son." (...) - dwóch! Nie trzech, nie czterech, Skynet wysłał dwóch Terminatorów. A teraz, po 28 latach, bo ktoś ubzdurał sobie sequel, wmyślony został jeszcze jeden, "bo tak", bez zdania wyjaśnienia. Grzech ciężki.
Egzekucja sztucznie odmłodzonego Eddie'go Furlonga przez plastusiowego Arnolda dokonana ot tak, bez słów, wypada marnie, a wszystkiemu temu przygląda się również nie dość przekonująco odmłodzona Linda Hamilton. Sam pomysł odważny, kontrowersyjny, ale - jak już pisałem - bez wyjaśnienia skąd wziął się trzeci Arnie, dla mnie to grzech najcięższy.

Film rusza z kopyta, akcja zaczyna się bardzo szybko, z tym że totalnie bez suspensu, zainscenizowana bez pomysłu, a ekspozycja przy niej napisana jest tak topornie, że aż zęby zgrzytają. Po niej następuje przestój, więc znalazłem czas, aby zastanowić się, jaki to wszystko ma sens? Odpowiedź: żadnego. Proste i klarowne jest dla mnie to, że Skynet przegrywał wojnę w 2029 i uznał, że jedyną szansą na zwycięstwo będzie cofnięcie w czasie Terminatora, aby ten zabił matkę przyszłego dowódcy Ruchu Oporu. Jak wygląda sytuacja w alternatywnej przyszłości w 2042? Jaki powód ma jego zamiennik o żenującej nazwie "Legion"? Czemu wysłał Rev-9 do zabicia młodej Dani Ramos i skąd w tej przyszłości, zarówno po stronie sztucznej inteligencji, jak i ludzi, istnieją maszyny do podróży w czasie? Brak odpowiedzi. Totalne zero zarysowania świata przyszłości i tego konfliktu, ważne by wszystko kopiować z oryginalnego Terminatora.

Pomówmy o postaciach. Rev-9 jest połączeniem metalowego szkieletu z - chyba - czarnym, płynnym metalem. Potrafi się rozdwoić i... coś tam jeszcze, ale nie wiem dokładnie co, bo jasno z filmu to nie wynika, a zabrakło choćby jednego zdania ekspozycji, co czyni go tak niebezpiecznym przeciwnikiem. Z filmu wynika, że nic, bo ciągle daje się okładać, a to Grace, a to Sarze, albo dobremu Terminatorowi, a na koniec nawet drobna Dani staje z nim do walki face-to-face i wychodzi z tego cało. Gabrel Luna nie ma za grosz charyzmy, jest papierowym czarnym charakterem, chyba najgorszym w historii serii. W dodatku nie działa jak inteligentne Terminatory Skynetu z T1 i T2, które wkładały okulary przeciwsłoneczne, lub szybko wtapiały się w podłogę, by nikt ich nie rozpoznał / zdemaskował, itp. Rev-9 lata sobie rozdwojony po autostradzie wśród dziesiątków świadków i nic, niech sobie wiedzą o maszynie z przyszłości. Cóż, może domyśla się, że scenarzyści ani nie zrobią żadnego użytku z jego zdolności rozdwajania (całkowicie zmarnowanej), ani nie pokażą reakcji kogokolwiek ze świata na zaistniałe z nim wydarzenia, które pewnie każdy nagrał na smartfona. Ma rację.

Są jeszcze Grace i Dani. Ani jednej, ani drugiej nie polubiłem. Tej pierwszej, bo nie wiem po co została przysłana, skoro ma ograniczenia, przez które po kilku godzinach nie jest zdolna do wykonywania swojej misji i to ją trzeba ratować(!), a także nie chce powiedzieć Sarze (a zatem i mi, widzowi) o co dokładnie chodzi w tym co się właśnie dzieje. Tej drugiej, bo ze zwykłej nastolatki przeistacza się w zabójczynie Terminatorów ot tak. Nie umie strzelać z małego pistoletu, by 5 sekund później, bo Sara szepnęła jej jedno zdanie do ucha, być snajperem z giwerą większą od siebie samej. Na tej scenie uderzyłem się w czoło tak mocno, że 4 rzędy wyżej było to słychać.

Wraca Linda Hamilton jako Sarah Connor. Kocham tę postać, kocham Lindę w tej roli, doceniam wysiłek fizyczny jaki ponownie włożyła by ją zagrać... Szkoda, że na marne. Dłuższa przerwa od aktorstwa mocno daje o sobie znać, co w połączeniu ze słabiutkimi tekstami dało efekt podobny do Carrie Fisher w nowych Gwiezdnych wojnach. Jestem rozczarowany.

