Autor Wątek: The Witcher [Netflix]  (Przeczytany 16765 razy)

0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

Online Pawel.M

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #270 dnia: Pt, 20 Marzec 2020, 22:24:16 »
Dzisiejsze pokolenia pseudo znawców. Każdy chce mieć opinię, nikomu nie chce się pracować nad własną opinią.
Znaczy, jak popracuje nad własną opinią, to przestanie być subiektywna?
seczytam.blogspot.com

Offline Grzmichuj

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #271 dnia: Nd, 22 Marzec 2020, 20:02:43 »
Znaczy, jak popracuje nad własną opinią, to przestanie być subiektywna?
Poczytaj coś innego niż komiks, poczytaj przedwojenne recenzje Boya ówczesnych sztuk, dowiedz się wreszcie, że posiadania WŁASNEJ opinii nie upoważnia cię do jej publikowania. Trzeba umieć wznieść się ponad własne widzimisię, nauczyć się empatycznie cudzych gustów i umiejętnie, poprzez nawiązania do innych dzieł kultury, oszacować potencjał odbioru u czytelników recenzji. Ale przede wszystkim nie można poddawać recenzji terrorowi własnego gustu, co jest nagminne w komiksiarstwie. Nigdy bowiem nie wiesz, czy to ty, czy dzieło nie spełnia twoich wymogów.
I tego kiedyś uczono.
Bo co to za sztuka napisać "Yennefer przypomina moja nauczycielkę niemieckiego, która udupiła mnie w 3 klasie. Serial do dupy, ale to moja opinia". To pokazuje wówczas tylko tyle, że TWOJA opinia jest gówno warta.
I teraz jeszcze raz przeczytajmy recenzję imć Bensona. W niej liczy się tylko Benson, żadnych ogólników, prób oceny. Jest tylko jedna - to nie Benson ją wyreżyserował, nie zrobił castingu, nie napisał scenariusza, nie wykonał lokacji i efektów. I całe szczęście, bo jego wersja to byłby mashup PSÓW 2 i Zenka.

Trochę odkopię :) Moja opinia o 1 sezonie:
Rozumiem, że to wizja pani Lauren, ale oceniam to z pozycji wielkiego fana opowiadań i sagi, który w grudniu skończył je czytać po raz 6 czy 7. Obejrzałem w weekend całość. Nie miałem wielkich oczekiwań, nawet spodziewałem się, że nie dowiozą, ale im bliżej było premiery i przybywało trailerów/filmików, tym mój hajp powoli rósł. I co?
I jest słabo :(

UWAGA! SPOJLERY Z KSIĄŻEK!

1. Dobór aktorów:
Geralt - Henry ogólnie niby ok, ale a) IMO jest za wielki, b) to jego mamrotanie mnie wkurza.
Yennefer - dramat, dziewczę jest kompletnie bez charyzmy plus wiem, że to kwestia gustu, ale w książkach czarodziejki były co najmniej atrakcyjne*.
Ciri - za stara, wygląda na 16 lat; nie umiem sobie jej wyobrazić z mieczem, mordującą ludzi na lewo i prawo ze Szczurami.
Jaskier - powiedzmy, że się przekonałem, zgrzytając zębami. I nie, „Toss the coin…” jest IMO słabe. Pan aktor jedzie Dio i Jackiem Blackiem w wersji z Pcimia Dolnego. Przy piosence Priscilli z Dzikiego Gonu to jest jak Sławomir przy Zeppelinach.
Triss - WTF?! Ale serio - to żart? Plus *
Yarpen - średniego wzrostu, chudy, wkurwiony na wszystko typ, zamiast jowialnego krasnoluda ['] W ogóle krasnoludy w tym serialu to dramat. Wyglądają jak z jakiegoś teatru dla dzieci.
Borch - jakiś dziadek... co to ma być?
Calanthe - powiedzmy, ze ok, ale nikogo nie nabierze, że jest w serialu matką Pavetty.
Tissaia - jedyna postać, która mi podeszła bez uwag.
Koral - wygląda, jakby miała 50 lat. Plus *
Eist - zupełnie inaczej wyobrażałem sobie twardych ludzi ze Skellige.
Vilgefortz - jakiś maharadża z Baśni 1001 i jednej nocy...
Cahir - nawet nie wiem, co napisać... Zrobili z niego totalnie złego skur…, jakiegoś seryjnego mordercę, gdzie w książkach był na początku lojalnym służbistą. W ogóle nie umiem sobie wyobrazić jego przyszłości z książek.

