Scena otwierająca jest wybitna, nią twórcy zawiesili sobie poprzeczkę tak wysoko, że później jest tylko wyśmienicie. Wszystkie odniesienia do komiksów i postaci ze wszystkich filmów Marvela bez znaczenie, w której wytwórni powstały, są pierwszorzędne. Hugh Jackman przechodzi sam siebie, gra całkowicie innego Logana niż nas przyzwyczaił. Mnóstwo żartów dotyczących aktorów, ich prywatnego życia, innych ról kinowych - po prostu rewelacja. Dwójka złoli również nie zawodzi. Złol perfekcjonista - jego motywacją jest wymazanie czegoś, co i tak już zmierza ku upadkowi i tylko chce przyspieszyć ten proces. Ten złol niemający doświadczenia w byciu czarnym charakterem (można go nazwać karykaturą złoczyńcy) idealnie pasuje do swojego oponenta, czyli chaotycznego quasi-herosa Deadpoola. Drugi złol, czyli szalona kobitka pragnąca jedynie rządzić swoją przeklętą domeną wypada przekonująco i odpowiednio złowieszczo. Motywuje ją chęć zniszczenia wszystkiego - jak to przy wielu podobnych charakterach, aby móc rządzić tym, co się ostanie. Najlepszym jest jednak to, że Deadpool ani nie jest mesjaszem Marvela - to kolejny żarcik komentujący słabą postawę ostatnich filmów MCU, ani nie dołączą do MCU, w którym jest tylko przez chwilę i dostaje siarczystego, acz eleganckiego kopa od szofera (notabene bardzo fajna scena obrazująca ideę Mścicieli) Wczoraj na seansie była prawie cała sala, a śmiechom i komentarzom nie było końca, ludziom film bardzo się podobał. D&W pewnie obejrzę ponownie w kinie, by delektować się smaczkami i wyłapywać kolejne aluzje i nawiązania. Scena po napisach pokazuje też istotną rzecz. Marvel zrobił idealny casting do swoich pierwotnych/głównych/jak zwał tak zwał Avengers i mimo że większości tych aktorów raczej już nie zobaczymy, to jak czasami wracają na momencik, pokazują, jak wszechstronnymi są aktorami.