Jedynie Arnold wychodzi z twarzą z tego koszmaru. Nie tylko gra przekonująco swoją kultową rolę, nie tylko wygląda dobrze jak na swój wiek, ale również jako jedyny otrzymał interesujący pomysł na siebie - maszynę, która sama szuka celu, gdy pierwotnego została pozbawiona (dodatkowo spotyka kobietę, z którą zakłada rodzinę, co jest rozwinięciem podobnego wątku z Kronik Sary Connor z 2008 roku). Kontrowersyjny pomysł, ale mnie przekonał. To jedyna postać w Dark Fate, którą polubiłem, jedyna która niesie ze sobą jakiś humor (ma dwa niezłe teksty), a scena, w której subtelnie burzy czwartą ścianę, by w końcu pożegnać się z rolą Terminatora ( "I won't be back" ) była ślicznym zakończeniem jego podróży w tej serii. Oby na dobre.

Jest jeszcze kolega Sary z US Army, który dostarcza bohaterom broń EMP, gdy przypomni się o tym scenarzyście. Nie wiem skąd się wziął, skoro Sarah jest poszukiwana w 50. stanach i od lat tam nie przebywa, ale zamienia z nią jedno zdanie, przy czym sugeruje, że wcale jej nie lubi, by chwilę później narażać swoje życie i karierę majora, aby udostępnić bohaterom transport lotniczy i wojskową eskortę. Czemu to robi? I co się z nim stało? Scenarzyści uznali to za nieistotne, ruszyli z kolejną przegiętą akcją.

No właśnie, Terminator: Dark Fate to film akcji - niestety, bardzo słaby. Poszczególne sekwencje są źle rozstawione w filmie (pierwsza następuje bardzo szybko, na kolejne trzeba długo poczekać), kiepsko zmontowane, przesadzone, nieczytelne, efekciarskie, a przy tym mało efektowne. Rev-9 ciągle komputerowo skacze, biega, rzuca czymś, lub daje się rzucać, robi to w slow-motion, a na mnie nie robi to żadnego wrażenia, bo nie czuć wagi, brakuje fizyki postaci. Kiedyś wystarczyło dwóch ucharakteryzowanych facetów rzucających się po walcowni stali, a szczękę miałem na podłodze. Wczoraj podczas finału tego filmu zacząłem ziewać.

Podsumowując, Dark Fate to kiepski akcyjniak, koszmarny Terminator i profanacja, a nie kontynuacja T2. Film bez choćby grama wyobraźni (nawet rozwiązanie na unicestwienie złego Terminatora okazało się być gorszą kopią Buntu Maszyn - czyli prawdziwego Terminatora 3!), atrakcyjnej strony wizualnej, elementów rozrywkowych, czegokolwiek o czym mógłbym wypowiedzieć się pozytywnie. To fatalnie napisany, wleczący się film o niczym, po którym nie wiem czy miałbym się cieszyć, smucić, czy czekać na więcej. Tim Miller udowodnił, że choćby nie wiem jak niezamierzoną parodią Terminatora był Terminator Genisys, mogło być jeszcze gorzej. I jest. Dobra robota, Tim.

Mocno naciągane 2/10 za Arnolda i kilka nut z soundtracku Brada Fidela do T2... Czyli ze względu na mój sentyment, bo tak naprawdę, powinno być 1/10.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Dałem drugą szansę Genisys. Nastawienie miałem dobre, a kinowy seans jeszcze gorszego Terminatora mógł działać na korzyść. Niestety, mniej więcej po godzinie byłem zbyt znudzony, aby pamiętać o dobrych intencjach.

