Film, który robi za wizualne porno o smerfach to co najwyżej zjada szare komórki. Sorry ale ten film prezentuje tragiczne tendencje dla kina, gdzie wizualna warstwa tak mami, że film może być nawet ścierwem scenariuszowym byle był ładny.
Do tego nienawidzę wprost wątku hipokryzji jaki jest niedołączony przy tym cyklu. Cameron trujący w tych swoich wypocinach o ekologii, gdzie produkcja tego gówna pochlania niemało zasobów, energii pochodzacych z właśnie tej umęczonej matki ziemi. Cameron to czołowy hipokryta Hollywod i tyle w temacie. Do tego gość ma przerost ego, jeszcze jakiś dziś pamiętam jak typek wrzucił do kin specjalne pokazy avatara w momencie w którym endgame już przebiło finansowo smerfy, bo gość nie był w stanie przeklnąć faktu, ze po 10 latach ktoś przebił wynikiem w box office jego film. Najzabawniejsze jest to, ze wcześniej gratulował wyniku temu filmowi. Żenujący typ i tyle.
BTW Jeszcze poza tym w sumie Avatar to jest taki tam fenomen kulturowy jak sam film. No ładne obrazki i tyle. Przecież on praktycznie nie ma żadnego znaczącego fansbase, nie czuć, że są ludzie, którzy to kochają, gdzie np. takie star wars, władca pierścieni, potter czy właśnie marvel mają ogromną bazę fanów podjarnych lore, postaciami i tym wszystkim. Jak dla mnie brak czegoś takiego podstawowego też już wiele mówi o tym. Niby też Avatar, nie ma na tyle lore, ale z drugiej strony Cameronowi nie chciało się tego rozwijać przez tyle lat od premiery jedynki, przez danie licencji konkretnym firmom od gier, książek itd. bo widać, to ma jednak pełnić rolę ładnych odmożających obrazków a nie jakiejś kompleksowej mitologii. Co nie zmienia faktu, ze przy premierze trójki znowu będzie pieprzenie jaka to była ambitna technicznie produkcja, tylko co z tego właściwie wynika dobrego poza rozwojem cgi?