Czy oceny dotyczące nowej części Kapitana Ameryki są prawdziwe? Zdecydowanie TAK. Należy jednak zaznaczyć, że nie jest to film tak zły jak Kwantomania czy Marvels. Jest to totalny średniak, typowy akcyjniak klasy B, jeden z wielu jakie trafiają bezpośrednio od razu na streaming lub na DVD.
Nie będę bawiłem się w oznaczanie spoilerów. Dlaczego? Ponieważ marketing tego filmu zdradza całą fabułę i "zwroty akcji". Po wydarzeniach z Eternals na oceanie indyjskim powstała wyspa z Celestiala, na której odkryto adamantium (pokazano to w zwiastunach), wiele państw chce położyć na nim rękę, ale prezydent Ross chce doprowadzić do podpisania traktatu, który ma być jego spuścizną (było w zwiastunach), jednak ktoś knuje, aby to wszystko zniweczyć i dokonuje rękami Isaiaha, kumpla nowego Kapitana, zamachu na Thunderbolta (było w zwiastunach). Kapitan będzie teraz musiał odszukać sprawcę z pomocą nowego Falcona, pomóc kumplowi, ale także zapobiec globalnemu konfliktowi (było w zwiastunach). Kto pociąga za sznurki całej intrygi sam Marvel zdradził zatrudniając Tim Blake Nelson i pokazując go w pierwszych ogłoszeniach filmu. Pewnie każdy się zastanawia to gdzie w tym wszystkim jest Rulk (było w zwiastunach)? Na samym końcu. Zwiastuny sugerowały, że będzie to ważne część filmu. I zasadniczo jest, tylko trochę inaczej, bo to co dostaliśmy w zwiastunach to finałowy pojedynek Kapitana i Hulka. Za to obok przygód Sama drugim ważnym wątkiem jest wątek Rossa, który jest o dziwo ciekawszy i ważniejszy. Dlatego że jest to redemtion arc dla tej postaci w MCU i Ford świetnie to oddaje swoją gra aktorską. Natomiast w przypadku Sama ma on cały czas wątpliwości czy jest w stanie zastąpić Steva (było w zwiastunach). Wątpliwości które miał już w serialu Winter Soldier i Falcon. Zresztą to wygląda tak, jakby ta droga którą odbył w serialu, ustanawiającą go jako nowego Kapitana wcale się nie odbyła. Wygląda to tak jak w przypadku Wandy w drugiej części Dr Strange'a, gdzie zaorano cały rozwój bohaterki z wcześniejszego serialu.
Nowa odsłona przygód Kapitana Ameryki próbuje być takim nowym Zimowym Żołnierzem, czyli thrillerem politycznym z zagrożeniem globalnym, grożącym światowym konfliktem, przez co nie daje niczego świeżego. Osadzanie jej w MCU też nie pomaga, bo tam takie rzeczy co poniedziałek w porze lunchowej, więc trochę traci na siłę i nie polepsza sytuacji, że cała intryga została zdradzona przez marketing przed premierą filmu. I nie jest to też zagrożenie, aby zebrać Avengersów, którzy się rozwiązali (co jest kilka razy wspominane), ale też nie potrzeba udziału TARCZY (chyba scenarzyści o niej zapomnieli). Kapitan dostaje jak w Winter Soldierze ekipę wspierającą. O nowym Faconie wspomniałem, dodatkowo kumpel, który robi za mentora, trochą jak Nick Fury oraz kolejną Czarną Wdowę, czyli zabójczynie z Czerwonego pokoju.
Ten film to trochę taki zlepek różnych rzeczy, które już wcześniej były. Kulą u nogi jest to, że nawiązuje do wcześniejszych filmów, tym samym osadzając już oficjalnie Incredible Hulka w MCU, bo znajomość tego filmu jest wręcz obowiązkowa, aby zrozumieć motywację niektórych bohaterów, ale nie samego Sama jako Kapitana.
Giancarlo Esposito zalicza kilka fajnych scen, ale całkowicie zmarnowano tego aktora (choć ja odnoszę wrażenie, że powróci w kolejnych filmach MCU, co sam mówi w jednym zdaniu). Ford daje bardzo dobry popis aktorstwa, tak samo jak Carl Lumbl. Anthony Mackie może sie dwoić i troić, ale aktorsko sprawdza się lepiej na drugim planie lub w teamie z Sebastianem Stanem, ale tu o dziwo mnie zaskoczył i daje radę, przynajmniej nie gra tu z tymi swoimi manieryzmami.
Na plus filmu zasługują też nieźle zrobione choreografie walk, jednak nie da się ukryć, że nie są one pomysłowe i dają wrażenie, że już to widzieliśmy (np. w Zimowym Żołnierzu

)
Podsumowując: średniak, na którym się nudziłem, pomimo akcji na ekranie. Cała intryga przewidywalna i zdradzona wcześniej przez Marvela. Jest jedną scena po napisach na samym końcu.
Gdyby Marvel odpuścił pokazanie Hulka w zwiastunach oraz nie zapowiedział powrotu Tima Blake Nelsona, to po premierze ten film byłby może odbierany inaczej, bo ludzie dyskutowali by właśnie o tych rzeczach, trochę przysłaniając całą resztę wad. Obawiając się klapy, sam Marvel doprowadził wg mnie do tej klapy jaka się właśnie teraz wydarzyła.