Genisys to nie film. To balansujący na granicy parodii, fatalnie obsadzony produkt marvelopodobny od ludzi, którzy widzieli w nim jedynie szansę na łatwy zysk. Wiem, że wiele osób już T3 nazywało "parodią", ale kompletnie się z tym nie zgadzam. Owszem, Jonathan Mostow poszedł w kierunku jaki serii wyznaczyło T2, czyli lżejszego, bardzo widowiskowego blockbustera. Zrobił w tym kierunku dwa kroki - być może o jeden za dużo - ale mimo wszystko zachował odrobinę ducha Terminatora, który wywodzi się z pełnokrwistego thrillera. TX morduje ludzi, nawet bezbronnych nastolatków na domówkach, a sceny jak te, gdy szuka Kate w klinice dla zwierząt, jump-scare przy drzwiach Toyoty, przebicie policjanta gołą ręką, czy zabicie narzeczonego Kate, spokojnie mogłyby się znaleźć w slasherze. Genisys to zupełnie co innego, w złym tego słowa znaczeniu. Pod względem tonu, akcji, tempa, przezroczystości audiowizualnej, kategorii wiekowej i obowiązkowej sceny w trakcie napisów, bliżej mu do współczesnych filmów superhero niż do bycia Terminatorem. Przez jakiejś 40 minut ogląda się nieźle, ze względu na sporo odwołań i scen-podróbek oryginalnego Terminatora, ale od momentu, w którym Arnold chce przesłać Sarę i Reese'a do roku 1997, aby powstrzymali Sądny dzień (głupie tłumaczenie z Blu-ray), choć ubijając Arniego z T1 już go powstrzymali (!) widać, że to bezmózga przygodówka sci-fi, która poza ekspozycją-akcją-ekspozycją-akcją nie ma nic do zaoferowania, a i na tym polu ledwo sobie radzi.

Tak czy inaczej, lepsze to niż Dark Fate, bo jako praktycznie fan-film "what if..." nie boli tak bardzo, jak rzekoma kontynuacja T2. Jest tu kilka niezłych pomysłów, próba oddania cameronowego klimatu wojny A.D. 2029, najlepszy komputerowo-odmłodzony Arnie i przynajmniej gna na złamanie karku, a nie męczy bułę. Finał też ma lepszy. Tim Miller w którymś z wywiadów zachwycał się zakończeniem swojego filmu, przy którym rzekomo uronił łzę. Dla mnie to była całkowicie pozbawiona emocji, nieudana próba skopiowania finału T2. Tutaj, przy scenie z "Kyle Reese, protect my Sarah.", nawet gdy wiedziałem, że Arni przeżyje jako nowy T-1000 (boże, jaki ten film durny), jakoś to działa, brewka może drgnąć.

Niemniej, żal patrzeć na to co zrobiono z moją ukochaną serią. T3 i Salvation nie były godnymi kontynuacjami arcydzieł Camerona, ale sprawdzają się chociaż jako widowiskowe akcyjniaki za grube miliony. Kolejne dwa Terminatory to już dobijanie trupa na każdym polu. Nie dano tej serii umrzeć z godnością.


Courage now, truth always, Batman... Forever

Offline Jaxx

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #70 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 09:55:40 »
Juby, Twoje recki praktycznie pokrywają się z moimi odczuciami co do tej serii :)

Tak tylko jeszcze dla ścisłości - głupie pomysły z Dark Fate to nie wina Millera, tylko Camerona, który tym samym dał świadectwo temu, że najlepsze lata ma za sobą, a skupienie się na smerfach z kosmosu wypłukało z niego ten błysk geniuszu s-f, który w sobie miał. Miller bowiem chciał w Dark Fate odwrócić schemat - chciał, aby w przeszłość wysłany został wojownik rebeliantów, którego zadaniem miało być powstrzymanie wojny w zanadrzu, zduszenie Skyneta (czy tam jak go w tej części nazwali), natomiast maszyny miały wysłać Terminatora, by go powstrzymać. To byłby świeży powiew, z którego mogłoby wyjść coś dobrego. Natomiast Cameron powiedział jasno, że taka fabuła go nie interesuje i ma być jak on chce - znowu przywódca rebelii, znowu terminator mający go zgładzić i jego obrońca. No i otrzymaliśmy, co otrzymaliśmy. Dlatego Miller powiedział, że z Cameronem już nie będzie pracował. Owszem, ma też swoje za uszami, ale trzeba mu oddać sprawiedliwość, że przynajmniej chciał spróbować.

Arnie w Dark Fate jechał w sumie tylko na sentymencie. Terminator bez celu, wtapiający się w społeczeństwo, to bardzo fajny pomysł, ale... firanki? Serio? Firanki?? Cameron, ty stary ramolu... Nie czekam na Avatary, nic a nic.