2. Odstępstwa od książek.
Jezu… Tu ten serial zawodzi chyba najbardziej :(
W pierwszym odcinku bez Tridamskiego ultimatum cały sens masakry w Blaviken poszedł się kochać.
Dżin – co to za z dupy wzięte zawiązanie fabuły?! Że niby Wiedźmin wiedział, że ma go szukać i gdzie?! Przecież gdyby było wiadomo, że dżin gdzieś tam sobie leży, to zlecieliby się wszyscy czarodzieje i czarodziejki, żeby go odnaleźć.
Odcinek z Diabłem został TOTALNIE pocięty. Jego wymowa w książkach jest zupełnie inna. Tutaj elfy są dodane jakby przez przypadek.
Sodden – gdzie to bohaterstwo 22 czarodziejów??!! Tak naprawdę Północ by przegrała, ale Yennefer na szczęście sobie przypomniała, że umie miotać ogniem. No kur… Już pomijam fakt, że w ogóle ci czarodzieje mieli czary z dupy, bo zamiast miotać obszarówkami na lewo i prawo, stać ich było tylko na mocniejsze Aardy i jakieś purchawki. Ale to pewnie przez punkt 3. Aha, gdy zobaczyłem czarodziejów w tych łódkach, to mi wszystko opadło… To miało być nawiązanie do Szeregowca Ryana?
Spotkanie Geralta i Ciri… Tu mi się chciało płakać. CAŁKOWICIE wycięto ich pierwsze spotkanie w Brokilonie, przez co tutaj przecież Ciri gdy go spotkała, powinna zapytać: „Kim jesteś?” Nie pamiętam już, gdzie to czytałem, ale w książkach właśnie przez te ich spotkania, można było poczuć, że to naprawdę przeznaczenie. W serialu tylko powtarzają to słowo co chwilę, a reszta jest przypadkiem.
Nilfgaard – w książkach jako postępowe cesarstwo z rozwiniętą gospodarką i planami wobec podbitych ziem, tu jako dzikusy (jakieś jedzenie skóry… SERIO?!), które chcą tylko zabijać.
Vilgefortz – pod Sodden już współpracował z Emhyrem, a tu wygląda, jakby uderzył się głową w pieniek i postanowił, że w sumie to będzie zły.
Wątek Yennefer był dla mnie tak przeraźliwie nudny, że czekałem, aż pokażą Ciri biegającą po lesie z Mrocznym Elfem.
ELEKTRYCZNE WĘGORZE!!!

3. Budżet.
Ja wiem, że to nie budżet GoT, ale: gdzie był dżin? Czemu Diabeł wyglądał, jak jak jakiś Muppet? Czemu statystów było tak mało? Czemu ujęcia wyglądały jak z Korony królów? Czemu w pewnym momencie myślałem, że mi się coś stało z Netflixem, bo zacząłem oglądać drugi raz te same sceny (Calanthe)? Czemu wnętrza były tak przeraźliwie puste?

4. Poprawność polityczna jest rakiem XXI wieku.
Driady z Brookynu, Yennefer z Bombaju, Vilgefortz z Bagdadu, Fringilla, która w książkach ma zielone oczy i JEST CIOTKĄ CAHIRA… Dobrze chociaż, że Geralt nie jest rudą babą.

5. Dialogi.
To nie leżało nawet obok Żmiji. Cały czar z książek ASa prysnął. Te wszystkie błyskotliwe wymiany i cięte riposty, tutaj są sprowadzone do pojedynczych zdań i „Hmmm” albo „Fuck” Wiedźmina.

Ogólnie 3/10.

Offline parsom

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #272 dnia: Nd, 26 Kwiecień 2020, 12:22:38 »
Nie czytałem wcześniej nic na temat tego Netflixowego "Wiedźmina", wydawało mi się, że to jakaś super rzecz, a tu wczoraj obejrzałem pierwszy odcinek i zasadniczo - niesmak. Najbardziej mnie dziwi jak to wygląda od strony realizacyjnej - w zasadzie jak "Ogniem i mieczem". Druga rzecz - dialogi. Momentami wręcz żenujące. Trzecia - gra aktorów. Renfri to jest postać z jakiejś teen drama? Wiedźmin później będzie coś mówił z inną miną czy innym tonem? No i sam scenariusz. Podobno pani nad nim czuwająca to jakaś fachura, ale w tym odcinku działania Wiedźmina są po prostu od czapy. Przyjeżdża, spotyka tego i tamtego, potem coś monologuje w lesie, wysłuchuje monologu Renfri, przebudza się i nagle go olśniewa i idzie wszystkich zarżnąć. Gdzie tu rozterki związane z wyborem tego mniejszego zła?

Offline Murazor

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #273 dnia: Nd, 26 Kwiecień 2020, 13:36:08 »
Gdzie tu rozterki związane z wyborem tego mniejszego zła?
Nie ma i nie licz na nie dalej. Całość jest spłycona, większość ciekawych wątków (tak z 3/4 w odcinku ze smokiem) jest wycięte. Najważniejsze jest siła kobiet, tęskniąca za dzieckiem Yen, silna Lwica, która straci państwo, żeby tylko nie poddać się męskiej władzy, cudowna Ciri, którą wszyscy pragną.

I to są rzeczy, które pamiętam po... 2 miesiącach od obejrzenia? Mało Geralta, mało wiedźmina, mało tej jego drogi przez niesprawiedliwy świat :(

Offline xanar

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #274 dnia: Nd, 26 Kwiecień 2020, 14:06:28 »
"Różnorodności" nie zauważyłeś  :)

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #275 dnia: Nd, 26 Kwiecień 2020, 14:23:35 »
Dokładnie, jest za to dużo kolorowych często umieszczonych wbrew logice, śmiesznych kostiumów, bredni od rzeczy i wypalających oczy "efektów" Bagińskiego. Coś za coś, jak to się mówi.

Online Pawel.M

Odp: The Witcher [Netflix]
« Odpowiedź #276 dnia: Nd, 26 Kwiecień 2020, 19:28:36 »
A dopiero zauważyłem, że kolega raczył się odnieść.
posiadania WŁASNEJ opinii nie upoważnia cię do jej publikowania.
Po 1. Opinii nie można posiadać - opinię można mieć.
Po 2. Zgłoś do prokuratury, że nie dość, że mam swoją opinię, to jeszcze ją opublikowałem :D
seczytam.blogspot.com