Offline isteklistek

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #71 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 10:44:08 »
Pewnie już to gdzieś wklejałem, co wcześniej napisałem, że Terminator 3 – Bunt maszyn ma genialny pomysł, który nie do końca został wykorzystany, ewentualnie posypał się w połowie filmu. Maszyny się pomyliły, nie trzeba było zabijać Connora i ciągle prowadzić przeciwko niemu krucjaty, bo okazało się, że jest tylko człowiekiem i już same wysłanie w przeszłość terminatorów i stworzenie zagrożenia zdało egzamin. Od dzieciństwa walczy w wojnie, która się jeszcze nie zaczęła – stracił matkę, nie ma znajomych, jest przegrany, żyje z dala od społeczeństwa w żaden sposób nie angażując się w jego los – żyje z dnia na dzień. Nabawił się zespołu stresu pourazowego oraz paranoi, bo wszędzie może czaić się terminator. Jako osoba jest kompletnie zniszczona psychicznie nie ma szans, aby stał się to osobą, którą ma być w przyszłość. Napędzać akcję powinno nie rzekome zniknięcie, ukrywanie się Connora, ale jego zbędność. Miałem kiedyś przemyślane nawet 4 i jak się wszystko łączy. Inna sprawa, że od Ocalenia i postaci Marcusa sporo przy filmie mieszano - miało być zupełnie inne zakończenie, że Connor miałby stawać się w wyniku obrażeń pół maszyną, pół człowiekiem, co przełoży się na inne rozwiązania fabularne. Niestety ludzie wolą efekty i film ma być naładowany nimi po korek jak Transformersy.

Offline Juby

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #72 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 13:07:17 »
Miller bowiem chciał w Dark Fate odwrócić schemat - chciał, aby w przeszłość wysłany został wojownik rebeliantów, którego zadaniem miało być powstrzymanie wojny w zanadrzu, zduszenie Skyneta (czy tam jak go w tej części nazwali), natomiast maszyny miały wysłać Terminatora, by go powstrzymać.

Brzmi zdecydowanie lepiej od tego, co otrzymaliśmy. Szkoda. Ale Millera to w moich oczach nie usprawiedliwia, bo jego film i tak jest kiepsko wyreżyserowany i nikt nie kazał mu wchodzić na plan z niedokończonym scenariuszem, więc obaj z Cameronem są siebie warci.
Courage now, truth always, Batman... Forever

Offline Gieferg

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #73 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 13:29:20 »
W kwestii t1 Juby pisze jak jest.   Kyle był zawsze ojcem Johna, a Skynet "zrobił się sam".

Odp: Uniwersum Terminatora
« Odpowiedź #74 dnia: Wt, 11 Sierpień 2020, 16:37:06 »
W kwestii t1 Juby pisze jak jest.   Kyle był zawsze ojcem Johna, a Skynet "zrobił się sam".

Im dalej w rozwój kinowego Uniwersum Terminatora - od pierwszego z 1984 roku filmu, do ostatniej produkcji z 2019 roku - tym ,,podróże w czasie" w tym Uniwersum zdają się zmieniać kierunek: być coraz bardziej zagmatwane, coraz głębiej i bez wyjścia zakopujące fabułę przedstawianych wydarzeń w filmach z serii w niekończącej się pętli przyczynowo-skutkowej, gdzie w całym terminatorowym tyglu rozmaitych historii nie da się określić co poprzedza co - gdzie jest przyczyna a gdzie skutek. Zastanawiam się, czy tak jak pisze "Gieferg" nie będzie najlepiej, ,,że Kyle, po prostu, był ojcem Johna, a Skynet zrobił się sam" w jakiejś nieokreślonej przestrzeni czasowej na Osi Czasu. Bo "Skynet" tak funkcjonuje w tym Uniwersum, że zawsze swymi działaniami wyprzedza przyczynę: z przyszłości wysyła do przeszłości cybernetycznego zabójcę, który wpływa na powstanie... siebie - totalitarnego Skynetu. Nic więcej do ,,konstruktu" założeń przemieszczania się po czasoprzestrzeni w tym Kanonie filmowym, dodawać nie trzeba, skoro i tak większość aberracji czasowych, a co za tym idzie całej fabuły filmowych "Terminatorów" wytłumaczyć się nie da, i sądzę, że nigdy nikt nie zdoła tego zrobić. Tak to jest z tymi paradoksami podróży w czasie. Weźmy na ten przykład Milesa Benetta z klasyku z cyklu, z obrazu "Terminator 2: Dzień Sądu". Zakładając, że T-800 wysłany przez Skynet nie straciłby - o ile dobrze pamiętam - którejś z robotycznej kończyny górnej, kończyna ta nie zostałaby odnaleziona, a Miles nie pracowałby na czipie z niej wyekstrahowanym, co przełożyłoby się na stworzenie podstaw zaawansowanej Sztucznej Inteligencji, zaprogramowanej do celów militarnych, dla Sił Zbrojnych USA. A od tej Sztucznej inteligencji, do "Skynetu" droga była niedaleka.